Dziś przypada Światowy Dzień Walki z Rakiem

Z tej okazji warto przypomnieć, jaki jest związek między oddychaniem zanieczyszczonym powietrzem a ryzykiem rozwoju niektórych nowotworów.

Wielu z nas nawet bez lektury prac naukowych intuicyjnie domyśla się istnienia takiego związku. (Zapewne w naturalny sposób nasuwa się tu analogia z czynnym lub biernym narażeniem na dym tytoniowy.) Niestety, są to bardzo trafne intuicje.

W 2013 r. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) sklasyfikowała pył zawieszony jako substancję o udowodnionym działaniu rakotwórczym (grupa I). Rok wcześniej za kancerogenne zostały też uznane spaliny emitowane przez silniki Diesla. IARC to poważna naukowa instytucja, która bynajmniej nie działa ani szybko, ani pochopnie. Na przykład, spaliny dieslowskie zostały sklasyfikowane jako substancja „prawdopodobnie rakotwórcza dla ludzi” już w roku 1988.

Z negatywnym wpływem zanieczyszczeń powietrza łączy się przede wszystkim występowanie raka płuca, ale też raka pęcherza oraz innych chorób nowotworowych. To, że narażenie na zanieczyszczenia pyłowe (PM2.5 i PM10) oraz dwutlenek azotu (NO2) zwiększa zapadalność i umieralność związaną z rakiem płuca pokazano w wielu badaniach prowadzonych w różnych krajach świata.

Jeśli chodzi o dwutlenek azotu, to rakotwórcze działanie wykazuje jednak zapewne nie sam ten związek, lecz inne substancje wchodzące w skład zanieczyszczeń generowanych np. przez silniki spalinowe, a których stężenia są dobrze skorelowane ze stężeniami NO2. Mogą to być np. lotne związki organiczne, bardzo drobne frakcje pyłu zawieszonego, czy też WWA i ich nitrowe pochodne (nitro-WWA).

Warto też jednak od razu podkreślić, że ryzyko zachorowania na raka płuca, związane z długotrwałą ekspozycją na zanieczyszczenia powietrza jest zazwyczaj znacznie mniejsze niż ryzyko związane z wieloletnim paleniem tytoniu. Tak więc, chcąc nie chcąc, musimy przyznać rację Panu ministrowi Radziwiłłowi: osoba zaciągająca się papierosem, i mówiąca równocześnie „wszyscy dostaniemy raka od tego smogu” (byłem świadkiem takiej sytuacji) jest trochę śmieszna… Niemniej, w przeciwieństwie do biernego czy też czynnego palenia tytoniu, na zanieczyszczenia powietrza w naszym kraju narażeni jesteśmy praktycznie wszyscy, a oddychać niestety musimy 24 godziny na dobę.

W skali całego globu wpływowi zanieczyszczenia powietrza można było przypisać ok. 223 tys. (czyli ok. 15%) zgonów z powodu raka płuca (dane Światowej Organizacji Zdrowia za rok 2010).

A jak wygląda sytuacja w Polsce? Na tle większości krajów Unii Europejskiej, nasza sytuacja jest szczególnie zła, i to z dwu powodów.

Po pierwsze, jak dobrze wiemy, powietrze w Polsce jest silnie zanieczyszczone pyłem zawieszonym. Typowe długookresowe narażenie na PM2.5 wynosi ok. 20-30 µg/m3, a w najbardziej zanieczyszczonych polskich miejscowościach nawet ponad 40 µg/m3.

Jeśli użyjemy tzw. współczynników ryzyka, wyznaczonych w badaniach prowadzonych głównie w USA, Europie Zachodniej i Japonii, okaże się, że związane z takim narażeniem ryzyko wystąpienia raka płuca może być większe o 20-40% w porównaniu z obszarami o bardzo niskich stężeniach pyłu zawieszonego.

Ale sytuacja może być tak naprawdę znacznie gorsza, gdyż w porównaniu z USA, Japonią czy krajami zachodniej Europy, w sezonie grzewczym pył zawieszony w Polsce zawiera znacznie (kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy) więcej rakotwórczych wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych (WWA) i związków z grupy dioksyn. Podobna sytuacja ma też zapewne miejsce dla innych, bardziej „egzotycznych” substancji o działaniu kancerogennym, których stężenia nie są regularnie mierzone. Wiele z tych związków jest bardziej kancerogennych niż słynny już benzo[a]piren, zazwyczaj, nie bez przyczyny, wymieniany jednym tchem wraz z dwoma przymiotnikami: „rakotwórczy” i „mutagenny”.

Dodatkowo, istotnym źródłem substancji kancerogennych obecnych w polskim powietrzu jest też spalanie odpadów (np. tworzyw sztucznych, płyt wiórowych, lakierowanego czy też impregnowanego drewna) w domowych paleniskach i na otwartej przestrzeni. Wpływ tego typu karygodnych praktyk na nasze zdrowie, w tym na rozwój chorób nowotworowych jest trudny do oszacowania, ale może być bardzo poważny. Słyszy się często, że w miejscach, gdzie mieszkańcy szczególnie często spalają odpady (np. w rejonach gdzie rozwinięty jest drobny przemysł meblarski lub obuwniczy) zapadalność na choroby nowotworowe jest zauważalnie wyższa niż średnia krajowa. Jest to równie przerażająca, co interesująca hipoteza, której prawdziwość z pewnością warta jest zbadania.

Może więc być tak, że odnoszące się do długookresowego narażenia na PM2.5 współczynniki ryzyka zapadalności na raka płuca, dostępne w literaturze naukowej, są po prostu zbyt niskie, by w wiarygodny sposób stosować je w polskich realiach. Jak jest naprawdę, nie wiemy, gdyż w Polsce póki co nie przeprowadzono dużych badań kohortowych, pozwalających na oszacowanie związku narażenia populacji na PM2.5, a zapadalnością na raka płuca oraz ocenę ewentualnych różnic pod tym względem między Polską a innymi państwami.

Nie chciałbym jednak w tak ponurym tonie kończyć tego tekstu. Co zatem możemy robić?

Hmmm.. jeśli palimy tytoń, natychmiast rzucić ten nałóg (a przynajmniej próbować …).

A jeśli nie palimy? I jeśli nie chcemy szukać pocieszenia w tym, że statystyczny wieloletni palacz tytoniu (ze stażem ponad 30 paczko-lat), żyjący w miejscu gdzie powietrze jest krystalicznie czyste, ma i tak znacznie większe szanse na raka płuca niż ogromna większość niepalących mieszkańców Polski?

Na pewno warto działać ze wszystkich sił, by tę skandaliczną sytuację jak najszybciej zmienić.

Fot. Westfield Ma/Flickr.

2 komentarze(y)

  1. Palenie papierosów to indywidualny wybór, nikt palić nie musi, natomiast oddychać musi każdy. A swoją drogą zastanawiam się jak to się stało, że mój mieszkający na wsi dziadek palił jak smok i to sporty (młodszym wyjaśniam, że to były takie papierosy bez filtra) a dożył 90-tki? Jest faktem, że wtedy nie było plastikowych opakowań, w piecu paliło się drewnem bez chemicznych dodatków (jak to się dzieje w przypadku np. zużytych mebli), ziemię nawoziło się zwyczajnym gnojem i jadło się to, co wyrosło na takiej glebie, czy wyhodowało się w oborze i kurniku…

Dodaj komentarz