Udostępnij

Zmiany klimatu odbierają piłce nożnej boiska. Zagrożone małe kluby

08.11.2026

Zakończony kilka miesięcy temu mundial, wbrew ostrzeżeniom ekspertów, przebiegł bez głośnych incydentów związanych z upałem. Nie oznacza to jednak, że świat piłki nożnej może przestać przejmować się skutkami zmian klimatu. Wręcz przeciwnie: tegoroczne lato i rekordowe upały pokazują, że im wyższe temperatury, tym bardziej zagrożone są oddolne, amatorskie i półprofesjonalne fundamenty tego sportu.

Tegoroczne mistrzostwa świata w Ameryce Północnej mogły być ostatnimi, których nie zakłócił poważnie kryzys klimatyczny. Owszem, niemal co piąte spotkanie odbyło się w temperaturach, przy których – według zaleceń samych zawodników – mecze należałoby opóźniać. Owszem, każdy mecz wydłużono o przerwę na nawodnienie. Obyło się jednak bez omdleń i udarów na murawie, a przerwy, w których piłkarze mogli się napić, skrzętnie wykorzystali reklamodawcy. Mundial, największe święto futbolu, przetrwał to lato bez szwanku.

Rekordowe lato w Europie

Dla federacji zarządzających najpopularniejszym sportem świata może to być argument, by trzymać się dotychczasowego modus operandi: dokładać do sezonu kolejne turnieje bez oglądania się na rosnące wyczerpanie zawodników, nie wprowadzać nowych zasad chroniących piłkarzy i kibiców, dalej przymilać się do rządów i korporacji, które robią wszystko, by zahamować transformację energetyczną. Tyle że z dala od kamer, na drugim biegunie futbolu, zmiany klimatu odciskają coraz wyraźniejsze piętno. Ich ofiarami padają lokalne, amatorskie i półprofesjonalne kluby, pozbawione lukratywnych umów sponsorskich, ale stanowiące ważny fundament piłkarskiego ekosystemu. Tegoroczne lato w Europie dobitnie pokazało, że rosnące temperatury nie oszczędzą pięknej gry.

Między majem a wrześniem przez Europę kilka razy przetoczyły się fale ekstremalnych upałów. W ośmiu państwach, w tym w Polsce, odnotowano najwyższe temperatury w historii, a na Sardynii termometry pokazały w pewnym momencie ponad 48 st. C. Długie okresy bez opadów zagroziły uprawom i obniżyły poziom rzek tak bardzo, że we Francji i na Węgrzech czasowo wyłączono elektrownie atomowe. Z powodu upałów zmarło co najmniej 35 tys. osób.

Upał pokonał nawet najbogatszych

Polska Ekstraklasa przetrwała ten gorący okres bez kłopotów organizacyjnych, choć np. Piast Gliwice i Raków Częstochowa musiały z powodu upału przesunąć swój pierwszy przedsezonowy sparing. Nie można tego jednak powiedzieć o innych europejskich ligach. We Francji upał tak zniszczył boisko Paris Saint-Germain (PSG), że zdobywcy Ligi Mistrzów musieli prosić rywali z Rennes, by zgodzili się zagrać pierwszy mecz ligowy jako gospodarze. Z podobnym problemem zmierzyła się Celta Vigo w Hiszpanii, która ostatecznie musiała przełożyć inaugurację sezonu o kilka dni. Na Węgrzech, po wyłączeniu elektrowni atomowej z powodu niskiego stanu rzek, wszystkie mecze pierwszej kolejki trzech najwyższych lig zaplanowano tak, by rozegrać je bez sztucznego oświetlenia. Zawodnicy musieli więc grać w temperaturach sięgających 40 st. C Problem nie dotyczy zresztą tylko Europy. W koreańskiej K-League wszystkie spotkania jednej z kolejek dwóch najwyższych lig przesunięto na wieczór.

Mówimy tu o klubach zawodowych, niekiedy – jak PSG – bajońsko bogatych. Takie drużyny mogą codziennie podlewać boiska, w razie potrzeby wyłożyć kilkadziesiąt tysięcy euro na awaryjną wymianę murawy i zapewnić piłkarzom najlepszą opiekę medyczną. Słowem: mają pieniądze i infrastrukturę, które pozwalają ograniczyć ryzyko związane ze skutkami zmian klimatu. Skoro nawet one musiały uznać wyższość pogody, dla biedniejszych zespołów upały były ogromnym problemem.

Amatorzy walczą o boiska

Według raportu Fossil Free Football, niezależnej organizacji, która chce wykluczyć firmy paliwowe ze sponsoringu piłki nożnej, lokalne zespoły w całej Europie zmagały się tego lata z problemami zagrażającymi ich działaniu. Przez wyschnięte na wiór boiska kluby odkładały treningi, odwoływały sparingi, które zawsze choć trochę zasilają klubowe kasy, i dni otwarte dla uzdolnionej młodzieży. Gdy z kolei przychodziły deszcze, wysuszona murawa nie wchłaniała wody i boiska były zalewane. W efekcie obiekty, na których da się grać, przeżywają prawdziwe oblężenie.

– Suche lato oznacza, że dostępnych boisk jest mniej. To wymusza decyzje, kto będzie mógł grać, a pierwsze zespoły zwykle mają pierwszeństwo. Tymczasem w klubach amatorskich trzeba dać takie same szanse juniorom i pozostałym drużynom. Miejsc do treningu jest mało, co zakłóca przygotowania do sezonu. Do tego kiedyś dało się grać w ciągu dnia. 31, 32 st. C – to były wyjątkowo gorące dni – wyjaśnia Frank Huisingh z Fossil Free Football, pytany przez SmogLab.

Dodaje: – Teraz jest 37, 38 st. C, a w takiej temperaturze nie chce się grać w piłkę. To znowu ogranicza treningi, więc wszystkie zespoły ścigają się o to, by grać wcześnie rano albo późno wieczorem. I znowu wraca problem dostępności boisk. Zderzamy się z prostą prawdą: futbol to sport do gry na zewnątrz, a my niszczymy zewnętrzne warunki.

Alternatywą pozostają boiska ze sztuczną nawierzchnią. Ich budowa jest jednak droga i nie każdy klub może sobie na nią pozwolić. Sztuczna murawa może też zwiększać ryzyko niektórych kontuzji, a latem szybko się nagrzewa, co stanowi dodatkowe zagrożenie dla zdrowia piłkarzy. Trudno także oprzeć na niej całe przygotowania do sezonu rozgrywanego na naturalnej trawie, bo piłka i obuwie zachowują się na niej nieco inaczej.

Twarde boiska, więcej kontuzji

Drużyny, które decydują się grać na wysuszonych boiskach, ryzykują zdrowie zawodników. Rośnie wtedy przede wszystkim ryzyko przeciążeń kości i ścięgien, ale nie tylko.

– Na suchych, twardych boiskach po prostu łatwiej zrobić sobie krzywdę. Nawierzchnia potrzebuje odrobiny sprężystości, żeby przy gwałtownym ruchu nie doznać kontuzji, nie naciągnąć mięśni ani nie złamać czegoś przy upadku – tłumaczy Huisingh.

Gra w najgorętszych miesiącach niesie też dodatkowe ryzyko zdrowotne związane z temperaturą: wyczerpanie cieplne, odwodnienie, a w najgorszym razie udar. Ten problem występuje na każdym poziomie rozgrywek, ale kluby zawodowe, w przeciwieństwie do lokalnych i amatorskich zespołów, zwykle mogą zapewnić poszkodowanym natychmiastową fachową pomoc.

Sezon coraz ciaśniejszy

Mecze, które nie mogą się odbyć z powodu upału albo wysuszonych do cna boisk, zdarzają się w niższych ligach coraz częściej. W Wielkiej Brytanii niektóre ligi amatorskie ruszyły z kilkutygodniowym opóźnieniem, a we Francji przesunięto dużą część spotkań pierwszej rundy Pucharu Francji. Takie zmiany sprawiają, że sezon robi się znacznie ciaśniejszy, bo tyle samo meczów trzeba przecież rozegrać w krótszym czasie. To z kolei jeszcze bardziej obciąża murawy, może wymuszać faworyzowanie jednych drużyn kosztem innych i zwiększa ryzyko kontuzji.

