Aktorka Katarzyna Ankudowicz pozywa państwo za smog. "Mam nadzieję, że takich pozwów będą tysiące"

2803
5
Podziel się:
Katarzyna Ankudowicz. Smog

– Sytuacja w Polsce, za którą jest odpowiedzialny rząd, narusza moje dobra osobiste, ograniczając możliwość wyjścia na spacer czy wyboru ekologicznego transportu –nie mogę jechać rowerem, gdy stężenie smogu jest wysokie – mówi aktorka, Katarzyna Ankudowicz. Pozywa Warszawę i Skarb Państwa za smog – we współpracy z kancelarią Radosława Górskiego. I razem mają nadzieję, że pociągną za sobą falę pozwów.

Podobno już 40 osób przygotowuje takie pozwy jak Pani.
To wspaniale! Najlepiej, żeby było nas 40 tysięcy! Albo i więcej!
Pozwała Pani o smog miasto Warszawę i Skarb Państwa. O co chodzi w tej akcji? 
Pomysł jest bardzo prosty – przeszkadza mi smog i szukam rozwiązań, jak się go pozbyć. Akcje, kampanie, plakaty – to wciąż za mało, bo mimo, że mamy ich coraz więcej, to powietrze nadal jest zanieczyszczone. Jako obywatelka chciałam skorzystać z moich praw i zwrócić się z tą sprawą do sądu. Nie jestem specjalistą, nie będę się tak przedstawiać ani dyskutować o powodach czy pomysłach na smog. Dlatego zwracam się do tych, którzy wiedzą i mogą realnie zadziałać.
A każdy z nas może ich do tego zachęcić.
Właśnie, moim celem jest pokazanie, że wszyscy możemy się temu sprzeciwić. Ja nie jestem osobą, która lubi gadać, ja wolę działać. Nie chcę się wymądrzać, choć mam ku temu skłonności, a więc nie będę nikomu dyktować, jaki ma przyjąć styl życia. Jeśli bym mieszkała na wsi, to pewnie nie poszłabym do sąsiadki, żeby zapytać, co wrzuca do pieca, bo z jej komina leci czarny dym. Wiedziałabym, że ta pani ma 80 lat, pali jak paliła całe życie i nie stać jej na nic innego. A świadomość odpowiedzialności społecznej i przepisy, którymi można niektóre rzeczy u ludzi wyperswadować, budują rządzący. Zarówno obecni, jak i poprzedni nic z tym nie zrobili, mamy za sobą lata zaniedbań. Problem smogu wciąż jest kanapową dyskusją, a moim marzeniem jest, żeby ona z tych kanap przeniosła się dalej. Jestem zaskoczona, z jakim odzewem spotkała się nasza akcja i bardzo mnie to cieszy. Nie namawiamy do wtykania nosa w nieswoje sprawy, ja jeżdżę rowerem, ale nie będę kazała wszystkim dookoła robić tego samo. Chcemy rozwiązań systemowych. Jak jeden pan napisał na moim facebooku: chcę wreszcie nie móc wjechać swoim starym volkswagenem pod Pałac Kultury.
Co dokładnie znalazło się w pozwie?
Opiera się na trzech punktach. Po pierwsze, państwo odpowiada za utrzymanie takiej jakości powietrza, która nie zagraża życiu i zdrowiu obywateli. Po drugie, rażące niedopatrzenia przez lata doprowadziły do takiej sytuacji, że powietrze jest zatrute. I to nie wymysł, dowodem są raporty sporządzone przez NIK czy nawet Ministerstwo Środowiska. Po trzecie, sytuacja w Polsce, za którą jest odpowiedzialny rząd, narusza moje dobra osobiste, ograniczając możliwość wyjścia na spacer czy wyboru ekologicznego transportu –nie mogę jechać rowerem, gdy stężenie smogu jest wysokie.
Domaga się Pani odszkodowania w wysokości 10 tysięcy złotych.
