Ostatnio jesteśmy świadkami kolejnej nagonki na wilki. Media obiegła informacja o dziewczynce z woj. śląskiego, niemalże zaatakowanej przez grupę „agresywnych wilków”. Te doniesienia zostały zdementowane przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Katowicach, jednak nie milkną głosy o wilkach podchodzących coraz bliżej do ludzkich gospodarstw. Sprawdziliśmy, czy są to fakty, czy tylko medialna spirala strachu.
Specjaliści przyznają, że wilki widywane w okolicach zabudowań czy dróg, nie są dowodzą „zuchwałości” ani brak lęku tych zwierząt, lecz są wynikiem funkcjonowania w warunkach rozproszonej zabudowy wiejskiej, przemieszczania się młodych osobników, czy obecności korytarzy ekologicznych. Ważne jest też odmienne postrzeganie rzeczywistości przez wilki (np. brak kojarzenia samochodów czy sprzętu rolniczego z człowiekiem).
Jednak czy taki wilk zły, jak go malują?
„Wilki trzymają się z dala od człowieka”
Te zwierzęta przemieszczają się po kraju w procesie dyspersji. – Młode osobniki opuszczają swoje grupy rodzinne, szukając własnego terytorium, partnera i pożywienia. W trakcie takich wędrówek mogą pojawiać się w miejscach bliskich ludzi – mówi nam Sylwia Szczutkowska z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Dr hab. Michał Żmihorski, prof. Instytutu Biologii Ssaków PAN (IBS PAN), członek Polskiej Rady Ochrony Przyrody (PROP), wyjaśnia: – Bardzo trudno spotkać wilka w lesie. Wilki są bardzo płochliwe i unikają człowieka. Ja dużo chodzę po Puszczy Białowieskiej, a spotkań z wilkami mam bardzo niewiele. Żyje ich tu pewnie około 50-60. One od razu uciekają, jak tylko mnie zobaczą. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nie słyszałem o żadnych przypadkach agresji wilka wobec człowieka i wszystkie, o których słyszymy regularnie w mediach, są albo wymyślone, albo ktoś błędnie zinterpretował zachowanie wilków.
– Wilki generalnie trzymają się z dala od człowieka, bardzo rzadko pojawiają się bliżej zabudowy. To jasno wynika chociażby z badań telemetrycznych, podczas których badane wilki noszą obrożę z GPS-em, dzięki którym można dokładnie śledzić przemieszczanie się pojedynczych osobników – dodaje pytany przez SmogLab.
Naukowiec podkreśla, że wilki unikają sąsiedztwa zabudowy, ale ta jest w Polsce bardzo rozdrobniona, stąd „nie ma możliwości, żeby wilki były w stanie ominąć sąsiedztwo wszystkich domów”. – W zasadzie wtedy nie mogłyby się w ogóle przemieszczać i musiałyby bytować we wnętrzach rezerwatów.
Niezabezpieczone resztki i nieadekwatne ogrodzenia
– Teraz mamy dużo więcej możliwości rejestrowania pojawiania się tych zwierząt. Każdy ma w kieszeni telefon z aparatem i kamerą, co nie było na porządku dziennym jeszcze 20-30 lat temu. Nie było też tak rozwiniętego monitoringu prywatnych posesji – mówi naukowiec z IBS PAN pytany przez SmogLab.
Prof. Żmihorski porusza też temat budowania domów w lesie czy na obrzeżach lasów. – Ich mieszkańcy często wyrzucają odpadki np. do kompostowników czy w inne miejsca, które są łatwo dostępne dla dzikich zwierząt. To przyciąga także wilki. Poza tym ludzie powszechnie trzymają psy bez ogrodzenia i pozwalają im „się wybiegać” w nocy.
Przyznaje, że dowiedział się tego z licznych rozmów z rolnikami. – Taki pies, gdy trafi na grupę wilków, może skończyć źle. Podobnie bywa z niezabezpieczonymi zwierzętami gospodarskimi, jak owce czy kozy. W wielu przypadkach ogrodzenia dla zwierząt są słabo wykonane. Psy, jak mówi prof. Żmihorski, same w sobie są przez wilki traktowane jako potencjalna konkurencja na ich terytorium, stąd przypadki ataków wilków na psy.
Zgadzają się z nimi nasi kolejni rozmówcy. – Wilki podchodzą do ludzi nie dlatego, że „się nie boją”, tylko dlatego, że coś je przyciąga. Najczęstsze powody to niezabezpieczone odpady, padlina przy drogach, resztki po polowaniach czy psy pozostawione bez nadzoru – mówi Sylwia Szczutkowska.
– Wilki nie stanowią zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi. W Polsce od zakończenia II wojny światowej nie udokumentowano ani jednego przypadku ataku dziko żyjącego wilka na człowieka. Jedynie dwa przypadki pogryzień z 2018 r. dotyczyły młodych, zhabituowanych wilków, które były wcześniej dokarmiane i oswajane przez ludzi. Odpowiedzialność za te zdarzenia spoczywa więc na człowieku – wyjaśnia Szczutkowska.

Czy zagraża nam oswajanie wilków?
Szansa, że wilk będzie dla nas niebezpieczny jest zdaniem prof. Żmihorskiego minimalna. – Najbardziej oczywistą sytuacją, w której wilk może być agresywny, jest wścieklizna, którą jednak skutecznie zmarginalizowaliśmy szczepiąc lisy. Jest kilkadziesiąt tysięcy razy większe prawdopodobieństwo, że człowieka zaatakuje pies, niż wilk.
