„FIFA zawsze była gotowa sprzedać się temu, kto zapłacił najwięcej” – mówi Frank Huisingh z Fossil Free Football. Rozmawiamy o rekordowych emisjach mundialu 2026, sponsoringu Saudi Aramco i futbolu, który rośnie szybciej, niż pozwala na to kryzys klimatyczny.
Dziś kończą się dwudzieste trzecie mistrzostwa świata w piłce nożnej. To turniej pod wieloma względami historyczny – pierwszy, którego gospodarzami były aż trzy kraje, pierwszy, w którym udział wzięło aż 48 drużyn, i pierwszy, w którym rozegrano ponad sto meczów.
Ta zwiększona skala turnieju doprowadziła jednak do nieuniknionego problemu: większa liczba spotkań, podróżujących zespołów oraz kibiców, w połączniu z gigantycznymi odległościami pomiędzy stadionami, poskutkowały mundialem, który wyemitował więcej gazów cieplarnianych niż którakolwiek z poprzednich edycji. A jeśli sprawdzą się przewidywania naukowców – to również więcej niż kolejne dwie, zaplanowane na lata 2030 i 2034.
Problemem są nie tylko mistrzostwa świata. Globalny futbol w ostatnich latach rozrósł się do jeszcze większej skali. Powstały nowe turnieje, takie jak Klubowe Mistrzostwa Świata czy Liga Konferencji, a format tych już istniejących został rozszerzony. Meczów jest więcej, a z nimi przybywa także emisji gazów cieplarnianych. W rzeczywistości kryzysu klimatycznego zasadne wydaje się więc pytanie, dlaczego piłkarski świat zdaje się być zwolniony ze starań o bardziej zrównoważoną przyszłość.
W trakcie trwania mistrzostw świata rozmawialiśmy z Frankiem Huisinghiem, założycielem Fossil Free Football, oddolnej organizacji walczącej o wykluczenie firm z branży paliw kopalnych jako sponsorów dla drużyn piłkarskich. Wspólnie zastanawialiśmy się nad tym, czy zielona przyszłość najpopularniejszego sportu na Ziemi jest w ogóle możliwa – i w jaki sposób ją osiągnąć.
„Jak FIFA mogłaby mówić o zmianach klimatu, skoro sponsoruje ją paliwowy gigant?”
Jakub Mirowski, SmogLab: Ile meczów tegorocznego mundialu już obejrzałeś?
Frank Huisingh, Fossil Free Football: Mamy za sobą już dwa tygodnie mistrzostw, więc pewnie koło 10, a do tego masę powtórek na YouTube. W tym roku oglądam chyba nawet więcej, niż gdybym był zwyczajnym kibicem, bo chcę być na bieżąco z atmosferą wokół turnieju i sposobem, w jakim przedstawiają go media.
Logo Saudi Aramco pewnie narysowałbyś już z pamięci.
Och, z całą pewnością. To też nic trudnego, szczególnie teraz, gdy przeszli wyłącznie na nazwę Aramco. To oczywiście saudyjska firma, ale nie chcą negatywnych konotacji związanych z tym krajem.
Cóż, nawet jeśli ktoś nie łączy Aramco z monarchią Saudów, mało kto ma chyba pozytywne skojarzenia z tą firmą – w końcu mówimy o koncernie, który emituje najwięcej gazów cieplarnianych na świecie. Ale to chyba nawet pasuje do tegorocznego turnieju: najbardziej zanieczyszczająca spółka na Ziemi zostaje głównym sponsorem najbardziej zanieczyszczających mistrzostw świata w historii. Co czyni tę edycję mundialu tak szkodliwą dla klimatu?
Tegoroczny turniej wymaga wprost szalonej liczby lotów, i samo to sprawia, że emituje więcej niż na przykład mistrzostwa świata w Katarze w 2022 roku. Cztery lata temu emisje pochodziły przede wszystkim z konstrukcji wielu nowych stadionów, ale transport wewnątrz kraju nie wymagał przelotów. W tym roku dystanse pomiędzy miastami-gospodarzami są gigantyczne, a w dodatku w większości regionów nie ma dobrej komunikacji zbiorowej.
