Udostępnij

Pieniądze, ropa i polityka. Anatomia ostatnich ruchów Donalda Trumpa

03.02.2026

Wiele z pozornie trudnych do wytłumaczenia politycznych decyzji administracji Donalda Trumpa da się zrozumieć w prosty sposób. Wystarczy popatrzeć, kto na nich korzysta finansowo. A następnie porównać tę listę beneficjentów z listą darczyńców Trumpa, hojnie finansujących jego kampanię prezydencką. Takie porównanie w dużej mierze wyjaśnia działania administracji w kwestii walki z normami środowiskowymi, jej ataki na politykę klimatyczną, ale też niedawną interwencję USA w Wenezueli.

Na przykładzie działań w Wenezueli dobrze widać specyficzną formę korupcji, która przenika Stany Zjednoczone rządzone przez Donalda Trumpa. Analizy ekspertów i doniesienia medialne wskazują, że głównym celem tej interwencji było przejęcie kontroli nad wenezuelską ropą. Co ciekawe, prawo do handlu nią otrzymała firma, która wpłaciła na kampanię Trumpa… 6 milionów dolarów.

Dlaczego USA interweniowały w Wenezueli?

Jak Państwo pewnie pamiętacie, w pierwszych dniach stycznia 2026 roku Stany Zjednoczone przeprowadziły dużą operację wojskową w Wenezueli. W jej wyniku siły specjalne USA ujęły prezydenta Nicolása Maduro i jego żonę Cilię Flores.

Następnie para została przetransportowana do USA, gdzie obecnie przebywa w areszcie. Maduro i Flores mają stanąć przed sądem federalnym w związku z zarzutami m. in. dotyczącymi handlu narkotykami i powiązań z gangami określanymi przez USA jako organizacje terrorystyczne.

Niezależnie od legalności rządu Maduro i tego, jak traktował on swoich obywateli, działania amerykańskie budzą duże kontrowersje w kontekście prawa międzynarodowego i suwerenności państwowej. Od samego początku pojawiło się też pytanie, jaki faktyczny cel miała ta operacja? Czy rzeczywiście była to walka z narkotykami, w sensie typowego zwalczania ich przemytu do USA?

Wojna z narkotykami” wygodnym pretekstem?

Jednak Wenezuela sama w sobie nie jest głównym dostawcą narkotyków do Stanów Zjednoczonych. Głównymi krajami eksportującymi kokainę do USA są Kolumbia, Peru i Boliwia. Wenezuela bywa wykorzystywana jako kraj tranzytowy — część narkotyków przechodzi przez terytorium Wenezueli, ale sama produkcja i eksport do USA jest stosunkowo niewielka.

Z kolei fentanyl i jego pochodne trafiają do USA głównie z Meksyku.

Tak więc amerykańska operacja przeciw Maduro w rzeczywistości nie była skierowana na ograniczenie przepływu narkotyków, a przynajmniej nie przede wszystkim. Choć tak została przedstawiona.

Najwyraźniej nie chodziło też o obalenie rządu, o eliminację reżimu uznanego przez USA za antydemokratyczny, bo po ujęciu Maduro urząd prezydenta Wenezueli przejęła de facto dotychczasowa wiceprezydent Delcy Rodríguez. Stało się tak, choć administracja USA publicznie deklarowała, że będzie kierować tym krajem aż do ustanowienia nowej władzy.

A może po prostu chodzi o pieniądze?

Wenezuela posiada złoża ropy naftowej, co prawda dość specyficznej pod względem składu i właściwości, ale za to ogromne.

Po zatrzymaniu prezydenta Maduro, administracja Trumpa mówiła publicznie o tym, że Stany Zjednoczone będą dyktować warunki sprzedaży wenezuelskiej ropy i ewentualnie warunki inwestycji w wenezuelski sektor naftowy. USA będą nadzorować, kogo można wybrać jako nabywcę i w jaki sposób transakcje są realizowane.

Od pewnego czasu Stany Zjednoczone wprowadziły „kwarantannę” wobec statków wypływających z Wenezueli, argumentując, że wiele z nich objętych jest sankcjami albo przewozi sankcjonowane ładunki. W praktyce daje to USA możliwość fizycznej kontroli — a w razie potrzeby także zatrzymywania jednostek.

