„Cmentarzysko” – piszą o widoku śniętych ryb w Zalewie Pilchowickim w woj. dolnośląskim. „W tym samym czasie nie dostrzegamy katastrofy, przez którą niezliczona liczba ryb w ogóle nigdy się nie narodzi” – mówi SmogLabowi Krzysztof Smolnicki, prezes fundacji EkoRozwoju.
„Już teraz na ogromnej większości zbiornika odsłoniło się dno. Trafiono tam na wraki samochodów, pozostałości łódek, ruiny zalanych przed laty domostw, jak również mnóstwo śmieci” – relacjonowała 29 czerwca „Gazeta Wrocławska”.
„Katastrofa ekologiczna na Dolnym Śląsku. Tysiące śniętych ryb po spuszczeniu wody w Zalewie Pilchowickim” – napisał ten sam portal ledwie dzień później.
I tak oto lokalna ciekawostka przemieniła się w historię na całą Polskę.
Katastrofa na Zalewie Pilchowickim
Na razie nie wiadomo, ile ryb i innych żywych organizmów zginęło w zbiorniku. Niektóre media mówią o dziesiątkach ton, inne o setkach, ale są to dziennikarskie szacunki, a nie oficjalne dane służb. Pewne jest jednak to, że za ich śmierć odpowiada przeprowadzany właśnie remont.
Zbiornik w Pilchowicach to druga najstarsza i druga największa zapora w Polsce. Znajduje się niedaleko Jeleniej Góry, na rzece Bóbr. Ponad 100-letni obiekt nie był remontowany od przeszło pół wieku. Co jednak ważniejsze, ucierpiał podczas powodzi z 2024 r. Co prawda zapora wytrzymała napór wody, ale uszkodzenia okazały się na tyle duże, że wymagają prac naprawczych. Inwestycja ma kosztować 93 mln zł, a zleciła ją zarządzająca obiektem spółka Tauron.
Jeżeli ostatnie zdania brzmią mocno technicznie, to… właśnie na tym polega problem.

Pilchowice? „To nie jest żadne jezioro”
„Każde sztuczne spiętrzenie na rzece i każda jej regulacja powoduje różne zagrożenia. Jak to, które ziściło się teraz na rzece Bóbr” – mówi w rozmowie ze SmogLabem Krzysztof Smolnicki, prezes fundacji EkoRozwoju.
Smolnicki zwraca też uwagę, że wiele mediów pisze o katastrofie na jeziorze. „Ale jakie to jezioro? To sztuczny zbiornik, sztuczna zapora na wodzie” – zauważa ekspert.
I dodaje: „Nie wiem, kiedy to się stało, ale w którymś momencie stworzyliśmy i uwierzyliśmy w narrację, że sztuczne zapory na rzekach to jeziora, że regulacje to jeziora. Tak nie jest.”
Dlaczego jednak to ważne rozróżnienie?

