Na dachach afrykańskich firm i domów trwa rewolucja, której przez długi czas niemal nie było widać w oficjalnych statystykach. Według najnowszego raportu Ember, w tym roku Afryka zainstaluje aż 17 GW nowych mocy fotowoltaicznych. To rekord i wzrost o 45 proc. w ciągu zaledwie roku. Co jeszcze bardziej zaskakujące, zdecydowanej większości nowych paneli nie montuje się na wielkich farmach słonecznych.
Skala zmian jest ogromna. Ember szacuje, że w tym roku na kontynencie będzie przybywać średnio około 47 MW mocy słonecznej dziennie. To mniej więcej 100 tys. paneli każdego dnia. W 2025 r. wzrost wyniósł 51 proc., a w 2024 r. 25 proc. To już trzeci z rzędu rekordowy rok, na kontynencie, który raczej nie kojarzył się z transformacją energetyczną.
Afryka instaluje panele szybciej, niż pokazują statystyki
Energetyka słoneczna jest obecnie największym pojedynczym źródłem przyrostu mocy w sieciach elektroenergetycznych wielu afrykańskich krajów. Dziesięć państw zwiększy moc elektrowni słonecznych o co najmniej 1 GW w latach 2023–2026. Senegal doda moc odpowiadającą niemal 80 proc. całkowitej mocy swojej sieci elektroenergetycznej z 2023 r., podczas gdy Demokratyczna Republika Konga i Kenia zwiększą ją o ponad połowę.
Autorzy raportu wykorzystali nietypową metodę. Zamiast polegać wyłącznie na danych państw afrykańskich, przeanalizowali chiński eksport paneli. To właśnie z Chin pochodzi zdecydowana większość urządzeń trafiających na afrykański rynek.
W ciągu 12 miesięcy do czerwca 2026 r. Chiny wysłały do Afryki panele o łącznej mocy aż 23 GW. To o 53 proc. więcej niż rok wcześniej. Co ciekawe, Afryka stała się rynkiem porównywalnym pod tym względem z Bliskim Wschodem i Ameryką Łacińską. Zmienił się również układ sił na kontynencie. Jeszcze w 2023 r. Republika Południowej Afryki odbierała 52 proc. chińskich paneli trafiających do Afryki. Do czerwca 2026 r. jej udział spadł do zaledwie 20 proc. Boom coraz wyraźniej rozlewa się więc na inne państwa.
Co ciekawe, analiza wykazuje, że większość paneli fotowoltaicznych trafia tu na dachy i do małych, rozproszonych instalacji.
Brakuje danych
Według Ember w 2025 r. Afryka zainstalowała około 12 GW nowych mocy słonecznych. Dla porównania IEA szacowała 6,2 GW, a IRENA 4,6 GW. Różnica jest gigantyczna. Według danych Ember rzeczywisty przyrost był mniej więcej dwa razy większy od tego, który można znaleźć w międzynarodowych bazach danych.
Dlaczego? Bo w wielu afrykańskich państwach po prostu nie wiadomo dokładnie, ile instalacji fotowoltaicznych działa.
Autorzy raportu znaleźli oficjalne dane dotyczące krajowej mocy solarnej tylko dla 36 z 54 państw Afryki, a dane za 2025 r. były dostępne zaledwie dla 14 krajów. Jedynie RPA, Tunezja i Tanzania publikują część informacji miesięcznie lub kwartalnie.
A to nie jest wyłącznie problem ze statystykami. Jeżeli państwo nie wie, ile energii produkują instalacje na dachach fabryk, sklepów czy domów, może nieodpowiednio zaplanować przyszły system energetyczny. Może na przykład uznać, że potrzebuje znacznie więcej nowych elektrowni, niż rzeczywiście będzie potrzebować. Niewłaściwie może również zaplanować sieci przesyłowe, magazyny energii i inwestycje w paliwa kopalne.
Największy boom odbywa się na dachach
To właśnie tutaj kryje się jedna z największych niespodzianek. To nie wielkie farmy słoneczne, ale niewielkie instalacje odpowiadają za zdecydowaną większość wzrostu. Ember szacuje, że w latach 2023–2025 około 75 proc. nowych mocy słonecznych, czyli 20 z 26 GW, stanowiła fotowoltaika rozproszona.
Chodzi przede wszystkim o panele montowane bezpośrednio u odbiorców energii. Na dachach przedsiębiorstw, obiektów przemysłowych, sklepów czy innych budynków.