Do tej pory wenezuelska ropa trafiała na rynek zarówno z ominięciem sankcji (głównie do Chin, gdzie kupowały go małe, niezależne rafinerie, skuszone dużymi rabatami), jak i legalnie do USA za pośrednictwem Chevron Corporation. Obecnie kluczową rolę w tym handlu zaczęli odgrywać „szybcy i odważni” niezależni traderzy, tacy jak Vitol czy Trafigura.

Przykład: Grupa Vitol zaoferowała wenezuelskie ładunki ropy chińskim nabywcom z dyskontem rzędu około 5 dolarów za baryłkę względem notowań ICE Brent, testując apetyt rynków azjatyckich na ciężką, kwaśną ropę z Ameryki Południowej. Zgodnie z informacjami, jakie można znaleźć w prasie branżowej, a pochodzących od traderów zaznajomionych ze sprawą (którzy zastrzegają anonimowość, ponieważ nie są upoważnieni do publicznych wypowiedzi) dostawy tych ładunków miałyby nastąpić w drugiej połowie kwietnia.

To nie jest „biznes jak zwykle”

Rezerwy wenezuelskiej ropy — w liczbie 30–50 milionów baryłek — zostały więc przyjęte pod amerykańską kontrolą i są sprzedawane na globalnym rynku, a wpływy są przechowywane na kontach kontrolowanych przez USA. Administracja deklaruje, że transakcje będą prowadzone przez USA i amerykańskie podmioty, a uzyskane środki mają być wykorzystane „z korzyścią dla obywateli Wenezueli i USA”. USA ogłosiły również, że kontrolują konta bankowe, na które trafiają środki ze sprzedaży, i zamierzają nimi dysponować pod nadzorem amerykańskim.

Otwartą kwestią pozostaje to, co naprawdę dzieje się z pieniędzmi ze sprzedaży wenezuelskiej ropy, bo brakuje jakiegokolwiek przejrzystego mechanizmu, który pozwalałby to realnie monitorować lub weryfikować.

To, co dzieje się z wenezuelską ropą, nie jest rzecz jasna standardowym handlem. To raczej specyficzna sytuacja polityczna, w której USA narzucają swoją kontrolę nad sposobem dystrybucji i zbytu surowca. Tym bardziej, że w dłuższej perspektywie trudno też mówić o realnym zainteresowaniu dużych amerykańskich koncernów inwestycjami w Wenezueli. Ryzyka są ogromne: groźba wywłaszczeń, bardzo niska jakość ropy oraz wyjątkowo wysokie koszty jej wydobycia sprawiają, że potencjał dalszej eksploatacji jest ograniczony.

Pojawia się więc graniczące z pewnością przypuszczenie, że cała operacja przeciw Wenezueli ma na celu po prostu przejęcie dostępnej ropy — tej, która już została wydobyta i zalega w magazynach — i skierowanie jej na rynek. Po pierwsze, można na tym zarobić. Po drugie, zyskać politycznie. Jak? Wystarczy tanio zasilić nią kompatybilne z tym rodzajem surowca amerykańskie rafinerie na południu USA, by obniżyć ceny paliw przed wyborami do Kongresu.

W sytuacji, w której nie funkcjonuje normalna droga biznesowa, handel ropą zaczyna mieć sens wyłącznie wtedy, gdy surowiec można zdobyć — lub przejąć — po cenie niższej niż koszt jego wydobycia. Tymczasem koszt produkcji ropy w Wenezueli – w obecnych warunkach sankcyjnych i technologicznych – jest dziś wyraźnie wyższy niż jej cena na światowych rynkach, co oznacza, że jej sprzedaż w standardowych warunkach rynkowych byłaby ekonomicznie nieracjonalna.

Pozwolenie na handel wenezuelską ropą dostał … darczyńca Trumpa

Ale w tej całej historii jest jeszcze jeden bardzo ciekawy wątek.

Wspomniana wcześniej firma Vitol była pierwszym podmiotem dopuszczonym do tej transakcji i nabyła ropę o wartości około 250 milionów dolarów. Jednocześnie ujawniono, że John Addison, starszy trader w Vitol, przekazał około 6 milionów dolarów na komitety polityczne wspierające kampanię reelekcyjną Donalda Trumpa. Addison brał również udział w spotkaniach w Białym Domu, na których omawiano kwestie związane z handlem ropą.

Reuters informuje, że Vitol uzyskał wstępną specjalną licencję od USA do prowadzenia negocjacji na import i eksport wenezuelskiej ropy na okres 18 miesięcy. Administracja USA utrzymywała, że nie ma tu mowy o konflikcie interesów, a wybór Vitol był podyktowany zdolnością firmy do szybkiego i sprawnego przeprowadzenia transakcji na globalnym rynku ropy. Do tej pory nie przedstawiono publicznych dowodów ani wyników postępowania prawnego, które potwierdzałyby, że przyznanie kontraktu Vitol naruszało obowiązujące prawo.

Ale jest to tym bardziej prawdopodobne, że bynajmniej nie jest to sytuacja wyjątkowa.

Wiadomo na przykład (o czym pisaliśmy już dwukrotnie na SmogLabie), że Trump dostał przed wyborami ok. pół miliarda dolarów od firm zajmujących się wydobyciem i przeróbką ropy, węgla lub gazu ziemnego. W zamian obiecywał zmianę prawa w sposób korzystny dla branży. I obietnicy dotrzymał – przepisy dotyczące ochrony klimatu czy środowiska są rozmontowywane. Dotyczy to na przykład norm i limitów emisji szkodliwych substancji przez zakłady przemysłowe.

Trumpowi darczyńcy odnoszą korzyści także po jego reelekcji

Ten proceder „pieniądze za przysługi” nie skończył się bynajmniej wraz z wyborami. Po reelekcji prezydenta Donalda Trumpa jego zespół fundraisingowy zebrał prawie 2 mld USD na rzecz różnych inicjatyw i komitetów wspierających jego politykę. The New York Times ustalił, że spośród tych środków ponad pół miliarda dolarów pochodziło od 346 darczyńców, którzy wpłacili co najmniej 250 tys. USD każdy. Na liście są m. in. ExxonMobil i inne koncerny paliwowe, Amazon, Uber, potentaci z branży lotniczej (Lockheed Martin i Boeing) oraz firmy związane z branżą kryptowalut.

Analiza wykazała, że znaczna część tych darczyńców – albo oni sami, albo ich branże, skorzystali po wygranej Trumpa z różnych działań federalnych — takich jak ułaskawienia, kontrakty rządowe, korzystne regulacje, dostęp do prezydenta lub inne przywileje.

The New York Times podkreśla, że nie ma formalnego dowodu prawnego, iż każde takie wsparcie bezpośrednio zainicjowało konkretne korzyści, ale wzór współwystępowania darowizn i późniejszych działań administracji budzi pytania o potencjalne konflikty interesów i brak przejrzystości w systemie finansowania politycznego.

Nie zawsze da się znaleźć racjonalne wytłumaczenie

Widzimy więc, że sporo działań Administracji Trumpa może być po prostu spłacaniem zobowiązań lub odwdzięczaniem się za wsparcie finansowe, które Donald Trump otrzymał przed lub po wyborach. Te działania zwykle nie leżą w interesie zdrowia Amerykanów, klimatu czy środowiska. Nie są też przesadnie etyczne. Są jednak łatwe do wytłumaczenia, w racjonalny sposób.

Ale każdy, kto śledził ostatnio światową politykę, zdaje sobie sprawę, że nie wszystkie decyzje administracji Trumpa mają tak proste wyjaśnienie. Dobrym przykładem jest choćby niedawne zamieszanie wokół Grenlandii. Tu, i w niektórych innych przypadkach działania dalej mogą mieć racjonalne uzasadnienie (interes polityczny Trumpa i jego otoczenia, działania na „polityczny rynek wewnętrzny”), choć są dewastujące z punktu widzenia pozycji i przyszłości USA.

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Loredana Sangiuliano

Autor

Jakub Jędrak

Fizyk, publicysta, działacz społeczny.

Udostępnij

Zobacz także

Wspierają nas

Partnerzy portalu

Partner cyklu "Miasta Przyszłości"

Partner cyklu "Żyj wolniej"

Partner naukowy

Bartosz Kwiatkowski

Dyrektor Frank Bold, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiego Instytutu Praw Człowieka i Biznesu, ekspert prawny polskich i międzynarodowych organizacji pozarządowych.

Patrycja Satora

Menedżerka organizacji pozarządowych z ponad 15 letnim stażem – doświadczona koordynatorka projektów, specjalistka ds. kontaktów z kluczowymi klientami, menadżerka ds. rozwoju oraz PR i Public Affairs.

Joanna Urbaniec

Dziennikarka, fotografik, działaczka społeczna. Od 2010 związana z grupą medialną Polska Press, publikuje m.in. w Gazecie Krakowskiej i Dzienniku Polskim. Absolwentka Krakowskiej Szkoła Filmowej, laureatka nagród filmowych, dwukrotnie wyróżniona nagrodą Dziennikarz Małopolski.

Przemysław Błaszczyk

Dziennikarz i reporter z 15-letnim doświadczeniem. Obecnie reporter radia RMF MAXX specjalizujący się w tematach miejskich i lokalnych. Od kilku lat aktywnie angażujący się także w tematykę ochrony środowiska.

Hubert Bułgajewski

Ekspert ds. zmian klimatu, specjalizujący się dziedzinie problematyki regionu arktycznego. Współpracował z redakcjami „Ziemia na rozdrożu” i „Nauka o klimacie”. Autor wielu tekstów poświęconych problemom środowiskowym na świecie i globalnemu ociepleniu. Od 2013 roku prowadzi bloga pt. ” Arktyczny Lód”, na którym znajdują się raporty poświęcone zmianom zachodzącym w Arktyce.

Jacek Baraniak

Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Ochrony Środowiska jako specjalista ds. ekologii i ochrony szaty roślinnej. Członek Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i Klubu Przyrodników oraz administrator grupy facebookowej Antropogeniczne zmiany klimatu i środowiska naturalnego i prowadzący blog „Klimat Ziemi”.

Martyna Jabłońska

Koordynatorka projektu, specjalistka Google Ads. Zajmuje się administacyjną stroną organizacji, współpracą pomiędzy organizacjami, grantami, tłumaczeniami, reklamą.

Przemysław Ćwik

Dziennikarz, autor, redaktor. Pisze przede wszystkim o zdrowiu. Publikował m.in. w Onet.pl i Coolturze.

Karolina Gawlik

Dziennikarka i trenerka komunikacji, publikowała m.in. w Onecie i „Gazecie Krakowskiej”. W tekstach i filmach opowiada o Ziemi i jej mieszkańcach. Autorka krótkiego dokumentu „Świat do naprawy”, cyklu na YT „Można Inaczej” i Kręgów Pieśni „Cztery Żywioły”. Łączy naukowe i duchowe podejście do zagadnień kryzysu klimatycznego.

Jakub Jędrak

Członek Polskiego Alarmu Smogowego i Warszawy Bez Smogu. Z wykształcenia fizyk, zajmuje się przede wszystkim popularyzacją wiedzy na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na zdrowie ludzkie.

Klaudia Urban

Zastępczyni redaktora naczelnego SmogLabu. Z wykształcenia mgr ochrony środowiska. Z portalem związana od 2021 roku. Wcześniej redaktorka Odpowiedzialnego Inwestora. Pisze głownie o zdrowiu, żywności, lasach, gospodarce odpadami i zielonych inwestycjach.

Maciej Fijak

Redaktor naczelny SmogLabu. Z portalem związany od 2021 r. Autor kilkuset artykułów, krakus, działacz społeczny. Pisze o zrównoważonych miastach, zaangażowanym społeczeństwie i ekologii.

Sebastian Medoń

Z wykształcenia socjolog. Interesuje się klimatem, powietrzem i energetyką – widzianymi z różnych perspektyw. Dla SmogLabu śledzi bieżące wydarzenia, przede wszystkim ze świata nauki.

Tomasz Borejza

Współzałożyciel SmogLabu. Dziennikarz naukowy. Wcześniej/czasami także m.in. w: Onet.pl, Przekroju, Tygodniku Przegląd, Coolturze, prasie lokalnej oraz branżowej.