Udostępnij

„Tak źle jeszcze nie było”. Narew wysycha, park zamyka atrakcje

05.09.2026

Narew to labirynt. Jedyne 45 km rzeki, które oparło się melioracji, osuszaniu i zachowało pierwotny charakter rzeki wielokorytowej. Teraz i tę ostoję dosięgają skutki działań człowieka. Polska wysycha przez zmianę klimatu i gospodarkę wodną niedostosowaną do nowych warunków. Wysychają też nadnarwiańskie mokradła i podmokłe lasy Puszczy Białowieskiej. Teraz setki milionów dotacji ma zostać wpompowane w zatrzymywanie wody. 

Chroniony parkiem narodowym odcinek Narwi najlepiej zobaczyć z kajaka albo z kładki w Waniewie. Ta przechodzi przez szerokie mokradła wzdłuż rzeki, a atrakcją samą w sobie jest przeprawa przez koryto rzeki na pływającym pomoście. 

Jednak turyści odwiedzający ją w tym sezonie natrafiają na kartkę z informacją “Kładka nieczynna”. Niektórzy próbują szarpać za stalową linę, ale to nic nie da – kładka leży jakieś 1,5 metra poniżej poziomu pomostu, dosłownie szorując po dnie. – A zdarza się, że wiosną i sam pomost znajduje się pod wodą – słyszymy od pracowników parku. Susza to już kolejny rok z rzędu największa bolączka. Nie tylko utrudnia turystykę, ale przede wszystkim odbiera przyrodzie to, co park ma chronić – unikalny, wodny ekosystem. 

Wysychający labirynt 

Gdzie rzeka się kończy, a gdzie zaczyna? Większość z nas powie, że jej granice wyznaczają brzegi koryta. I tak wyglądają rzeki, które widzimy najczęściej. Jednak nie zawsze tak było. Przed tym, jak nastała era regulacji i melioracji, granice rzek nie były sztywno ustalone. Mokradła, starorzecza, rozlewiska także stanowiły ich część. Narwiański Park Narodowy chroni taki właśnie relikt naturalnej rzeki płynącej jednocześnie wieloma korytami (fachowo określanej rzeką anastomozującą). Taką rzeką jest na przykład Amazonka, do której Narew bywa porównywana – nie bez powodu, bo taki charakter rzeki jest wyjątkowy nie tylko w skali Polski.

Co to dokładnie znaczy – najłatwiej uświadomić sobie patrząc na Narew na mapie lub zdjęciu z satelity (co zresztą park umożliwia w swoim centrum edukacji). Główne i boczne koryta, rozlewiska, starorzecza oraz dopływy tworzą na terenie parku wodny labirynt, z wyspami i trzcinowiskami rozdzielonymi pasami wody. Te zielone wyspy stanowią niezwykłe ostoje bioróżnorodności, gdzie żyją duże populacje ptaków i innych gatunków. 

Klimat nie sprzyja

Taki charakter rzeki sprawia, że spływ wody jest spowolniony i zostaje ona w krajobrazie na dłużej i jest silną barierą przeciwko suszy. Jednak park narodowy (i Narew o takim naturalnym charakterze) to tylko 45-kilometrowy odcinek rzeki. Mniej niż 1/10 jej długości – zdecydowanie za mało, żeby samodzielnie zmniejszać wysychanie, które obserwujemy w całej Polsce.

Jego przyczyną jest z jednej strony zmiana klimatu (wzrost średniej temperatury, brak dużej pokrywy śnieżnej w czasie zimy, zaburzone wzorce pogodowe), z drugiej zaś gospodarka wodna nastawiona na odwadnianie. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu rowy melioracyjne i inne instalacje były nastawione na jak najszybsze odprowadzenie nadmiaru wody, aby udostępnić więcej obszarów dla rolnictwa, leśnictwa i innej działalności gospodarczej. Teraz klimat się zmienia i problemem staje się brak wody, a nie nadmiar. Jednak rowy melioracyjne i wyprostowane rzeki działają tak samo, szybko odprowadzając wodę, gdy ta już się pojawi.

Stan środowiska nad Narwią zależy od ilości wody w rzece i w gruncie. Ten jest w tym roku wyjątkowo niski.

