Udostępnij

Czy preparaty na komary są bezpieczne? Sprawdzamy, jak najlepiej chronić się przed ukąszeniami

10.08.2020

Dietylotoluamid (DEET) jest składnikiem aktywnym wielu preparatów chroniących nas przed insektami przenoszącymi groźne choroby. Niewłaściwie stosowany może być jednak szkodliwy dla zdrowia. Wyjaśniamy, jakie środki odstraszające komary i kleszcze są najskuteczniejsze i najbezpieczniejsze.

Dietylotoluamid (skrót od nazwy angielskiej: DEET, a pełna nazwa: N,N-Dietylo-m-toluamid) to związek chemiczny występujący w wielu popularnych preparatach odstraszających kleszcze, komary i inne insekty (1). Opracowany na potrzeby armii USA w latach 40., wszedł na rynek cywilny w latach 50. DEET jest więc w powszechnym użyciu już od wielu dekad.

Czy ta substancja jest szkodliwa dla naszego zdrowia? A jeśli tak, to jak bardzo i jakie mogą być skutki uboczne jej stosowania?

Bezpieczny? Nie dla wszystkich

Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (United States Environmental Protection Agency) wypowiada się na temat bezpieczeństwa DEET bardzo uspokajająco. Według EPA, normalne użycie DEET nie niesie ze sobą zagrożenia dla zdrowia, także u dzieci. Jednak EPA przypomina też – co bardzo amerykańskie – o konieczności czytania i przestrzegania zaleceń podanych na etykiecie konkretnego preparatu.

Stanowisko kanadyjskiego Health Canada jest już jednak znacznie bardziej ostrożne. Agencja zakazała sprzedaży preparatów zawierających więcej niż 30 proc. DEET. Zaleciła też, by repelenty przeznaczone do użycia dla dzieci w wieku od 2 do 12 lat nie zawierały więcej niż 10% DEET oraz nie były stosowane częściej niż trzy razy dziennie. Według tych zaleceń, w przypadku dzieci poniżej 2 lat, takie preparaty można stosować tylko raz dziennie. U dzieci młodszych niż 6 miesięcy, środków zawierających DEET nie należy stosować w ogóle.

A dorośli? Czy dla nich DEET jest bezpieczny?

Przy odpowiednio rozsądnym stosowaniu, wydaje się, że tak. Choć niestety sprawa nie jest tak prosta. W latach 80. zauważono, że objawy takie jak bezsenność, zaburzenia nastroju i upośledzenie funkcji poznawczych były bardziej prawdopodobne u tych pracowników Parku Narodowego Everglades (Floryda), którzy byli bardziej narażeni na DEET, niż u ich mniej narażonych kolegów i koleżanek.

Czytaj także: Komary nie przenoszą koronawirusa. Badania potwierdzają opinię WHO

Ale pracownicy tego parku zapewne muszą używać repelentów bardzo często i dużych ilościach. Mają więc – a przynajmniej było tak kilka dekad temu – nieporównywalnie większy kontakt z DEET niż ogromna część z nas.

Przed niewłaściwym używaniem DEET ostrzegają również autorzy znanego polskiego bloga Pan Tabletka, poświęconemu przede wszystkim lekom i suplementom:

„Narażenie na wysokie dawki DEET może prowadzić do licznych skutków ubocznych (DEET jest toksyczne dla układu nerwowego), które różnią się w zależności od wieku (!). Większość objawów neurologicznych, takich jak napady padaczkowe, obserwuje się u dzieci w wieku poniżej 2 lat, podczas gdy u dorosłych obserwuje się zwykle niewielkie podrażnienia skóry. (….) Jest jednak bezwzględnie zakazany w przypadku noworodków (do 2. miesiąca życia) oraz u kobiet będących w ciąży. Nie zaleca się go również u dzieci poniżej 12 roku życia.”

Skąd mogą brać się te rozbieżności między opinią Pana Tabletki i EPA? Patrz przypis (2).

Co jest mniejszym złem?

Repelentów, w tym tych zawierających DEET, nie stosujemy tylko dlatego, że insekty są dokuczliwe, a ich ugryzienia nieprzyjemne. Stosujemy je oczywiście głównie dlatego, że komary, kleszcze i inne stawonogi przenoszą różne groźne choroby.

Mamy tu do czynienia z klasyczną sytuacją typu „coś za coś”. Jeśli znajdujemy się gdzieś, gdzie występuje malaria, gorączka Zachodniego Nilu, denga, Zika czy inna groźna choroba przenoszona przez komary, to w przypadku osób dorosłych warto chyba przymknąć oko na możliwą szkodliwość DEET. I używać preparatów, które go zawierają.

Czytaj także: Chmary komarów to norma podczas wilgotnego lata. Walczyć z nimi mogą żaby i jerzyki

W Polsce wymienionych wyżej chorób na razie jeszcze nie ma. Ale niestety mogą się one niebawem u nas pojawić, jako jeden ze skutków zmiany klimatu. Jeśli zaś chodzi o malarię, to może raczej „wrócić” niż „pojawić się”, bo przecież choroba ta występowała w naszym kraju jeszcze w latach 60. XX wieku.

