Latem 2024 roku węgierscy rolnicy przeszli przez Budapeszt prowadząc dwa wielbłądy, by zwrócić uwagę na problem pustynnienia, który dotyka Wielką Nizinę Węgierską. Protest, symbolizujący walkę z kryzysem wodnym, odbył się półtora roku przed nadchodzącymi wyborami. Niedzielne głosowanie jest szczególnie istotne dla przyszłości Orbána, a wiejski elektorat może mieć duży wpływ na wyniki wyborów.
Kiedy myślimy o suszy i pustynnieniu w kontekście Europy, zwykle przychodzi nam na myśl region śródziemnomorski. Hiszpania, Włochy, południe Francji czy Grecja to kraje, w których narastają problemy suszy, pustynnienia i deficytu wody, potęgowane przez ekstremalne upały i pożary. Jednak nie tylko te państwa mierzą się z tym wyzwaniem. Pustynnienie i perspektywa braku wody to bardzo realny scenariusz także dla Węgier.
Według Komisji Europejskiej na Węgrzech działa około 430 tys. rolników, a na obszarach wiejskich mieszka około 3 mln ludzi, czyli 30,5 proc. ludności kraju. OECD wylicza z kolei, że podczas suszy w 2022 roku produkcja roślinna spadła o 32 proc. rok do roku, a w skrajnym scenariuszu straty gospodarcze w rolnictwie mogą przekroczyć 6 mld euro.
To, że problem przestał być abstrakcją, było widać już latem 2024 roku, gdy węgierscy rolnicy przeszli przez Budapeszt z dwoma wielbłądami, by zwrócić uwagę na pustynnienie kraju i domagać się programu zatrzymywania wody.
Węgry pustynnieją. Badania pokazują, jak bardzo
Wielka Nizina Węgierska, serce Kotliny Panońskiej, jest regionem o kluczowym znaczeniu rolniczym i przyrodniczym dla Europy Środkowej. Jej specyficzne położenie geograficzne i warunki klimatyczne sprawiają jednak, że jest wyjątkowo podatna na deficyty wody. Problem w ostatnich latach potęgują globalne ocieplenie oraz intensywne rolnictwo.
Nowe badania „Analiza wykrytych i przyszłych warunków suszy – studium przypadku Wielkiej Niziny Węgierskiej” opublikowane w 2025 roku pokazują, jak problem suszy na Węgrzech ewoluował w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Choć kraj w przeszłości zmagał się z suszą, to autorzy badana jasno pokazują, że ocieplający się klimat odgrywa coraz większą rolę w intensywności suszy.

W ostatnich dekadach roczne sumy opadów na Wielkiej Nizinie Węgierskiej nie uległy istotnym zmianom. Występowały zarówno okresy bardziej wilgotne, jak i suche. Zmienił się jednak charakter opadów. Podobnie jak w Polsce, rośnie udział opadów krótkotrwałych i nawalnych, a spada liczba opadów długotrwałych, które pozwalają na skuteczne odnowienie zasobów wodnych. Jednocześnie Węgry doświadczają wyraźnego ocieplenia. Letnie temperatury coraz częściej przypominają te, które kilkanaście lat temu notowano w rejonie Morza Śródziemnego. Dawniej średnia dobowa temperatura latem oscylowała między 16 a 18 st. C, dziś coraz częściej sięga 19–20 st. C.
Nic więc dziwnego, że kraj zmaga się z narastającą suszą, co wyraźnie ilustruje wykres oparty na wskaźniku PaDI, dostosowanym do węgierskich warunków. Wyraźnie widać, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat intensywność suszy wzrosła. Rok 2022 przyniósł Węgrom wyjątkowo dotkliwą suszę. Kolejne lata, nieuwzględnione w tym badaniu, również okazały się bardzo trudne.
Z roku na rok coraz gorzej
Temat suszy i stanu rolnictwa może mieć dla przyszłości Viktora Orbána spore znaczenie. Niedzielne wybory rozstrzygną się w dużej mierze poza Budapesztem, a to właśnie prowincja od lat jest politycznym zapleczem Fideszu. Associated Press przypomina, że Orbán nadal utrzymuje silne poparcie wśród starszych wyborców i mieszkańców małych miejscowości.
Według przywołanego przez AP sondażu Medián 47 proc. Węgrów po 65. roku życia popiera Fidesz, a 29 proc. Tiszę, zaś im mniejsza miejscowość, tym większe poparcie dla obozu rządzącego. Susza uderzająca w rolnicze regiony kraju staje się więc nie tylko problemem klimatycznym, ale też politycznym testem wiarygodności władzy wobec jej wiejskiego elektoratu.
Susza napędzająca proces pustynnienia staje się jednym z największych problemów węgierskiego rolnictwa. Wielka Nizina Węgierska jest kluczowym obszarem dla produkcji rolnej kraju. Ponad 80 proc. jej powierzchni jest wykorzystywane rolniczo, a gleby należą do najżyźniejszych w regionie.
