Udostępnij

Brytyjczycy robią innowacyjne Mini-Holandie. „Zupełnie jak w PRL, tylko gorzej”

02.03.2021

Brytyjski rząd postanowił odchudzić obywateli kraju. W tym celu planuje przesadzić ich na rowery. Cel ma zostać osiągnięty dzięki realizacji programu nazwanego „Zmiana biegu. Odważna wizja dla rowerzystów i pieszych”. Ten zawiera wiele punktów. Dużo jest o infrastrukturze i złodziejach, ale otyli Brytyjczycy będą też mogli otrzymać receptę na rower. Ważnym punktem są „Mini-Holandie”.

Boris Johnson, brytyjski premier znany z tego, że doprowadził do Brexitu i jeździ na rowerze, ogłosił, że chce, by Brytania była „wielkim narodem pieszych i rowerzystów”. Jedną z metod, które mają zapewnić realizację hasła – w tym pobrzmiewa żart z Donalda Trumpa – jest zmiana tego, jak jest zorganizowany ruch na osiedlach i w kwartałach.

Chętni mają zostać znalezieni z wykorzystaniem marchewki. Samorządy, które będą chciały zmienić się w Mini-Holandie, mogą liczyć na spore pieniądze do wykorzystania na przebudowę ulic. Takich samorządów ma być początkowo 12. A uczestnicy pilotażu zostaną wybrani spośród chętnych i dołączą do trzech londyńskich gmin, gdzie takie projekty są w toku. Pieniądze trzeba będzie wydać tak, by stać się Mini-Holandią.

Mini-Holandia. Co to jest?

A czym jest taka Mini-Holandia, zapytacie? Sprawa jest bardzo prosta. Chodzi o osiedle lub miejski kwartał, Anglicy mówią na to „sąsiedztwo”, w którym ruch zmienia się w taki sposób, by zlikwidować tranzyt oraz zapewnić bezpieczeństwo rowerzystom i pieszym. Robi się to z pomocą znaków lub fizycznych barier, które pozwalają wjechać na daną ulicę mieszkańcom, dostawcom oraz osobom, które mają tam jakieś ważne sprawy, a uniemożliwiają przejazd zmierzającym gdzie indziej. Tych przekierowuje się na pobliskie główne ulice. Bariery oraz znaki uspokajają ruch i robią z danego miejsca coś w rodzaju polskiej strefy zamieszkania.

Chwytliwa nazwa ma oczywiście wskazywać na to, że autorzy pomysłu korzystają z najlepszych, holenderskich wzorów. Ale też na to, że w takich miejscach ludzie częściej chodzą i jeżdżą na rowerach, a dzieci mają się gdzie bawić bez obaw, że wylądują pod kołami rozpędzonego samochodu. To pozwala, by do sklepu, przychodni i szkoły dojść na nogach.

Wszystko jest sprzedawane jako innowacja. To nie powinno dziwić, bo łatwiej coś sprzedać, kiedy się to ładnie nazwie. Ale mnie ta brytyjska innowacja, kiedy o niej czytałem i oglądałem projekty, wydała się dziwnie znajoma. I po krótkiej chwili dotarło do mnie, że wiem skąd ją znam. Otóż Mini-Holandie wyglądają zupełnie jak polskie osiedla z PRL.

W Polsce robiliśmy to lepiej

Kiedy planowano ówczesne osiedla starano się realizować modernistyczny postulat separacji ruchu samochodowego i pieszego. Czyli wyrzucać ruch poza strefy zamieszkania, a także oddzielać drogi, po których się chodzi od tych, po których się jeździ. Między innymi po to, by nie trzeba było dzieci odwozić do szkoły, ale dało się je bezpiecznie wysłać do niej na nogach. Zakładano też – to już realizacja innego modnego dziś hasła tzw. „15-minutowego” miasta – że planować trzeba tak, by ludzie mogli bez kłopotu dotrzeć na nogach po zakupy, do przedszkola i do lekarza. A także na plac zabaw, do parku, knajpy oraz budki z warzywami.

Świetnie widać to na przykład na krakowskim osiedlu Widok:

Osiedle WIdok Kraków Modernizm Mini-Holandia
Osiedle Widok, Kraków.

Chodnik, który widać na zdjęciu powyżej, prowadzi do dwóch szkół oraz przedszkola. Przecinają go jedynie wąskie ulice zapewniające mieszkańcom dojazd do bloków. Ruch tranzytowy – zupełnie jak w innowacyjnej Mini-Holandii – jest poprowadzony wokół osiedla.

Dalszy ciąg chodnika wygląda tak:

Osiedle Widok Kraków Chodnik
Osiedle Widok, Kraków.

A przecież Widok nie jest wyjątkiem. Na przykład inne krakowskie osiedle – Krowodrza Górka podobnie realizuje hasła „Mini-Holandii” i „15-minutowego miasta”, które – to ciekawe – nie istniały, kiedy ją budowano.

Przez środek osiedla Krowodrza Górka biegnie szeroki chodnik zapewniający dojście do sklepów, szkół, przedszkoli i komunikacji publicznej. A pod bloki prowadzą drogi o uspokojonym ruchu.

Krowodrza Górka Kraków
Krowodrza Górka, Kraków.

Z głównego chodnika można też zboczyć, by na przykład pograć w piłkę.

Albo, bo ja wiem, porozmawiać z sąsiadem.

Krowodrza Górka, Kraków.
Krowodrza Górka, Kraków.

A i to nie jest koniec, bo Mini-Holandie oraz miasto „15-minutowe” budowano w Krakowie znacznie wcześniej, bo już w latach 50. XX wieku.

W Nowej Hucie, gdzie do wszystkiego co ważne da się dojść w 15 minut.

 class=
Nowa Huta: Miasto „15-minutowe”. Źródło: Google Maps.

A do tego – co łatwo zauważyć na powyższym zdjęciu – ruch tranzytowy jest w całości wyciągnięty na główne ulice, wzdłuż których zbudowano ścieżki rowerowe. Te w latach 50. XX wieku zostały zaprojektowane w taki sposób, by było bezpiecznie i dla rowerzystów i dla pieszych. Osiągnięto to dzięki temu, że rowery nie jeżdżą po jezdni, a chodniki są szerokie.

 class=
Chodnik w Nowej Hucie. Po prawej widać ścieżkę rowerową. Jezdnia jest dopiero za pasem zieleni. Fot. Joanna Urbaniec.

Widać więc, że innowacyjne pomysły z Europy zachodniej realizowano w Polsce już 70 lat temu. Z tą tylko różnicą, że wtedy nie nosiły chwytliwych pijarowych nazw, ale za to realizowano je lepiej. Były po prostu dobrym planowaniem przestrzennym, którego w Polsce nie ma już od bardzo wielu lat. Czego efektem jest na przykład to, że rodzice – czy tego chcą, czy nie chcą – muszą odwozić dzieci do przedszkoli i szkół, bo nie ma żadnego sposobu, by te do nich trafiły bezpiecznie. Zakupy? Samochód. Lekarz? Samochód. Nawet do parku często najłatwiej dostać się samochodem, bo w wielu miejscach brakuje chodników lub te są tak wąskie, że zniechęcają.

 class=
Chodnik na nowym osiedlu w Krakowie. Źródło: Panoptykon. Kraków ma nową atrakcję turystyczną. To “więzienie idealne”.

Tymczasem w wielu miejscach – jak widać nie tylko w Polsce – jako rozwiązanie przedstawia się pomysły fajne i efektowne, ale jednak punktowe i będące bardziej miłym kwiatkiem do brzydkiego kożucha, niż realną metodą na zaradzenie istniejącym problemom. Te dałoby się rozwiązać, gdyby ponownie zaczęto planować polskie miasta na poziomie, który uwzględnia spojrzenie szersze niż jedna ulica lub jedno osiedle.

I uwzględniającym na przykład potrzeby komunikacyjne aglomeracji.

Nie tak jak to dziś robią Brytyjczycy. Tak jak to robili urbaniści w PRL.

Rzecz bowiem nie w tym, żeby najpierw zdewastować całe miasto, a później w paru miejscach zrobić enklawy normalności. Rzecz w tym, żeby całe miasto planować i konsekwentnie rozwijać w taki sposób, by dało się w nim wygodnie żyć i możliwie bezproblemowo po nim podróżować.