„Najstarsi mieszkańcy nie pamiętają takiej suszy”

– Susza stała się bardzo drastyczna od 2025 roku. Wtedy kompletnie nie było zimy, śnieg leżał może dwa dni. Torfy zostały przesuszone. Później zabrakło wiosennych opadów. Tej zimy było mroźniej, śnieg leżał, ale nie spadło go dużo – mówi Marzenna Bielonko, starsza specjalistka ds. udostępniania parku.

Bielonko i inni pracownicy parku mówią, że ani oni sami, ani najstarsi mieszkańcy okolicy nie pamiętają takiej suszy. Brak wody wyraźnie wpływa na ekosystem. Już teraz pracownicy parku widzą, że pojawia się mniej niektórych gatunków ptaków, które potrzebują mokradeł. 

– Susza utrudnia także udostępnianie parku turystom. Z jej powodu przez większą część tego roku niedostępna jest kładka dla pieszych, której ważnym elementem – i główną atrakcją, są pływające pomosty – wskazuje Marzenna Bielonko.

Jak wspomina, zdarzały się lata, w których park musiał zamykać pływający pomost kładki w Waniewie pod koniec sierpnia lub we wrześniu, bo zdarzała się niżówka. – Ale nigdy nie było sytuacji, że nie dało się przeprawić przez większość sezonu. A teraz już drugi rok z rzędu musieliśmy zamknąć trasę jeszcze przed początkiem lata – mówi.

Kolejny problem jest z turystyką kajakową. – Nasza przystań jest przy bocznym korycie, do którego po prostu nie da się teraz dopłynąć. Radzą sobie jeszcze prywatne firmy, które funkcjonują przy głównym korycie – opisuje Bielonko. To nie tylko rozczarowanie dla turystów i mniejsze przychody dla parku (a parki narodowe stale mają braki w finansowaniu), ale też problem organizacyjny. Z tej samej przystani wypływają łodzie straży parku. Gdy woda jest na tak niskim poziomie, muszą zawozić je i wodować w innym miejscu.

Co z Siemianówką?

Problemy Narwi nie zaczynają się na granicy parku narodowego, ale o wiele wcześniej – w górnym odcinku rzeki oraz wokół niej. Zlewnia Narwi to częściowo lasy i mokradła, ale też intensywnie użytkowane tereny rolne. 

Melioracja i osuszanie, które miały za zadanie szybko pozbywać się nadmiaru wody, mogą pogłębiać skutki suszy, przyspieszając odpływ wody z krajobrazu. Przepływ Narwi zależy nie tylko od opadów bezpośrednio nad rzeką, lecz także od wody spływającej z całej zlewni. Melioracja, prostowanie rzek i wszystko, co przyspiesza spływ wody sprawia, że gdy opady już się pojawią – szybko płyną w dół rzeki, w stronę morza. Jednocześnie rolnictwo zużywa część wody – na każdy kilogram kukurydzy czy pszenicy potrzeba kilkuset litrów. 

Są też problemy bardziej lokalne – dla Narwi jednym z nich jest zbiornik Siemianówka. Znajduje się tuż przy granicy z Białorusią, w dolinie górnej Narwi – około 60 km w linii prostej od parku narodowego. W latach 80. Narew została tam przegrodzona zaporą. Powyżej niej powstał zbiornik, który miał gromadzić wodę m.in. na potrzeby rolnictwa oraz komunalne. Dziś ma głównie funkcje rekreacyjne. Jednak zdaniem ekspertów przegrodzenie rzeki szkodzi Narwi. Stojąca w dużym, ale płytkim zbiorniku woda szybko odparowuje (wraz ze zmianą klimatu coraz szybciej), zamiast być gromadzona w mokradłach i torfowiskach. 

Stan wody obniża się w okamgnieniu

Trwają dyskusje nad rozwiązaniami, od postulatów całkowitej likwidacji zbiornika po ograniczeniu jego wielkości i wprowadzeniu zmian w gospodarowaniu wodą. Chociaż nie ma on planowanego pierwotnie znaczenia dla rolnictwa, to samorządy oraz niektórzy mieszkańcy sprzeciwiają się jego likwidacji. Sztuczne jezioro ma przyciągać odwiedzających, nad jego brzegami powstały biznesy związane z turystyką. Jednak postępująca susza sprawia, że i dla zbiornika wody zaczyna brakować. 

Suszę widać też na południe od Siemianówki, w Puszczy Białowieskiej. Przepływająca przez nią Narewka, jeden z dopływów Narwi, pod koniec sierpnia wygląda mizernie – płytka, w większości zarośnięta, bez wyraźnego ruchu wody. W połowie sierpnia jej stan spadł do 63 cm, zbliżając się do rekordu z 2015 roku (60 cm).

