Przez ponad dwie dekady 68 kartonów z dokumentami o jakości powietrza po zamachach z 11 września leżało w jednym z miejskich biur na Manhattanie. Odnaleziono je dopiero w ubiegłym roku, a we wtorek burmistrz Zohran Mamdani udostępnił ponad 170 tys. stron. Wynika z nich, że azbest, benzen i dioksyny utrzymywały się w powietrzu jeszcze wiele miesięcy po ataku – w czasie, gdy władze zapewniały mieszkańców, że mogą bezpiecznie wracać do domów i pracy.
W piątek mija 25 lat od zamachów na World Trade Center. W samym ataku zginęło 2977 osób. Dziś szacuje się, że więcej ludzi umarło już na choroby związane z pyłem i toksynami z ruin wież niż w dniu katastrofy. Chodzi m.in. o raka płuc i krwi, choroby serca czy układu oddechowego.
Co było w pudłach
Dokumenty obejmują raporty o jakości powietrza, protokoły pomiarów skażenia, korespondencję między urzędnikami i skargi mieszkańców. Jak podaje „New York Times”, który miał wgląd w materiały jeszcze przed ich publikacją, to tylko wycinek pomiarów wykonanych w rejonie strefy zero. Wiele innych dokumentów prawdopodobnie wciąż nie zostało ujawnionych.
Ale nawet ten wycinek mówi sporo. W budynku przy 15 John Street, niecały kilometr od WTC, inspektorzy stwierdzali obecność azbestu na elewacji, dachu i instalacjach jeszcze w lipcu 2002 r. – dziesięć miesięcy po zamachach. W dawnej siedzibie Deutsche Banku przy 130 Liberty Street pomiary prowadzone od września 2001 r. do kwietnia 2002 r. wykazały w pyle azbest powyżej progu 1 proc., a do tego rakotwórcze związki organiczne, metale ciężkie, grzyby i bakterie. Budynek ostatecznie rozebrano.
W biurowcu przy 90 Church Street, gdzie podmuch wybił okna, a na czterech piętrach wybuchły pożary, w listopadzie 2001 r. stwierdzono azbest w gruzie i osiadłym pyle w całym budynku, a dioksyny we wszystkich jedenastu próbkach. Rtęć znaleziono nawet w szafkach na akta. Zalecono wyrzucenie wszystkiego, co porowate: wykładzin, płyt sufitowych.
Audyt z listopada 2001 r., przygotowany przez prywatną firmę dla federalnej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) na podstawie danych miasta i stanu, wykazał podwyższone stężenia benzenu w pobliżu miejsca po wieżach oraz wzrost stężeń azbestu w powietrzu nad wysypiskiem Fresh Kills na Staten Island, dokąd wywożono gruz.
„Co się dzieje z tym, czym oddychamy?”
Miejskie punkty pomiaru stężeń azbestu działały już od 14 września 2001 r. Jeden z nich znajdował się w East Village, ponad półtora kilometra od WTC – i tam również wyniki bywały wyższe od przyjętego przez miasto progu.
Z wewnętrznej korespondencji urzędników wynika, że w połowie października byli zaskoczeni tym, co pokazywały pomiary. Poziomy dioksyn nie spadały tak, jak oczekiwano, a EPA nie spodziewała się, że problem potrwa tak długo. Zakładano, że podziemne pożary w ruinach zostaną szybko ugaszone. Ostatecznie płonęły kilka miesięcy, bo aż do grudnia.
Wśród ujawnionych dokumentów jest też list mieszkanki apartamentowca przy Rector Place z lutego 2002 r. Opisuje w nim, jak w dniu zamachów zbierała pył ze stolika do papierowej torby i próbowała zmywać podłogę mokrym ręcznikiem. Dziś ma 80 lat. „New York Timesowi” opowiedziała, że przez kilka lat leczyła się u alergologa i pulmonologa, a lekarze obawiali się uszkodzenia płuc. Najbardziej zapamiętała noc, gdy ekipa w kombinezonach wykopała trawnik z małego ronda przed jej domem i wymieniła ziemię. Skoro trawa była skażona, pytała, to czym oni wszyscy oddychają?
Burmistrz i EPA mówili, że powietrze jest bezpieczne
Wszystko to działo się w czasie, gdy władze miasta i rządu federalnego konsekwentnie uspokajały mieszkańców. Szefowa EPA Christine Todd Whitman zapewniała, że powietrze wokół strefy zero jest bezpieczne. Ostatecznie po latach za to przeprosiła.
Ówczesny burmistrz Rudolph Giuliani pod koniec października 2001 r. mówił, że rano czuje w okolicy okropny zapach i ma wrażenie, że coś jest nie tak, ale powiedziano mu, że to nie szkodzi zdrowiu. Jego następca Michael Bloomberg w lutym 2002 r. stwierdził, że wszystkie testy mieszczą się w dopuszczalnych limitach, a niektórzy ludzie po prostu nigdy nie będą chcieli w to uwierzyć.
Rzecznik Bloomberga odmówił „NYT” komentarza. Rzecznik Giulianiego nie odpowiedział. Głos zabrała natomiast wspomniana szefowa Agencji Ochrony Środowiska. W oświadczeniu przekazanym CNN przekonuje, że EPA rozróżniała warunki na samym gruzowisku od powietrza w pozostałej części miasta i ostrzegała pracujących w strefie zero. Zaznacza też, że agencja nie zarządzała placem robót. Jej zdaniem należało to do miasta, a ona sama nie miała uprawnień do badania powietrza wewnątrz budynków.
Miasto liczyło pozwy miesiąc po zamachu
Najbardziej obciążający dokument w całym zbiorze nosi tytuł „Alternatywy legislacyjne ograniczające odpowiedzialność miasta w związku z 11 września 2001″. To notatka z października 2001 r., a więc sprzed zaledwie kilku tygodni po ataku. Została wysłana przez urzędniczkę Michelle Goldstein do ówczesnego zastępcy burmistrza Roberta Hardinga. W amerykańskich mediach korespondencja funkcjonuje jako „memo Hardinga”.
Departament Prawny szacował w niej, że w związku z zamachami może pojawić się około 35 tys. potencjalnych powodów, z czego około 10 tys. faktycznie złoży pozwy. Notatka wymieniała możliwe podstawy roszczeń. Wśród nich: komunikaty zdrowotne, które sprowadziły ludzi z powrotem do dzielnicy zbyt wcześnie i naraziły ich na toksyny, oraz wadliwy sprzęt ochronny (lub jego brak) u ratowników. Urzędniczka obawiała się też, że sędziowie i ławy przysięgłych będą sprzyjać poszkodowanym i zasądzą wysokie odszkodowania.
W amerykańskich mediach tuż przed 25. rocznicą wrze, bo na jaw wychodzą kolejne fakty. W tym samym czasie, gdy burmistrz przekonywał, że powietrze nie szkodzi, jego administracja wymieniała się informacjami dotyczącymi tego, jak ograniczyć odpowiedzialność za to, że ludzie zbyt szybko wrócili do normalnego funkcjonowania w skażonych rejonach.
Mieszkańcy wracali do zasypanych pyłem mieszkań uspokojeni oświadczeniami Giulianiego i Whitman. U wielu z nich rozwinęły się przewlekłe krwawienia z nosa, wysypki, bóle głowy i astma. Według dzisiejszych doniesień działo się to przez wdychanie wysoce alkalicznego, żrącego pyłu.
Kongresman Jerrold Nadler, którego okręg obejmował wtedy strefę zero, już w lutym 2002 r. zarzucał EPA, że przerzuciła odpowiedzialność za badanie powietrza w budynkach na miasto, a miasto na właścicieli nieruchomości. Wydział zdrowia zalecał mieszkańcom sprzątanie mokrymi mopami i szmatami. Dziś Nadler mówi, że władze wiedziały o stanie powietrza i nic z tym nie zrobiły, bo zależało im wyłącznie na… szybkim otwarciu Wall Street.
