Czym truje nas smog (#2)? Tlenek węgla

Co roku jest o nim głośno – bo co roku zbiera śmiertelne żniwo. Lepiej znany jest pod swoją potoczną nazwą: czad. Tlenek węgla, silnie toksyczny, bezwonny gaz, jest również składnikiem smogu i w większym lub mniejszym stopniu zatruwa każdego, kto oddycha polskim powietrzem.

Tlenek węgla (CO) to jedna z najbardziej „podstępnych” trucizn, na jakie jesteśmy narażeni, szczególnie w sezonie grzewczym. Jest substancją bezwonną i bezbarwną, a w dodatku łatwopalną. Na przełomie jesieni i zimy media regularnie alarmują o zagrożeniu, jakie stwarza, jednak te ostrzeżenia często są ignorowane. Co gorsza, wiele osób ma problem ze zrozumieniem ryzyka związanego z ekspozycją na tlenek węgla. W badaniach przeprowadzonych na zlecenie MSWiA 41 proc. ankietowanych zadeklarowało, że potrafi rozpoznać czad. To zwyczajnie niemożliwe, bo CO nie posiada zapachu ani koloru (jedynie w bardzo dużych, śmiertelnych stężeniach rzędu 75–100 proc. ma słabą, ledwie wyczuwalną woń czosnku). Efekty tej ignorancji są widoczne w statystykach. W poprzednim sezonie grzewczym, czyli w okresie od września 2015 r. do końca marca 2016 r., wskutek zatrucia czadem zmarło 50 osób, a 2229 było hospitalizowanych z powodu podtrucia.

Objawy zatrucia tlenkiem węgla

Oczywiście tlenek węgla jako jeden ze składników smogu nie jest równie niebezpieczny jak czad wydobywający się z nieczyszczonych przewodów dymowych i spalinowych w słabo wentylowanych mieszkaniach. Z prostego powodu: jego stężenie w atmosferze jest znacznie niższe niż w zamkniętym pomieszczeniu. Wyjątek stanowią sytuacje ekstremalne, takie jak pożar, w którego okolicy stężenie czadu może osiągnąć poziom niebezpieczny dla zdrowia, a nawet życia.

Przyczyna toksycznego działania tlenku węgla na organizm ludzki jest jasno określona: gaz ten wykazuje aż o 220 do 300 razy większe powinowactwo do hemoglobiny niż tlen. W praktyce oznacza to, że znacznie łatwiej łączy się on z czerwonym barwnikiem krwi niż tlen – a tym samym utrudnia doprowadzanie cząsteczek tlenu do tkanek. W zależności od stopnia ekspozycji na czad skutkuje to mniejszym lub większym niedotlenieniem organizmu. Ten stan może mieć przykre lub dramatyczne konsekwencje. Tlen, docierający wraz z krwią do wszystkich zakamarków naszego ciała, uczestniczy w licznych procesach biochemicznych, w trakcie których komórki zaopatrywane są w życiodajną energię. Gdy miejsce tego pierwiastka zajmuje CO, procesy te są blokowane. W efekcie dochodzi do zatrucia organizmu, a przy dłuższym czasie narażenia lub większym stężeniu – do śmierci.

Przy stężeniu objętościowym tlenku węgla w powietrzu rzędu 0,01–0,02 proc. (100–200 ppm) po kilkugodzinnym czasie narażenia dolegliwości są nieznaczne. Może dojść do lekkiego bólu głowy i pojawienia się wypieków. Stężenie o wartości 0,04 proc. (400 ppm) wywoła silny ból głowy mniej więcej po godzinie oddychania skażonym powietrzem. Dwukrotnie większe stężenie CO we wdychanym powietrzu, przy podobnym czasie narażenia, grozi już zawrotami głowy, wymiotami, a nawet konwulsjami. Wraz ze wzrostem tego parametru objawy chorobowe, rzez jasna, nasilają się. Przy stężeniu powyżej 1 proc. już po kilku wdechach może dojść do utraty przytomności, a do zgonu – po kilku minutach.

Kumulacja skutków

Tlenek węgla wnika do organizmu przez drogi oddechowe i wydalany jest przez płuca. W ustroju nie ulega przemianom, nie jest też kumulowany. To o tyle dobra wiadomość, że CO nie może być przyczyną przewlekłego zatrucia bez ciągłej ekspozycji na ten gaz. Do takiego zatrucia może natomiast dojść, jeśli przez długi czas oddychamy powietrzem skażonym przez tlenek węgla. Objawami długotrwałej ekspozycji na niewielkie stężenia tego gazu są m.in.:
– bóle i zawroty głowy,
– uczucie zmęczenia
– ospałość w ciągu dnia,
– problemy z zaśnięciem w nocy,
– upośledzenie koncentracji i pamięci,
– brak apetytu, nudności
– zaburzenia krążeniowe i neurologiczne (m.in. utrata czucia w palcach),
– problemy psychiczne, m.in. spadek nastroju, uczucie niepokoju, stany depresyjne.

Mimo że CO nie ulega kumulacji w organizmie, to jednak kumulacji ulegają liczne mikrouszkodzenia powodowane przez tę substancję. Następstwem tego procesu mogą być trwałe zmiany patologiczne, prowadzące do rozwoju chorób przewlekłych. Na szkodliwe działanie CO szczególnie narażone są dzieci, osoby starsze, kobiety w ciąży, osoby cierpiące na choroby sercowo-naczyniowe i przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Jednak nawet osoby cieszące się ogólnym zdrowiem muszą liczyć się z tym, że wiele lat wdychania toksycznego gazu wpłynie ujemnie na ich sprawność psychofizyczną.

Główne źródła tlenku węgla

Tlenek węgla w atmosferze może pochodzić ze źródeł naturalnych, takich jak wybuchy wulkanów czy pożary lasów, oraz antropogenicznych. W odróżnieniu od tych pierwszych, te ostatnie emitują go nieustannie. Do największych „trucicieli” należą energetyka, hutnictwo, przemysł chemiczny, transport oraz „szeregowi Kowalscy” – jako użytkownicy wadliwych instalacji grzewczych, niskiej jakości paliwa, kotłów węglowych niespełniających podstawowych norm emisyjnych.

Tlenek węgla wytwarzany jest w procesie spalania dowolnego materiału opałowego w warunkach niedostatecznej ilości tlenu, jednak paliwem, które generuje go w największym stopniu jest węgiel. Ilość wydzielanego CO zależy również od jakości urządzeń grzewczych, a ta w przypadku wielu polskich gospodarstw domowych jest bardzo niska, co skutkuje podwyższoną emisją.

Stopień narażenia mieszkańców Polski na tlenek węgla jest bardzo trudny do oszacowania. Tym bardziej że do wymienionych źródeł należy doliczyć jeszcze czynnik, związany z trybem życia: palenie tytoniu. Jak wynika z danych Europejskiej Agencji Środowiska, najbardziej zanieczyszczone tlenkiem węgla miasta w Polsce to Kraków i Zakopane. W całej Europie wyższymi wskazaniami mogą „pochwalić się” m.in. Ateny, Skopje czy Genua.

Fot. Jamie Manktelow/Flickr.

1 komentarz

  1. Bardzo mnie ucieszył kolejny tekst z rozpoczętego przez Was cyklu “Co i jak nas truje”, trochę mnie jednak zmartwiło zbyt powierzchowne potraktowanie problemu czadu znajdującego się w korkach ulicznych. Może jest go mniej (mam nadzieję, że rozpoczęte przez AGH dokładne badania składu zanieczyszczeń powietrza pokażą, jaka jest prawda), ale jest i też nas truje.
    Rozumiem, że wielu z nas bez własnego samochodu już nie potrafi żyć, ale to nie znaczy, że mamy udawać, że to sprawa mało istotna. Technika idzie naprzód, są już samochody na prąd, na wodór, nawet, jak gdzieś czytałam, na wodę… Teraz są bardzo drogie, bo jest ich mało, a ponadto koncerny paliwowe robią wszystko, by na tej naszej niewiedzy zarabiać ciężkie pieniądze, ale ci co wiedzą, jak wygląda prawda, powinni zrobić wszystko, aby tę wiedzę udostępniać jak najszerzej. Zmobilizuje to producentów samochodów do poszukiwania rozwiązań bezpieczniejszych dla naszego zdrowia i życia…
    P.S. Możecie napisać coś o tym jakie dokładnie badania prowadzi (ma prowadzić?) AGH i jak długo?

Dodaj komentarz