To symboliczna kwota, którą, jeśli uda się wygrać, przeznaczę na cele charytatywne. Wybrałam hospicjum w Warszawie, o którym wiem, że jest dobrze zarządzane i robi dużo dobrego. Nikt nie jest w stanie policzyć, ile nas samych kosztują konsekwencje smogu, wysokość odszkodowania tego nie odzwierciedli. Ale jeśli takich pozwów będą tysiące, rządzący dostaną jasny sygnał, że ludzie mają dość.
Jak to się stało, że zaczęła Pani działać w tym temacie razem z mecenasem Radosławem Górskim?
Poznaliśmy się przy okazji zupełnie innej sprawy i temat smogu wypłynął w rozmowie. Uznaliśmy, że coś z tym trzeba zrobić. Powstały różne pomysły, wybraliśmy ten. Kancelaria przez wiele miesięcy pracowała nad strategią, chcieliśmy, żeby to było dobrze przygotowane.
Pani miała moment kryzysowy? Taki, że pomyślała Pani: trzeba coś zrobić, bo inaczej wszyscy się tutaj udusimy?
Mam tak każdej zimy. Dużo jeżdżę po Polsce ze spektaklami i widzę, że nigdzie nie jest dobrze, wszędzie stężenia są przekroczone. Moim hobby jest bieganie, to jest sport, który mogę uprawiać wszędzie. Gdziekolwiek nie pojedziemy ze spektaklem, mam ze sobą specjalne buty i biegnę 5 czy 10 kilometrów. Ale jesienią i zimą muszę sobie odpuścić, bo na zewnątrz nie da się oddychać. Tej zimy zarzuciłam nawet spacery, wychodzenie na dłużej z psem. Mieszkam w centrum Warszawy i czułam się tam jak w klatce. Szczególnie, że wychowałam się na wsi, gdzie moim naturalnym miejscem było podwórko, spędzałam mnóstwo czasu na powietrzu. Teraz czuję, że nie mogę tego robić, bo wystarczy, że przebiegnę przez miasto i już przez dwa dni trzyma mnie kaszel.  Niestety na wsiach czy w małych miastach, wcale nie jest lepiej. To problem całego kraju!
Do akcji dołączają kolejne znane osoby?
Leszek Żurek, również aktor, już złożył pozew. Mamy wsparcie pana Jerzego Stuhra, który wcześniej udzielał się w różnych kampaniach antysmogowych. Nie wiem, czy złoży pozew, ale ma się spotkać z prawnikami. Wiem też, że dwie kolejne aktorki już kontaktowały się z mecenasem, Wielkanoc trochę opóźniła sprawę. Zresztą kancelaria ma pełne ręce roboty, bo codziennie zgłaszają się chętni do udziału w akcji.
Oliwer Palarz z Rybnika od dwóch lat sądzi się o smog ze Skarbem Państwa. Nie boi się Pani, że Pani sprawa też będzie ciągnęła się w nieskończoność?
Jeśli mecenas Górski mówi, że jest optymistą, to ja mu wierzę. Nie chcę wyrokować, co będzie, ale wierzę w słuszne intencje tej akcji i cieszę się, że wiele osób chce działać. Sądząc po sygnałach, jakie docierają do mnie od kilku dni, jest duch i wola w narodzie. A przede wszystkim jest odwaga, żeby korzystać z narzędzi, jakie mamy jako obywatele. Kiedy wrzuciłam na facebooka informację o akcji, jakieś 85 procent reakcji było przychylnych. Zaczęłam dostawać maile z historiami ludzi, o ich walce ze smogiem, ich działaniach.
Były też głosy przeciwko?
Oczywiście zdarzają się wpisy, które mają daleką perspektywę od mojej, więc staram się z nimi dyskutować, tłumaczyć. Nawet zdarzyło się, że ktoś napisał, że w tym hospicjum, na które chcę przekazać pieniądze, na pewno mam babcię albo jakiś swój interes. Nigdy bym nie wpadła na taki zarzut, ale przecież ludzie są różni. Nie zrażam się, tłumaczę, że nie pieniądze tu są najważniejsze, ale to, żeby było nas jak najwięcej.

Podziel się: