Zakaz polowań nocnych i komercyjnych, większa kontrola nad myśliwymi, koniec nęcenia zwierząt oraz większe bezpieczeństwo ludzi mieszkających w pobliżu terenów łowieckich – to tylko kilka zmian, które zakłada nowa obywatelska inicjatywa ustawodawcza. Zdaniem organizatorów obecne prawo jest przestarzałe i nie ma racji bytu.
W ubiegłym tygodniu ogłoszono projekt społecznej nowelizacji ustawy o łowiectwie. Obywatelska inicjatywa ustawodawcza „UWAGA polowanie! Zmieńmy prawo łowieckie na dobre” jest odpowiedzią na brak nowelizacji prawa z 1995 r. Dlatego, po wielu miesiącach prac licznych ekspertów, 6 maja w warszawskim Nowym Teatrze Akcja Demokracja i Komitet Inicjatywy ustawodawczej zorganizowali konferencję.
W murach teatru można złożyć podpis pod inicjatywą. Potrzeba ich zebrać – na papierze – 100 tys. w trzy miesiące, żeby projekt trafił do Sejmu i był tam procedowany.
Skąd ta inicjatywa?
Mikołaj Dorożała, wiceminister klimatu i środowiska, mówił o nastrojach społecznych, odnosząc się do licznych zgłoszeń ludzi, którzy „chcą chronić swoje ziemie przed myśliwymi”. – Często ludziom się wydaje, że w Polsce prawo stanowi Sejm, Senat, prezydent ma inicjatywę ustawodawczą. Warto przypomnieć, że również obywatelki i obywatele [mogą to zrobić].
Mec. Karolina Kuszlewicz zwróciła uwagę na szczególny, niespokojny czas, w którym powstaje projekt obywatelski. Nagonka na wilki, niedźwiedzie i dziki ma według prawniczki określone cele. – Nasz projekt zajmuje się nie tylko zwierzętami, ale także bardzo mocno bezpieczeństwem społecznym i kontrolą organów ochrony przyrody. Dziś, jak podkreśliła, Polski Związek Łowiecki i Lasy Państwowe „mają monopol na decydowanie, jak wygląda zarządzanie przyrodą w lasach”. – To jest absurdalne z punktu widzenia merytoryki, nauki i trzeba to zmienić.
Dr Ewa Woydyłło, psycholożka, ostrzega: posiadanie broni to realne zagrożenie. Tymczasem wystarczy zapisać się do Polskiego Związku Łowieckiego, by legalnie mieć nawet 8 karabinów — i nikt ich nie liczy.
— Akcja Demokracja (@AkcjaDemokracja) May 7, 2026
W Polsce zwykły obywatel nie kupi karabinu „ot tak". Ale myśliwi korzystają… pic.twitter.com/e4WogAtk5A
Magdalena Gałkiewicz, przewodnicząca Partii Zieloni, zaznaczyła, że społeczeństwo obywatelskie czeka na te zmiany i wyraża swój sprzeciw wobec obecnego modelu łowiectwa.
Problemy, które tworzą ludzie
– Od lat mówimy o tym, by zakazać dokarmiania zwierząt – przypominał Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Ten postulat jest jego zdaniem ważny z punktu widzenia przyrodniczego. – [Dokarmianie] rozregulowuje i przyzwyczaja zwierzęta do naszych produktów spożywczych, generuje konflikty i jest niedobry dla ich dobrostanu. Chociażby dokarmianie zwierząt w Bieszczadach sprawia, że 30 proc. niedźwiedzi już nie zapada w sen zimowy, bo ma ciągle bazę żerową, stołówkę.
– Polskiemu Związkowi Łowieckiemu [PZŁ] zależy na dużej ilości zwierząt, bo to są duże możliwości odstrzałów, a duże możliwości odstrzałów to są duże pieniądze. Jakie to pieniądze? Tego nie wiemy – tłumaczył Ślusarczyk.

