Zaskakująco wiele osób wciąż uważa, że samoloty pasażerskie podczas zwykłych lotów potajemnie rozpylają różne substancje, szkodzące naszemu zdrowiu albo wpływające na pogodę. Ta pseudonaukowa teoria spiskowa znana jest jako „teoria smug chemicznych”. Choć to, w co wierzą zwolennicy tej teorii, to czysta fantazja, jest prawdą, że tworzone na niebie przez samoloty smugi kondensacyjne są dla nas szkodliwe.
Teoria „smug chemicznych” (ang. chemtrails) należy dziś do najbardziej rozpowszechnionych teorii spiskowych. Jej zwolennicy wierzą, że białe smugi pozostawiane często na niebie przez samoloty są skutkiem realizacji tajnego programu rozpylania różnych, zwykle szkodliwych, substancji. To właśnie owe „smugi chemiczne”. Za całą akcją mają stać rządy poszczególnych państw (np. Stanów Zjednoczonych), mityczny „rząd światowy” albo potężne, tajne stowarzyszenia.
Po co jednak ktokolwiek miałby cokolwiek w tajemnicy rozpylać z samolotów pasażerskich wiele kilometrów nad powierzchnią ziemi?
Nie do końca wiadomo, po co i co to. Wiadomo jednak, że szkodzi
Na to pytanie znajdziemy bardzo różne odpowiedzi. Na przykład, rozpylane chemikalia mają sprawiać, że ludźmi jest łatwiej manipulować, a zatem łatwiej jest kontrolować społeczeństwa. Według innych zwolenników teorii, chodzi o sterowanie pogodą, a nawet o ingerencję w ziemski klimat. Według jeszcze innych, celem jest drastyczna redukcja liczby ludności. Wyjaśnień można zresztą znaleźć więcej.
Nie ma nawet pełnej jasności co do tego, co jest rozpylane: czy są to jakieś chemikalia, a jeśli tak, to jakie, czy też może są to mikroorganizmy. No cóż, teoria smug chemicznych nie jest naukowa, a pseudonaukowa. Nie powinniśmy więc oczekiwać, by była logiczna, spójna i dawała jednoznaczne odpowiedzi.
Jedyne, z czym zapewne zgodziliby się praktycznie wszyscy wyznawcy „chemtrails” to to, że smugi tworzone przez samoloty są czymś złym i niebezpiecznym. Zdaniem wielu ludzi, smugi są wręcz bezpośrednio szkodliwe dla zdrowia. Niektórzy boją się ich do tego stopnia, że nie pozwalają się dzieciom bawić na zewnątrz, jeśli zauważą je na niebie. A to z obawy przed zatruciem tajemniczymi substancjami.

Historia, która nie ma jeszcze nawet 30 lat
Teorie spiskowe dotyczące chemtrails zaczęły zyskiwać popularność po opublikowaniu w 1996 roku przez Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych (USAF) raportu „Pogoda jako mnożnik siły: panowanie nad pogodą do roku 2025”. Jak już sugeruje tytuł, był on poświęcony możliwościom modyfikowania pogody w celach militarnych. Raport miał jednak charakter koncepcyjny, nie był to opis żadnego istniejącego programu. Na samym początku tego dokumentu można przeczytać: „Niniejszy raport zawiera fikcyjne przedstawienia przyszłych sytuacji lub scenariuszy. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych osób lub wydarzeń – poza tymi, które zostały wyraźnie wskazane – są niezamierzone i mają charakter wyłącznie poglądowy.”
Podobnie jak w przypadku wielu innych spiskowych narracji, narodziny teorii chemtrails i wzrost zainteresowania tym tematem zbiegł się też w czasie z powstaniem mediów społecznościowych.
Jednak początkowo ważną rolę odegrało tu dobre, stare medium jakim jest radio. Chemtrails zyskały dużą popularność dzięki audycjom prowadzonym od 1999 roku przez amerykańskiego radiowca Arta Bella, który często poruszał tematykę teorii spiskowych i zjawisk paranormalnych.
