„To pokazywanie, że dla Polaków ważne są tylko aspekty ekonomiczne. Że ludzie nie martwią się o jakość powietrza, wody czy żywności, nie martwią się o zdrowie swoje i ich dzieci” – mówi o proponowanym przez prezydenta pytaniu referendalnym prof. Bożena Ryszawska, ekonomistka.
Wyobraźmy sobie, że Polska przechodzi ogromną zmianę. Dzięki niej nasza jakość życia wyraźnie się poprawia.
Nie oddychamy już trującym powietrzem, mamy czyste rzeki i zadbane lasy. Rolnicy produkują zdrowszą żywność, którą kupujemy na lokalnych ryneczkach. Zwiększyliśmy swoje bezpieczeństwo i niezależność energetyczną, dzięki czemu zagraniczne wojny i kryzysy nie są już nam tak straszne, a cen paliwa nie trzeba regulować z centrali. Nasze miasta stały się cichsze, bardziej zielone i mniej zakorkowane.
Brzmi jak opowiadana dziecku bajka? Może i tak. To leżąca za siedmioma niezatrutymi rzekami i siedmioma niewyciętymi lasami kraina, do której zapewne nigdy nie dojdziemy.
Ale czy nie powinniśmy chcieć w tę stronę zmierzać? I czy ponoszone na to wydatki to zmarnowane bezsensownie pieniądze, czy też inwestycja w lepsze życie?
Prezydencki cios referendum
Karol Nawrocki postanowił zaostrzyć antyunijną kampanię. W ubiegłym tygodniu prezydent złożył wniosek do Senatu o zwołanie ogólnokrajowego referendum. 27 września mielibyśmy odpowiedzieć na pytanie: „Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”.
Eksperci natychmiast skrytykowali prezydenta za tak skrajnie tendencyjne pytanie. Wytykali mu, że uprawia polityczny spektakl, by wzmocnić przekaz skrajnej prawicy. Z polityki klimatycznej UE robi zaś „kozła ofiarnego”, który ma zapłacić za zaniechania polskich polityków i nieprzygotowanie społeczeństwa na kolejne kryzysy.
Ale propozycja referendum Nawrockiego pokazała coś jeszcze.
Karol Nawrocki, czyli liczą się tylko koszty
Przeczytaliśmy liczące 10 stron uzasadnienie wniosku o referendum. Wynika z niego, że według prezydenta polityka klimatyczna UE nie przyniosła Polsce ani jednej korzyści. Jako że polityka klimatyczna Polski jest jej konsekwencją, można przypuszczać, że to samo dotyczy też działań w naszym kraju. Przypuszczenie to jest tym bardziej zasadne, że prezydent nie wskazuje ani jednego dobrego rozwiązania, które wprowadzono chociażby za czasów rządu PiS.
Tym, co z tezy Nawrockiego wybija najmocniej, są koszty.
„Nie ulega wątpliwości, że ochrona środowiska jest jednym z obowiązków współczesnych państw i powinna stanowić element odpowiedzialnej polityki publicznej, jednak nie może być prowadzona w oderwaniu od realiów ekonomicznych, poziomu rozwoju państwa, ani jego bezpieczeństwa” – argumentuje prezydent już na początku uzasadnienia.
Nawrocki podkreśla przy tym, że pytanie referendalne „pozostaje poza sporem dotyczącym zmian klimatycznych, ani nie jest pytaniem o stosunek obywateli do ochrony środowiska”.
„Dotyczy ono wyłącznie oceny konkretnej polityki: czy jej dotychczasowe i przyszłe koszty gospodarcze oraz społeczne są proporcjonalne do osiąganych efektów, a przede wszystkim – czy obywatele akceptują dalsze ich ponoszenie w niezmienionej lub zaostrzonej formie” – argumentuje.
Prezydent wyjaśnia też, co według niego oznacza poparcie polityki klimatycznej UE, czyli zagłosowanie na „tak”. W sześciu krótkich punktach padają hasła: „opłat”, „kosztownej”, „ograniczenie”, „wzrost kosztów”, „dodatkowych obciążeń” i „łącznych kosztów”.
Mówi „Polak”, myśli „konsument”
– Całość zagadnień związanych z polityką klimatyczną jest zredukowana do kosztów. Dla mnie jest to więc pokazywanie, że dla Polaków ważne są tylko aspekty ekonomiczne. Że ludzie nie martwią się o jakość powietrza, wody czy żywności, nie martwią się o zdrowie swoje i ich dzieci – mówi prof. Bożena Ryszawska z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu i Polskiej Sieci Ekonomii, pytana przez SmogLab.