– Jest znacznie gorzej i z roku na rok coraz gorzej. Gdzie podziała się tak duża ilość wody? To niewiarygodne – powiedział dla Euronews jeden z węgierskich rolników, Oszkár Nagyapáti, mieszkający w regionie Homokhátság na południu Węgier.
Farmer od lat z niepokojem obserwuje zmiany w krajobrazie. Jak mówi, tam, gdzie kiedyś rosły różnorodne uprawy i trawy, dziś widać głębokie pęknięcia w glebie, a pojawiające się wydmy bardziej przypominają Saharę niż Europę Środkową.
Miniony rok na Węgrzech także był ciężki. Tamtejsza służba meteorologiczna przyznała, że gleby w środkowych Węgrzech były „krytycznie suche”. Sytuacja skłoniła władze do podjęcia działań i przeznaczenia na walkę z suszą ponad 12 mln euro. Premier Węgier Viktor Orbán w wywiadzie dla lokalnego portalu powiedział, że „robi wszystko, co może, jednak nawet rząd nie jest w stanie całkowicie uchronić kraju przed suszą”.
„Strażnicy wody” wyruszają z misją
Zanim władze zaczęły działać, już w 2024 roku grupa rolników i wolontariuszy zdecydowała się podjąć walkę z suszą.
– Zastanawiałem się, co można zrobić. Jak przywrócić wodę albo w jakiś sposób „wyprodukować” ją w krajobrazie. (…) Właśnie wtedy rozpoczęliśmy nasz projekt polegający na zalewaniu niektórych obszarów, aby zatrzymać wodę na nizinie – powiedział wtedy Nagyapáti.
Wraz z grupą ochotników nazywanych „strażnikami wody” Nagyapáti przeprowadził rozmowy z władzami oraz lokalnym kąpieliskiem termalnym, licząc na przekierowanie nadmiaru wody z term na ich grunty. Wody, która zwykle bez pożytku trafia do kanału. Zgodnie z planem, schłodzona i oczyszczona woda miała zostać użyta do zalania 2,5-hektarowego obszaru położonego w naturalnym obniżeniu terenu, co miało odtworzyć dawny, naturalny cykl wylewów przerwany przez regulację rzek.
– Gdy zalewanie się zakończy, a woda zacznie się cofać, w tym miejscu powstanie 2,5 ha zbiornika wodnego – oznajmił Nagyapáti. – W naszym suchym regionie będzie to widok wręcz szokujący.
„Strażnicy wody” mieli wtedy nadzieję, że sztuczne zalewanie wybranych obszarów nie tylko podniesie poziom wód gruntowych, ale także stworzy mikroklimat, dzięki parowaniu z powierzchni wody. Przez to zwiększy się wilgotność powietrza, obniżą się temperatury a zapylenie zredukuje.
- Czytaj także: Orbán ogłasza „chrześcijańsko-demokratyczną” strategię klimatyczną. Węgry stawiają na atom i OZE
Pomysł się udał
Po kolejnym gorącym i suchym lecie zeszłego roku „strażnicy wody” zablokowali śluzy wzdłuż kanału odprowadzającego zużytą wodę z term. Odzyskana woda zaczęła stopniowo gromadzić się na polu zlokalizowanym w zagłębieniu.
Po kilku miesiącach pole zostało niemal zalane. Stojąc obok tego obszaru na początku grudnia zeszłego roku, Nagyapáti stwierdził, że płytkie mokradła, które się utworzyły, „mogą wydawać się bardzo małe, ale dają nam ogromną radość tutaj, na pustyni”. Jego zdaniem ten nowy zasób wodny będzie miał „ogromny wpływ” na przyrodę w promieniu około 4 km. – Nie tylko na roślinność, ale także na bilans wodny gleby. Mamy nadzieję, że poziom wód gruntowych również się podniesie – powiedział.
Obecnie grupa liczy już ponad 30 wolontariuszy i chce rozszerzyć projekt na kolejne pola. Rolnicy liczą, że ich działania zainspirują innych do podobnych inicjatyw.
– Ta inicjatywa może być przykładem dla wszystkich. Potrzebujemy coraz więcej takich działań – powiedział Nagyapáti. – Zatrzymaliśmy wodę z kąpieliska termalnego, ale retencja jakiejkolwiek wody, czy to na wsi, czy w mieście, to ogromna szansa na odbudowę zasobów wodnych.
Eksperci podkreślają jednak, że lokalne inicjatywy mogą okazać się niewystarczające, jeśli świat nie ograniczy spalania paliw kopalnych. Według prognoz, jeśli obecny kurs zostanie utrzymany, do końca XXI wieku obszary dotknięte poważną suszą (dziś obejmujące około 6 proc. Wielkiej Niziny Węgierskiej) mogą wzrosnąć do 17 proc. Jak dodają, szybka redukcja emisji CO2 mogłaby znacząco ograniczyć skalę tego zjawiska.
–
Zdjęcie tytułowe: Schutterstock/Artush



