Premier Donald Tusk zapowiada inwestycje warte bilion złotych, walkę o tańszą energię i twarde negocjacje z Brukselą, ale stawka jest wyższa niż polityczne deklaracje: chodzi o realne koszty życia Polaków i przyszłość całej gospodarki. – Dawno nie było tak silnego sygnału ze strony premiera – komentuje ekspert.
– Nie ma drugiego takiego kraju w Europie, który tak szybko zmieniałby swój sektor energetyczny, jak Polska – powiedział wczoraj(18 marca) premier w czasie konferencji „Power Connect” w Gdańsku.
Szef rządu zaznaczył, że „jesteśmy dziś największym placem energetycznej budowy”, a w ciągu najbliższych 10 lat planowane są inwestycje o łącznej wartości biliona zł. Zapewnił, że Pomorze staje się centrum nowych technologii energetycznych. Jak przekonywał, Polska jest wzorem dla Europy w zakresie inwestycji w bezpieczeństwo energetyczne.
Walka o przystępne ceny energii
– Świat wstrząsany konfliktami, wojnami, niestabilny (…) to będzie świat, w którym bardzo trudno jest utrzymać powszechną dostępność energii i możliwie niskie ceny energii. To jest nasz ambitny plan i my w tej sprawie w Polsce nie złożymy broni.
Dodał, że konflikty w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie pokazują, jak kluczowe dla bezpieczeństwa państw są energia, stabilność dostaw i zrównoważone ceny. Przyszłe inwestycje będą służyły bezpieczeństwu państwa i dobrostanowi Polaków.
Donald Tusk przyznał, że ceny energii mogą być „udręką w codziennym życiu polskich rodzin”. Poinformował też, że wraz z innymi państwami, wystosował do Komisji Europejskiej list w sprawie darmowych uprawnień do emisji dla przemysłu. Dołączyły do niego m.in. Włochy, Belgia, Austria, Słowacja. – Jest to bardzo twardy manifest – powiedział o liście. – Chodzi o zmianę filozofii, głęboką korektę, która dla każdego państwa uwzględni specyfikę.
– Polska podjęła bardzo ambitny i rzetelny program odchodzenia od kopalin, jako głównego źródła energii. Nie ze względów ideologicznych, a oczywistych – geologicznych, [bo] energetyka oparta na węglu byłaby coraz droższa. Nie tylko stwarzająca oczywiste zagrożenia związane ze środowiskiem naturalnym.
Polskie przedsięwzięcia energetyczne mają być skorelowane z działaniami, „bez krzywdy ludzi”, nagradzane a nie karane.
– Mogę zagwarantować państwu, że nie zejdziemy z tej drogi i odnawialne źródła energii [OZE], nowoczesne technologie magazyny energii, to wszystko będziemy kontynuowali, mając zawsze na względzie dobro człowieka – zapewnił premier.
Dodał, że energia nie jest dla „fajnych statystyk”, a żeby ludziom było wygodnie i ciepło, tłumacząc nieco wolniejsze działania, niż „wymagają tego dyrektywy”.
Bilion w ciągu dekady
– Tylko na modernizację systemu przesyłowego (tylko z KPO) otrzymaliśmy dotąd 6 mld bezpośrednich dotacji i 32 mld niskooprocentowanych pożyczek. Dzięki temu te inwestycje mogą osiągnąć tak kosmiczne wymiary (nie boję się tego określenia), jakim jest ten bilion złotych w ciągu najbliższych 10 lat – chwalił się premier.
Wspomniał o tzw. local content, zapewniając, że na Pomorzu inwestycje energetyczne skupiają się na maksymalnym udziale lokalnych przedsiębiorców, producentów, pracowników i wynalazców. – Będziemy tego pilnowali w sposób bardzo zawzięty i bezwzględny. Będziemy także zmieniać Europę – zapowiedział.
Dostępność energii i jej ceny są głównymi barierami dla konkurencyjności europejskiej gospodarki. Zdaniem Tuska należy przyjąć mądrzejsze wizje prawa europejskiego, dopasowane praktyki oraz rozsądne zasady przepływu pieniędzy na rzecz bezpieczeństwa energetycznego i „możliwie niskich cen energii”. Co na to eksperci?
– Dawno nie było tak silnego sygnału ze strony premiera, że inwestycje w polską transformację energetyczną są faktem i się rozpędzają. Potrzebujemy takich komunikatów dla przypomnienia, w którym kierunku zmierza kraj – mówi Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat, pytany przez SmogLab.
„Trzeba zacząć grać”
Zdaniem specjalistów, podczas rozmów z przedstawicielami regionów węglowych i górnikami, można odnieść wrażenie, że transformację można by odwołać. Właśnie dlatego, zdaniem Hetmańskiego, tak potrzebne są wypowiedzi takie, jak wczorajsza. – Stanowisko polskiego rządu w sprawie zmian w systemie EU ETS musi być dużo bardziej konstruktywne niż do tej pory. Pokrzykiwanie w Brukseli, że Polska, zarabiając na sprzedaży i wydobyciu węgla koksującego, musi być wyłączona z unijnej polityki klimatycznej, po prostu nie działa – zauważa Hetmański.
– Jeśli chcemy zmian w zasadach gry, to musimy zacząć w nią w ogóle grać – mówi bez ogródek i przypomina, że nawet za poprzedniego rządu przygotowano pakiet inwestycji w zeroemisyjną energetykę i sieci.
Należało to pokazać także po to, żeby sięgnąć po unijne środki. Zdaniem Hetmańskiego historia się powtórzy. – Polskie hutnictwo, zakłady chemiczne i azotowe oraz cementownie muszą przyspieszyć w przygotowaniu projektów transformacyjnych, które uzyskają unijne wsparcie tylko warunkowo od deklaracji inwestycji w redukcję emisji.
– Liczę na to, że wpływowa ekipa pana premiera Tuska w Brukseli wypracuje dobry punkt początkowy dla krajowego przemysłu do tych inwestycji podsumowuje Hetmański.
–
Zdjęcie tytułowe: domena publiczna



