Prof. Ryszawską martwi, że w ten sposób jesteśmy redukowani wyłącznie do roli konsumentów.
– Wniosek jest taki, że kupowanie i liczenie kosztów to sposób, w jaki oceniamy rzeczywistość. Ale przecież Polacy mają też rodziny i chcą zadbać o ich szczęście. Chcą mieć zachowany work-life balance, chcą czuć się bezpiecznie, chcą żyć w otoczeniu przyrody. Pieniądze oczywiście są ważne, ale przecież to nie jedyny argument, na który zwracamy uwagę. Ale z wniosku o referendum wychodzi, że jedyny – zauważa naukowczyni.
I pyta retorycznie: – Dlaczego politycy nie pytają o to, co szkodzi społeczeństwu, a tak często martwią się o to, co powiedzą rynki?
Prof. Ryszawska: To obrzydzanie Polakom rzeczy, które są dla nich pożyteczne
Prof. Ryszawską razi również to, że narracja wokół Europejskiego Zielonego Ładu i unijnej polityki klimatycznej jest tak wąskotorowa. Celem UE jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. Ale pod tym ogólnym hasłem kryją się dziesiątki różnych strategii, programów, narzędzi i inicjatyw. Nie wszystko skupia się wokół energetyki.
– Europejski Zielony Ład to również zrównoważony transport, który nie zanieczyszcza powietrza. To rolnictwo, w którym istotna jest jakość żywności, co odróżnia nas od wielu innych państw. To gospodarka obiegu zamkniętego, dzięki której nie generujemy tylu odpadów, nie zaśmiecamy tak przestrzeni publicznej i nie marnujemy tylu zasobów – wylicza ekonomistka.
Według niej uczciwe postawienie sprawy wymaga więc całościowej oceny – i to zarówno po stronie kosztów, jak i zysków. – Alternatywą jest tupanie nogami niczym dziecko i budowanie negatywnej narracji, a wręcz obrzydzanie Polakom rzeczy, które są dla nich pozytywne. Takie zawężanie perspektywy jest bardzo nieuczciwe – uważa prof. Ryszawska.
Jednostronnie krytycznemu podejściu do sprawy sprzeciwia się też Sven Harmeling, który kieruje sprawami klimatu w CAN Europe (ogólnoeuropejska sieć proklimatycznych organizacji pozarządowych).
– Taka narracja pomija fakt, że Polska odnotowała ostatnio ogromny wzrost wykorzystania odnawialnych źródeł energii i że znacznie więcej osób i firm dostrzega korzyści: mniejsze uzależnienie od importu paliw kopalnych, większe bezpieczeństwo energetyczne i niższe ceny, a także czystsze powietrze – wylicza Harmeling w wypowiedzi dla SmogLabu.
Ideologia czy bezpieczeństwo?
W uzasadnieniu do referendum prezydent szacuje, że realizacja ambitniejszej polityki klimatycznej będzie kosztować 6 proc. PKB rocznie. Choć powołuje się przy tym na wyliczenia obecnego rządu, to jednak Nawrocki pomija fakt, że Donald Tusk tej ambitniejszej polityki nie zamierza realizować. Z kolei w 2023 r. fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi wyszła z postulatem, by na ochronę klimatu przeznaczać w Polsce 1 proc. PKB.
Rzeczywiste koszty polityki klimatycznej mieszczą się zapewne gdzieś w tym przedziale. Uznajmy, że bardziej prawdopodobna jest górna granica. Czy wydawanie równowartości 4 proc. PKB na bardziej przyjazne miasta, większe bezpieczeństwo energetyczne, lepszy stan przyrody, poprawię zdrowia społeczeństwa i wzmocnienie odporności kraju na katastrofy to naprawdę dużo? Za dużo? A jeżeli nie na to mają być przeznaczane miliardy, to na co?
„Polityka klimatyczna była przez lata przedstawiana głównie jako koszt lub ideologia. Tymczasem obecna sytuacja geopolityczna pokazuje wyraźnie, że jest ona przede wszystkim elementem budowania bezpieczeństwa państwa – klimatycznego, energetycznego, żywnościowego, zdrowotnego i gospodarczego” – stwierdza w stanowisku Koalicja Klimatyczna.
I dodaje: „Debata publiczna na ten temat powinna opierać się na odpowiedzialności, wiedzy i uczciwym przedstawianiu zarówno kosztów transformacji, jak i znacznie wyższych kosztów jej opóźniania, a nie na dezinformacji i populistycznych hasłach.
–
Zdjęcie tytułowe: Kancelaria Sejmu