– Mamy tu suszę hydrologiczną od 10 lat. To ogromna zmiana, a jej konsekwencji nawet sobie jeszcze nie wyobrażamy – mówi dyrektorka Białowieskiego Parku Narodowego Olimpia Pabian. Jako jedną z przyczyn wskazuje brak zim i grubej pokrywy śnieżnej. Jedna zmiana pociąga za sobą kolejne. Rośliny kwitną i owocują w innych okresach i z inną częstotliwością, to wpływa na populacje owadów i innych zwierząt. Drzewa słabną z powodu suszy i stają się bardziej podatne na pasożyty. 

Protest rolników

Jednym ze źródeł problemu Narwi i chroniącego ją parku jest zmiana klimatu. Jej zatrzymanie jest niezbędne, żeby susza przestała się z roku na rok pogłębiać. Jednak sam park narodowy i jego sąsiedzi mają na to oczywiście znikomy wpływ. Lokalnie można jednak adaptować krajobraz do ocieplającego się klimatu i walczyć z drugą z przyczyn suszy, czyli gospodarką wodną nastawioną na odprowadzenie wody, zamiast jej zatrzymywania. 

Budowanie zastawek, zasypywanie niepotrzebnych rowów melioracyjnych czy renaturyzacja rzek – wszystkie te działania mogą pomóc zatrzymywać wodę, gdy pojawia się deszcz. Nie mogą ograniczać się do samego obszaru parku narodowego, bo – jak już wspomniano – problem suszy obejmuje całą zlewnię rzeki (czyli obszar jej dopływów), a nie samo koryto. 

Jednak nawet takie działania w samym parku czasem spotykają się z oporem sąsiadów. Tak dzieje się w przypadku progu piętrzącego wodę na Narwi tuż przy północnej granicy parku. Rolnicy twierdzą, że próg spowoduje zalewanie łąk i pól uprawnych, a nawet piwnic w domach – tak miało być, gdy istniała wcześniejsza konstrukcja. Wiosną tego roku protestowali po raz kolejny, skierowali też skargę do Urzędu Wojewódzkiego.

Pracownicy parku narodowego są zdziwieni protestem z dwóch powodów. Po pierwsze, istnienie progu piętrzącego w tym miejscu nie jest nowością, bo pierwszy powstał tam już ponad 20 lat temu. 

– Nowy projektowany próg i tak będzie piętrzył wodę na poziomie  30 cm niższym od poprzedniego. Nie ma więc możliwości, żeby powodował zalewanie łąk – mówi nam dr Mikołaj Pruszyński z Narwiańskiego PN. 

Stan wody jest drastycznie niski

Po drugie – w ostatnich kilku latach, a szczególnie w tym sezonie letnim problemem jest drastycznie niski stan wody. – Obecnie brakuje około 1,5 metra do zwyczajnego stanu wody w Narwi. W jaki sposób miałoby w tych warunkach dojść do zalania łąk? – zastanawia się Pruszyński.

Pracownicy parku podkreślają, że zbudowanie nowego progu (praktycznie w tym samym miejscu, gdzie znajdował się poprzedni) nie grozi zalewaniem okolicznych łąk, a obniżenie jego wysokości to efekt sugestii samych rolników. Piętrzenie wody jest niezbędne, żeby zachować naturalny charakter wielokorytowej rzeki, czyli dokładnie to, co ma chronić park narodowy. 

– W ubiegłym roku znajdujące się tam boczne koryta w ogóle nie były zasilane wodą. Poziom wody w głównym korycie rzeki był na tyle niski, że nie miała jak do nich wpłynąć – wskazuje dr Mikołaj Pruszyński. – Pod względem przyrodniczym piętrzenie wody jest tam niezbędne, żeby te boczne koryta i prawobrzeżna część doliny Narwi mogły przyrodniczo funkcjonować. Gdy przez dłuższy czas brakuje wody, boczne koryta zarastają i Narew traci swój charakter rzeki wielokorytowej, kurczy się do jednego koryta – dodaje.