Także Szczutkowska uważa zdziczałe i wałęsające się psy za „znacznie większe i realnie udokumentowane zagrożenie w Polsce”, które powodują więcej szkód w inwentarzu niż wilki, odpowiadają za znaczną liczbę pogryzień ludzi, a wywołane przez nie szkody nie są objęte systemem odszkodowań. – Warto podkreślić, że w Polsce istnieje sprawny system odszkodowań oraz możliwość uzyskania zgody na płoszenie i odstrzał osobników konfliktowych – po wykazaniu nieskuteczności zabezpieczeń. – W 2024 r. wydano zgody na odstrzał 98 wilków, z czego zrealizowano jedynie 20, co pokazuje, że instrumenty prawne istnieją, ale nie są wykorzystywane – wylicza specjalistka.
– Może się zdarzyć, że spotkany w lesie wilk w pierwszej chwili nie do końca wie, kim my jesteśmy i przez parę sekund będzie nam się przyglądać, żeby zdecydować, czy to jest potencjalna ofiara (na przykład jeleń) czy też człowiek, czyli zagrożenie. My możemy to błędnie odczytywać jako szykowanie się do ataku – tłumaczy prof. Żmihorski.
Często problemem jest nie wilk, lecz interpretacja jego zachowania przez ludzi. – Te zwierzęta widzą gorzej niż ludzie – mówi Szczutkowska. To, że się zatrzymują i przyglądają, nie oznacza agresji ani zamiaru ataku.
– Liczne przykłady z takich regionów Polski, jak pogranicze beskidzko-bieszczadzkie, pokazują, że współistnienie z wilkami jest możliwe i nie musi być źródłem konfliktów. Konstruktywne podejście do konfliktu człowiek–wilk wymaga edukacji opartej na nauce, realnego wsparcia hodowców we wdrażaniu skutecznych zabezpieczeń oraz odpowiedzialności mediów w doborze ekspertów i narracji – postuluje działaczka Pracowni.
„Bajki myśliwych”
– Według mojej wiedzy myśliwi bardzo chcieliby powrotu polowań na wilki, bo w tym środowisku wilk jest gatunkiem powszechnie znienawidzonym. Na razie odstrzał jest realizowany nielegalnie. Używanym przez nich argumentem jest rzekome przegęszczenie populacji wilka i zagrożenie z jego strony dla innych zwierząt. Nie są jednak w stanie dostarczyć żadnych wiarygodnych, weryfikowalnych danych. Tym bardziej, że populacje gatunków kopytnych, rzekomo zagrożone przez wilki, rosną. Pozostaje im więc budować negatywną kampanię medialną straszącą ludzi – zauważa prof. Żmihorski.
Jak mówi, „to może być kompletnie wymyślone”. – Ktoś może widział wilka, który gdzieś tam przechodził i już jest panika w całej wsi, niemalże ewakuacja mieszkańców, bo wilki atakują. Podejrzewam, że w wielu przypadkach to w ogóle nie są wilki, tylko psy widziane w nocy.
Dr Robert Maślak z Zakładu Biologii Ewolucyjnej i Ochrony Kręgowców Uniwersytetu Wrocławskiego, dodaje: – Wilk stał się elementem politycznych rozgrywek. Niektórzy posłowie są bardzo aktywni w antywilczej kampanii. Dodatkowo myśliwi „poczuli krew”, dlatego rozpowszechniają różne fake newsy na temat wilków, chcąc, żeby po wielu latach ochrony stał się zwierzęciem łownym.
Charakterystyczne jest jego zdaniem to, że nagonki na wilki odbywają się pewnymi falami. – Przynajmniej część z nich jest inicjowana przez środowiska niechętne wilkowi, przede wszystkim myśliwskie. Kilka lat temu w górach znaleziono martwego człowieka i do mediów trafiła informacja, że zagryzły go wilki. Później okazało się, że one nawet nie brały udziału w jego konsumpcji.
Takie doniesienia nazywa wprost „bajkami myśliwych”.
Las dla wszystkich
– Nie dajmy się zastraszyć i wypchnąć z lasów, nie słuchajmy narracji o tym, że lasy są groźne, że czyhają w nich same niebezpieczeństwa i martwe drzewa, które nam chcą się przywrócić na głowę – przestrzega prof. Żmihorski.

Jego zdaniem taki obraz lasu jest „kompletnie wypaczony”. – Kreują go różne grupy interesów, które chcą monopolizować zarządzanie przyrodą, a obywatelska dociekliwość nie bardzo im pasuje. Grupy te potrafią dobrze wykorzystać nasze niedoinformowanie, by wzmacniać swoją pozycję jako gospodarza lasu, czy to produkując drewno, czy organizując polowania dla zagranicznych myśliwych itd.
Nie bójmy się chodzić do lasu – tak mogłoby brzmieć clue komentarza, który prof. Żmihorski zamieścił kilka tygodni temu w swoich mediach społecznościowych. – Stąd też mój apel, żeby pielęgnować naszą więź z lasem i ją odnawiać w rzeczywistości, zamiast budować obraz lasu przez posty na platformach i sensacyjne doniesienia prasowe o „niebezpiecznych wilkach”.
–
Zdjęcie tytułowe: Piotr Krzeslak/Shutterstock



