Wystarczy spojrzeć na rozkład spotkań, żeby zrozumieć, jak absurdalne są trasy, które muszą pokonywać zespoły oraz ich kibice. Ma się wrażenie, że ten mundial został wprost zaprojektowany w taki sposób, by być najbardziej zanieczyszczającym w historii. Co gorsza, przesłanie idące z tych mistrzostw także niesie ze sobą dodatkowe emisje. Jeśli FIFA naprawdę dbałaby o kryzys klimatyczny, mogłaby zachęcić piłkarzy do mówienia otwarcie, jak bardzo przeszkadzają im upały, jak ważna jest dla nich polityka klimatyczna. W innym świecie, w którym przemysł paliw kopalnych nie byłby tak potężny, nie byłoby w tym nic dziwnego.
Zamiast tego na każdym stadionie widzimy promocję Aramco czy linii lotniczych. A FIFA oczywiście milczy – bo jak mogłaby mówić o zmianach klimatu, skoro sponsoruje ją paliwowy gigant?
Piłka nożna dobra na ratowanie wizerunku
I to nie pierwszy raz, kiedy mistrzostwa świata są billboardem reklamowym dla firm mających fatalny wpływ na klimat, prawda?
Jeśli spojrzeć tylko na najnowsze edycje: mundial w Katarze sponsorowało nie tylko Qatar Airways, ale także Qatar Energy, katarska państwowa firma naftowa i gazowa. W 2018 roku w Rosji mistrzostwa sponsorował Gazprom. FIFA konsekwentnie wybiera na swoich partnerów kraje zależne od paliw kopalnych, które widzą ten turniej jako możliwość do poprawy swojego wizerunku.
Oczywiście, nie zawsze to wychodzi – na przykład turniej w Katarze odsłonił przed światem sytuację tamtejszych praw pracowniczych oraz dyskryminację kobiet i mniejszości. Ale kluczowe jest to, że FIFA zawsze była gotowa sprzedać się temu, kto zapłacił najwięcej. A obecnie firmy i państwa zajmujące się sprzedażą paliw kopalnych są wprawdzie bajecznie bogate, ale czują się też zagrożone, bo ludzie na całym świecie domagają się odpowiedzialnej polityki klimatycznej.
Same kopaliny tracą też udział na rynku na rzecz energii słonecznej, wiatrowej, baterii, samochodów elektrycznych i wszystkich innych zielonych rozwiązań. Wspomniane firmy i kraje mają więc poważny problem reputacyjny. Jeśli chcą mieć jakikolwiek wpływ na decyzje na najwyższych szczeblach, muszą być postrzegane w poważnym lub nawet pozytywnym świetle, być czymś, z kim ludzie chcą być kojarzeni. Ich rozwiązaniem jest wejść na największy turniej najbardziej popularnego sportu na świecie, z gwiazdami takimi jak Messi, Ronaldo, Mbappe czy Yamal, i móc się z nimi powiązać.
No tak, to zrozumiałe, że kraje i spółki paliwowe potrzebują takiego – nazwijmy rzeczy po imieniu – sportswashingu. Ale dlaczego FIFA tak upiera się przy wybieraniu najbardziej zanieczyszczających sponsorów? Jakby nie patrzeć, futbol jest sportem globalnym, i zdaje się, że każda firma zrobiłaby wszystko, żeby się pod niego podczepić. FIFA zdaje się jednak całkowicie to lekceważyć i świadomie podejmuje ryzyko reputacyjne, które wiąże się z organizowaniem mistrzostw świata w Rosji, Katarze czy Arabii Saudyjskiej, lub z wybieraniem Aramco lub Gazpromu na swoich sponsorów.
Te główne umowy sponsorskie przynoszą naprawdę gigantyczne pieniądze. Na przykład Arabia Saudyjska jest w stanie wydać na nie zdecydowanie więcej niż jakakolwiek spółka, której priorytetem jest zwrot inwestycji.
Weźmy taką Coca-Colę, która sama w sobie jest wielkim źródeł zanieczyszczeń z plastiku, i która także jest partnerem FIFA. Taka firma musi widzieć finansowy sens w inwestycji w sponsorowanie mistrzostw świata, oparty o wyliczenia dodatkowej sprzedaży, jaką może zyskać. Firmy paliwowe są skłonne dać znacznie większe pieniądze, bo oczyszczanie swojej reputacji to kosztowny biznes. Więc po pierwsze, płacą FIFIE zdecydowanie więcej, niż inni sponsorzy.
Ale sądzę też, że ważna jest tutaj kwestia osobowości przewodniczącego federacji, Gianniego Infantino. Wiadomo, trudno kogoś analizować, nie poznając go osobiście, ale Infantino zdaje się bardzo cenić sobie uznanie liderów, których uważa za potężnych, takich jak Mohammed bin Salman, Władimir Putin czy Donald Trump. Chyba imponuje mu ich władza, stąd też preferuje dyktatorów – zarówno prawdziwych, jak i naśladowców – od zwyczajnych demokratycznych polityków. Ma to zresztą swoje uzasadnienie ekonomiczne, bo organizując mistrzostwa, FIFA zawsze stara się wyciągnąć dla siebie dodatkowe pieniądze poprzez ulgi podatkowe wykluczające lokalnych sponsorów, co generalnie trudniej jest osiągnąć w demokratycznym kraju.
„Nie każdy mecz wymaga areny na 80 tys. miejsc”
Nawet gdyby federacja i sami piłkarze poważnie traktowali kryzys klimatyczny, nawet gdyby zabrakło zanieczyszczających sponsorów, nadal pozostaje kwestia zespołów i kibiców podróżujących po całym świecie na tego rodzaju globalne i kontynentalne turnieje. Widzisz jakąś możliwość, by ograniczyć emisje bez jednoczesnego ograniczania skali całego sportu?
Liczba uczestników zawsze będzie odgrywała ogromną rolę przy próbach ograniczania emisji. Jeśli uprzemy się przy mistrzostwach świata dla 48 zespołów, gazów cieplarnianych zawsze będzie więcej, niż gdyby było ich przy 32 czy 24 drużynach. Można natomiast przemyśleć od nowa to, w jaki sposób organizowane są kwalifikacje.
Jeszcze ważniejsze są dwie kolejne kwestie. FIFA mogłaby zmienić swoje podejście do stadionów, na których rozgrywane są te turnieje. Wystarczy wykorzystać te, które już istnieją – nie każdy mecz wymaga areny na 80 tysięcy miejsc, skupmy się na tym, co ma do zaoferowania lokalna infrastruktura. Drugą kwestią są szersze warunki infrastrukturalne w regionie, gdzie planuje się zorganizować mundial. Czy jest on dobrze skomunikowany transportem publicznym? Czy fani mogą podróżować z jednego stadionu do drugiego pociągiem? Może warto uczynić zbiorową komunikację darmową z biletem na mecz?
Tego typu wydarzenia stałyby się także zdecydowanie mniejszym obciążeniem dla klimatu, gdyby zwiększyć udział lokalnych kibiców. Mam przyjaciół w Maroku i wszyscy ekscytują się tym, że za cztery lata zawita do nich mundial – ale zdają sobie sprawę, że ceny biletów będą dla nich zaporowe. Moją romantyczną wizją są mistrzostwa świata, oglądane w dużej mierze przez mieszkańców danego kraju. Oczywiście, zawsze będą grupy podróżujących kibiców, ale nie muszą być one tak wielkie jak teraz.
No i ostatnia rzecz – warto zmienić podejście do sponsorów. Upewnić się, że nie tylko nie promuje się problematycznych firm, ale że w ich miejsce pojawiają się pozytywne przekazy na temat zrównoważonego rozwoju, które nawet nie muszą wiązać się z konkretnymi spółkami. Piłkarze też mogą odegrać ważną rolę w normalizowaniu konwersacji o zmianach klimatu. Widzieliśmy już efekty zmian klimatu na tym turnieju, chociażby spotkanie Francji z Paragwajem było rozgrywane w skrajnym upale. W lecie 2030 roku, w Hiszpanii, Portugalii i Maroku, będzie naprawdę ekstremalnie. Niepokojącym byłoby, gdyby gracze nie czuli się na tyle bezpiecznie, by o tym głośno mówić.
Nadal mówimy tu wyłącznie o mistrzostwach świata, które są na świeczniku ze względu na rekordowe emisje. Ale kiedy mundial się skończy, zespoły i fani nadal będą latać po całej Europie przy okazji Ligi Mistrzów, Ligi Europy, eliminacji do Euro i innych rozgrywek. To ogromna liczba meczów i ogromna skala emisji. Czy da się ograniczyć wpływ klubowej piłki nożnej na klimat bez jakichś poważnych cięć w jego skali?
Nie, absolutnie. Liczba dodatkowych meczów, jakie doszły w ostatnich latach, jest wprost szalona. Masz Ligę Konferencji, poszerzoną Ligę Mistrzów i Ligę Europy… Pomniejszenie ich byłoby dobrym rozwiązaniem, ale można też pomyśleć nad alternatywą i grać regionalne międzynarodowe rozgrywki w niektórych częściach Europy. Warto byłoby też ograniczyć kwalifikacje. Kibicuję Ajaksowi i nasze zmagania o europejski futbol zaczną się cztery dni po finale mistrzostw świata! Nawet jako fan, potrzebuję odpoczynku od piłki nożnej. Nie wspominając, że te bardzo długie sezony są szkodliwe dla piłkarzy – zarówno dla ich zdrowia, jak i dyspozycji.
Pozostaje pytanie, kto powinien być inicjatorem tej transformacji w stronę bardziej zrównoważonego futbolu – lokalne federacje, indywidualne kluby i piłkarze, czy właśnie ten wielki organ decyzyjny, jakim jest FIFA?
Odpowiedzialność zawsze powinna spoczywać na organizatorach. Dla europejskiego futbolu byłaby to UEFA, dla mistrzostw świata – FIFA. Ale poszczególne narodowe federacje piłkarskie też widzą skutki zmian klimatycznych. Miałbym więc nadzieję, że liderzy na szczeblach krajowych udadzą się do FIFY i zgłoszą, że na ich oczach wpływ klimatu na sport staje się coraz poważniejszy i że powinni odegrać rolę w ograniczaniu emisji.
Nie wszyscy chowają głowę w piasek
Takich tendencji na razie nie widać. Są za to kluby, które biorą sprawy we własne ręce, jeśli chodzi o kwestie klimatyczne – Forest Green Rovers to zespół, który od razu przychodzi na myśl, pierwsza drużyna na świecie z certyfikatem neutralności węglowej, z wyłącznie wegańskim jedzeniem sprzedawanym na swoich obiektach, i ze sporą liczbą rozmaitych ekologicznych inicjatyw. Są inne takie drużyny?
Jest parę, które wykonują naprawdę dobrą robotę, przede wszystkim skupiającą się na swoich stadionach oraz obiektach. Na myśl przychodzi mi SC Freiburg w Niemczech i Union Saint-Gilloise w Belgii.
Hiszpański Real Betis oraz portugalskie FC Porto regularnie wysyłają swoich reprezentantów na międzynarodowe spotkania na temat klimatu i piłki nożnej, w Irlandii bardzo progresywnym klubem jest Bohemians FC… Ale ich indywidualny wpływ na emisje jest ograniczony.
Zespół piłkarski może oczywiście odegrać pozytywną rolę i być dobrym wzorcem zachowań dla swojej społeczności, ale drużyny, którym zależy na klimacie, powinny także połączyć siły i domagać się nowych regulacji od organizatorów rozgrywek. W końcu jeśli pojedynczy klub zadeklaruje, że nigdy nie podpisze umowy sponsorskiej z firmą paliwową lub linią lotniczą, o tylko postawi ich w gorszej sytuacji wobec rywali. Więcej sensu ma zażądanie od organizatorów, by zakazać tego typu sponsorów na poziomie całych rozgrywek, i tym sposobem wyrównać szanse.