Unijne pieniądze na zieloną retencję

Inne dylematy ma Białowieski Park Narodowy. Większość jego terenu to obszar ochrony ścisłej, gdzie niedopuszczalna jest ingerencja człowieka. Obejmuje to także budowanie zastawek czy innych urządzeń wspierających naturalną retencję. Jednak teraz przed przyrodnikami staje pytanie, jak najlepiej chronić wyjątkowy las: czy pozostawiając go bez ingerencji (nawet jeśli postępujące procesy, jak zmiana klimatu, wcale “naturalne” nie są), czy zmienić podejście i działać aktywnie. 

Innym rozwiązaniem jest – znów – wyjście z działaniami poza sam park narodowy. Obejmuje on tylko 1/6 polskiej części Puszczy Białowieskiej. Poza jego granicami na terenach zarządzanych przez gminę czy Lasy Państwowe można prowadzić takie działania jak blokowanie rowów melioracyjnych, budowanie zastawek, które poprawią stosunki wodne w całej Puszczy. Wpisuje się to jednocześnie w koncepcję Zielonej Tarczy Wschód, zgodnie z którą mokradła mają stanowić naturalną barierę na wschodniej granicy Polski.

Tam, gdzie będzie to możliwe – i ekologicznie, i społecznie – rząd chce wspierać naturalną retencję wody, kierując na te potrzeby unijne fundusze. 

– Deficyt wody stał się problemem odczuwalnym właściwie wszędzie i niestety nie oszczędza parków narodowych. Na walkę z suszą mamy jednak duże środki. W tej chwili trwają nabory na renaturyzację rzek (renaturyzacje przekształconych cieków wodnych i obszarów od wód zależnych) finansowane z unijnego funduszu FENIKS. Mamy na te działania  450 milionów złotych, z czego 310 milionów złotych to środki, o które mogą ubiegać się parki narodowe i regionalne dyrekcje ochrony środowiska, a 100 milionów złotych trafi do organizacji pozarządowych i jednostek samorządu terytorialnego – wymienia Katarzyna Karpa-Świderek, dyrektorka Departamentu Ochrony Przyrody i Edukacji Ekologicznej w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW).

Są wytyczne

Jak wskazuje, z tych dotacji beneficjenci mogą realizować projekty prowadzące do spowolnienia spływu wody i zatrzymania jej w krajobrazie. Czego NFOŚiGW nie będzie finansować? – Chociażby budowy sztucznych zbiorników retencyjnych i innych inwestycji, które mogłyby negatywnie wpłynąć na stan środowiska – mówi Karpa-Świderek.

– Liczymy na wysokie zainteresowanie, w tym ze strony organizacji społecznych czy gmin i powiatów. To jest kluczowe nie tylko z punktu widzenia stanu środowiska, ale też dlatego, że stanowi sygnał zrozumienia i poparcia społecznego dla projektów mających na celu zatrzymywanie wody w środowisku – podkreśla. 

Narwiański Park Narodowy zastanawia się także, jak w zmieniających się warunkach klimatycznych dalej móc udostępniać fragmenty przyrody turystom. Tych jest w nim znacznie mniej niż w popularnych parkach, jednak pojawiają się – i oczekują, że będą mogli poznać narwiańską przyrodę. Jednak przez suszę nie wyruszą na kajaki z siedziby parku, nie przejdą kładką z pływającymi pomostami, inna ze ścieżek czeka zaś na naprawy i przebudowę. To rodzi także wyzwania dla przyrody, bo turyści mogą próbować chodzić poza szlakami.

Władze parku liczą, że sytuacja poprawi się, gdy wyremontują jedną z kładek, która docelowo stanie się częścią dłuższego szlaku. Ten pozwoli odwiedzającym zobaczyć różne siedliska przyrodnicze i obserwować rzekę i ptaki z wież widokowych. Znakiem zapytania pozostają pomosty pontonowe. W końcu woda wróci do właściwego poziomu, ale nie wiadomo, na jak długo. Możliwe, że pływające konstrukcje trzeba będzie zastąpić innymi (na przykład na szynach). Wtedy turyści będą mogli przeprawić się z jednej strony na drugą. A przy okazji na własne oczy przekonać o tym, jak napędzana zmianą klimatu susza odbiera nam kawałek po kawałku najcenniejszą przyrodę. 

Zdjęcie tytułowe: Patryk Strzałkowski

Autor

Patryk Strzałkowski

Dziennikarz specjalizujący się w tematyce klimatycznej, środowiskowej i sprawach zagranicznych. Laureat nagrody Dziennikarz dla planety – nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego. Absolwent programu Oxford Climate Journalism Network i Polskiej Szkoły Reportażu.