Autor

Tomasz Borejza

Dziennikarz naukowy. Członek European Federation For Science Journalism. Publikował w Tygodniku Przegląd, Przekroju, Onet.pl, Coolturze, a także w gazetach lokalnych i branżowych. Bloguje na Krowoderska.pl.

Udostępnij

Wspierają nas

Partner portalu

Joanna Urbaniec

Dziennikarka, fotografik, działaczka społeczna. Od 2010 związana z grupą medialną Polska Press, publikuje m.in. w Gazecie Krakowskiej i Dzienniku Polskim. Absolwentka Krakowskiej Szkoła Filmowej, laureatka nagród filmowych, dwukrotnie wyróżniona nagrodą Dziennikarz Małopolski.

Przemysław Błaszczyk

Dziennikarz i reporter z 15-letnim doświadczeniem. Obecnie reporter radia RMF MAXX specjalizujący się w tematach miejskich i lokalnych. Od kilku lat aktywnie angażujący się także w tematykę ochrony środowiska.

Hubert Bułgajewski

Ekspert ds. zmian klimatu, specjalizujący się dziedzinie problematyki regionu arktycznego. Współpracował z redakcjami „Ziemia na rozdrożu” i „Nauka o klimacie”. Autor wielu tekstów poświęconych problemom środowiskowym na świecie i globalnemu ociepleniu. Od 2013 roku prowadzi bloga pt. ” Arktyczny Lód”, na którym znajdują się raporty poświęcone zmianom zachodzącym w Arktyce.

Jacek Baraniak

Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Ochrony Środowiska jako specjalista ds. ekologii i ochrony szaty roślinnej. Członek Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i Klubu Przyrodników oraz administrator grupy facebookowej Antropogeniczne zmiany klimatu i środowiska naturalnego i prowadzący blog „Klimat Ziemi”.

Martyna Jabłońska

Koordynatorka projektu, specjalistka Google Ads. Zajmuje się administacyjną stroną organizacji, współpracą pomiędzy organizacjami, grantami, tłumaczeniami, reklamą.

Przemysław Ćwik

Dziennikarz, autor, redaktor. Pisze przede wszystkim o zdrowiu. Publikował m.in. w Onet.pl i Coolturze.

Karolina Gawlik

Dziennikarka i trenerka komunikacji, publikowała m.in. w Onecie i „Gazecie Krakowskiej”. W tekstach i filmach opowiada o Ziemi i jej mieszkańcach. Autorka krótkiego dokumentu „Świat do naprawy”, cyklu na YT „Można Inaczej” i Kręgów Pieśni „Cztery Żywioły”. Łączy naukowe i duchowe podejście do zagadnień kryzysu klimatycznego.

Jakub Jędrak

Członek Polskiego Alarmu Smogowego i Warszawy Bez Smogu. Z wykształcenia fizyk, zajmuje się przede wszystkim popularyzacją wiedzy na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na zdrowie ludzkie.

Klaudia Urban

Z wykształcenia mgr ochrony środowiska. Od 2020 r. redaktor Odpowiedzialnego Inwestora, dla którego pisze głównie o energetyce, górnictwie, zielonych inwestycjach i gospodarce odpadami. Zainteresowania: szeroko pojęta ochrona przyrody; prywatnie wielbicielka Wrocławia, filmów wojennych, literatury i poezji.

Maciej Fijak

Redaktor naczelny SmogLabu. Z portalem związany od 2021 r. Autor kilkuset artykułów, krakus, działacz społeczny. Pisze o zrównoważonych miastach, zaangażowanym społeczeństwie i ekologii.

Sebastian Medoń

Z wykształcenia socjolog. Interesuje się klimatem, powietrzem i energetyką – widzianymi z różnych perspektyw. Dla SmogLabu śledzi bieżące wydarzenia, przede wszystkim ze świata nauki.

Tomasz Borejza

Zastępca redaktora naczelnego SmogLabu. Dziennikarz naukowy. Wcześniej/czasami także m.in. w: Onet.pl, Przekroju, Tygodniku Przegląd, Coolturze, prasie lokalnej oraz branżowej.