LW Bogdanka jest wyjątkowa pod wieloma względami – ale chociaż ta wyjątkowość mogłaby być zaletą, to obecnie stanowi problem. Jedyna kopalnia węgla kamiennego poza Śląskiem i społeczność wokół niej potrzebują wsparcia, ale przede wszystkim realnie sprawiedliwej i zaplanowanej transformacji – wynika z raportu Fundacji Instrat.
Węgiel kamienny kojarzy się w Polsce jednoznacznie ze Śląskiem. Do tego stopnia, że pracownicy Bogdanki, kopalni działającej w Lubelskim Zagłębiu Węglowym, czują się marginalizowani w skali kraju, regionu, a nawet samego rynku węgla.
Lubelska kopalnia wyróżnia się nie tylko tym, gdzie jest położona. Wydobycie węgla jest tam najbardziej efektywne z polskich kopalń – i mogłoby być rentowne, czego nie można powiedzieć zdecydowanej większości pozostałych zakładów górniczych. Jednak paradoksalnie jest ona w trudnej sytuacji finansowej i kolejny rok z rzędu generuje stratę. Bo kopalnie ze Śląska otrzymują ogromne dopłaty (obecnie 8,5 miliarda zł rocznie), a Bogdanka – nie. Te pierwsze dyktują cenę węgla na rynku, a Bogdance trudno w tych warunkach konkurować, choć jej węgiel jest najtańszy w wydobyciu.

Lubelscy górnicy mają poczucie marginalizacji, a także ogromną niepewność związaną z perspektywą transformacji energetycznej. To jeden z głównych wniosków raportu Fundacji Instrat, która przeprowadziła pierwsze takie badanie w regionie, sprawdzając, co sami górnicy myślą o kopalni, regionie i dziejącej się transformacji. W pogłębionych wywiadach autorki publikacji pytały o to 17 pracowników kopalni.
– Lubelszczyzna ma wiele do nadrobienia, jeśli chodzi o sprawiedliwą transformację. I trzeba działać już teraz, bo perspektywa wygaszania wydobycia jest naszym zdaniem znacznie bliższa, niż rok 2049, o którym mówią oficjalne zapowiedzi rządu sprzed kilku lat – mówi nam Iwona Bojadżijewa, kierowniczka zespołu wsparcia sprawiedliwej transformacji w Fundacji Instrat i współautorka raportu.
– W tym momencie pracownicy żyją w stanie niepewności. Nie wiedzą, kiedy kopalnia się zamknie, czy to jest perspektywa 10, czy 20 lat, czy powinni czekać, czy myśleć o innej pracy – dodaje.
Niepewna przyszłość
Wydobycie węgla kamiennego kojarzy się ze Śląskiem do tego stopnia, że kopalnia Bogdanka bywa niezauważana w debacie i transformacji energetycznej. W raporcie przytoczono anegdotę jednego z górników, który nawet od osoby zatrudnionej w spółce Enea (która jest większościowym udziałowcem Bogdanki) usłyszał, że górnicy to “koledzy ze Śląska”. Lubelska kopalnia była także początkowo pominięta w ostatniej nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu górnictwa (która zapewnia odprawy i płatne urlopy górnicze) i dopiero po krytyce została ona do niej wpisana.
W rozmowach z lubelskimi górnikami pojawia się poczucie niesprawiedliwego traktowania. Jednocześnie – jak zauważa Iwona Bojadżijewa – przywiązanie do górniczych tradycji, identyfikacja z zawodem i “bracią górniczą” są wśród pracowników Bogdanki silne.
“Trochę na dobrą sprawę nas jako górników lekceważą, bo musimy się upominać bardzo o swoje prawa, tym bardziej jako że jesteśmy z Lubelskiego Zagłębia Węglowego, to jest tak naprawdę zapomnienie. Zostaliśmy pominięci we wszystkich planach, ustawach i tak dalej” – mówi jeden z górników cytowanych anonimowo w raporcie. “Odnoszę takie wrażenie, że rząd tylko widzi Śląsk” – wskazuje inny.