Na terenie Polski występują natomiast niebezpieczne choroby przenoszone przez kleszcze – choćby kleszczowe zapalenie mózgu (KZM) i borelioza. KZM, jak sama nazwa sugeruje, może mieć bardzo dramatyczne konsekwencje dla układu nerwowego – zapewne znacznie gorsze niż niewłaściwe czy nadmierne użycie DEET u osoby dorosłej. Podobnie, jeśli chodzi o nieleczoną (lub źle leczoną) boreliozę.

Na KZM jest na szczęście szczepionka i warto z niej skorzystać!

Z kolei boreliozę można wyleczyć antybiotykami, ale lepiej nie być do tego zmuszonym – najlepiej nie dać się zarazić. Pamiętajmy jednak, że DEET odstrasza kleszcze przez krótszy czas niż komary.

Oddajmy jeszcze raz głos Panu Tabletce:

„Nie jestem zwolennikiem tak zwanej chemii – ale w tym przypadku, jeśli szukasz naprawdę mocnego środka odstraszającego komary – to DEET w wyższych stężeniach w zasadzie daje gwarancję skuteczności. Jeśli używasz tego typu środków rzadko, nie masz w pobliżu dzieci ani kobiety w ciąży – to warto DEET rozważyć. Pamiętaj, że lepiej DEET-y nakładać na ubranie, nie na skórę! Ogranicza to przenikanie tej substancji. Nie stosuje się jej również pod ubrania – kiedy się pocimy może się DEET-u wchłaniać więcej.”

Jeśli nie DEET, to co?

DEET nie jest jedyną substancją używaną do odstraszania insektów, ale według wielu źródeł jest najbardziej skuteczny (a przynajmniej jest jedną z najbardziej skutecznych takich substancji).

Niestety, jak to często w życiu bywa, to, co najlepiej spełnia swoją funkcję, ma też potencjalnie największe skutki uboczne. I niesie największe zagrożenie w przypadku niewłaściwego użycia.

Znacznie mniej toksyczną alternatywą dla DEET jest ikarydyna. Warto jednak pamiętać, że substancja ta może powodować uczulenia i podrażniać oczy. I że nie należy jej stosować w połączeniu z DEET.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), ikarydyna wykazuje doskonałe właściwości jako repelent – często lepsze niż DEET (3).

Inna substancja używana do odstraszania insektów to IR3535 (ester etylowy kwasu 3-(N-acetylo-N-butylo)aminopropionowego). IR3535 jest nietoksyczny i bezpieczny, gdy stosować go na skórę, ale jego skuteczność jest niższa niż skuteczność DEET czy ikaradyny. Podobnie jest z olejkami eterycznymi, które w dodatku mogą podrażniać oczy i uczulać.

Insektycydy to nie repelenty

Mówimy tu cały czas o repelentach przeznaczonych do stosowania na skórę i ubranie. Nie należy ich mylić z substancjami takimi jak praletryna, transflutryna czy butotlenek piperonylu (PBO), które są stosowane jako składniki płynów owadobójczym (a nie odstraszających) w tzw. elektrofumigatorach.

Także permetryna, używana do ochrony zarówno przed kleszczami, jak i komarami, nie jest repelentem, tylko insektycydem – nie odstrasza insektów, ale po prostu je zabija. Co ciekawe, jest szczególnie toksyczna dla kotów, znacznie bardziej niż dla ludzi i psów.

Co zatem wybrać?

Jak radzi wspomniany już Pan Tabletka, dla dziecka powyżej 2. roku życia najlepszy będzie produkt z ikarydyną lub IR3535. Dorosłego najskuteczniej ochroni rozsądnie używany środek z 20-30-procentowym stężeniem DEET.

Według Pana Tabletki nie ma niestety preparatów uznanych za bezpieczne dla dzieci poniżej drugiego roku życia i kobiet w ciąży.

No cóż – okres życia płodowego to czas, kiedy jesteśmy szczególnie narażeni na wpływ różnych szkodliwych czynników. Tak samo jest przecież choćby w przypadku substancji wchodzących w skład smogu, dymu papierosowego, w przypadku alkoholu, różnego rodzaju pestycydów czy substancji chemicznych dodawanych do tworzyw sztucznych.

Umiar i zdrowy rozsądek

Również w stosowaniu wszelkich repelentów (w szczególności DEET) zalecane jest przestrzeganie pewnych reguł.:

  1. unikać ryzyka wdychania aerozolu – czyli NIE rozpylać go w zamkniętych pomieszczeniach;
  2. nie stosować na duża powierzchnię skóry – szczególnie u dzieci;
  3. nie stosować na podrażnioną skórę (np świeżo opaloną) – bo jest bardziej przepuszczalna;
  4. nosić odzież ochronną i pryskać odzież;
  5. pryskać tymi aerozolami najlepiej na lekkim wietrze i „z wiatrem”.

Przypisy

(1) Niektóre gatunki komarów po prostu nie lubią zapachu DEET. W przypadku innych gatunków substancja ta wydaje się maskować nasz zapach i zmniejszać zainteresowanie komarów osobą zabezpieczoną repelentem. Dla nas, jako użytkowników, dokładny mechanizm działania DEET nie ma chyba jednak większego znaczenia. Tak czy inaczej, zmniejszamy przecież ryzyko bycia pogryzionym przez insekty.

