Dane europejskiego programu monitorowania klimatu pokazują, że tegoroczny lipiec był drugim najcieplejszym lipcem w historii pomiarów. To może być dopiero początek. Bardzo szybko rozwija się bowiem El Niño, które wywinduje temperatury jeszcze bardziej i ze wszystkimi tego konsekwencjami. Czy Polska też to odczuje? O to zapytaliśmy meteorologa z brytyjskiego Uniwersytetu w Reading.
Klimat, cieplejszy o niemal 1,5 st. C w stosunku do epoki przedindustrialnej, nie daje spokoju Europejczykom. Wciąż wybuchają kolejne duże pożary. Ostatnio miały miejsce w Grecji, Serbii, Albanii, a nawet w kojarzonej z łagodnym, morskim klimatem, Holandii. Hiszpania ma za sobą wyjątkowo zły sezon pożarowy. Według danych Copernicusa do pierwszych dni sierpnia powierzchnia spalona w Hiszpanii przekroczyła 220 tys. ha. W całej Europie do tej pory spłonęło ponad 500 tys. ha terenu, a gorące lato wciąż trwa.
„Większe, bardziej katastrofalne i niebezpieczne pożary”
Po drugiej stronie Atlantyku także występują ogromne pożary. W kanadyjskiej Kolumbii Brytyjskiej oraz amerykańskich stanach Washington i Oregon znajduje się wiele ogromnych ognisk pożarów. Tak dużych, że jak możemy zobaczyć na poniższym zdjęciu satelitarnym, dymy rozchodzą się na ogromnym obszarze.

Jak wskazują eksperci, za większość pożarów odpowiada bezpośrednio człowiek. Jednak ich skala to już dzieło ponadprzeciętnych temperatur i suszy – konsekwencji ocieplającego się klimatu.
– Od lat mówimy społeczeństwu, że to się wydarzy, że będziemy mieli większe, bardziej katastrofalne i bardziej niebezpieczne pożary. I właśnie się pojawiły – powiedziała dla „Nature” Cristina Santín, badaczka pożarów z Uniwersytetu w Oviedo w Hiszpanii.
Lipiec na klimatycznym progu 1,5 stopnia
Tak ogromna skala pożarów nie byłaby możliwa bez globalnego ocieplenia. Według World Weather Attribution zmiana klimatu spowodowana przez człowieka zwiększyła prawdopodobieństwo wystąpienia gorących, suchych i wietrznych warunków sprzyjających pożarom we Francji około dwukrotnie, a w Hiszpanii około 20-krotnie.

Z kolei raport europejskiego programu monitorowania klimatu Copernicus pokazuje, że świat znajduje się na progu ocieplenia klimatu o 1,5 st. C. Średnia temperatura globalna dla lipca wyniosła 16,9 st. C. To 1,47 st. C powyżej średniej sprzed rewolucji przemysłowej, gdzie umownym okresem bazowym są lata 1850–1900.
Samantha Burgess z Europejskiego Centrum Prognoz Średnioterminowych powiedziała, że tegoroczne lato jest „dobitnym przykładem” załamania klimatu, w którym ekstrema wzajemnie się nasilają.
– Lipiec 2026 roku był trzecim z rzędu miesiącem wyjątkowych upałów w Europie Zachodniej, co spowodowało, że łączna temperatura w czerwcu i lipcu osiągnęła nowy rekord w tym regionie – zauważyła.
U progu El Niño
Lipiec był drugim najcieplejszym w historii pomiarów, ex aequo, gdyż rekordzistą jest lipiec z 2024 roku. To był rok El Niño, które podobnie jak tegoroczne rozpoczęło się wczesnym latem – 2023 roku – i trwało do wiosny 2024 roku. Lipiec 2024 to tylko 0,01 stopnia różnicy, a globalny wpływ ciepłej fazy ENSO jest widoczny dopiero po kilku miesiącach. To, co w tej chwili się dzieje z globalną temperaturą, to zasługa globalnego ocieplenia. El Niño zacznie wpływać na światowe temperatury najwcześniej jesienią.
Na razie 2026 rok jest dopiero trzecim najcieplejszym w historii, za latami 2024 i 2025. To się może bardzo szybko zmienić. Bowiem wspomniane 1,47 st. C zaraz może stać się nieaktualne.
Co nas czeka?
To może być najsilniejsze El Niño w historii.
– Rzeczywiście, już od jakiegoś czasu w prognozach modeli tegoroczne El Niño wyglądało na wyjątkowo silne i w zasadzie z miesiąca na miesiąc ten sygnał robił się coraz mocniejszy – mówi dla SmogLabu Piotr Abramczyk, magister meteorologii stosowanej na Uniwersytecie w Reading. – Osobiście zdziwiłbym się, gdyby 2026 nie okazał się pod tym względem rekordowy. Moim zdaniem są bardzo duże szanse na pobicie lat 2015 czy 1997 – dodaje.
El Niño może sprawić, że kolejne miesiące w Polsce będą bardzo ciepłe. Być może rekordowo, ale nie musi tak być z uwagi na cyrkulację mas powietrza. Warto tu spojrzeć na powyższą mapę anomalii temperaturowych za lipiec. Ubiegły miesiąc ocierał się o rekordy, ale nie w Polsce. Lipiec w Polsce nie był ciepły. Było sporo dni chłodnych lub po prostu takich, jakie pamiętają nasi rodzice czy dziadkowie.

W jaki sposób tak silne El Niño wpłynie na Polskę?
– Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta z kilku względów – odpowiada Abramczyk. – Po pierwsze, o ile wpływ El Niño jest najsilniejsze i najlepiej zbadane w rejonie tropikalnego Pacyfiku oraz w częściach obu Ameryk, Azji, Australii i Afryki, o tyle Europie te korelacje są znacznie słabsze i gorzej poznane – wyjaśnia ekspert pytany przez SmogLab.
– Po drugie, tak silne epizody El Niño występują stosunkowo rzadko (raz na 15-20 lat). Zatem mamy stosunkowo niewielką próbkę danych, szczególnie z bardziej współczesnego klimatu naznaczonego zwiększonym stężeniem gazów cieplarnianych – dodaje. Jak zauważa nasz rozmówca, analizując okresy dodatniej fazy ENSO, wyłaniają się pewne korelacje również dla Europy.
Tłumaczy: – W trzecim kwartale (lipiec – wrzesień) w latach z silnym El Niño nad Europą Środkową często utrzymuje się wyższe ciśnienie. Dla naszego regionu oznacza to większą szansę na gorącą, suchą i słoneczną pogodę, co może dodatkowo pogłębiać problemy z niedoborem opadów i niskim poziomem wód.
Wpływ na kolejne miesiące
To co prawda już się dzieje, ale wpływ będzie widoczny latem przyszłego roku. A co z najbliższymi miesiącami?
– W czwartym kwartale El Niño zwykle sprzyja ciepłej, suchej i słonecznej pogodzie w rejonie Afryki Północnej i Morza Śródziemnego. Dalej na północ, zwłaszcza w Europie północnej i północno-zachodniej, częściej zaznacza się wpływ niżów. To zwiększa prawdopodobieństwo łagodnej, wilgotnej i wietrznej pogody w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech. Jednocześnie chłodniejsze masy powietrza mogą czasami docierać do Skandynawii. Polska raczej też pozostaje po tej cieplejszej stronie – wyjaśnia ekspert.
Jaki będzie początek przyszłego roku?
– Poprzednie lata z silnym El Niño sugerują większą skłonność atmosfery do blokad wyżowych i chłodniejszych warunków na północy Europy. Duży wpływ ma tu jednak rok 2010, który był wyjątkowo zimny. Po jego wyłączeniu scenariusz wygląda bardziej atlantycko: temperatury w Europie Północnej i Środkowej są raczej nieco powyżej normy – mówi Abramczyk.
Jak podsumowuje nasz rozmówca, tak silne El Niño z pewnością będzie miało skutki globalne. Zzwiązane z nim wzorce pogodowe mogą zaburzyć produkcje żywności i surowców rolniczych, potencjalnie przekładając się na wzrost cen, które pośrednio nie ominą również Starego Kontynentu i Polski
– Bezpośredni wpływ na pogodę w Europie jest trudniejszy do uchwycenia, choć występują pewne korelacje o których wspomniałem. Warto też dodać, że tak naprawdę El Niño jest tylko jednym, choć istotnym czynnikiem decydującym o wzorcach pogodowych na świecie i nie powinien być rozpatrywany w odosobnieniu od innych sygnałów – komentuje Abramczyk.
–
Zdjęcie tytułowe: H. Bułgajewski, mapa: Copernicus Climate Change Service



