Dżuma w Chinach. Jedno z zakażeń może pochodzić od świstaka

1196
0
Podziel się:

Władze Chin podwyższają obowiązujący stan zagrożenia w związku z wykryciem przypadku dżumy dymieniczej w jednym z regionów autonomicznych. Analizowany jest także drugi przypadek w Mongolii Wewnętrznej, którego przyczyną mógł być kontakt ze świstakiem.

W jednym z chińskich regionów autonomicznych pojawił się przypadek dżumy dymieniczej. Choroba – znana w Europie przede wszystkim ze względu na epidemie, które kilkukrotnie w historii dziesiątkowały ludność kontynentu – wykryta została u jednego z pasterzy w Mongolii Wewnętrznej.

Mężczyzna przebywa obecnie w szpitalu w Bayannur na północy Chin, a jego stan jest określany jako stabilny. Na razie nie jest znana droga zakażenia.

Zakażenie od świstaków?

Jak poinformował w poniedziałek chiński portal “Global Times”, pojawił się drugi pacjent, 15- letni chłopiec, który najprawdopodobniej również choruje na dżumę dymieniczą. W tym przypadku do zakażenia miało dojść poprzez kontakt ze świstakiem, z którym miał styczność pies pacjenta.

Czytaj także: Koronawirus to tylko początek? Topniejące lodowce mogą uwolnić kolejne źródła chorób

CNN przypomina o epidemii dżumy, która w 1911 roku zabiła około 63 tys. mieszkańców północnych Chin. Wówczas do zakażenia miało dojść za sprawą świstaków, na które powszechnie polowano ze względu na popularność ich futer.

Epidemii nie będzie

Według m.in. BBC, chińskie władze wprowadziły w związku z zagrożeniem trzeci stopień ostrzegawczy. Zabrania on polowania i spożywania zwierząt, które mogą przenosić pałeczki dżumy. Alert obowiązywać będzie do końca roku. Mieszkańcy zostali wezwani ponadto do informowania o wszystkich podejrzanych przypadkach.

Dżuma to ostra bakteryjna choroba zakaźna, występująca w trzech odmianach: dymieniczej, płucnej i septycznej. Pochodzi od gryzoni. Choć znana jest z historycznych pomorów, dziś nie jest tak groźna, jeśli zastosuje się odpowiednie leczenie antybiotykami. Obecnie dżuma pojawia się przede wszystkim w Azji; na świecie oficjalnie notuje się 1-2 tys. przypadków rocznie.

“W przeciwieństwie do XIV wieku, dziś rozumiemy, w jaki sposób ta choroba jest przenoszona” – skomentował sprawę dr Shanti Kappagoda ze Stanford Health Care, w rozmowie z serwisem Heathline. “Wiemy, jak temu zapobiec. Jesteśmy również w stanie skutecznie leczyć pacjentów antybiotykami” – dodaje Kappagoda.

_

Zdjęcie: Shutterstock/Pisit Kitireungsang

Podziel się: