Czy kolejne miliardy złotych wydawane na zbiorniki i regulację rzek rzeczywiście zwiększą bezpieczeństwo mieszkańców? Eksperci Koalicji Ratujmy Rzeki przekonują, że Polska powinna zmienić sposób myślenia o ochronie przeciwpowodziowej. Krytykują też sposób prowadzenia konsultacji dotyczących kolejnych inwestycji w Kotlinie Kłodzkiej.
Po katastrofalnej powodzi w 1997 r. Polska zaciągnęła trzy wielomiliardowe pożyczki z Banku Światowego na ochronę przeciwpowodziową. Ich spłata nadal obciąża budżet państwa. Zdaniem Koalicji Ratujmy Rzeki problem polega na tym, że przez lata nie przeprowadzono kompleksowej oceny, czy wydane pieniądze rzeczywiście przełożyły się na większe bezpieczeństwo mieszkańców.
Brakuje solidnej retencji
Jednocześnie zmieniają się warunki, w których funkcjonuje polska gospodarka wodna. Kryzys klimatyczny oznacza zarówno częstsze susze, jak i gwałtowne, ekstremalne opady. Zamiast kolejnych inwestycji hydrotechnicznych eksperci wskazują na potrzebę: zatrzymywania wody w krajobrazie, renaturyzacji rzek oraz lepszych systemów ostrzegania i ewakuacji.
– Nigdy nie dokonano całościowej oceny tych pożyczek i wydatków na rzeczywistą poprawę bezpieczeństwa powodziowego, ale mamy wycinkowe oceny niektórych inwestycji. Dziś wiemy też, że w związku z pogłębiającym się kryzysem klimatycznym utrzymywanie starych priorytetów, takich jak budowa zbiorników i regulacja rzek, przynosi odwrotne skutki. Wszyscy widzimy, że rosnącym problemem są brak retencji i susza – mówi Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA i członek Koalicji Ratujmy Rzeki (KRR).
Jednym z najważniejszych przykładów wskazywanych przez KRR jest Kotlina Kłodzka. Cztery suche zbiorniki przeciwpowodziowe, których budowa kosztowała ponad 1 mld zł, miały zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców regionu. Podczas powodzi we wrześniu 2024 r. obiekty szybko wypełniły się wodą. W efekcie nie udało się uniknąć katastrofalnych skutków powodzi w Kłodzku.

Na wodowskazie w Kłodzku poziom wody był o 1,5 m wyższy niż podczas powodzi w 1997 r., określanej wówczas mianem „powodzi tysiąclecia”.
Koalicja Ratujmy Rzeki już w marcu 2025 r. negatywnie oceniała plany budowy kolejnych suchych zbiorników w Kotlinie Kłodzkiej. Inwestycje miałyby zostać sfinansowane z kolejnej pożyczki Banku Światowego. KRR wskazuje przy tym, że problem nie ogranicza się do samej skuteczności zbiorników. Zdaniem ekspertów trzeba również brać pod uwagę sytuacje, w których infrastruktura przeciwpowodziowa sama może stać się źródłem dodatkowego zagrożenia.
- Czytaj także: Hydrobetonoza – ochrona przeciwpowodziowa po polsku
Powódź ’24 obnażyła niegospodarność
W przypadku powodzi z 2024 r. szczególne kontrowersje wzbudza katastrofa zbiornika w Stroniu Śląskim. Jej skutkiem było zalanie m.in. Stronia Śląskiego i Lądka-Zdroju. Dr inż. Janusz Żelaziński, wieloletni kierownik Zakładu Prognoz Hydrologicznych IMGW i autor opinii naukowej dotyczącej planowanych inwestycji w zlewni Nysy Kłodzkiej, ocenia:
– Jeden z nich w Stroniu Śląskim uległ katastrofie, co spowodowało szkody powodziowe istotnie większe od szkód, które wystąpiłyby, gdyby zbiornik nie istniał. Inaczej mówiąc, działanie zbiornika przeciwpowodziowego zwiększyło rozmiary powodzi.
Naukowiec zwraca również uwagę na inne ograniczenie tego rodzaju infrastruktury. Zbiornik może zostać wypełniony jeszcze przed nadejściem kulminacyjnej fali powodziowej. W takiej sytuacji jego możliwości dalszego ograniczania przepływu są znacznie mniejsze.
Żelaziński wskazuje także na problem niepewności prognoz hydrologicznych. Jego zdaniem w projektach inwestycji przeciwpowodziowych efekty działania zbiorników bywają oceniane zbyt optymistycznie w stosunku do tego, co można osiągnąć w rzeczywistych warunkach.
Powódź z 2024 r. stała się więc dla ekspertów argumentem za ponownym przeanalizowaniem dotychczasowej strategii. Pytanie brzmi: czy infrastruktura projektowana jako zabezpieczenie przed powodzią zawsze rzeczywiście zwiększa bezpieczeństwo?
Regulacja Odry. Inwestycje miały pomóc, ale pojawił się kolejny problem
Drugim przykładem wskazywanym przez KRR jest Odra.