– Futbol rozwinął się wokół pewnego cyklu pogodowego, do którego dostosowały się kluby w całej Europie. Ale ten cykl się zmienia: temperatury, które obserwujemy na przykład w Holandii, jeszcze 30 lat temu były typowe dla środkowej Francji. Lata są znacznie gorętsze i do tego wyjątkowo suche, więc nawet jeśli po suszy przychodzą deszcze, boiska nie są w stanie wchłonąć wody – mówi Huisingh.

Wylicza, że miesiące, które wcześniej były idealne do gry w piłkę: maj, czerwiec czy wrzesień, teraz bywają za ciepłe.

Federacje patrzą gdzieś indziej

Problemy niższych lig ze zmianami klimatu raczej nie spędzają snu z powiek działaczom FIFA i UEFA. Niektóre krajowe federacje, np. holenderska KNVB, mają jednak programy, które pozwalają klubom na wszystkich szczeblach stawiać na zrównoważony rozwój i ekologiczne rozwiązania.

– Nie sądzę, żeby na najwyższych szczeblach UEFA istniał kompleksowy plan odpowiedzi na te potrzeby. A problemy związane ze zmianami klimatu… Cóż, części z nich nie da się rozwiązać pieniędzmi, a ta część, którą można, będzie naprawdę szalenie kosztowna – ostrzega Huisingh.

Kłopot w tym, że kluby z niższych lig rzadko mają nadmiar pieniędzy, a ich problemy finansowe mogą się jeszcze pogłębić.

– Lokalne kluby piłkarskie często polegają na pieniądzach od samorządów. A ich budżety w wielu krajach Europy są mocno nadwyrężone, bo władze centralne często szukają na nich oszczędności – mówi Huisingh.

Futbol może stać się luksusem

Wsparcie wielkich międzynarodowych federacji byłoby więc bezcenne. Tym bardziej że małe, półprofesjonalne i amatorskie zespoły to siła napędowa najpopularniejszego sportu świata. I to wcale nie dlatego, że stawiają w nich pierwsze kroki zawodnicy, których później ściągają Real Madryt, Arsenal czy Bayern.

– Jeśli dzieciaki będą miały mniej możliwości gry w piłkę, to oczywiście w końcu odbije się to na poziomie elity. Ale szczerze mówiąc, to nie ten problem spędza mi sen z powiek. Bardziej boję się, że kluby staną się droższe w utrzymaniu, bo będą potrzebować całej infrastruktury chroniącej przed suszą i liczniejszego personelu medycznego na upały. A wtedy gra w piłkę stanie się swego rodzaju luksusem – zauważa nasz rozmówca.

– Tymczasem jednym z największych sukcesów zorganizowanej piłki nożnej w Europie jest to, że to naprawdę tani sport. Dzięki temu spotykają się w nim ludzie z zupełnie różnych grup społecznych. Nie sądzę oczywiście, żeby europejskie społeczeństwa upadły bez futbolu. Jednak sport to ważna okazja, by poznawać ludzi z różnych środowisk – podkreśla Huisingh.

Piłka nożna jest oczywiście na tyle popularna, że zniknięcie kilku czy nawet kilkudziesięciu rozgrywek niższego szczebla przez problemy z infrastrukturą wywołane zmianami klimatu mogłoby przejść bez echa. Jednak niższe ligi i puchary to szansa dla młodych zawodników, by pokazać, co potrafią. Dla amatorów, by poczuć dreszcz rywalizacji, a dla grupy znajomych, by cieszyć się wspólną grą. Mecze na „kartofliskach” są równie ważną częścią popularności futbolu, co prestiżowe derby oglądane na całym świecie. Bez swojej dostępności futbol stanie się tylko kolejnym widowiskiem, w którym garstka milionerów ugania się po trawie za piłką. A od tego mamy już golfa.

–

Zdjęcie tytułowe: Dziurek/Shutterstock

Autor

Jakub Mirowski

Magister filologii tureckiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, niezależny dziennikarz, którego artykuły ukazywały się m.in. na łamach OKO.Press, Nowej Europy Wschodniej, Balkan Insight czy Krytyki Politycznej. Zainteresowany przede wszystkim wpływem globalnych zmian klimatycznych na najbardziej zagrożone społeczności, w tym uchodźców i mniejszości, a także rozwojem i ewolucją skrajnie prawicowych ruchów i ideologii.

Udostępnij

Zobacz także

Wspierają nas

Partnerzy portalu

Partner cyklu "Miasta Przyszłości"

Partner cyklu "Żyj wolniej"

Partner naukowy

Bartosz Kwiatkowski

Dyrektor Frank Bold, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiego Instytutu Praw Człowieka i Biznesu, ekspert prawny polskich i międzynarodowych organizacji pozarządowych.

Patrycja Satora

Menedżerka organizacji pozarządowych z ponad 15 letnim stażem – doświadczona koordynatorka projektów, specjalistka ds. kontaktów z kluczowymi klientami, menadżerka ds. rozwoju oraz PR i Public Affairs.

Joanna Urbaniec

Dziennikarka, fotografik, działaczka społeczna. Od 2010 związana z grupą medialną Polska Press, publikuje m.in. w Gazecie Krakowskiej i Dzienniku Polskim. Absolwentka Krakowskiej Szkoła Filmowej, laureatka nagród filmowych, dwukrotnie wyróżniona nagrodą Dziennikarz Małopolski.

Przemysław Błaszczyk

Dziennikarz i reporter z 15-letnim doświadczeniem. Obecnie reporter radia RMF MAXX specjalizujący się w tematach miejskich i lokalnych. Od kilku lat aktywnie angażujący się także w tematykę ochrony środowiska.

Hubert Bułgajewski

Ekspert ds. zmian klimatu, specjalizujący się dziedzinie problematyki regionu arktycznego. Współpracował z redakcjami „Ziemia na rozdrożu” i „Nauka o klimacie”. Autor wielu tekstów poświęconych problemom środowiskowym na świecie i globalnemu ociepleniu. Od 2013 roku prowadzi bloga pt. ” Arktyczny Lód”, na którym znajdują się raporty poświęcone zmianom zachodzącym w Arktyce.

Jacek Baraniak

Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Ochrony Środowiska jako specjalista ds. ekologii i ochrony szaty roślinnej. Członek Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i Klubu Przyrodników oraz administrator grupy facebookowej Antropogeniczne zmiany klimatu i środowiska naturalnego i prowadzący blog „Klimat Ziemi”.

Martyna Jabłońska

Koordynatorka projektu, specjalistka Google Ads. Zajmuje się administacyjną stroną organizacji, współpracą pomiędzy organizacjami, grantami, tłumaczeniami, reklamą.

Przemysław Ćwik

Dziennikarz, autor, redaktor. Pisze przede wszystkim o zdrowiu. Publikował m.in. w Onet.pl i Coolturze.

Karolina Gawlik

Dziennikarka i trenerka komunikacji, publikowała m.in. w Onecie i „Gazecie Krakowskiej”. W tekstach i filmach opowiada o Ziemi i jej mieszkańcach. Autorka krótkiego dokumentu „Świat do naprawy”, cyklu na YT „Można Inaczej” i Kręgów Pieśni „Cztery Żywioły”. Łączy naukowe i duchowe podejście do zagadnień kryzysu klimatycznego.

Jakub Jędrak

Członek Polskiego Alarmu Smogowego i Warszawy Bez Smogu. Z wykształcenia fizyk, zajmuje się przede wszystkim popularyzacją wiedzy na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na zdrowie ludzkie.

Klaudia Urban

Zastępczyni redaktora naczelnego SmogLabu. Z wykształcenia mgr ochrony środowiska. Z portalem związana od 2021 roku. Wcześniej redaktorka Odpowiedzialnego Inwestora. Pisze głownie o zdrowiu, żywności, lasach, gospodarce odpadami i zielonych inwestycjach.

Maciej Fijak

Redaktor naczelny SmogLabu. Z portalem związany od 2021 r. Autor kilkuset artykułów, krakus, działacz społeczny. Pisze o zrównoważonych miastach, zaangażowanym społeczeństwie i ekologii.

Sebastian Medoń

Z wykształcenia socjolog. Interesuje się klimatem, powietrzem i energetyką – widzianymi z różnych perspektyw. Dla SmogLabu śledzi bieżące wydarzenia, przede wszystkim ze świata nauki.

Tomasz Borejza

Współzałożyciel SmogLabu. Dziennikarz naukowy. Wcześniej/czasami także m.in. w: Onet.pl, Przekroju, Tygodniku Przegląd, Coolturze, prasie lokalnej oraz branżowej.