Barbara Niedźwiedzka: my seniorzy nie mamy sił, żeby bardzo fikać, ale wy to róbcie!

Podziel się:

Rozmawiamy z Barbarą Niedźwiedzką.
Jako zaangażowana ekologicznie seniorka, buduje w Krakowie ruch “Seniorów dla Klimatu”, zachęcając babcie i dziadków do walki o los ich dzieci i wnucząt. Jako członkini Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu wyjaśnia, dlaczego ochrona Ziemi to obowiązek każdego chrześcijanina.

Co pani myśli o współczesnym świecie?

Globalnie?

Globalnie.

Coraz bardziej mnie on przeraża i moje działania na różnych polach są zagłuszaniem tego przerażenia. Oczywiście świat też jest piękny, wspaniały i interesujący, a zdobycze ludzkości genialne, ale bezmiar nieszczęścia, krzywdy ludzkiej, przyrody i zwierząt spędza mi sen z powiek. Nie potrafię już tak cieszyć się tym, co piękne. Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk, mój cudownie dziki ogród na wsi, suczka Sarka i dwa koty… a ja prawie bez przerwy myślę o tym, że jest coraz straszniej i do czego ludzkość zmierza.

A zmierza do?

Przepaści, jeżeli naprawdę się nie obudzi. W czasie naszego spotkania rodzi się całe duże miasto ludzi. Część z tych ludzi ucieknie do nas, gdy u nich już nie będzie się dało żyć. Za ile lat? 20? 50? Prognozy mówiące o tym, że zmiany klimatu mogą powodować wojny, raczej się nie mylą, bo przecież te migracje nie obejdą się pokojowo, nie wszyscy przyjmą te miliony uchodźców z zadowoleniem. Dawniej myślałam sobie o tym, jak to będzie fajnie, gdy umrę, bo będę sobie siedziała na chmurce z nogami w dół i obserwowała w dole na Ziemi narodziny nowych technologii, już bez konieczności nadążania za nimi. Teraz boję się, co z tej chmurki zobaczę. Nie wiem, czy nie lepsza będzie jednak chmurka z widokiem na niebo.

Strach zabija pani działaniem, mimo że mogłaby odpoczywać na zasłużonej emeryturze.

Mam nadzieję, że w moje ślady pójdzie więcej osób i “Seniorów dla klimatu” będzie znacznie więcej. Wraz z koleżankami i kolegami dążymy do tego, żeby wyciągnąć starsze osoby z domu. Zaczęło się bardzo prosto. Na samym początku dołączyłam do strajku klimatycznego, gdzie działała już mama jednego z aktywistów. Zrobiła piękny, patchworkowy transparent “Babcie dla klimatu”. Skrzyknęłyśmy się i na pierwszym strajku szłyśmy obok młodych. Co prawda sama nie jestem prawdziwą babcią, ale ciocio-babcią owszem. Z czasem dołączyli też dziadkowie i Magda zrobiła nowy transparent – “Seniorzy dla Klimatu”.

Idziemy z młodzieżą, ale wciąż jest nas bardzo mało, mimo że rozgłaszam tę inicjatywę, jak tylko mogę. Opowiadam o niej w Centrach Aktywności Seniorów, które działają w każdej dzielnicy Krakowa i na wielu osiedlach, w klubie “Tygodnikach Powszechnego”. Osoby skupione wokół “Strajku dla Ziemi” i organizacji ekologicznych prowadzą w Centrach zajęcia związane ze zmianami klimatu i niszczeniem środowiska, zarówno pod kątem popularnonaukowym, jak i lifestylowym. Koordynuję te zajęcia, a wykładowcy zachęcają osoby starsze do aktywizmu ekologicznego.

Czemu “Seniorów dla Klimatu” jest tak mało?

Sama głęboko się nad tym zastanawiam. Rozumiem, że jest grupa starszych osób, które są chore, niemobilne. Mówią: “zostawmy to młodym”, bo nie mają siły, żeby wyjść, przejść ten marsz, coś napisać, wziąć udział w warsztatach. Wydaje mi się jednak, że wiele starszych osób odsuwa psychicznie od siebie myśl o kryzysie klimatycznym. Już nie chcą się tym martwić. Zapewne często dzieje się tak nie z powodu ich egoizmu, ale ze zmęczenia. Pamiętam, jak w młodości czytałam z fascynacją Dostojewskiego. Książki trudne, bolesne, szarpiące wnętrze człowieka. Mama mówiła wtedy do mnie: “Też byłam nimi zafascynowana, ale już nie mogę takich książek czytać, są dla mnie za ciężkie. Nie mam psychicznych sił, aby się na nie narażać”. Podobnie kryzys klimatyczny i jego konsekwencje – to być może za dużo dla seniorów, a więc te myśli od siebie odsuwają, zakładają: są młodzi, oni będą walczyć o tę sprawę, my już nie mamy siły martwić się jeszcze o to. Oczywiście nie wszyscy seniorzy tak myślą.

Mówi się, że młodzi to największa siła klimatycznej rewolucji, bo są naszą przyszłością, przyszłymi wyborcami, mają entuzjazm, upór. Jaką siłę mogą stanowić seniorzy?

Przede wszystkim siłę wspierającą.

Chodzę od początku na te strajki, bo wiem, że młodzi tego potrzebują. To są wciąż dzieci, protestujące na wagarach, powinni widzieć, że starsze osoby za nimi stoją. Żadne nieszczęście się nie stanie, jak opuszczą jeden dzień w szkole w obliczu takich zagrożeń.

