Od czasów rewolucji przemysłowej nasze domy, miasta i drogi zaczęły stawać się coraz jaśniejsze. Ogromna część światła, jakie rozświetla nam noc, jest jednak marnowana, a skutki jego nadmiaru odczuwa każdy: od insektów niemogących się uwolnić ze snopów latarni, aż po ludzi z rozregulowanymi cyklami dobowymi.
Wypytuję znajomych, czy mieli kiedykolwiek szansę zobaczyć gołym okiem Drogę Mleczną. Dla nielicznych mieszkających z dala od metropolii to żaden nadzwyczajny widok, ale im bliżej dużych miast, tym gorzej.
Niektórzy mieli okazję zaobserwować naszą galaktykę wyłącznie w trakcie dalekich podróży: nad jeziorem w Nowej Zelandii, w górach Kirgistanu czy na solniskach Boliwii. Pozostali nigdy doświadczyli tego spektakularnego widoku. Paru nawet nie zdawało sobie sprawy, że Drogę Mleczną w ogóle da się z Ziemi dojrzeć.
- Czytaj także: Miejskie światła zaburzają wzrok ptaków
Bez widoków na galaktykę
Nic w tym dziwnego, bo obecnie jest to niemożliwe dla około jednej trzeciej ludzkości. Winne jest zanieczyszczenie światłem, na które składają się: nadmierne oświetlanie dróg i ulic, szklarnie, stadionowe jupitery, iluminacje budynków, neony i reklamy.
Wraz z początkiem ery industrialnej miasta w błyskawicznym tempie zaczęły się stawać coraz jaśniejsze, wydłużając nasze dni i prowadząc do większej produktywności. Ale zmiana ta nie pozostała bez swojej ceny. Sztuczne światła, którymi pokryliśmy ogromną część zamieszkałego lądu, dziś utrudniają nam rozwój naukowy, zmieniają funkcjonowanie fauny i flory oraz negatywnie oddziałują na nasze zdrowie.
– Według badań prowadzonych na podstawie danych satelitarnych, w Polsce nie ma żadnego kawałka ziemi, który nie byłby zanieczyszczony sztucznym światłem. I generalnie tak też wygląda cała Europa – twierdzi Monika Sitek z Light Pollution Think Tank i Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego. – W naszych największych miastach, czyli w Warszawie, Krakowie czy Trójmieście, pomiary wychodziły poza skalę.
Duża część winy za taki stan rzeczy wynika z faktu, że kiepsko radzimy sobie z efektywnym zarządzaniem oświetleniem. Brak kierunkowego oświetlenia, lampy z kulistymi kloszami, jarzące się billboardy, snopy światła wymierzone w zabytki architektoniczne – to rozwiązania, które mają ułatwić nam orientację po zmroku, ale w dużym stopniu są marnotrawstwem energii.
Według wyliczeń organizacji DarkSky International, co najmniej jedna trzecia światła zewnętrznego w Stanach Zjednoczonych nie służy nikomu: zamiast rozjaśniać wybrane miejsce, rozprasza się w przestrzeni, przyczyniając się do powstawania pokrywającej miasta łuny. Generuje to ogromne koszty ekonomiczne. Według tej samej organizacji, około 3 mld dolarów rocznie, ale także klimatyczne, bo oświetlenie odpowiada dziś za około 1 proc. globalnych emisji. Ma także fatalny wpływ na środowisko naturalne.
Przyroda prześwietlona
– Sztuczne światło to w skali ewolucyjnej nowy wynalazek. Różne organizmy i zależności między nimi wykształcały się i ewoluowały w okresie, kiedy go nie było – tłumaczy dr Katarzyna Śnigórska z Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego. – Teraz pojawił się ten nowy, potężny czynnik i większość stworzeń nie miała czasu się do niego przystosować.
Jak zauważa, mówimy o „ogromnym stopniu zaburzenia, oddziałowującego na wielu różnych poziomach, od fizjologicznego po behawioralny, a także na ekologiczne zależności między organizmami”. Mowa tu zarówno o rozmaitych gatunkach zwierząt, jak i roślin, którym ekspozycja na sztuczne źródła światła również daje się we znaki.
– Nadmiar światła zaburza procesy kiełkowania, kwitnienia i wiele innych – wylicza dr Śnigórska. – Można to łatwo zaobserwować przy latarniach. Jeśli rosną przy nich krzewy czy drzewa, to te gałęzie, które są silnie oświetlone, wiosną wykształcają pąki znacznie wcześniej niż reszta otoczenia. A to naraża je na niebezpieczeństwo, bo mogą po prostu nie przeżyć ewentualnych przymrozków.
Z kolei jesienią te same części drzew czy krzewów dłużej zachowują zielone liście. – Czyli nie zachowują tego cennego, pełnego substancji odżywczych chlorofilu – i w momencie spadku temperatur po prostu go tracą.
Owady giną z wyczerpania
Zwierzętami, na które sztuczne oświetlenie wywiera szczególnie negatywny wpływ, są owady. Wiele insektów z niewyjaśnionych do tej pory powodów ciągnie w stronę źródeł światła. Uliczne lampy, świecące przez całą noc, stają się więc dla nich śmiertelną pułapką: zdezorientowane owady latają dookoła nich aż do śmierci z wyczerpania, o ile oczywiście nie zostaną wcześniej pożarte przez drapieżniki. Dr Śnigórska podkreśla jednak, że to nie koniec strat:
– Mnóstwo tych owadów to zapylacze, które powinny zapylać otwierające się nocą kwiaty – i jeśli one znikają, to spada też intensywność zapylania. Zanieczyszczenie światłem zaburza również ich rozmnażanie. Weźmy taki oczywisty przykład – świetliki.
Świetliki odnajdują się za pomocą sygnałów świetlnych, a przy ogromnym zanieczyszczeniu światłem ich nie widzą. – Jesteśmy prawdopodobnie jednym z ostatnich, o ile nie ostatnim pokoleniem, które poznają ten gatunek. Dla nich wprawdzie problemem jest przede wszystkim zanikanie siedlisk, ale drugim czynnikiem jest właśnie zanieczyszczenie światłem. To przez nie samce i samice nie są w stanie się odnaleźć.

Ptaki, płazy i nietoperze też są zagrożone
Sam wpływ tego zjawiska na owady powinien budzić niepokój, bo mowa tutaj o gromadzie o kluczowym znaczeniu dla obiegu materii, łańcucha pokarmowego czy zapylania kwiatów. Ale ekspozycja na sztuczne oświetlenie szkodzi także szeregowi innych zwierząt. Dla płazów narażonych na drapieżnictwo światło oznacza potencjalne zagrożenie, co z kolei może prowadzić do mniej selektywnego doboru partnerów w trakcie okresu godowego.
Ptaki migrujące, które w swoich wędrówkach przez setki tysięcy lat kierowały się blaskiem gwiazd, gubią się za sprawą bijących z miast łun. Inne mogą zostać oślepione iluminacjami padającymi na budynki i rozbić się o ścianę lub wręcz zostać uwięzione w snopie silnego światła i latać w nim do śmierci ze zmęczenia. Z kolei ptaki żyjące w miastach często zmieniają także zupełnie swój tryb życia, w okresie lęgowym potrafiąc śpiewać nawet w środku nocy, co oczywiście skutkuje ich wyczerpaniem.
Dla drapieżnych zwierząt, takich jak nietoperze, zapadający zmrok był od zawsze sygnałem do rozpoczęcia łowów, więc nieustanny blask znacząco skraca okres i powodzenie ich polowań. Te wyliczenia można by kontynuować znacznie dłużej, ale dr Śnigórska podsumowuje:
– Nie znam badań, które pokazywałyby jednoznacznie, że któryś gatunek zyskał na zanieczyszczeniu światłem. Można domniemywać, że jeden czy dwa gatunki w jakiś sposób na nim skorzystają, ale większość absolutnie nie.
Depresja, cukrzyca i choroby układu krążenia. Ciemność na receptę
Ktoś zapewne mógłby powiedzieć, że nawet tak poważne koszty środowiskowe można usprawiedliwić postępami cywilizacyjnymi, do jakich przyczyniło się rozpowszechnienie sztucznego oświetlenia. Rzecz w tym, że zanieczyszczenie światłem wywiera także bardzo zły wpływ na zdrowie ludzi.
– Najgorszym efektem ciągłej ekspozycji na sztuczne światło jest zaburzenie dystrybucji melatoniny i snu – podaje prof. Tommaso Filippini z Uniwersytet w Modenie i Reggio Emilia. – To może powodować zaburzenia koncentracji oraz problemy ze zdrowiem psychicznym. Z zaburzeniami snu powiązane są m.in. stany lękowe czy depresja. Istnieją także tzw. „geny zegarowe”, które mogą zmieniać się pod wpływem wahańrytmu dobowego.
Ubiegłoroczna analiza dziewiętnastu badań, opublikowana w periodyku Science of the Total Environment, sugeruje, że ekspozycja na sztuczne światło w nocy może zwiększać ryzyko wystąpienia szeregu zaburzeń i chorób psychicznych. Oprócz wspomnianej depresji oraz stanów lękowych wymieniana jest także schizofrenia oraz choroba afektywna dwubiegunowa. A negatywne efekty zanieczyszczenia światłem bynajmniej nie ograniczają się do zaburzeń psychicznych. Inne badania wskazują, że sztuczne światło w nocy może wiązać się z większą szansą wystąpienia chorób chronicznych, w tym chorób układu krążenia oraz cukrzycy. Prof. Filippini tłumaczy:
– Jedna z ciekawszych prac naukowych w tym temacie pokazuje, że nawet jeśli mamy zamknięte oczy, oświetlenie o natężeniu 100 luksów może zaburzać poziom wydzielanej insuliny. Są więc dowody, że dla niektórych chorób chronicznych, przynajmniej dla cukrzycy i zaburzeń układu sercowo-naczyniowego, zanieczyszczenie światłem może potencjalnie działać jako czynnik zwiększający ryzyko.
Sztuczne światło a nowotwory
Problemem przy wysnuwaniu tego typu wniosków jest oczywiście fakt, że poziomy zanieczyszczenia światłem, z jakimi mamy do czynienia dzisiaj, są nieporównywalne z tymi sprzed chociażby trzydziestu lat, co z kolei utrudnia badanie długofalowego wpływu na ludzkie zdrowie.
Istnieją na przykład pewne dowody wiążące występowanie raka prostaty z zaburzeniami w wydzielaniu hormonów, które łączą się z ekspozycją na sztuczne oświetlenie, jest jednak nadal za wcześnie, by przeprowadzić tutaj ciąg przyczynowo-skutkowy. Zdecydowanie lepiej uzasadnione jest za to korelacja pomiędzy narażeniem na nocne światło a najczęstszym nowotworem złośliwym diagnozowanym u kobiet.
– W przypadku raka piersi są dowody na negatywny wpływ zarówno oświetlenia zewnętrznego, jak i wewnętrznego. Możliwość jego wystąpienia wzrasta u kobiet przed menopauzą. – Oczywiście wzrasta też u osób z innymi, poważniejszymi czynnikami ryzyka – np. niską aktywnością fizyczną czy innymi problemami hormonalnymi – twierdzi prof. Filippini. – Oczywiście występują różnice geograficzne, bo ludzie na północy Europy czy w Kanadzie są przyzwyczajeni do wyższego poziomu oświetlenia nocami, więc ich metabolizm i regulacja hormonów zapewne też się przystosowuje, ale już populacje w Hiszpanii czy Włoszech są bardziej wrażliwe na te zmiany.
Da się odwrócić ten trend
A pochylamy się przede wszystkim nad tymi skutkami zanieczyszczenia światłem, które jesteśmy w stanie zmierzyć. Warto jednak wziąć pod uwagę, że widok nieoświetlonego nocnego nieba przez tysiąclecia odgrywał dużą rolę w rozwoju kulturowym i cywilizacyjnym: od farmerów w antycznych czasach, wykorzystujących podstawową wiedzę astronomiczną przy sianiu zbóż, statków nawigujących według gwiazd, przez religie utożsamiające konstelacje z poszczególnymi bóstwami, aż po inspirację, jaką było gwieździste niebo dla niezliczonych artystów.
Nikt nie sugeruje oczywiście, by z dnia na dzień wyłączyć wszystkie latarnie. Wiemy, że ogromna część sztucznego światła idzie na marne, a jego nadmiar szkodzi zarówno nam samym, jak i większości organizmów dookoła. Niepodejmowanie prób ograniczenia zanieczyszczenia światłem jest nie tylko bezsensowne ekonomicznie, ale i destrukcyjne dla ekosystemu. Plus jest taki, że znamy sposoby, by skutecznie zmniejszać ekspozycję na sztuczne światło. Minus? Do zaimplementowania ich w systemowy sposób jest jeszcze daleka droga. Jeśli jej nie przejdziemy, zostaniemy w świecie, w którym nie zobaczymy Drogi Mlecznej, świetlików ani następcy „Gwieździstej nocy” van Gogha.
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/21 Aerials



