Elektrownie wiatrowe niestabilne, a recykling łopat trudny? Sprawdzamy mity

113
0
Podziel się:

Elektrownie wiatrowe bywają kontrowersyjnym tematem internetowych dyskusji. Krytycy tej technologii twierdzą często, że są niebezpieczne dla ptaków, recykling ich łopat jest bardzo trudny, a mieszkanie w pobliżu utrudnia uciążliwy hałas. Postanowiliśmy sprawdzić, które z tych opinii są bliskie prawdy. Na nasze pytania w cyklu podcastów “Proste pytania” odpowiedział Mikołaj Troczyński, specjalista do spraw odnawialnych źródeł energii z Fundacji WWF.

Tekst jest transkrypcją podcastu, który jest częścią naszego nowego cyklu „Na lądzie”. Przyglądamy się w nim rozwojowi polskich farm wiatrowych, rozwiązaniom europejskim i potencjałowi energii z wiatru. Pokażemy miejsca, gdzie takie farmy już powstały. Porozmawiamy z samorządowcami, ekspertami i mieszkańcami. Wszystkie teksty będzie można znaleźć pod TYM LINKIEM.

Elektrownie wiatrowe trudne w recyklingu? Tak, ale są postępy

Smoglab: Czy recykling łopat turbin wiatrowych rzeczywiście jest dużym problemem? W dyskusjach internetowych często pojawiają się głosy mówiące o tym, że jest praktycznie niemożliwy.

Mikołaj Troczyński: Wszelkie materiały kompozytowe, a takimi są skrzydła czy łopaty wiatraków, trudno poddać recyklingowi. Z drugiej strony trzeba sobie zdawać sprawę, że urządzenia takie jak turbiny wiatrowe podlegają tym samym uregulowaniom prawnym i tym samym zasadom, co na przykład samochody, pociągi, budynki czy artykuły gospodarstwa domowego. Tak więc zapewnienie możliwości recyklingu w wielu państwach jest wymogiem, na samym początku, przy procedurze uzyskania pozwolenia na budowę. W naszym kraju akurat takich uregulowań nie ma, ale nasze prawo w wielu miejscach jest trochę dziurawe. Tu jest też pole do popisu dla prawodawcy w przyszłości.

Są postępy w efektywności recyklingu?

Od czasu, gdy zaczęła się rozwijać energetyka wiatrowa, wszyscy producenci bardzo intensywnie pracują nad tym, żeby wyprodukować łopaty, które będzie można łatwo poddać recyklingowi. Dziś rzeczywiście jest łatwiej niż kiedyś, powstaje też wiele firm, które specjalizują się w tej działce. Stosowane są różne metody. Chodzi na przykład przetwarzanie łopat na materiały budowlane, jak wypełniacze do cementu. Można z nich wykonać też elementy małej architektury lub nawet ekrany dźwiękochłonne stawiane przy autostradach. Możliwości jest tutaj dużo, włącznie z tym, że odzyskane materiały z łopat służą np. jako materiały docieplające w budownictwie. Tam znajduje się włókno szklane, które do tego celu dobrze się nadaje.

Trzeba spojrzeć też na skalę. Jeden wiatrak pracujący przez 25 lat generuje w ciągu całego swojego życia około 40 do 50 ton odpadów z samych łopat. Żeby wyprodukować taką samą ilość energii elektrycznej z węgla trzeba przetransportować i spalić 40 tysięcy ton węgla. Powstaje przy tym 4 do 5 tysięcy ton popiołów i 80 tysięcy ton dwutlenku węgla. To jest skala zupełnie nieporównywalna. Uniwersytet Cambridge szacuje, że do 2050 roku w Europie i w Stanach powstanie około 40-45 milionów ton zużytych łopat od turbin wiatrowych. Dla porównania: tylko w ciągu jednego roku zużywamy około 400 milionów ton plastiku. Jedynie w Europie to 50 mln ton, nie wspominając o materiałach kompozytowych z samochodów czy telewizorów, które jako plastik nie są kwalifikowane.

Hałas – kwestia subiektywna, ale raczej niewyczuwalny

W takim razie przejdźmy do kolejnego mitu: elektrownie wiatrowe są hałaśliwe, a mieszkanie w ich pobliżu jest trudne.