Z teorią „smug chemicznych” wiążą się przynajmniej dwa przygnębiające fakty. Po pierwsze, jej zwolennicy, choć zupełnie mylą się co do ogromnej większości faktów, mają jednak – w pewnym sensie – dobrą intuicję. Białe smugi na niebie, nawet te tworzone przez zwykłe, rejsowe odrzutowce pasażerskie, są dla nas szkodliwe, o czym więcej za chwilę. W tym jednym jedynym, ale bardzo istotnym punkcie wyznawcy teorii chemtrails mają tu zatem więcej racji, niż osoby, które co prawda nie dają się uwieść spiskowej opowieści, ale też nie zdają sobie sprawy z zagrożenia związanego z niewinnie wyglądającymi smugami na niebie.
Chemtrails a smugi kondensacyjne
Jednak sama „teoria chemtrails ” (czy raczej rodzina zbliżonych teorii) jest tylko trochę mniej groteskowa niż np. kompletnie absurdalna teoria płaskiej Ziemi. Lub też niż inna teoria spiskowa, mówiąca, że kosmici (reptilianie) potajemnie kontrolują ludzkość, przenikając na najwyższe szczeble władzy, polityki i biznesu. Dlatego zasmucające jest to, że w narrację o smugach chemicznych wierzy tak wiele osób, szczególnie w USA.
Badanie sprzed prawie dziesięciu lat pokazało, że około 10 proc. Amerykanów jest całkowicie przekonanych o prawdziwości tej teorii. Zaś 20–30 proc. uważa, że kryje się w niej przynajmniej ziarno prawdy. Inne badania pokazują podobny obraz sytuacji.
Jest to zastanawiające choćby dlatego, że pochodzenie białych smug na niebie ma przecież dość proste wyjaśnienie. To, co zwolennicy teorii spiskowych nazywają chemtrails, to smugi kondensacyjne (ang. condensation trails, w skrócie contrails). To właśnie do tego – dużo zresztą starszego – terminu nawiązuje określenie chemtrails.
Smugi kondensacyjne powstają, gdy para wodna zawarta w spalinach silników odrzutowych skrapla się i zamarza w zimnym powietrzu na dużej wysokości. Powstają w ten sposób sztuczne chmury, które, po pewnym czasie – zależnym od warunków atmosferycznych, znikają.
Trudno jest przekonać człowieka silnej wiary
To, że nauka potrafi dać wyczerpujące wyjaśnienie pochodzenia smug kondensacyjnych, najwyraźniej nie przekonuje zwolenników teorii smug chemicznych. Nie „kupują” również argumentacji, że ciężko byłoby utrzymać w tajemnicy konspirację wymagającą zaangażowania tak wielu osób. Nie wierzą też wyjaśnieniom instytucji naukowych czy władz.
W USA już w 2000 roku, w reakcji na rosnącą popularność i wpływ teorii chemtrails wspólne stanowisko opublikowały Agencja Ochrony Środowiska (EPA), Federalna Administracja Lotnictwa (FAA), NASA oraz Narodowa Administracja ds. Oceanów i Atmosfery (NOAA). Celem było oczywiście obalenie mitów rozpowszechnianych na temat smug kondensacyjnych. Paradoksalnie, wielu zwolenników teorii chemtrails uznało oficjalne materiały opublikowane przez te instytucje za kolejny dowód na to, że mają rację. Oczywiście, zgodnie z rozumowaniem: „skoro oni wypierają się i tłumaczą, to coś musi być na rzeczy”.
Być może najbardziej skuteczną próbą przekonania byłoby powołanie się na… byłego pracownika CIA, słynnego sygnalistę Edwarda Snowdena, który, jak sam mówił, miał wyjątkowo szeroki dostęp do tajnych materiałów amerykańskich służb. I unikalną wiedzę o tych programach i działaniach, którymi władze USA niekoniecznie chciały się dzielić ze swoimi obywatelami. Jednak w swojej książce „Permanent Record”, Snowden napisał m.in:
„Gdyby ktoś się jeszcze zastanawiał: tak, człowiek naprawdę wylądował na Księżycu. Zmiana klimatu jest faktem. A chemtrails po prostu nie istnieją.”
„Pan ma swoje dowody, a ja mam swoje”
Być może zresztą nawet Snowden by tu nie wystarczył. Wyznawcy „chemtrails” mają też przecież oczywiście argumenty i „dowody” na potwierdzenie swoich tez. Pokażą nam na przykład zdjęcia (jak najbardziej autentyczne!) z wnętrza normalnego na pozór samolotu pasażerskiego, na których zamiast siedzeń widać rzędy dziwnych zbiorników połączonych rurkami i przewodami. Według zwolenników teorii chemtrails jest to dowód na istnienie instalacji służących do rozpylania substancji chemicznych.