Regulacja rzeki była częściowo finansowana z trzeciej pożyczki Banku Światowego. Inwestycje obejmowały m.in. budowę ostróg na Odrze Środkowej i Granicznej, których jednym z celów było ułatwienie żeglugi lodołamaczy.
Według ekspertów KRR skutki tych działań pokazały jednak, że regulowanie rzeki może mieć poważne konsekwencje dla jej odporności biologicznej. Podczas katastrofy ekologicznej na Odrze w 2022 r. w przestrzeniach międzyostrogowych rozwijała się toksyczna alga Prymnesium parvum. Ekspertyzy dotyczące katastrofy wskazywały na złożony zestaw czynników, które doprowadziły do masowego śnięcia ryb.
Koalicja zwraca uwagę, że polscy i niemieccy naukowcy wskazywali również na negatywny wpływ przekształcania rzeki na jej odporność biologiczną. Organizacje ekologiczne zaskarżały prowadzone prace regulacyjne, a sądy administracyjne nakazywały ich wstrzymanie.
– Co z tego, że naukowcy pokazują, że zbiorniki nie zadziałały? Wypełniły się przed nadejściem szczytu fali powodziowej i nie spełniły swojego zadania. Przyznają to nawet Wody Polskie, pisząc w oficjalnych dokumentach, że zbiorniki obniżyły szczyt fali powodziowej w Kłodzku o 30 cm. To jest żart, bo wysokość fali w Kłodzku miała około 7,5 metra – mówi Jacek Engel, ekspert z Fundacji Geenmind i członek KRR.
Dziś wnioski z katastrofy na Odrze są uwzględniane w pracach Międzyresortowego Zespołu ds. Odry. Jednym z kierunków działań wskazywanych przez rząd jest renaturyzacja Odry i jej dopływów. Dla koalicjantów jest to argument za tym, aby przed uruchamianiem kolejnych kosztownych inwestycji przeprowadzić ocenę dotychczasowej polityki wodnej.
Kolejne zbiorniki w Kotlinie Kłodzkiej. Koalicja krytykuje konsultacje
Spór dotyczy również planowanych kolejnych inwestycji w Kotlinie Kłodzkiej. Koalicja zarzuca Wodom Polskim, że sposób prowadzenia konsultacji społecznych nie pozwala mieszkańcom i organizacjom na rzeczywistą dyskusję o różnych wariantach ochrony przeciwpowodziowej.
– Wody Polskie kolejny raz łamią umowy społeczne. Zapewniały mieszkańców tego regionu, zagrożonych wysiedleniami pod zbiorniki, iż decyzja będzie poprzedzona konsultacjami studium wykonalności redukcji ryzyka powodziowego zlewni Białej Lądeckiej. Zamiast studium mamy mapkę z 13 zbiornikami i jak się domyślamy, plan zaciągnięcia kolejnej już czwartej wielomiliardowej pożyczki z Banku Światowego – tłumaczy Jacek Engel.
Według specjalistów mieszkańcy powinni mieć możliwość poznania i porównania różnych wariantów ograniczania ryzyka powodziowego, zanim zapadną decyzje o kolejnych inwestycjach.
Organizacja sprzeciwia się więc obecnemu trybowi konsultacji. Jej przedstawiciele uważają, że bez przedstawienia pełnego studium wykonalności trudno mówić o rzeczywistym dialogu społecznym. Koalicja określa obecny sposób prowadzenia konsultacji jako próbę przegłosowania „kota w kosztownym worku”.
Zbiorniki, wały i regulacja rzeki nie jest rozwiązaniem
Eksperci proponują odejście od strategii polegającej przede wszystkim na jak najszybszym odprowadzaniu wody w dół zlewni. Ich zdaniem większy nacisk powinien zostać położony na zatrzymywanie wody tam, gdzie spada deszcz: w lasach, na polach, w dolinach rzecznych i na terenach podmokłych.
Ma to znaczenie nie tylko dla ochrony przeciwpowodziowej, ale również dla przeciwdziałania suszy. Zwiększanie retencji krajobrazowej pozwala bowiem zatrzymać wodę na dłużej i ograniczyć jej szybki odpływ. Eksperci wskazują również na działania, które mogą bezpośrednio ograniczać ryzyko dla mieszkańców. Wśród nich wymieniają m.in. wycofywanie zabudowy z terenów zalewowych oraz rozwój systemów ostrzegania i ewakuacji.
To szczególnie istotne w sytuacji ekstremalnych opadów. Nawet rozbudowana infrastruktura hydrotechniczna nie jest w stanie przejąć każdej ilości wody. Zdaniem naukowców oznacza to konieczność odejścia od myślenia, że bezpieczeństwo powodziowe można zapewnić przede wszystkim poprzez kolejne zbiorniki, wały i regulację rzek. Jak przekonują, w obliczu zmieniającego się klimatu polityka wodna powinna przede wszystkim zwiększać odporność całego krajobrazu na suszę i powodzie.
–
Zdjęcie tytułowe: DyziO/Shutterstock