„Kaszel WTC”
Dr Philip Landrigan, wówczas profesor medycyny prewencyjnej w Mount Sinai, zwraca uwagę na rzecz, o której mówiło się najmniej. Władze ustalały progi stężeń azbestu, poniżej których budynki uznawano za zdatne do użytku. Z medycznego punktu widzenia takiego bezpiecznego progu nie ma, bo azbest niszczy płuca powoli, latami.
Najszybciej szkodził jednak nie azbest, tylko sproszkowany cement. Pył z ruin był silnie alkaliczny i działał żrąco na drogi oddechowe. Odpowiadały za to zasadowe związki z cementu, gipsu i wełny mineralnej, w tym magnez, wymieniany przez amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) wśród składników czyniących pył z WTC niebezpiecznym.
To ten pył wywołał „kaszel WTC”, czyli uporczywy, trudny do wyleczenia kaszel obserwowany wśród ratowników i robotników pracujących na gruzowisku. Landrigan w rozmowie z „NYT” porównał wdychanie go do wdychania Drano, czyli amerykańskiego odpowiednika naszego „Kreta”.
Z ujawnionych maili wynika, że w październiku 2001 r., przy korekcie planu badań powietrza, urzędnicy wykreślili z listy oznaczanych substancji m.in. magnez i gips.
Mamdani: kłamali. Ale nie mówi kto
Na konferencji w ratuszu obecny burmistrz miasta Zohran Mamdani mówił: Ludzie zachorowali, bo liderzy, którym ufali, kłamali i mówili im, że mogą bezpiecznie oddychać toksycznym powietrzem – powiedział, stojąc obok rodzin ofiar i działaczy organizacji zdrowotnych.
Kilkukrotnie pytany, kogo konkretnie ma na myśli i o co dokładnie chodzi, odmówił odpowiedzi.
Obok niego stał Jon Stewart, komik, który od lat walczy o wsparcie dla chorych ratowników. Mówił o tym, jak trudno było przekonać kogokolwiek do tego, co wiedział każdy mieszkaniec dolnego Manhattanu: że trucizna była w powietrzu, na parapetach, w klimatyzatorach, na zwierzętach i ubraniach, i została tam miesiącami. – Wszyscy wiedzieli – podsumował.
Ujawnienie dokumentów kończy proces wytoczony miastu przez organizację 9/11 Health Watch. Organizacja przez lata walczyła o przedstawienie opinii publicznej całej dokumentacji. Jej dyrektor Ben Chevat ocenia, że materiały pokazują, iż miasto znało zagrożenie, a mimo to komunikowało mieszkańcom, że powietrze jest bezpieczne i akceptowalne.
Więcej niż 3 tys. ofiar
Do federalnego programu zdrowotnego WTC zapisało się dotąd co najmniej 140 tys. osób ze wszystkich 50 stanów. U 49 tys. z nich potwierdzono nowotwory powiązane z zamachem. Wspomniany Mamdani zwraca uwagę, że uprawnionych jest więcej, w tym mieszkańcy okolic strefy zero, do których nikt nigdy nie dotarł z informacją, i ludzie, którzy dawno wyjechali z Nowego Jorku.
Jeszcze w kwietniu 2024 r. Nadler razem z kongresmenem Danem Goldmanem pisali do poprzednika Mamdaniego, Erica Adamsa, zarzucając miastu, że w 2001 r. publicznie mówiło o bezpiecznym powietrzu, a prywatnie przewidywało 10 tys. pozwów. Rada Miasta uchwaliła później rezolucję dającą miejskiemu Departamentowi Śledczemu uprawnienia do zbadania, co wiedziała administracja Giulianiego. Równolegle toczyły się dwa procesy wytoczone przez 9/11 Health Watch i oba zakończyły się teraz ugodą.