Udostępnij

Zobacz także

Wspierają nas

Partnerzy portalu

Partner cyklu "Miasta Przyszłości"

Partner cyklu "Żyj wolniej"

Partner naukowy

Bartosz Kwiatkowski

Dyrektor Frank Bold, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiego Instytutu Praw Człowieka i Biznesu, ekspert prawny polskich i międzynarodowych organizacji pozarządowych.

Patrycja Satora

Menedżerka organizacji pozarządowych z ponad 15 letnim stażem – doświadczona koordynatorka projektów, specjalistka ds. kontaktów z kluczowymi klientami, menadżerka ds. rozwoju oraz PR i Public Affairs.

Joanna Urbaniec

Dziennikarka, fotografik, działaczka społeczna. Od 2010 związana z grupą medialną Polska Press, publikuje m.in. w Gazecie Krakowskiej i Dzienniku Polskim. Absolwentka Krakowskiej Szkoła Filmowej, laureatka nagród filmowych, dwukrotnie wyróżniona nagrodą Dziennikarz Małopolski.

Przemysław Błaszczyk

Dziennikarz i reporter z 15-letnim doświadczeniem. Obecnie reporter radia RMF MAXX specjalizujący się w tematach miejskich i lokalnych. Od kilku lat aktywnie angażujący się także w tematykę ochrony środowiska.

Hubert Bułgajewski

Ekspert ds. zmian klimatu, specjalizujący się dziedzinie problematyki regionu arktycznego. Współpracował z redakcjami „Ziemia na rozdrożu” i „Nauka o klimacie”. Autor wielu tekstów poświęconych problemom środowiskowym na świecie i globalnemu ociepleniu. Od 2013 roku prowadzi bloga pt. ” Arktyczny Lód”, na którym znajdują się raporty poświęcone zmianom zachodzącym w Arktyce.

Jacek Baraniak

Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Ochrony Środowiska jako specjalista ds. ekologii i ochrony szaty roślinnej. Członek Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i Klubu Przyrodników oraz administrator grupy facebookowej Antropogeniczne zmiany klimatu i środowiska naturalnego i prowadzący blog „Klimat Ziemi”.

Martyna Jabłońska

Koordynatorka projektu, specjalistka Google Ads. Zajmuje się administacyjną stroną organizacji, współpracą pomiędzy organizacjami, grantami, tłumaczeniami, reklamą.

Przemysław Ćwik

Dziennikarz, autor, redaktor. Pisze przede wszystkim o zdrowiu. Publikował m.in. w Onet.pl i Coolturze.

Karolina Gawlik

Dziennikarka i trenerka komunikacji, publikowała m.in. w Onecie i „Gazecie Krakowskiej”. W tekstach i filmach opowiada o Ziemi i jej mieszkańcach. Autorka krótkiego dokumentu „Świat do naprawy”, cyklu na YT „Można Inaczej” i Kręgów Pieśni „Cztery Żywioły”. Łączy naukowe i duchowe podejście do zagadnień kryzysu klimatycznego.

Jakub Jędrak

Członek Polskiego Alarmu Smogowego i Warszawy Bez Smogu. Z wykształcenia fizyk, zajmuje się przede wszystkim popularyzacją wiedzy na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na zdrowie ludzkie.

Klaudia Urban

Zastępczyni redaktora naczelnego SmogLabu. Z wykształcenia mgr ochrony środowiska. Z portalem związana od 2021 roku. Wcześniej redaktorka Odpowiedzialnego Inwestora. Pisze głownie o zdrowiu, żywności, lasach, gospodarce odpadami i zielonych inwestycjach.

Maciej Fijak

Redaktor naczelny SmogLabu. Z portalem związany od 2021 r. Autor kilkuset artykułów, krakus, działacz społeczny. Pisze o zrównoważonych miastach, zaangażowanym społeczeństwie i ekologii.

Sebastian Medoń

Z wykształcenia socjolog. Interesuje się klimatem, powietrzem i energetyką – widzianymi z różnych perspektyw. Dla SmogLabu śledzi bieżące wydarzenia, przede wszystkim ze świata nauki.

Tomasz Borejza

Współzałożyciel SmogLabu. Dziennikarz naukowy. Wcześniej/czasami także m.in. w: Onet.pl, Przekroju, Tygodniku Przegląd, Coolturze, prasie lokalnej oraz branżowej.