Różnic między śląskimi kopalniami a Bogdanką jest jednak sporo. Na jej korzyść działa to, że jest ona bardziej bezpieczna, co podkreślają sami górnicy. Ma także przewagę w efektywności wydobycia, co jednak nie przekłada się na dobrą sytuację ekonomiczną firmy, bo nierentowne kopalnie sprzedają węgiel taniej dzięki dopłatom.
Dużym wyzwaniem jest zaś sytuacja gospodarcza regionu. Śląsk – zauważa analityczka Instrat – jest mocno zurbanizowany i uprzemysłowiony. Powiat łęczyński, gdzie znajduje się Bogdanka, otaczają tereny głównie rolnicze.
Sam powiat łęczyński jest wyjątkowo silnie uzależniony od przemysłu wydobywczego. W kopalni pracuje ponad 6 tys. ludzi i prawie 20 proc. wszystkich zatrudnionych w powiecie pracuje w sektorze wydobywczym i wytwarzania energii. To drugi co do wielkości wynik w kraju. Leży obok dużego ośrodka, jakim jest Lublin. Jednak inne sąsiednie powiaty mają poziom bezrobocia znacznie wyższy od średniej krajowej, a przeciętne wynagrodzenie – poniżej średniej.
Podczas premiery raportu – która odbyła się w Łęcznej – jego współautorka Karolina Walat mówiła, że pracownicy czują więź z regionem i zwracają uwagę, że kopalnia jest fundamentem lokalnego dobrobytu. Przeciętne wynagrodzenie w powiecie łęczyńskim jest obecnie o 20 procent wyższe od średniej krajowej.
– Rozmówcy wskazują na system naczyń połączonych: gdyby kopalnia została zamknięta, to ucierpią na tym nie tylko jej pracownicy i bezpośrednio powiązane z nią biznesy, ale szersze otoczenie: usługi, handel – wskazała. Obawiają się, że po zamknięciu kopalni Łęczną będzie “miastem widmo”, “polskim Detroit”.
Transformacja sprawiedliwa, czyli jaka?
Czego najbardziej potrzeba, aby odchodzenie od węgla rzeczywiście było sprawiedliwe? Według autorek raportu trzy fundamenty to inwestycje dające miejsca pracy, plan transformacji i realistyczny harmonogram.
– Od górników słyszymy bardzo wyraźnie: bardzo ważne jest to, żeby nowe miejsca pracy zapewniały stabilność i jakość zatrudnienia – mówi Iwona Bojadżijewa. Pracownicy są niechętni migracji za pracą i chcieliby nowych miejsc pracy na miejscu, ale nie widzą realnych alternatyw.
Lubelskie zagłębie jest jednym z niewielu regionów węglowych w Polsce – obok Bogatyni z kopalnią Turów – które nie otrzymały środków z unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. To środki, które mają pomóc regionom będącym w trudnej sytuacji z powodu odchodzenia od paliw kopalnych, przede wszystkim węgla.
W 2021 powstał plan konieczny do otrzymania środków, ale nie doszło do porozumienia między władzami lokalnymi a unijnymi – bo założone w nim tempo odchodzenia od węgla było zbyt wolne w stosunku do tego, czego wymaga polityka UE. Według władz regionalnych koszty realizacji transformacji w takim tempie oznaczałby większe straty, niż zyskaliby z funduszu.
Z raportu wynika, że górnicy – choć sceptyczni wobec odnawialnych źródeł energii – nie są całkowitymi przeciwnikami transformacji. Krytykują przede wszystkim sposób jej prowadzenia, towarzyszący temu chaos, a nie sam fakt zmian w systemie energetycznym. Mają wątpliwości co do opierania transformacji o OZE (choć niektórzy sami mają panele fotowoltaiczne na dachach) i wskazują energię jądrową jako realną alternatywę. Przede wszystkim jednak krytykują brak planów i realnego wsparcia dla pracowników kopalni i całego regionu w obliczu jej przyszłego zamknięcia.
“Sprawiedliwa transformacja? Czyli już trzeba by było zacząć jakieś procesy wprowadzać, przeszkalać ludzi, nie łudzić nas też tym… znaczy, otwarcie żeby ktoś powiedział, do wtedy i do wtedy pracujemy, wydobywamy, a nie takie wszystko jest po cichu robione” – mówił w wywiadach z badaczkami jeden z górników. “Sprawiedliwa dla mnie jest taka, w której nie cierpi człowiek. W której zachowane są miejsca pracy. W której nie ma potrzeby migracji. To jest dla mnie sprawiedliwość” – opowiadał inny.
Warto zauważyć, że ich wizja sprawiedliwej transformacji jest zgodna z tym, co mówią unijne dokumenty: ma oznaczać między innymi nowe, jakościowe miejsca pracy i realne wsparcie.
Podczas premiery raportu mówił o tym Jarosław Niemiec ze Związku Zawodowego Przeróbka. Przypomniał, że już w opublikowanym w 2020 roku Manifeście Przeróbki na rzecz sprawiedliwej transformacji energetycznej postulowano zastąpienie górniczych miejsc pracy taką samą liczbą “stabilnych miejsc pracy o porównywalnym standardzie”. Jego zdaniem państwo musi wziąć za to odpowiedzialność i potrzebni są duzi pracodawcy, bo małe przedsiębiorstwa nie zastąpią zatrudniającej tysiące ludzi kopalni.
Także górnicy w wywiadach widzieli to w ten sposób: “jeżeli zamykamy kopalnię, która zatrudnia pięć tysięcy osób, to musimy postawić jeden bądź kilka zakładów pracy, które gwarantują tym pięciu tysiącom osób zatrudnienie”.
Czas na działanie
Jeśli system dopłat do górnictwa zostanie zmieniony i sytuacja finansowa Bogdanki się poprawi, ma ona szanse być jedną z dłużej działających polskich kopalń. Jednak nie oznacza to ani wydobycia przez kolejne 30 lat lub dłużej, ani nawet utrzymania obecnego poziomu zatrudnienia przez dłuższy czas. Bo dane o zapotrzebowaniu na węgiel są nieubłagane – za dekadę będzie ono znacznie mniejsze niż dziś. Sami górnicy często nie wierzą w zapewnienia o wydobyciu do 2049 roku (co wynika z podpisanej za rządów PiS tak zwanej “umowy społecznej”), bo widzą, że kopalnie zamykane są wcześniej.
Także obecny na premierze raportu wiceprezes LW Bogdanka ds. Rozwoju Sławomir Krenczyk przyznał, że produkcja będzie spadać ze względu na warunki rynkowe, w tym rozwój nowych źródeł energii. Jak zwraca uwagę Instrat, strategia Enei zakłada odbiór 2,3 mln ton węgla w 2035 roku, czyli poniżej progu rentowności kopalni (w 2025 roku wyprodukowała ona 7,6 mln ton).
Krenczyk mówił, że kopalnia szuka odbiorców węgla poza Eneą, która obecnie kupuje większość wydobytego przez nią węgla. Jednak w Polsce takich odbiorców może po prostu nie być, zaś w eksporcie polskiemu węglowi trudno konkurować ze znacznie tańszym paliwem spoza Europy.
Według analityczek fundacji Instrat teraz jest moment na zaplanowanie alternatyw dla pracowników i regionu. Szczególnie że trwają prace nad przyszłym budżetem Unii Europejskiej i tym razem, z nowym planem, woj. lubelskie mogłoby mieć szanse na uzyskanie środków na sprawiedliwą transformację.
– Z wywiadów wyłania się poczucie niepewności. Górnicy oceniają transformację jako chaotyczną, niezaplanowaną. Czują, że nie mają na nią wpływu, obawiają się o sytuację gospodarczą regionu – podsumowuje Bojadżijewa.
–
Zdjęcie tytułowe: LW Bogdanka / Facebook



