Najpierw złota alga zdziesiątkowała życie w Odrze, potem nastała tragiczna w skutkach powódź. Katastrofa ekologiczna na Odrze w 2022 r. i wyniszczający żywioł dwa lata później pokazały, że z rzekami w Polsce dzieje się coś złego. Eksperci przekonują, że oba kryzysy mają wspólny mianownik, a receptą nie są kolejne zapory i zbiorniki, lecz przywracanie rzekom ich naturalnego charakteru.
Koalicja Czas na Odrę zorganizowała trzecią międzynarodową konferencję odrzańską. – Po polsku, po czesku i po niemiecku, bo to nasza wspólna rzeka. W tym roku hasłem przewodnim jest odporna Odra, bo Odra to nie choroba. Odra to szansa – zauważa Krzysztof Smolnicki z Koalicji Czas na Odrę, prezes Fundacji EkoRozwoju.
Polsko-czesko-niemieckie recepty na powodzie
Theresa Wagner z niemieckiej organizacji BUND dodała, że także w Niemczech jest duży potencjał renaturyzacji Odry.
– Nad Odrą są odcinki, na których można tego dokonać bez przeprowadzania stamtąd mieszkańców. Po niemieckiej stronie jest też park narodowy, który można wykorzystać jako naturalny rezerwuar wody.
– Renaturyzacja rzek w Czechach budzi dość duże zainteresowanie samorządów – mówi Vlastimil Karlík z czeskiej organizacji Arnika-CEPO. – One widzą, że to daje możliwość nie tylko zwiększenia walorów przyrodniczych, ale również ochrony przed powodzią i suszą.
Odniósł się też do budowania na terenach zalewowych. W tej chwili najważniejsze, żeby w dolinach rzecznych nie powstawały nowe zabudowania.
– Czechy mają już pewne ustawy, które zabraniają zabudowania w tzw. aktywnym obszarze powodzi. Jednak ciągle są jeszcze różne próby obejścia tych przepisów – przyznał Karlík pytany przez SmogLab.

Polska testuje pewne naturalne rozwiązania przeciwpowodziowe.
– Przygotowaliśmy program dla zlewni górskiej w Sudetach, gdzie były największe opady w czasie powodzi w 2024 r. Naszym celem jest przygotowanie działań, które zwiększą retencję. Szczególnie w obszarach leśnych, ale też łąkowych, żeby było więcej wody w rzece, kiedy mamy suszę, a mniej szkód powodziowych, w czasie powodzi. To taki rezerwuar – relacjonuje Smolnicki.
O jakich konkretnie rozwiązaniach mowa? Jeśli chodzi o lasy, jest na przykład zabudowa szlaków, którymi spływa woda.
– To pozostawienie większej ilości martwego drewna, co zwiększa nie tylko “szorstkość” wody spływającej z gór, ale też zdolność gleby do przyjmowania wody – wylicza w rozmowie ze SmogLabem.
Resort Klimatu i Środowiska chce walczyć z suszą i powodzią. Odpowiedź jest jedna
Dzięki regulacji o odbudowie zasobów przyrodniczych (NRL) Polska ma obowiązek (a co za tym idzie – niepowtarzalną szansę) na odnowienie swojego naturalnego dziedzictwa.
– Jeśli chodzi o rzeki, to zrenaturyzowanych, a właściwie swobodnie płynących ma być 25 tys. km do 2030 r. – mówi Smolnicki.
Co ważne, aż 410 mln zł z programu FEnIKS (Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko) przeznaczono właśnie na renaturyzację wód i ochronę mokradeł.
– Poszerzyliśmy grono beneficjentów w Feniksie w działaniach dotyczących renaturyzacji i ekosystemu wodnych. Poszerzyliśmy ten nabór o organizacje pozarządowe i samorządy – mówi nam Szymon Tumielewicz, zastępca dyrektora Departamentu Strategii i Odporności Klimatycznej w Ministerstwie Klimatu i Środowiska.
– Uważamy, że to są podmioty, które mogą i powinny realizować projekt renaturyzacyjny, bo wyzwania, z jakimi się mierzymy, są bardzo poważne. To jest przede wszystkim susza i niedobór wody, a czasem również powódź. Tak więc działania, które odtwarzają naturalny przebieg rzeki, odpowiadają na oba te wyzwania.