– Zachowanie, o którym tu wszyscy mówimy, to zabijanie, jakkolwiek nie będziemy tego eufeministycznie nazywać – mówiła podczas wydarzenia Ewa Woydyłło, psycholożka i autorka książek. – Kto się przyzna, że jest członkiem Polskiego Związku Łowieckiego? Nikt! Jest jeden głośno nazwany i jeszcze uhonorowany przez pana prezydenta – powiedziała.
Nawiązała tym do niedawnego powołania przez Prezydenta Karola Nawrockiego Marcina Możdżonka, byłego siatkarskiego reprezentanta Polski (ale również prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej) do… Prezydenckiej Rady ds. Klimatu i Środowiska.
Aktorka Maja Ostaszewska również jest ambasadorką akcji. – Nie godzę się na okrucieństwo, jakie człowiek zadaje zwierzętom i to w czasach, w których mamy największą świadomość tego, jak są do nas podobne, jeśli chodzi o odczuwanie bólu, stresu – powiedziała, nawiązując nie tylko do myślistwa, ale również do chowu przemysłowego. – Jestem w ogóle przeciwna polowaniom – zaznaczyła.
Nowe prawo ma uregulować to, co zawodzi
Rozwiązania wypracowane w eksperckim gronie to:
- ograniczenie metod polowania: zakaz naganiania, polowań nocnych i z pojazdów, zakaz nęcenia zwierząt, koniec z hodowaniem zwierząt tylko po to, by do nich strzelać;
- koniec polowań komercyjnych: likwidacja biur polowań, zakaz sprzedaży polowań jako usługi,
- zwiększenie bezpieczeństwa działań myśliwych: większa odległość polowań od zabudowań, ograniczenie sokolnictwa, ograniczenia w infrastrukturze łowieckiej (np. ambony);
- zwiększenie jawności działań Polskiego Związku Łowieckiego: obowiązek publikacji sprawozdań PZŁ, pełny dostęp do informacji o polowaniach;
- zwiększenie kontroli państwa i obywateli nad działalnością myśliwych, w tym ustalanie planów łowieckich: udział organów ochrony przyrody w zatwierdzaniu planów, obowiązkowa ocena oddziaływania na środowisko, możliwość udziału organizacji społecznych i zaskarżania planów, uwzględnianie wpływu na gatunki chronione i siedliska;
- przywrócenie praw właścicieli gruntów: realny wpływ na granice obwodów, uproszczenie procedury zakazu polowań na prywatnych terenach.
Nie chcą polowań dla rozrywki
Polki i Polacy akceptują myślistwo jako sposób ochrony upraw i regulacji liczebności zwierząt, ale jednocześnie domagają się znacznie większych ograniczeń oraz kontroli. Z najnowszego badania More in Common Polska „Akceptowane, ale regulowane. Stosunek Polek i Polaków do myślistwa” wynika, że 78 proc. respondentów sprzeciwia się polowaniom dla rozrywki. Polskie społeczeństwo nie akceptuje więc myślistwa jako „zabawy”. Polowania dla przyjemności są uważane za sprzeczne z poszanowaniem przyrody i dobrostanem zwierząt. 80 proc. badanych uważa, że zwierzęta zasługują na ochronę, ponieważ odczuwają ból, stres i strach.
Aż 89 proc. popiera obowiązkowe badania lekarskie dla myśliwych, a 76 proc. chce zwiększenia minimalnej odległości polowań od zabudowań do 500 metrów. Obecnie polskie prawo pozwala na organizowanie polowań w odległości 150 metrów od zabudowań mieszkalnych.

– Rozwiązania zwiększające ochronę przyrody, zapewniające humanitarne traktowanie zwierząt oraz ograniczające nadużycia i wypadki wzmacniają poczucie bezpieczeństwa, sprawiedliwości i ładu społecznego – zauważa Maria Wittels, starsza specjalistka ds. komunikacji i badaczka w More in Common Polska, autorka raportu.
O myślistwie dla przyjemności mówiła nam Katarzyna Kucewicz, psycholożka i felietonistka. – Dla mnie jako dla osoby należącej do obrońców zwierząt konfudująca jest raczej narracja medialna na temat polujących. Przedstawianie tego jako „ciekawy sport” czy rodzaj spędzenia czasu, a nawet kontaktu z naturą czy obcowania ze zwierzętami. Ktoś nazywa to kontaktem ze zwierzętami i światem przyrody.
Ta percepcja wydaje jej się „próbą romantyzowania zabijania zwierząt”, co ma prawdopodobnie służyć obronieniu swojego dobrego samopoczucia.
– Część osób, jak mniemam, nie chce dopuścić do siebie myśli, że krzywdzi, zabija w ramach „zabawy, sportu, hobby”. Łatwiejsze do przełknięcia będzie powiedzenie o obcowaniu ze światem zwierząt niż „zabijam zwierzęta”. To jest narracja pozwalająca spać spokojnie. Nie zmienia to faktu, że jest to strzelanie do zwierząt.
Ochrona upraw
Przy tym 55 proc. badanych uważa, że praca myśliwych jest potrzebna do ochrony pól uprawnych i zachowania równowagi gatunków w przyrodzie. Tylko co piąta badana osoba nie zgadzała się z takim ujęciem działalności myśliwych, a co czwarta nie miała na ten temat zdania.
– U nas w Gdańsku też [pola] były przeorane. I kto zapłaci rolnikom za te pola? – pyta pani Janina, ankietowana cytowana w raporcie. – I tak jak ja jestem w ogóle przerażona, nie wyobrażam sobie tego, żeby nawet zobaczyć, jak ktoś zabija zwierzę, to wiem, że w niektórych przypadkach jest to potrzebne.

Jednocześnie myśliwskie lobby ma się bardzo dobrze. Pod koniec kwietnia odbył się kolejny protest prozwierzęcych organizacji przeciwko corocznym, kontrowersyjnym targom Hunt Expo.
– Protest pod targami Hunt Expo to protest przeciwko całemu systemowi, który normalizuje przemoc wobec zwierząt i sprzedaje ją jako coś szlachetnego. Targi Hunt Expo są symbolem tego systemu – miejsca gdzie śmierć staje się produktem, a zabijanie stylem życia – mówi nam Monika Kohut, aktywistka z Fundacji „W Imię Zwierząt”.
– Narracja organizatorów Hunt Expo zakłamuje prawdziwe oblicze tego wydarzenia. Zamiast obiecywanego „dialogu o miejscu człowieka w ekosystemie oraz o przenikaniu się przestrzeni ludzi i dzikich zwierząt” mieliśmy pokaz narzędzi służących do zabijania zwierząt dla przyjemności człowieka – dodaje pytana przez SmogLab.
Jej zdaniem relacje ludzi z dziką przyrodą nie mogą być oparte „na dominacji i eliminacji, ani też przedstawiana jako forma rozmowy czy współistnienia”. – Tego rodzaju przekaz wprowadza w błąd opinię publiczną i rozmywa odpowiedzialność za realne skutki polowań – cierpienie zwierząt i zagrożenie dla ludzi – podkreśla Kohut.
–
Zdjęcie tytułowe: Wirestock Creators/Shutterstock