Po drugie, seniorzy mają wiedzę i niekiedy decyzyjność, wielu jeszcze pracuje, zasiadają w rozmaitych ciałach, bywają ekspertami, na pewne lokalne decyzje mogą wpływać np. w ramach Rady Krakowskich Seniorów, która jest organem doradczym i konsultacyjnym Gminy Miejskiej Kraków. Starsze osoby znają też ludzi na wysokich stanowiskach, z którymi mogą rozmawiać na te tematy, przekonywać ich.

Seniorowi, który strajkuje, trudniej też przypiąć łatkę eko-terrorysty?

Tak sądzę i dlatego starsze osoby mogą tu wyrazić takie spokojne, wyważone poparcie, powiedzieć młodym: macie rację. My starzy może nie mamy już takich mocy, żeby “fikać”, natomiast wy to róbcie, a my stoimy za wami murem. Ja to czuję i z tego powodu chodzę z młodzieżą w ich demonstracjach, aby ich mocno poprzeć. Nie z braku zajęcia. Proszę mi wierzyć, mam co w życiu robić. Jestem aktywistką broniącą praw zwierząt. Prowadzę bloga, czytam, piszę, jestem sekretarzem w Ruchu Ekologicznym św. Franciszka z Asyżu, mam duży ogród. A teraz, przed świętami, protestuję przed marketami przeciwko męczeniu karpi.

Mam wrażenie, że ten spokój, o którym pani mówi, mógłby być domeną senioralnego muru na strajkach.

Tak, ale z drugiej strony nie ma czasu na rozszczepianie włosów na czworo, na spory o szczegóły i wołanie o hamowanie emocji. W tej chwili musi dojść do kulminacji. Według mnie, emocje na tym etapie są dobre. Pal sześć, czy temperatura rośnie o jeden stopień, czy o półtora i ile z tego, to skutek zjawisk naturalnych, a ile jest wpływu człowieka. Oczywiście wiedza jest podstawą, ale w obliczu niezbędnej przemiany, hamującej zniszczenie naszej Ziemi, te szczegóły są dla mnie mniej ważne.

Jakiej przemiany?

Zmiany sposobu życia, sposobu konsumowania. Musimy oprzytomnieć – zobaczyć, że nie potrzebujemy tego wszystkiego, co w takim nadmiarze produkujemy. Pomyśleć, że to, co robimy, na kimś się odbija. Tak strasznie żal mi ludzi, którzy już teraz odczuwają skutki zmian klimatycznych. My tego tutaj nie rozumiemy, bo w Polsce, oprócz może skażonych chemią upraw, jest nam właściwie lepiej – mamy ciepło w zimie! Super! Ale są ludzie, którzy na co dzień przemierzają wiele kilometrów po odrobinę wody, nic nie mogą już wyhodować, bo na różne sposoby niszczy się im środowisko. Na wielu obszarach szerzy się nędza, głód, dzieci umierają z głodu Żal mi też dzikich zwierząt, które cierpią wskutek zmian klimatycznych, przez pustynnienie ziemi, pożary, podnoszenie się poziomu wód. To są jakieś straszne liczby ginących zwierząt. Dodatkowo, zadajemy niewyobrażalne cierpienie zwierzętom hodowlanym, niepohamowanie jedząc mięso, co tak nawiasem mówiąc jest bardzo niekorzystne dla naszego zdrowia.

Pani nie je mięsa?

Nie.

To raczej temat na trudną dyskusję z seniorami.

Bo to trwające przez całe życie przyzwyczajenia, sprawa kulturowa, ale gdyby naprawdę wiedzieli, jak ta produkcja się odbywa… Ktoś powiedział, że ludziom pękłyby serca, gdyby ściany rzeźni były ze szkła. Nie chodzi o to, że wszyscy mamy przestać jeść mięso, tak prawdopodobnie nigdy się nie stanie i może nawet nie jest to do końca potrzebne. Chodzi o to, żebyśmy po ludzku traktowali zwierzęta, które później jemy, bo przemysłowe hodowle, dążące do tego, aby wyprodukować jak najwięcej i jak najtaniej to morze cierpienia i wielkie obciążenie dla klimatu. Hodowle przemysłowe są największym emitentem metanu, jednego z gazów cieplarnianych. Nie jem mięsa właśnie z tych etycznych powodów, to moja forma protestu. Jajka, czy mleko kupuję jedynie od zaufanych gospodarzy.

Pani też miała swój moment oprzytomnienia?

Zawsze miałam w sobie tę wrażliwość na los zwierząt, przyrody, ale oprzytomnienie przyszło z wiedzą. Wrażliwość to jedno, ale dopiero, jak się zobaczy te wysypiska śmieci, wyspy plastiku na oceanach, realia ferm przemysłowych, człowiek zaczyna kontrolować to, co robi.

Trzeba odważyć się wiedzieć. Nie zamykać oczu. Nie powinien człowiek się tym dręczyć, ale powinien zdobyć się na odwagę, aby wiedzieć.

Szukała pani tej wiedzy?

Ona jakoś sama przychodziła, zwłaszcza w kilku ostatnich latach. Trochę tej wiedzy szukałam, jak przychodziła nie zamykałam oczu i nie wyłączałam telewizora. Czasem bolało. Ciekawe, bo wcześniej też przecież wiedziałam, że plastik się nie rozkłada, a klimat ociepla. Ojciec Stanisław Jaromi już 30 lat temu założył w Polsce Ruch Ekologiczny św. Franciszka z Asyżu, do którego należę od niedawna. Mało kto wie, że papież Jan Paweł II rok po objęciu pontyfikatu obwołał św. Franciszka patronem ekologów. To pokazuje, że już wtedy była potrzeba działania, ale jednak nie traktowano ekologów poważnie. Widocznie dopiero teraz dochodzi do nas skala problemu i wiemy więcej o nieuchronności zmian, które są efektem tego jak żyjemy.

1 2 3
Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!