A jak duża część inicjatywy powinna leżeć po stronie samych fanów piłki nożnej?
Myślę, że wiele zmian rozpoczyna się od tego, że ludzie głośno wyrażają swoje przekonania. Na przykład kilka lat temu mieliśmy dyskusję o tym, czy obecni mistrzowie Europy, PSG, mogliby podróżować na swoje mecze pociągiem, co ówczesny trener drużyny zbył żartem. Ale aktywiści klimatyczni podchwycili temat i stworzyli petycję, proszącą o powrót z meczu koleją, i zgłosili się z nią do FC Nantes, z którym PSG grało wtedy mecz. I szkoleniowiec tego zespołu się zgodził, twierdząc, że działania na rzecz klimatu też są dla niego kluczową sprawą.
Bardzo ważne jest, by ludzie podnosili tego typu kwestie w swoich klubach. Bo w jego strukturach na pewno jest sporo ludzi, którzy przejmują się tym tematem. Badania wskazują, że ponad 80 proc. ludzi na całym świecie martwi się kryzysem klimatycznym. Im więcej głośno o tym mówisz, im więcej organizujesz się wewnątrz swojej społeczności, tym większą zmianę możesz osiągnąć. Miłośnicy piłki nożnej mogą mieć wielki wpływ, i byłoby wspaniale, gdyby zorganizowane grupy kibiców traktowały problem klimatu poważnie. Ale trzeba pamiętać, że odpowiedzialność nie leży przede wszystkim po ich stronie.
„Ludzie kochają mundial, ale nikt nie kocha FIFY”
Wracamy więc do kwestii odpowiedzialności i przywództwa. FIFA twierdzi, że ma już plany, by osiągnąć neutralność klimatyczną, że już wykazuje się klimatyczną i środowiskową świadomością. Jak dużo jest w tym prawdy?
Zero. To tylko wprowadzanie w błąd i kłamstwa. Parę lat temu, FIFA prawdopodobnie uznała, że jako duża organizacja powinna przedstawić swoje stanowisko na temat zmian klimatu, skoro to tak kluczowa kwestia. Ale po prostu podpisano parę zobowiązań, które tak naprawdę nic nie znaczą. Co jest o tyle smutne, że tak jak rozmawialiśmy, można ograniczyć emisje i wpływ na klimat, jaki generuje światowy futbol. To jest możliwe.
Zerowe emisje trudno osiągnąć, organizując wielkie piłkarskie turnieje, ale redukcja o 50 proc.? To ciężka praca, ale w pełni wykonalna. Potrzeba organizować rozgrywki w inny sposób, może zrezygnować z niektórych, takich jak młodzieżowe zawody dla piłkarzy poniżej 17. roku życia. W każdym razie – da się to zrobić. Ale to, do czego ogranicza się FIFA, to jedynie wprowadzenie ludzi w błąd.
Czy w takim razie bardziej zielona przyszłość globalnego futbolu pod dalszą egidą FIFY jest w ogóle możliwa? Czy może potrzebujemy całkowitej rewolucji na szczytach tego sportu?
Potrzebujemy całkowitej rewolucji na szczycie. Może odbędzie się ona wewnątrz federacji, a może stworzone zostanie coś nowego. Komukolwiek udałoby się zastąpić FIFĘ i pokierować piłką nożną w bardziej odpowiedzialnym kierunku sprawiłby ogromną radość.
Bo ludzie nadal kochają mistrzostwa świata, ale nikt nie kocha FIFY. Możliwa jest także zmiana przywództwa. Infantino w przyszłym roku będzie ubiegać się o reelekcję i kto wie, może pojawią się osobistości, które chciałyby w sensowny sposób zarządzać tym sportem, nawet jeśli obecnie jest im ciężko przebić się przez system i zawalczyć o potrzebne głosy.
Ale kryzys klimatyczny szybko przybiera na sile, a to zmienia myślenie wielu osób. Rzeczy, które dziś wydają się nam normalne, za kilka lat będą wydawać się dziwne. I to będzie się tyczyć także świata futbolu.
–