W rzeczywistości przeznaczenie widocznej na zdjęciach instalacji jest znacznie bardziej prozaiczne. Zbiorniki są napełniane wodą i służą do symulowania ciężaru pasażerów lub ładunku. Przepompowując wodę pomiędzy nimi podczas lotu, można zmieniać położenie środka ciężkości samolotu i testować jego zachowanie w różnych warunkach.
Innym często przywoływanym „dowodem” są filmy, takie jak ten, który w 2014 roku nakręcił Brytyjczyk Chris Bovey. Widać na nim zrzut paliwa podczas lotu z Buenos Aires do Londynu. Nagranie szybko stało się bardzo popularne w mediach społecznościowych. Obejrzało je ponad trzy miliony osób, a udostępniono je przeszło 52 tys. razy. Wielu internautów przedstawiało film jako rzekomy dowód na istnienie chemtrails i tajnego rozpylania substancji chemicznych z samolotów. Widać, że samolot coś rozpyla? No widać. A prawda znów była prozaiczna: maszyna musiała awaryjnie lądować w São Paulo. Dlatego – zgodnie ze standardową procedurą, przed lądowaniem pozbyła się części paliwa, aby zmniejszyć swoją masę.
Kilka niewygodnych faktów i liczb. Smugi a chemtrails
Możemy więc śmiać się z wietrzących spiski. Zwolennicy teorii chemtrails są dobrą ilustracją przysłowia mówiącego, że ktoś słyszał, że dzwonią, ale nie wie, w którym kościele. Mają przecież rację, uważając smugi kondensacyjne za zagrożenie. Jeszcze więcej racji mają ci z nich, którzy uważają, że smugi te wpływają na pogodę lub klimat. Dlaczego? Żeby to dobrze pokazać, trzeba najpierw przytoczyć garść faktów i liczb.
Transport lotniczy – głównie samoloty pasażerskie, każdego roku odpowiada za emisję ok. miliarda ton dwutlenku węgla (CO2) rocznie. To całkiem sporo – dla porównania, całkowita globalna emisja CO2 za jaką odpowiada ludzkość to ok. 37 mld ton (spalanie ropy, węgla i gazu) plus kilka miliardów ton związanych m.in. z wylesianiem. W wyniku spalania nafty lotniczej w silnikach samolotu powstają też inne substancje – głównie para wodna, ale też: sadza, dwutlenek siarki i tlenki azotu. One również mają wpływ na klimat naszej planety.
Jeśli jednak popatrzymy na wielkość zwaną wymuszaniem radiacyjnym, która służy właśnie do oceny siły wpływu danej substancji, zjawiska czy procesu na klimat, to czeka nas niespodzianka. Okazuje się, że (tylko jeśli chodzi o lotnictwo) silniejszy od wpływu którejkolwiek z wymienionych wyżej substancji jest wpływ na klimat właśnie smug kondensacyjnych i powstających z nich chmur pierzastych. Łącznie odpowiadają one za więcej niż połowę całego efektywnego wymuszania radiacyjnego związanego z działalnością branży lotniczej.
Chmury, które bardziej grzeją niż chłodzą
Gdyby z nieba zniknęły nagle wszystkie samoloty, to ogrzewający wpływ smug spadłby do zera niemal natychmiast, natomiast wyemitowany przez samoloty dwutlenek węgla będzie ogrzewał naszą planetę jeszcze przez tysiące lat. Dopóki jednak samoloty będą latać i wytwarzać smugi kondensacyjne, tak długo będą ocieplać klimat naszej planety. Problem jest dziś znacznie bardziej poważny, niż gdybyśmy żyli, dajmy na to, w latach siedemdziesiątych czy jeszcze nawet dziewięćdziesiątych.
A w jaki sposób w ogóle chmury wpływają na klimat? Tak jak naturalne chmury pierzaste, również smugi kondensacyjne i powstające z nich sztuczne chmury pierzaste oddziałują z promieniowaniem elektromagnetycznym. Raz, że odbijają w przestrzeń kosmiczną promieniowanie słoneczne, co ma efekt chłodzący. Zatrzymują też jednak emitowane przez powierzchnię Ziemi promieniowanie podczerwone, co z kolei prowadzi do ocieplania klimatu. Drugi z tych efektów jest jednak silniejszy.