- Czytaj także: Polskie rzeki to ściek: „jak w kraju Trzeciego Świata”
Sztuczna przyroda to prawdziwy problem
Ekosystemy wodne żyją w harmonii z resztą świata przyrodniczego i mogą się samoregulować. Im mniej naturalna jest więc rzeka czy jezioro, tym trudniej rozwijać się w nim wszelkim organizmom. Prawdziwe jezioro czy naturalna rzeka nie potrzebują sztucznego zarybiania. Potrzebował go jednak sztuczny zbiornik w Pilchowicach – i po skończeniu remontu będzie potrzebował ponownie.
To samo dotyczy innych przemienionych przez człowieka rzek i jezior – w tym Odry, w której w głośnej katastrofie z 2022 r. zginęło ponad 200 milionów żywych organizmów. I choć bezpośrednio odpowiadał za to zakwit złotych alg, to idealne ku temu warunki stworzył właśnie człowiek.
I to nie tylko poprzez zmianę klimatu, która znacznie podwyższyła temperaturę wody w upalne lato. Ani nie tylko na skutek ciągłego zasalania Odry ogromnymi ilościami soli z kopalń. Za katastrofą odpowiadała również regulacja rzeki.
„Na zaporach przez zaburzenie naturalnego przepływu rzek dochodzi często do zakwitu glonów. W przypadku Odry złote algi najmocniej kwitły jednak tam, gdzie zbudowano ostrogi, które służą zwężaniu i przez to pogłębianiu koryta” – informuje Smolnicki.
- Czytaj także: „W zarządzaniu gospodarką wodną tkwimy w średniowieczu”
Natura na powódź
Przedstawiciele Taurona zapewniają, że przy ustalaniu harmonogramu opróżnienia zbiornika uwzględniono wiele kryteriów i głosów: od nakazu budowlanego po potrzebę ochronę ryb w czasie tarła. Według spółki woda była spuszczana stopniowo, przez co wiele ryb przeniosło się w bezpieczne miejsce wraz z nią. Mimo to śmierci części organizmów nie można było uniknąć.
„Śnięte ryby są niestety ceną, jaką musimy zapłacić za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe mieszkańców Dolnego Śląska” – tłumaczył w RMF FM Jacek Bieńkowski, dyrektor departamentu inwestycji w Tauron Ekoenergia.
Wielu naukowców i przyrodników od dawna podkreśla jednak, że niezwykle kosztowne sztuczne zapory nie są najlepszym sposobem na łagodzenie ryzyka powodziowego. Na przykład w badaniu w czasopiśmie „Nature” z 2023 r. grupa pięciu włoskich ekonomistów uznała, że w przypadku Europy najbardziej efektywną ekonomicznie opcją jest naturalna retencja. Za każde zainwestowane 1 euro otrzymalibyśmy 4,2 euro zwrotu w postaci różnego rodzaju korzyści, a skala strat i osób narażonych na powodzie zmalałaby o ponad 80 proc.
Co ważne, do podobnego wniosku doszli również w przypadku Polski. Dzięki naturalnej retencji straty finansowe do 2100 r. można ograniczyć o 57 proc., a o 60 proc. – liczbę narażonych na powodzie mieszkańców. Lepszej stopy zwrotu z inwestycji nie dają żadne inwestycje w szarą infrastrukturę.
„Naturalne rzeki i doliny rzeczne, obszary zalesione, wilgotne łąki i mokradła skutecznie zatrzymują wodę i są istotnym narzędziem łagodzenia suszy rolniczej i hydrologicznej oraz zmniejszania ryzyka powodzi” – pisali już w 2020 r. naukowcy z zespołu doradców ds. kryzysu klimatycznego przy prezesie PAN.

Niewidzialna katastrofa na polskich rzekach
„Obrazki te rozchodzą się błyskawicznie, bo są bardzo wizualne. W tym samym czasie nie dostrzegamy katastrofy, przez którą niezliczona liczba ryb w ogóle nigdy się nie narodzi” – mówi Smolnicki o katastrofie w Pilchowicach.
W rozmowie ze SmogLabem tłumaczy, że za tą niedostrzeganą katastrofę odpowiada niszczenie naturalnych siedlisk i całych ekosystemów rzecznych poprzez kolejne zapory, ostrogi, progi i inne obiekty hydrotechniczne.
„Ryba nie zginie, bo nigdy się nie pojawi. A nie pojawi się, bo większość rzek w Polsce jest w jakiś sposób przegrodzona, a ich ciągłość zanikła. Teraz naszym celem powinna być zupełna podstawa, czyli zadbanie o to, by ryba po prostu mogła swobodnie płynąć wzdłuż rzeki” – podsumowuje prezes fundacji EkoRozwoju.
I w niektórych miejscach tak się dzieje.
Niedawno opublikowano nową edycję corocznego raportu „Dam Removal Europe”. Wynika z niego, że w 2025 r. połączono ponownie 3740 km rzek w całej Europie. Liczba usuniętych barier na rzekach była zaś największa w historii. „W ciągu roku zburzono 602 zapory, przepusty i śluzy” – wylicza „The Guardian”.
–
Zdjęcie tytułowe dzięki uprzejmości Krzysztof Gruszka Photo.