– W całej Afryce rozproszone źródła energii rozwijają się błyskawicznie, w wielu miejscach przekraczając możliwości sieci elektroenergetycznych – mówi Joel Nana, dyrektor ds. badań w African Tech Futures Lab oraz kierownik projektu w Sustainable Energy Africa. – Ta transformacja przebiega chaotycznie i ma charakter przełomowy, daleko odbiegając od uporządkowanego modelu zakładanego w krajowych strategiach. Decydenci muszą zacząć reagować na te zmiany – dodaje.
Takich instalacji często nie obejmują państwowe rejestry. Część powstaje wręcz poza formalnym systemem. To właśnie dlatego afrykańska rewolucja energetyczna może być znacznie większa, niż wynika z danych o wielkich elektrowniach.

17 GW nowych paneli, które mają powstać w Afryce w 2026 r., może według Ember produkować około 23 TWh energii elektrycznej rocznie. To odpowiada 2,3 proc. całej afrykańskiej produkcji prądu. Tymczasem historyczny wzrost zapotrzebowania na energię w latach 2014–2024 wynosił średnio 2,2 proc. rocznie.
Innymi słowy: tegoroczny przyrost fotowoltaiki może być wystarczający, aby pokryć cały historyczny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną w Afryce.
Jest jednak haczyk. Afryka nadal zależy od Chin
Afrykański boom nie oznacza jeszcze, że kontynent buduje własny przemysł fotowoltaiczny. Wręcz przeciwnie. Około 94 proc. paneli instalowanych w Afryce jest importowanych z Chin. Jednocześnie lokalna produkcja zaczyna szybko rosnąć. W 2026 r. może osiągnąć około 3,5 GW, czyli ponad cztery razy więcej niż w 2025 r.

Nowe fabryki powstają przede wszystkim w Egipcie i Tanzanii. Problem w tym, że część produkcji jest przeznaczona głównie na eksport do USA, a nie na afrykańskie dachy.
Afryka nadal więc pozostaje mocno uzależniona od chińskiego łańcucha dostaw. Co więcej, do państw kontynentu trafiają ogromne ilości chińskich ogniw i wafli. Ich skala jest znacznie większa niż możliwości lokalnych fabryk. Ember podejrzewa, że znaczna część tego towaru jest następnie reeksportowana.
Największym zagrożeniem może być… brak planu
Boom fotowoltaiczny jest dla Afryki ogromną szansą. Tańsza energia może ograniczyć import paliw, zmniejszyć wykorzystanie generatorów Diesla i poprawić bezpieczeństwo energetyczne milionów ludzi. Jednak, jak zaznacza Ember, państwa muszą zacząć traktować rozproszoną fotowoltaikę jako pełnoprawną część systemu energetycznego.
– To niesamowite, jak wiele firm i osób prywatnych w tak wielu afrykańskich krajach decyduje się na instalację paneli słonecznych. Panele fotowoltaiczne stały się tak tanie, że ich opłacalność jest bezdyskusyjna – mówi Dave Jones, główny analityk Ember. – Jednak znaczna część tego wzrostu pozostaje niewidoczna. Rządy poszczególnych państw muszą lepiej radzić sobie ze zbieraniem danych dotyczących energetyki słonecznej. Kraje już przeskakują do szybszego, bezpieczniejszego i czystszego rozwoju energetyki.
Jak dodaje, rządy, które odpowiednio wcześnie dostrzegą ten trend, mogą czerpać z niego wszystkie korzyści.
Afrykańska transformacja energetyczna nie zaczyna się od wielkich rządowych programów i ogromnych elektrowni. W dużej mierze dzieje się po cichu – na dachach przedsiębiorstw i budynków, w magazynach, przy kopalniach i wszędzie tam, gdzie energia z paneli staje się tańsza i bardziej niezawodna niż prąd z sieci albo diesel.
–
Zdjęcie tytułowe: Hryshchyshen Serhii/Shutterstock