Co jest dziś największym zagrożeniem dla ludzkości?
Dla każdego człowieka, który choć trochę orientuje się w obecnym stanie świata, jest jasne, że zmiana klimatu jest czymś realnym i coraz boleśniej odczuwalnym. Nie potrzeba tu Snowdena i jego unikalnej wiedzy o działaniach CIA i tajemnicach amerykańskiego rządu. To już widać gołym okiem. Coraz więcej (choć wciąż mało) osób zdaje sobie też sprawę, że zmiana klimatu przyspiesza. I że jeśli nie zaczniemy naprawdę poważnie się tym tematem zajmować, to niedługo „zmiecie nas z planszy”.
W tej sytuacji wszystko, co zbliża nas do katastrofy klimatycznej, jest w oczywisty sposób złe i stanowi śmiertelne zagrożenie. W szczególności także dotyczy to emisji gazów cieplarnianych i tworzenia sztucznych chmur przez samoloty. Jedno i drugie dokłada się w zauważalny sposób do ocieplania planety.
Raz jeszcze: całkowity wkład lotnictwa cywilnego do efektywnego wymuszania radiacyjnego, związanego z działalnością człowieka parę lat temu wynosił ok. 3,5 – 3,7 proc. Wbrew pozorom, to wcale nie jest mało. A ponad połowa z tego to „zasługa” smug kondensacyjnych.
Samoloty faktycznie „rozpylają” coś, co jest dla nas szkodliwe (choć są to po prostu spaliny). Szkodliwe pośrednio, poprzez wpływ na klimat, ale jednak szkodliwe. Zwłaszcza że ich wpływ jest całkiem znaczny, a Ziemia i tak jest już mocno ocieplona. Zaś główna bohaterka spiskowej narracji – smuga kondensacyjna – odgrywa tu jak widać kluczową rolę (dla jasności: cały czas mówimy o wpływie na klimat jednego konkretnego sektora – lotnictwa).
- Czytaj także: Dla zysku zatruli miliony ludzi. W Polsce też
Tajnych spisków brak, uczciwości niestety też
Oczywiście, nie ma tu żadnych głębokich tajemnic. Skład paliwa lotniczego jest dobrze znany: jest to głównie mieszanka ciekłych węglowodorów plus niewielkie ilości dodatków – np. środków biobójczych lub substancji zapobiegających korozji. W przypadku benzyn lotniczych (stosowanych w samolotach śmigłowych z silnikami tłokowymi) mamy też tetraetyloołów. Takie samoloty, nawiasem mówiąc, faktycznie rozpylają coś w oczywisty sposób szkodliwego dla zdrowia, choć w ilościach homeopatycznych, w porównaniu z emisją ołowiu, za jaki jeszcze parę dekad temu odpowiadała motoryzacja. Dobrze wiemy też, ile paliwa lotniczego zużywa się na świecie każdego roku. Fizyka i chemia spalania nafty lotniczej w silnikach odrzutowych i dalszy los produktów spalania w atmosferze również są doskonale znane, choć proces ten sam w sobie jest dość złożony.
Jeśli ktoś bardzo chce się doszukiwać tu elementów spiskowych, to od biedy też da się je znaleźć. Chodzi mi o nieprawdopodobny greenwashing, jaki uprawia branża lotnicza, próbując przedstawić się jako „ekologiczna” i przyjazna środowisku. Możemy się od nich dowiedzieć, że firma dba np. o segregację odpadów i zajmuje się ochroną żurawi, a suszarki w toaletach na lotnisku zasilane są energią słoneczną.
„Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!”
Możemy więc śmiać się z wyznawców teorii chemtrails, ale prawdę mówiąc, wydaje mi się, że jesteśmy im też winni choć odrobinę wdzięczności. Za to, że – choćby i przypadkiem, niechcący – zwracają uwagę na zjawisko, które większość z nas całkowicie ignoruje. Lub jak wolicie za to, że podsuwają nam – fakt, bardzo krzywe i mocno zniekształcające – zwierciadło. Zwierciadło, w którym możemy dostrzec pewne bardzo nieprzyjemne prawdy i niewygodne fakty o naszym świecie.
–
Zdjęcie tytułowe: Aerial-motion/Shutterstock