Miasto przeznaczyło 34 mln dol. na prawników, którzy przez najbliższy rok mają przeglądać, anonimizować i publikować kolejne dokumenty znalezione w biurach miejskich i firmach ubezpieczeniowych. Radca prawny miasta Steven Banks mówi, że 170 tys. stron to dopiero początek, a do przejrzenia są kolejne miliony stron. Wyznaczeni urzędnicy mają też pomagać mieszkańcom w zdobywaniu dokumentów potrzebnych do programu zdrowotnego i funduszu odszkodowań.
Czy miasto czekają nowe pozwy? Prawnik 9/11 Health Watch Andrew Carboy zwraca uwagę, że osoby, które przyjęły pieniądze z federalnego funduszu, zrzekły się prawa do pozywania miasta. Sąd apelacyjny podtrzymał też stanowisko, że zamach był „aktem wojny”, co daje miastu dodatkową ochronę prawną.
Denise Verzi straciła męża, strażaka Michaela Verziego, w 2022 r. Zmarł na chłoniaka powiązanego z pracą na gruzowisku. Powiedziała „NYT”, że jemu i kolegom mówiono, iż z powietrzem wszystko w porządku. Poszliby tam tak czy inaczej. Ale może zachowaliby inne środki ostrożności.
Murale, które blakną
Jest jeszcze jeden wątek tej rocznicy, który przypomina NYT. Wkrótce po zamachach na ścianach nowojorskich kamienic zaczęły pojawiać się murale. Portrety strażaków i policjantów, flagi, orły, napisy „never forget”. Powstawały w czasie, gdy żałoba nie przeniosła się jeszcze do internetu i ludzie potrzebowali fizycznych miejsc, żeby ją dzielić. Tego dnia zginęło 343 strażaków, 23 policjantów i 84 pracowników Port Authority (instytucji, która była właścicielem World Trade Center).
Joseph Indart namalował pierwszy mural tydzień po ataku. Dziś ma 61 lat i na koncie około stu takich prac, a wiele z nich już nie istnieje. Fotograf Allan Molho po dwudziestu latach ruszył śladem tych murali, żeby sprawdzić, co zostało z obietnicy „wiecznej pamięci”. Kilka z nich odnowiono. Większość wyblakła, została zamalowana albo stała się tłem dla graffiti. Molho mówi „NYT”, że wygląda to, jakby ludzie chcieli pamiętać i jednocześnie zapomnieć. Ale jego zdaniem nie da się przez 25 lat żyć ze strachem, który wraca, gdy nad głową przelatuje samolot.
Najnowszy mural Indarta to dwupiętrowa Statua Wolności. Poświęcił go tym, którzy umierają do dziś. We wrześniu 2023 r. liczba strażaków i ratowników nowojorskiej straży pożarnej zmarłych na choroby związane z pracą na gruzowisku zrównała się z liczbą 343 poległych 11 września.
Rok temu przekroczyła 400, a na początku września tego roku na mur pamięci dopisano kolejnych 36 nazwisk. Wśród blisko 16 tys. objętych monitoringiem strażaków ponad 12 tys. ma potwierdzoną chorobę powiązaną z zamachem, a ponad 3 tys. – nowotwór.
–
Materiały źródłowe: „After 9/11, Documents Suggest, New Yorkers Were Misled About Air Quality” (Sally Goldenberg, Nina Agrawal), „Mamdani Accuses Former N.Y.C. Leaders of Lying About 9/11 Air Quality” (Sally Goldenberg, Nina Agrawal, Joseph Goldstein), „What to Know About the 9/11 Air Quality Documents” (Caitlyn Freeman), „See What New York City’s Murals Tell Us About 9/11, 25 Years Later” (John Leland, zdjęcia Allan Molho) – „The New York Times”, 6–8 września 2026; CNN, NBC New York, ABC News, komunikat Biura Burmistrza Nowego Jorku.
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Rawpixel.com