(2) Taka ocena może brać się między innymi stąd, że ostatni przegląd badań dotyczących DEET, na którym opiera się EPA, pochodzi z roku 2014. A tymczasem są i nowsze badania, sugerujące że DEET nie tylko odstrasza lub zniechęca insekty, ale także im szkodzi. Na przykład wpływa na ich układ nerwowy. DEET szkodzi jednak nie tylko owadom i pajęczakom, ale też ssakom. Być może więc EPA zaostrzy swoje stanowisko w stosunku do DEET przy następnym przeglądzie badań.

(3) Review of Insect Repellent KBR 3023, Genewa (2000).

Środki przeciwko komarom i kleszczom wpływają też na środowisko. DEET jest szkodliwy dla niektórych organizmów słodkowodnych. Z kolei ikarydyna jest wysoce toksyczna dla larw salamander.

Zdjęcie: encierro/Shutterstock

Autor

Jakub Jędrak

Fizyk, publicysta, działacz społeczny.

Udostępnij

Zobacz także

Wspierają nas

Partner portalu

Partner cyklu "Miasta Przyszłości"

Partner cyklu "Żyj wolniej"

Joanna Urbaniec

Dziennikarka, fotografik, działaczka społeczna. Od 2010 związana z grupą medialną Polska Press, publikuje m.in. w Gazecie Krakowskiej i Dzienniku Polskim. Absolwentka Krakowskiej Szkoła Filmowej, laureatka nagród filmowych, dwukrotnie wyróżniona nagrodą Dziennikarz Małopolski.

Przemysław Błaszczyk

Dziennikarz i reporter z 15-letnim doświadczeniem. Obecnie reporter radia RMF MAXX specjalizujący się w tematach miejskich i lokalnych. Od kilku lat aktywnie angażujący się także w tematykę ochrony środowiska.

Hubert Bułgajewski

Ekspert ds. zmian klimatu, specjalizujący się dziedzinie problematyki regionu arktycznego. Współpracował z redakcjami „Ziemia na rozdrożu” i „Nauka o klimacie”. Autor wielu tekstów poświęconych problemom środowiskowym na świecie i globalnemu ociepleniu. Od 2013 roku prowadzi bloga pt. ” Arktyczny Lód”, na którym znajdują się raporty poświęcone zmianom zachodzącym w Arktyce.

Jacek Baraniak

Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Ochrony Środowiska jako specjalista ds. ekologii i ochrony szaty roślinnej. Członek Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i Klubu Przyrodników oraz administrator grupy facebookowej Antropogeniczne zmiany klimatu i środowiska naturalnego i prowadzący blog „Klimat Ziemi”.

Martyna Jabłońska

Koordynatorka projektu, specjalistka Google Ads. Zajmuje się administacyjną stroną organizacji, współpracą pomiędzy organizacjami, grantami, tłumaczeniami, reklamą.

Przemysław Ćwik

Dziennikarz, autor, redaktor. Pisze przede wszystkim o zdrowiu. Publikował m.in. w Onet.pl i Coolturze.

Karolina Gawlik

Dziennikarka i trenerka komunikacji, publikowała m.in. w Onecie i „Gazecie Krakowskiej”. W tekstach i filmach opowiada o Ziemi i jej mieszkańcach. Autorka krótkiego dokumentu „Świat do naprawy”, cyklu na YT „Można Inaczej” i Kręgów Pieśni „Cztery Żywioły”. Łączy naukowe i duchowe podejście do zagadnień kryzysu klimatycznego.

Jakub Jędrak

Członek Polskiego Alarmu Smogowego i Warszawy Bez Smogu. Z wykształcenia fizyk, zajmuje się przede wszystkim popularyzacją wiedzy na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na zdrowie ludzkie.

Klaudia Urban

Z wykształcenia mgr ochrony środowiska. Od 2020 r. redaktor Odpowiedzialnego Inwestora, dla którego pisze głównie o energetyce, górnictwie, zielonych inwestycjach i gospodarce odpadami. Zainteresowania: szeroko pojęta ochrona przyrody; prywatnie wielbicielka Wrocławia, filmów wojennych, literatury i poezji.

Maciej Fijak

Redaktor naczelny SmogLabu. Z portalem związany od 2021 r. Autor kilkuset artykułów, krakus, działacz społeczny. Pisze o zrównoważonych miastach, zaangażowanym społeczeństwie i ekologii.

Sebastian Medoń

Z wykształcenia socjolog. Interesuje się klimatem, powietrzem i energetyką – widzianymi z różnych perspektyw. Dla SmogLabu śledzi bieżące wydarzenia, przede wszystkim ze świata nauki.

Tomasz Borejza

Zastępca redaktora naczelnego SmogLabu. Dziennikarz naukowy. Wcześniej/czasami także m.in. w: Onet.pl, Przekroju, Tygodniku Przegląd, Coolturze, prasie lokalnej oraz branżowej.