Apelują do papieża, by na kościelnych terenach rzadziej koszono trawę. W trosce o zapylacze

192
0
Podziel się:

Trwa zbiórka podpisów pod petycją do papieża Franciszka, by ten zadbał o zapylacze na terenach należących do Kościoła Katolickiego. Osoby, które podpisały się pod dokumentem, apelują, by „jeden z największych posiadaczy ziemskich na świecie” zmniejszył częstotliwość koszenia traw i tworzył dzikie łąki. Pod petycją podpisało się już ponad 5,5 tys. osób.

„Trawniki są sterylnym środowiskiem, określane pustynią dla owadów i innych zwierząt. Dzikie rośliny pozwalają zapylaczom rozwijać się i budować podstawę dla ekosystemów pełnych wszelkiego rodzaju zwierząt. W skali świata mamy do czynienia z bezprecedensowym spadkiem jakości środowiska i liczby zapylaczy. Ta łatwa do wdrożenia i ekonomiczna zmiana byłaby ważnym krokiem we właściwym kierunku o globalnej skali, biorąc pod uwagę stan posiadania Kościoła” – napisano w uzasadnieniu petycji skierowanej do Watykanu.

Czytaj także: Miejskie ogrody mogą być cennym źródłem pożywienia dla zapylaczy. Nawet te niewielkie

Podpisani pod nią oczekują, że papież Franciszek – deklarujący konieczność troski o środowisko choćby w encyklice Laudato si’ – zrobi coś dobrego dla zapylaczy. Konkretnie chodzi o rzadsze koszenie traw na kościelnych terenach i tworzenie dzikich łąk.

Petycja wraz z listem, który ma zostać wysłany do papieża Franciszka, dostępna jest na stronach change.org. Do tej pory podpisało się pod nimi ponad 5,5 tys. osób.

Na rzadszym koszeniu zyskują zapylaczy i klimat

Oprócz dbania o los zapylaczy, zwrócono uwagę na oszczędność energii, z jaką wiąże się rzadsze koszenie trawy. A to oznaczałoby także niższe emisje CO2. „Zmniejszając częstotliwość koszenia trawy i zakładając dzikie łąki, Kościół może mieć ogromny pozytywny wpływ na nasze środowisko. Koszenie nie jest obojętne dla środowiska. W samych Stanach Zjednoczonych każdego roku do pielęgnacji trawników zużywa się ponad 3,7 miliarda litrów benzyny, a to tylko jeden z wielu kosztów” – podkreślono.

Czytaj także: Co zrobić, żeby zachować owady w mieście? Nie przesadzać ze sprzątaniem

Szerzej o tym, jak drastycznym procesem jest współcześnie obserwowane wymieranie owadów, przeczytać można w naszym wywiadzie z polskimi naukowcami: dr hab. Wiktorem Kotowskim, dr hab. Krzysztofem Kujawą oraz prof. dr hab. Piotrem Skubałą. Rozmowa dostępna jest TUTAJ.

Z niekorzenia trawy korzystają nie tylko zapylacze

O zaletach niekoszenia trawy i tworzenia łąk kwietnych SmogLabowi mówiła szeroko Agnieszka Nowak z Fundacji Łąka. „W miastach tych potrzeb jest niezliczona mnogość. Rośliny łąki kwietnej żywią dzikie owady zapylające. Zapewniają więcej tlenu przez fotosyntezę, bo mają po prostu większą masę niż źdźbła traw. To darmowe korzyści, które może zapewnić nam wyższa, różnorodna roślinność. Założenie łąki kwietnej może też się zwyczajnie opłacić. Jeśli do tej pory kosiliśmy trawę siedem razy w roku, a na łąkę puścimy podkaszarkę raz do roku, to spadają nam koszty utrzymania zieleni” – zwracała uwagę Nowak.

Czytaj także: Biolożka obala mity o miejskich łąkach. „Dzikość jest niezbędna do przetrwania”

Inna z zalet utrzymywania traw w bujniejszej formie ma związek z ociepleniem klimatu i częstszymi suszami. Jak zauważa Nowak, wyższa roślinność pozwala zachować wilgoć w glebie, zmniejszając skalę odpływu wody do kanałów, rzek i Bałtyku. Jej zdaniem warto równocześnie zadbać o to, by zieleń była odpowiednio różnorodna gatunkowo. Z całością rozmowy na temat niekoszenia traw można zapoznać się TUTAJ.

_

Pod petycją można się podpisać poprzez portal change.org.

Zdjęcie: Sarnia / Shutterstock.com

Podziel się: