Jak czynniki meteorologiczne i zanieczyszczenie powietrza wpływają na wzrost nagłych przyjęć na szpitalnych SOR-ach? Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW-PIB) wychodzi poza granice czysto medyczne, próbując uchwycić szerszy obraz zależności pomiędzy pogodą, uwarunkowaniami społecznymi a naszym zdrowiem.
Pierwsze skojarzenie z Instytutem Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW-PIB) to prognozy pogody na potrzeby przemysłu i transportu. Zakres analiz jest szeroki: od oceny stanu technicznego zapór rzecznych, przez mapowanie poziomu wiatru na potrzeby farm wiatrowych, czy prognozy pogodowe dla żeglugi i rolnictwa.
Od 2019 r. zespół Laboratorium Modelowania Meteorologicznego Instytutu rozszerza również działalność wspierając obszar zdrowia publicznego. Efektem jest choćby zapoczątkowany w maju tego roku Serwis Pyłkowy skierowany do alergików.
Przedstawia on cotygodniowe aktualizacje i komunikaty o stężeniu alergenów w powietrzu dla ośmiu miast. W zeszłym roku na łamach czasopisma Scientific Reports ukazała się z kolei publikacja będąca rezultatem współpracy Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego oraz IMGW-PIB, dotycząca nagłych przyjęć pacjentów z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc.
Sprawdzili 630 tys. przyjęć
POChP (Przewlekła Obturacyjna Choroba Płuc) jest jedną z najpowszechniejszych chorób spowodowanych m.in. złą jakością powietrza. Choruje na nią około 3 mln Polaków i jest to już trzecia najczęstsza przyczyna zgonów na świecie. Objawia się przewlekłym kaszlem, dusznościami, a nieleczony przewlekły stan zapalny może prowadzić do śmierci, której ryzyko wzrasta z każdym zaostrzeniem choroby. Pomimo tych alarmujących danych świadomość społeczna na temat choroby jest niewielka.
Analiza „Wpływ zanieczyszczenia powietrza atmosferycznego i czynników meteorologicznych na liczbę nagłych przyjęć szpitalnych pacjentów z POChP w Polsce” opublikowana w czasopiśmie Scientific Reports poświęcona jest właśnie tej chorobie.
Badania obejmowały lata 2012 – 2019 i polegały na analizie ponad 630 tys. przypadków hospitalizacji w trybie pilnym pacjentów, u których zdiagnozowano POChP. Wzięto pod uwagę czynniki meteorologiczne takie jak: temperaturę, wilgotność powietrza czy prędkość wiatru. Zbadano zależności zarówno dla zanieczyszczeń pyłowych (PM2,5 oraz PM10), jak i gazowych: dwutlenku siarki (SO₂) i tlenków azotu (NOx).
Wahania temperatur a hospitalizacje
Analiza wykazała, że nagłe różnice temperatur miały znaczący wpływ na liczbę przyjęć szpitalnych w trybie nagłym. W przypadku kobiet zmienność liczby hospitalizacji z powodu POChP daje się wyjaśnić zmianami maksymalnej i minimalnej dobowej temperatury nawet w 80 proc – z opóźnieniem około 18 dni. Najsilniejsze powiązania między czynnikami meteorologicznymi a przyjęciami w trybie nagłym zaobserwowano wśród pacjentów w wieku 60–79 lat oraz wśród mieszkańców miast.
– Nasz układ termoregulacji dostosowuje krążenie do warunków panujących na zewnątrz , tj. żeby wyrzucić nadmiar gorąca, albo zatrzymać ciepło wewnątrz organizmu. Jeżeli mamy nagłą reakcję, na przykład ktoś wyszedł z sauny i skacze do zimnej wody, to przy zdrowym układzie krążenia, zapewne nic mu się nie stanie – mówi dr Joanna Wieczorek, główna specjalistka badawczo-techniczna IMGW-PIB. – Jednak, jeśli ta osoba ma już jakieś problemy z tym układem, to nagła zmiana może spowodować poważne zdarzenie zdrowotne. Jeżeli chodzi o meteorologię, przeskoki temperatur, to są ważne elementy, które też trzeba uwzględnić w analizach biometeorologicznych – dodaje pytana przez SmogLab.
Zanieczyszczenia powietrza sprawiają, że trafiamy do szpitala?
Według badania pacjenci zgłaszali się na SOR-y nawet do 20-30 dni od momentu epizodu smogowego. Często chory, zanim pojawi się w szpitalu, próbuje poradzić sobie sam. Skorzystanie z pomocy medycznej następuje w momencie, gdy wszystkie metody już zawiodą, stąd przypuszczalnie tak długi czas napływania pacjentów.
Co ciekawe, na wzrost zanieczyszczenia powietrza szybciej i silniej reagowały kobiety .
– Gdybym miała wskazywać grupę, która bywa w większym stopniu narażona na zanieczyszczenie powietrza, to wskazałabym kobiety. W Polsce codzienne zakupy i sprawunki domowe częściej należą do ich obowiązków. I potencjalnie wyjdą do sklepu po pieczywo, nawet jeśli RCB poinformuje o złej jakości powietrza. To są ciekawe społeczne aspekty do uwzględnienia. – To, co my robimy, to jest tak naprawdę uzyskiwanie pewnego obrazu i próba opisania rzeczywistości – komentuje dr Wieczorek.
Analiza wykazała, że spośród wszystkich badanych pyłów i gazów, to wysokie stężenia dwutlenku siarki (SO₂) w powietrzu wykazują największy związek z hospitalizacjami POChP. Następnymi w kolejności były odpowiednio pyły PM2,5 i PM10.
Tak, jak w przypadku wpływu temperatury, najsilniejszy związek między poziomem zanieczyszczenia powietrza a liczbą przyjęć w trybie nagłym zaobserwowano wśród pacjentów w wieku 60–79 lat. Silniejsze zależności zaobserwowano wśród mieszkańców miast w porównaniu z mieszkańcami wsi.
Najwyższe wskaźniki hospitalizacji odnotowano już po pięciu dniach od ekspozycji na podwyższone stężenia PM10 i PM2,5 w przypadku pacjentów z obszarów miejskich, natomiast po 21 dniach – w przypadku pacjentów mieszkających na obszarach wiejskich.
Trujące gazy i błędne koło
Dr Wieczorek podkreśla różnicę w oddziaływaniu pyłów i gazów. Silnie reaktywne chemicznie gazy jak NOx czy SO₂ działają drażniąco i natychmiastowo. Z górnych dróg oddechowych przenikają do krwioobiegu zaraz po wchłonięciu. Ich wpływ jest więc szybszy i bardziej bezpośredni, niż cząsteczek związanych z pyłami. Te z kolei muszą najpierw wniknąć do układu oddechowego, osadzić się w nim i przeniknąć do układu krążenia, a efekt biologiczny jest widoczny po dłuższym czasie.
Na dwutlenki azotu, których głównym źródłem są spaliny samochodowe, szczególnie narażone są dzieci. Ich układ oddechowy ciągle się rozwija, oddychają przeważnie przez usta, a z racji niskiego wzrostu znajdują się bliżej spalin. Najmłodsi spędzają też więcej czasu na powietrzu, wdychając zanieczyszczenia w drodze do szkoły, w trakcie zajęć fizycznych lub zabawy.
– Problem jakości powietrza w okolicy szkoły jest sprowadzany przez większość rodziców do pyłów, czyli ogólnie rozpoznawalnym „PM-ów”. Jednak niewielu opiekunów zwraca uwagę (lub ma świadomość ich istnienia) na inne niepożądane składniki powietrza, tj. tlenki azotu. Nie wspominając o ich wpływie na zdrowie dzieci – mówi Krzysztof, ojciec trójki dzieci w wieku szkolnym, członek ruchu Rodzice dla Klimatu.
Z drugiej strony, jak dodaje, z rozmów z rodzicami wynika, że dowożą dzieci do szkoły samochodem właśnie po to, aby nie narażać dzieci na zanieczyszczenia.
Apel o rzetelne sprawdzanie i informowanie
To dlatego Rodzice dla Klimatu apelują do ministerstw o wdrożenie m.in. monitoringu jakości powietrza przy szkołach i przedszkolach, który umożliwi bieżące informowanie rodziców o jego stanie. Obecny system stacji referencyjnych, zdaniem działaczy, nie uwzględnia lokalnych zanieczyszczeń wokół placówek oświatowych, zwłaszcza tych z transportu.
Ile kosztuje Polskę to, że dzieci nie chodzą do szkoły?
– Jeżeli ktoś ma dziecko z astmą lub podobnymi problemami zdrowotnymi, to nie tylko rodzic w danym okresie roku musi opiekować się dzieckiem, przebywając na zwolnieniu, ale też dziecko musi samodzielnie nadrobić materiał. Jeżeli to są powtarzające się schematy, to powstaje luka w edukacji tej osoby – zwraca uwagę dr Wieczorek. – Publikacje amerykańskie wskazywały, że ci uczniowie mają później mniejsze szanse na osiągnięcie dużych kwalifikacji. A to przekłada się na to, ile w przyszłości będą zarabiać.
Problem zanieczyszczenia powietrza i koszt, jaki płacą za to dzieci, także pod względem ekonomicznym, wybrzmiewa jeszcze mocniej.
–
Zdjęcie tytułowe: Stan Baranski Photo



