15 września obchodzimy Dzień Łosia. Gatunku, który dwa razy prawie wyginął

376
0
Podziel się:

– Chcemy zachęcić do uprawiania turystyki łosiowej – mówi Paweł Średziński z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze, pomysłodawca Dnia Łosia. Według niego jest to tak ciekawy gatunek, że zasługuje na własne święto. Szczególnie że już dwa razy mógł zostać całkowicie wybity – środowiska proekologiczne starają się od dawna, żeby łosiom w Polsce już nic nie zagrażało.

Jest bardzo charakterystyczny – ma koński pysk, długie nogi, wielkie uszy i imponujące poroże (jeśli oczywiście jest samcem). Trochę niezdarny, kłusuje z prędkością 30 km/h, ale potrafi się rozpędzić do 60 km/h. Nie lubi upału, chłodzi się w wodzie i chowa pod drzewami. Jest gatunkiem wędrownym, czasami dojdzie za daleko, bo aż do miasta i podjada rośliny z ogródków. Akurat zbliża się jego okres godowy – czyli bukowisko.

Łoś jest w Polsce gatunkiem chronionym, nie wolno na niego polować.

A to dlatego, że już dwa razy prawie całkowicie wyginął.

Po raz pierwszy w czasie II wojny światowej. W efekcie zostało zaledwie kilkanaście osobników nad Biebrzą. Ich potomkowie są tam do dziś i są unikatem na skalę europejską. Naukowcy z Uniwersytetu w Białymstoku stwierdzili, że jest to populacja reliktowa, która pozostała po ostatnim zlodowaceniu. Genetycznie różni się od pozostałych łosi – zarówno tych w Polsce, jak i na całym kontynencie.

Żeby odbudować populację, która została tak drastycznie zmniejszona podczas wojny, w latach 50. i 60. przywieziono do Polski łosie z zagranicy. Ich liczebność nagle podskoczyła, a w latach 80. mieliśmy ich aż 6 tysięcy.

I wtedy zezwolono na odstrzał łosi przez myśliwych. Łoś po raz drugi był zagrożony.

Populacja spadła do 1,5 tysiąca.

Pod koniec lat 90. pozwolenie wycofano, a łosie (i ich miłośnicy) mogły odetchnąć z ulgą. W 2001 roku zostało wydane moratorium na ich odstrzał.

Spokój trwał przez kilkanaście lat.

Aż do momentu, kiedy w 2017 roku ówczesny Minister Środowiska, Jan Szyszko, poddał pod konsultacje projekt zniesienia moratorium. Dlaczego?

Zdaniem MŚ, łosie powodują straty w uprawach leśnych, rolnych i stwarzają niebezpieczeństwo dla kierowców, wychodząc na jezdnie i przyczyniając się do wypadków. Pojawił się argument, że tylko w 2016 roku z powodu strat poczynionych przez łosie w uprawach rolnych wypłacono ponad 4 miliony złotych odszkodowań. Urzędnicy nie tłumaczyli jednak, skąd wiadomo, które szkody były spowodowane przez łosie, a które przez inne zwierzęta.

Projekt spowodował sprzeciw naukowców i ekologów. Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze rozpoczęła akcję #jestemzłosiem i przygotowała petycję w tej sprawie. “Populacja biebrzańska łosia jest unikalna i jako jedyna przetrwała w naszym kraju. Osobniki należące do tej populacji wychodzą poza granice parku narodowego i mogą być narażone na odstrzał w sąsiadujących z parkiem nadleśnictwach i obwodach łowieckich” – pisali aktywiści.

Powołali się również na „Strategię ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce” z 2011 roku, przygotowaną na zlecenie Ministerstwa Środowiska.

Czytamy w niej: „Dotychczasowe metody gospodarowania łosiem, które stosowano w Polsce w ostatnim dwudziestoleciu XX wieku, okazały się błędne i były poważnym zagrożeniem dla jego egzystencji. O ile w przypadku jelenia i sarny wysokie pozyskanie w latach 80. i 90. XX wieku doprowadziło do zmniejszenia pogłowia, to liczebność populacji łosia została niestety zredukowana o ponad 75% stanu i gatunkowi groziło w naszym kraju wyginięcie”.

Populację łosia w tym czasie (dziś jest nadal na podobnym poziomie) szacowano na 20 tys. osobników. Próg błędu jest jednak w tym wypadku bardzo wysoki – łosie migrują, więc możliwe, że niektóre z nich zostały policzone po kilka razy.

Po kilku miesiącach przepychanek, MŚ ogłosiło, że zawiesza plany zniesienia moratorium. Podobno na decyzję ministra Szyszko wpłynął nacisk społeczny i medialny. Do tej pory temat nie wrócił – poza pojedynczymi głosami ze strony lobby łowieckiego.

Aktywiści pozostają jednak czujni – na wypadek, gdyby łosie znowu były w niebezpieczeństwie.

Jednocześnie chcą, żeby Polacy docenili ten gatunek.

-Dzień Łosia to okazja do wyjścia w teren i obserwacji jednego z najciekawszych i największych gatunków zwierząt w naszym kraju. Jednocześnie chcemy w ten sposób popularyzować wiedzę na temat łosi. I pokazać jak wiele korzyści mamy z żywego łosia, czego doskonałym przykładem może być Dolina Biebrzy – mówi Paweł Średziński z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze.

Dlatego 15 września w trzech parkach narodowych – Kampinowskim, Poleskim i Biebrzańskim – odbędą się spacery szlakiem łosi. Udział jest oczywiście bezpłatny, a spacery rozpoczną się około 6 rano – bez względu na pogodę. Po kilkugodzinnym marszu organizatorzy zapraszają na prelekcje i pokazy zdjęć łosi. Zaplanowano m.in.  spotkanie z Marcinem Kostrzyńskim, przyrodnikiem i filmowcem, który opowie o swoich spotkaniach z łosiami w Kampinoskim Parku Narodowym oraz fotografem przyrody, Radosławem Miazkiem, w siedzibie Poleskiego Parku Narodowego.

– Chcemy tym samym zachęcić do uprawiania turystyki łosiowej – podkreśla Średziński. – O ile nad Biebrzą turyści mogą skorzystać z oferty miejscowych przewodników, to wciąż na swoich odkrywców czeka Polesie lubelskie. Z kolei Puszcza Kampinoska, chroniona przez park narodowy, dzięki swojemu położeniu jest idealnym celem weekendowych spacerów w poszukiwaniu łosia, który jest symbolem tego obszaru.

Wszystkie szczegóły na temat Dnia Łosia można znaleźć TUTAJ.

Zdjęcie: Sacharewicz Patryk/Shutterstock

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o