Przy okazji zwiększa się bioróżnorodność i bezpieczeństwo ekosystemu. Resortowi zależy na współpracy i koordynacji działań celowanych w danym obszarze. – Będą realizowane projekty polegające na współpracy samorządów, NGO-sów, Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych oraz parków narodowych. Również, a nawet przede wszystkim – w dorzeczu Odry.
– Z kolei w ramach tzw. retencji krajobrazowej, czyli tworzenia terenów, polderów, które mogą zatrzymać wodę, potrzebną i gospodarce, i społeczeństwu – mówi przedstawiciel MKiŚ.
Nie sposób nie zauważyć związku z obronnością, a konkretnie komponentami w ramach “Tarczy Wschód”.
– Sprawa oczywiście nie dotyczy dorzecza Odry, ale wschodniej granicy, i północno-wschodniej granicy Polski, gdzie będą realizowane działania – dodaje Tumielewicz.
– Naturalne rzeki to nie tylko bezpieczeństwo wobec zmian klimatu, suszy, powodzi, zanieczyszczeń, ale również bezpieczeństwo militarne – tłumaczy Krzysztof Smolnicki.

“Zbiornikoza”, czyli ochrona przeciwpowodziowa po polsku
Na jakim etapie jesteśmy w 2026 r. pod względem ochrony przeciwpowodziowej? Czy teraz jest lepiej, niż podczas katastrofalnej powodzi sprzed niemal dwóch lat? Na to pytanie odpowiedział nam Jacek Engel, prezes Fundacji Greenmind, współzałożyciel Koalicji Ratujmy Rzeki.
– Mówiąc szczerze, wydaje mi się, że jest gorzej. Gorzej w takim sensie, że obserwuję nasilającą się “zbiornikozę”. Można było się spodziewać, że powódź z 2024 r. wywoła pewną refleksję. W tej chwili jesteśmy na etapie pracy nad kolejnym planem zarządzania ryzykiem powodziowym w dorzeczach.
Specjalista miał nadzieję na nieco inne myślenie o ochronie przeciwpowodziowej.
– Niestety, po powodzi zaproponowano kolejne zbiorniki, które po pierwsze nie zapewniają bezpieczeństwa ludziom, a po drugie ekonomicznie to się kompletnie nie spina.
– W normalnym kraju nie zbuduje się zbiornika, jeżeli koszty jego budowy, mówiąc prymitywnie, przekraczają korzyści z ochrony przeciwpowodziowej. Są takie inwestycje, na które trzeba włożyć złotówkę, żeby zyskać pięć groszy.
Ubolewa też nad ciągłą regulacją rzek, zamiast przywracania im naturalnego charakteru. Najwyższa Izba Kontroli zapowiedziała, że skontroluje, jak mają się plany zarządzania ryzykiem powodziowym do ich realizacji. Okaże się, czy planujemy z sensem. Krótko mówiąc, teraz budujemy raczej listę życzeń, niż rzeczywisty plan, który jesteśmy w stanie zrealizować – zauważa Engel.
- Czytaj także: „W zarządzaniu gospodarką wodną tkwimy w średniowieczu”
Zaczynamy rozumieć sens renaturyzacji?
Prof. dr hab. Piotr Parasiewicz, kierownik Zakładu Rybactwa Rzecznego w Instytucie Rybactwa Śródlądowego oraz kierownik Pracowni Monitoringu i Modelowania Środowiska na SGGW, mówił o regulowaniu rzeki jako o “gwoździu do trumny”, jeśli chodzi o zakwity alg. Przypomnijmy, że złota alga spustoszyła bioróżnorodność Odry latem 2022 r.
– Powoli zaczynamy mówić o renaturyzacji rzek. W porównaniu z innymi krajami, w których ta myśl jest znacznie bardziej rozwinięta, jesteśmy jeszcze dość daleko. Sam jako student w latach 80. pracowałem w pierwszym projekcie renaturyzacji w Europie, także to już trochę trwa.
Świadomość społeczna jest zdaniem prof. Parasiewicza dużą przeszkodą. – Niewiele osób zdaje sobie sprawę z możliwości, jakie daje renaturyzacja. I to nie tylko w sensie jakości życia, ale również w sensie ekonomicznym.
Zauważa, że w innych krajach już udowodniono, że wszelkiego rodzaju prace renaturyzacyjne są bardzo dobrym źródłem lokalnego zatrudnienia.
– Renaturyzacja jest znaczącym elementem ekonomii kraju – podkreśla naukowiec, porównując skalę do zatrudnienia przy budowach dróg.
–
Zdjęcie tytułowe: Sun Shock/Shutterstock



