W ubiegłym roku oceany na całym świecie pochłonęły kolosalne ilości ciepła, ustanawiając tym samym kolejny rekord. To efekt spalania paliw kopalnych, którego końcowym rezultatem jest wzrost temperatur na Ziemi. Brzmi to jak żart, zwłaszcza gdy spojrzymy na to, jakich temperatur ostatnio doświadczamy. W rzeczywistości globalne ocieplenie nie zniknęło tylko dlatego, że w Polsce jest chwilowo zimno.
Od świąt Bożego Narodzenia niemal bez przerwy doświadczamy ujemnych temperatur. Ostatnio we wschodniej części Polski miejscami spadły one nawet do –28 st. C. Styczeń 2026 roku to jeden z najzimniejszych zimowych miesięcy od wielu lat. Wiele wskazuje na to, że również luty będzie dość zimny, jak na ostatnie lata. Na szczęście już nie tak mroźny jak przełom stycznia i lutego.
Oceany pochłonęły w ubiegłym roku rekordowe ilości ciepła
Ta informacja może wydawać się sprzeczna z tym, co od lat powtarzają naukowcy: że mamy do czynienia z globalnym ociepleniem. Tymczasem najnowszy raport mówi o rekordowej ilości ciepła pochłoniętej przez oceany. Według opracowania przygotowanego przez międzynarodowy zespół badawczy, zawartość ciepła w oceanach w 2025 roku osiągnęła najwyższy poziom w historii pomiarów. To kolejny rok z rzędu, w którym granica bezpieczeństwa klimatycznego zostaje przesunięta.
– Każdego roku planeta się ociepla, ustanawianie nowych rekordów stało się już normą. Globalne ocieplenie to ocieplenie oceanów – mówi na łamach dziennika „The Guardian” prof. John Abraham z Uniwersytetu St. Thomas, jeden z autorów raportu. – Jeśli chcesz wiedzieć, o ile ociepliła się Ziemia lub jak szybko będzie się ocieplać w przyszłości, odpowiedź znajdziesz w oceanach – dodaje.
- Czytaj także: Zima mroźna jak w PRL-u. „Możemy wypierać rzeczywistość”
Mechanizm działania – ponad 90 proc. globalnego ocieplenia jest w oceanach
Kłania się tu fizyka, którą trzeba zrozumieć, by wiedzieć, że globalne ocieplenie zachodzi niezależnie od tego, co dzieje się za oknem. Kluczowa jest pojemność cieplna oceanów. To właściwość fizyczna wody, określająca ilość energii cieplnej, jaką oceany są w stanie „uwięzić” i magazynować.
Wyobraźmy sobie ocean jako potężny akumulator, który ładuje się energią pochodzącą ze Słońca. Przez obecność gazów cieplarnianych w atmosferze nasza planeta nie może oddać nadmiaru ciepła w kosmos. To ciepło musi gdzieś „zamieszkać” – i tu wchodzą do gry oceany. Dzięki temu, że woda potrafi magazynować ogromne ilości energii, nie zmieniając przy tym gwałtownie swojej temperatury, ocean działa jak bezpiecznik dla całej planety. Oczywiście do pewnego stopnia. Woda oceaniczna nie tyle oddaje to ciepło do atmosfery, ile – ze względu na gigantyczną pojemność cieplną – będzie to robić nawet przez stulecia.

Raport „Ocean Heat Content Sets Another Record in 2025” wskazuje na systematyczny wzrost temperatur w warstwie oceanicznej do głębokości 2000 metrów.
Ilość ciepła liczona w miliardach bomb atomowych
Choć ubiegły rok nie był rekordowo ciepły, to oceany osiągnęły najwyższą w historii zawartość energii cieplnej. Jednostką służącą do pomiarów tej ilości energii są dżule, w tym wypadku zettadżule (ZJ), bo jest to ilość gigantyczna.1 ZJ to 1021 dżuli, czyli ilość energii odpowiadająca kilkudziesięciu milionom lat globalnego zużycia energii elektrycznej.
Zgodnie z wyliczeniami autorów raportu, zawartość ciepła w górnych 2000 metrach oceanów wzrosła w 2025 roku o około 23 ZJ w porównaniu z rokiem poprzednim. Roczny przyrost energii zgromadzonej w oceanach odpowiada sile wybuchu miliardów bomb atomowych, takich jak ta, która zniszczyła Hiroszimę.
Autorzy raportu podkreślają, że tempo wzrostu ilości ciepła w oceanach przyspiesza. W latach 2000–2025 ocieplanie oceanów zachodziło ponad dwukrotnie szybciej niż w XX wieku.
- Czytaj także: Ciągle pada? To efekt coraz cieplejszych oceanów
Globalne ocieplenie nie postępuje liniowo
Mając te fakty na uwadze, wróćmy do obecnej zimy. W Polsce i wielu innych krajach od kilku dni panują niskie temperatury. Na przełomie stycznia i lutego notowano wartości bliskie –30 st. C.
Ciepło zgromadzone w oceanach nie trafia do atmosfery wszędzie i w tym samym czasie. Tempo jego uwalniania zależy m.in. od cykli takich jak El Niño i La Niña oraz od cyrkulacji mas powietrza. Nie oznacza to, że na całym świecie musi być jednocześnie ciepło.
– Globalne ocieplenie nie postępuje liniowo, jest procesem złożonym i zróżnicowanym przestrzennie – tłumaczy dla SmogLabu dr hab. Anita Bokwa, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego i dyr. Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej.
– To, czego doświadczamy na co dzień, to warunki pogodowe, które w naszej strefie klimatycznej są bardzo zmienne, zarówno z dnia na dzień, jak z roku na rok. Globalne ocieplenie oznacza między innymi, że możemy się spodziewać większej częstości różnych zjawisk ekstremalnych, np. upałów, ale też mrozów, suszy i powodzi, wichur i okresów bezwietrznych – dodaje.
Polska to nie cały świat
Powietrze, które napłynęło do Polski, pochodzi nie znad ciepłych oceanów, lecz znad wychłodzonej północnej Syberii. To obszar oddalony od źródeł ciepła, a dodatkowo sąsiadujący z zamarzniętym Oceanem Arktycznym.

Zimno panuje w północnej Syberii i we wschodniej części Europy, ale już w zachodniej Europie czy na południu Syberii temperatury są wyższe. Nawet w rejonach na wschód od Kazachstanu ostatnio notowano słabszy mróz niż w Polsce. A to tylko fragment globu. Pozostaje jeszcze Arktyka, półkula południowa i Ocean Spokojny.
To pokazuje kolejna mapa:

Jak zwraca uwagę prof. Bokwa, sprawa tyczy się pogody, a nie klimatu, który definiujemy nie jednym dniem czy nawet kilkoma tygodniami, lecz serią lat. A ubiegły rok był trzecim najcieplejszym w historii pomiarów. Nie ma znaczenia, że styczeń okazał się chłodniejszy niż w ostatnich latach.
Ten rok może być bardzo ciepły
Jest wysoce prawdopodobne, że całościowo 2026 rok wyglądał inaczej i nie będzie w tym nic zaskakującego.
– Trend globalnego ocieplenia w ostatnich dekadach wynosi około 0,25-0,3 st. C na dekadę, z roku na rok mamy więc coraz większą szansę na osiągnięcie wyższych wartości, coraz bliższych progu 1,5 st. C – przypomina nam Piotr Florek z Fundacji Edukacji Klimatycznej, zajmujący się modelowaniem danych klimatycznych.
Florek zwraca uwagę też na opublikowane kilka tygodni temu prognozy brytyjskiego Met Office na ten rok:
– [..] Prognoza przewiduje że rok 2026 będzie globalnie około 1,46 st. C cieplejszy od średniej przedindustrialnej (1850-1900). Nie powinien więc pobić rekordu z 2024 roku, ale możliwe że zajmie drugie miejsce w rankingu, albo zrzuci z trzeciego miejsca rok 2025.
Mamy surową zimę, ale biorąc pod uwagę trend ocieplającego się klimatu powinniśmy zadać pytanie: Jakie będzie lato?
Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/Voyagerix



















