„Polacy właśnie rozpoczęli wakacje w warunkach jednej z najintensywniejszych fal upałów, jakie dotknęły nasz kraj w ostatnich latach” – mówią naukowcy, którzy podpisali się pod listem otwartym do marszałka Sejmu. Pytają w nim, jakie działania podejmuje państwo, aby chronić obywateli przed skutkami zmiany klimatu wywołanej działalnością człowieka. Apelują przy tym o sejmową debatę na temat sposobów ograniczania przyczyn kryzysu klimatycznego oraz przyspieszenia działań adaptacyjnych.
List podpisało ponad 80 przedstawicieli świata nauki, m.in. przewodniczący Komitetu ds. Kryzysu Klimatycznego przy Prezydium PAN prof. Szymon Malinowski, prof. Piotr Skubała z Uniwersytetu Śląskiego i prof. Bogdan Chojnicki z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Według nich „to, czego doświadczamy na początku tegorocznych wakacji, nie jest pojedynczym epizodem pogodowym. Jest częścią długoterminowego trendu ocieplania się klimatu na skutek emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, którego konsekwencje środowiska naukowe opisują od wielu lat”.
Obrona gigantów w miejsce ochrony przyrody
Czy obecna fala upałów będzie nowym standardem każdego polskiego lata? Sygnatariusze listu zwracają uwagę na skutki przyrodnicze, społeczne i ekonomiczne zaniechań. „Niestety, nadal nie widzimy działań politycznych odpowiadających skali zagrożenia” – ubolewają.
Katarzyna Wiekiera z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, tłumaczy, że idea, która za nim stoi jest bardzo prosta.
– Scenariusze naukowców sprawdzają się, niestety nie są wdrażane rekomendacje, które zalecają eksperci. W miniony weekend zebraliśmy ponad 80 podpisów klimatologów i przyrodników, gdybyśmy mieli więcej czasu udałoby nam się zebrać więcej, ale chcemy zabrać głos teraz, gdy uwaga całego społeczeństwa jest skupiona na kwestii upałów i zagrożeń z nim związanych.
Zdaniem Wiekiery, politycy nie tylko nie realizują zalecanych działań na rzecz zmniejszania emisji gazów cieplarnianych i silniejszej ochrony przyrody, ale nie walczą z populizmem i denializmem, który cały czas zaprzecza trudnej prawdzie o naszej rzeczywistości. – Zamiast obrony ludzi, lasów, rzek, czyli przyrody, od której zależy ludzkie życie, mamy obronę megalotnisk i kolejnych terminali do importu LNG, czyli gazu odpowiedzialnego za radykalne przyspieszenie efektu cieplarnianego.
– Naukowcy piszą tak: „Coraz częstsze i dłuższe fale upałów, przedłużające się okresy suszy oraz gwałtowne opady i nawałnice stają się trwałym elementem rzeczywistości społecznej, gospodarczej i przyrodniczej Polski”.
– Pod Warszawą, gdzie mieszkam, od 5 dni nie mam wody w kranie wieczorami, ponieważ miasto nie jest w stanie zapewnić właściwego ciśnienia. Mimo to znikają kolejne tereny zielone i wydawane są zgody na kolejne bloki i strefy przemysłowe. Podobnie na poziomie kraju – rzeki nadal są regulowane, eksploatowane są nawet lasy wodochronne.
- Czytaj także: Ile kosztują nas ekstremalne zjawiska pogodowe?
6 mld rocznie
Następstwa zaniechań polityki klimatycznej wyliczył prof. Zbigniew Karaczun z SGGW i ekspert Koalicji Klimatycznej:
- bardzo skąpe opady, znacznie niższe od średniej wieloletniej,
- rekordowa susza hydrologiczna i rolnicza niszcząca uprawy rzepaku,
- późne przymrozki ograniczające produkcję sadowniczą i warzywniczą,
- gwałtowne burze i trąby powietrzne powodujące błyskawiczne powodzie i niszczące budynki.
– Wreszcie fala gorąca powodująca przedwczesne zgony, wzrost ilości interwencji medycznych, wprowadzające chaos komunikacyjny i zniszczenia w infrastrukturze. Czego jeszcze potrzeba politykom, aby wreszcie zrozumieli, że polityka klimatyczna to nie ideologia, ale kwestia bezpieczeństwa narodowego? – zastanawia się naukowiec.
– Skutki zmiany klimatu, których doświadczamy już dziś, kosztują nas dziesiątki miliardów złotych. Same tylko zjawiska ekstremalne, takie jak susze czy nawalne deszcze, wiążą się z obciążeniem rzędu około 6 mld zł rocznie. W przyszłości kwoty te będą tylko rosły – do co najmniej 124 mld zł w 2050 r., jeśli porzucimy obecną ścieżkę działań na rzecz ochrony klimatu – tłumaczy Aneta Stefańczyk, analityczka ds. Polityk publicznych w Instytucie Reform, pytana przez SmogLab.
Największy udział w tych stratach, jak mówi, będą miały czynniki związane ze spadkiem produktywności pracy, kosztami powodzi rzecznych oraz podnoszeniem się poziomu mórz.
Z nieba leje się żar. W setkach miejsc w Polsce ludzie mają ograniczony dostęp do wody. Cierpią dzieci, osoby starsze, zwierzęta. Każda fala upałów to zagrożenie życia dla każdej żywej istoty.
— Pracownia Bystra (@PracowniaBystra) June 27, 2026
Związek między tym, co dzieje się za oknem, a spalaniem paliw kopalnych jest ścisły.… pic.twitter.com/RoWauYsAew
Jest jeszcze gorzej
Warto zwrócić uwagę, że dotychczasowe szacunki nie uwzględniają bardzo trudnego do zmierzenia aspektu, czyli wpływu zmiany klimatu na zdrowie ludzi oraz na związane z tym obciążenia dla systemu ochrony zdrowia.
– Dlatego rzeczywiste koszty już teraz są istotnie większe. Co więcej, nie możemy wykluczyć, że koszty zmiany klimatu dla Polski będą o rząd wielkości wyższe, ponieważ ostatnie badania wskazują na ryzyko niedoszacowania czułości klimatu na stężenie gazów cieplarnianych – mówi nam analityczka, która jest autorką raportu Instytutu Reform i Fundacji ClientEarth „Polska płaci miliardy za skutki zmian klimatu – i będzie płacić coraz więcej”.
Koszty wskazują także na przeszacowania odporności gospodarki na efekty kaskadowe, wywołane czynnikami zależnymi od klimatu.
– Dlatego ambitna polityka klimatyczna stanowi „polisę ubezpieczeniową” dla przyszłych pokoleń Polek i Polaków, chroniącą ich przed realnym obniżeniem jakości życia. Globalny postęp w ochronie klimatu, który dokonał się w ciągu ostatnich 10 lat, udowodnił nam, że podjęte działania mają sens – dodaje Stefańczyk.
– Mamy całą potrzebną wiedzę, by ograniczyć najgorsze skutki zmiany klimatu, ale robimy bardzo dużo, by dalej kraj osuszać. Ludzie nie mają wody w kranie teraz. Na co my jeszcze czekamy? – zastanawia się Wiekiera.