Wiele razy podjeżdżałem praktycznie pod sam fundament dużych wiatraków. To subiektywna ocena, ale nie słyszałem hałasu – a na pewno hałasu uciążliwego. Według mnie te urządzenia pracowały praktycznie bezgłośnie. Przyjmuje się, że z odległości kilkuset metrów, odgłos wiatraka pracującego nawet przy silnym wietrze to jest około 40-45 decybeli – to całkowicie znośny dźwięk. Normy przewidują że w pomieszczeniach mieszkalnych hałas nie powinien przekraczać 50 decybeli, a więc normy są spełnione.

A więc hałas nie jest nie do zniesienia – jak chcą niektórzy uczestnicy internetowych debat?

Hałas jest dużo bardziej uciążliwy w przypadku linii kolejowych czy autostrad. To jest według mnie dużo większy problem, a jednak nowe inwestycje powstają. Coś za coś – technologia daje nam korzyści, ale zawsze ma pewne uwarunkowania. Myślę jednak, że akurat w przypadku wiatraków hałas nie jest dużym problemem. W naszej infrastrukturze istnieją obiekty o wiele bardziej uciążliwe niż turbiny wiatrowe.

Ptaki sobie radzą. Nietoperze mają gorzej

Wiatraki są wysokie, ich turbiny obracają się, więc czy stanowią duże zagrożenie dla ptaków?

Rzeczywiście, wszystkie urządzenia techniczne, a zwłaszcza takie, które posiadają ruchome elementy mogą być zagrożeniem dla zwierząt. W taki sam sposób zwierzętom dziko żyjącym zagrażają  drogi szybkiego ruchu czy kolej – i to na znacznie większą skalę niż elektrownie wiatrowe. Nie chcę jednak zupełnie wybielać technologii turbin wiatrowych.

Kolizje są możliwe, i to niestety jest fakt. Istnieją jednak doniesienia naukowe wskazujące, że ptaki potrafią się w pewnym stopniu nauczyć omijać to zagrożenie. Pomagają przy tym na przykład specyficzne sposoby malowania śmigłów, czyli łopat wiatraków czy turbin wiatrowych. Trzeba jednak uczciwie dodać, że inne zwierzęta latające, takie jak nietoperze czy niektóre owady nie mają takich możliwości. Dla nietoperza pierwszy kontakt z wiatrakiem jest najczęściej jednocześnie ostatnim kontaktem. To zwierzęta nocne posługujące się echolokacją, specyficznie odnajdujące się w przestrzeni. Należy więc dołożyć dużej staranności przy lokalizacji miejsc elektrowni wiatrowych, zwłaszcza w pobliżu terenów chronionych czy parków narodowych i przeprowadzić odpowiednią ocenę oddziaływania na środowisko.

Czyli podobnie, jak z autostradami – nie budujmy tam, gdzie zagrożenie dla zwierząt jest zbyt duże?

To są urządzenia techniczne, mają pewną charakterystykę techniczną, niestety trzeba je gdzieś lokować. Trzeba zadbać o to, żeby  rozwiązując problem z paliwami kopalnymi, nie generować innych problemów, związanych na przykład z ochroną przyrody.

Wietrzna pogoda bardziej stabilna, niż dostawy gazu

A jak jest ze stabilnością dostaw energii z elektrowni wiatrowych – bo przecież nie zawsze wieje? Mówi się o magazynach energii, ale to chyba nadal technologia w powijakach?

Spojrzałbym na tę sprawę nieco inaczej. Bo jeśli nie elektrownie wiatrowe, to co? Jaka jest alternatywa? Czy gaz jest stabilniejszym źródłem energii niż wiatr? Czy założyłby się pan o to, że tej zimy będzie mocno wiało, czy postawiłby pan na to, że wystarczy gazu dla przemysłu? Wszystkie źródła energii mają swoją specyfikę. Gaz potrzebuje rurociągów, węgla rurociągiem nie prześlemy. Ropy naftowej nie przerzucimy widłami. Tak samo jak z energetyką odnawialną, która też ma swoją specyfikę. Potrzebuje do ustabilizowania pracy między innymi magazynów energii.

W znacznym stopniu można tę pracę odnawialnych źródeł wykorzystać dzięki inteligentnemu zarządzaniu popytem. Fotowoltaika jest idealnie dopasowana do klimatyzacji w okresie letnim. Elektrownie wiatrowe dają więcej prądu w okresie zimowym. Połączenie różnych źródeł, na przykład z lokalnym wykorzystaniem odpadowej biomasy czy biogazu, pozwala stworzyć bardziej stabilne rozwiązania.



Jak efektywne mogą być więc elektrownie wiatrowe?

Im wyżej umieścimy gondolę czy wirnik turbin wiatrowych, tym lepsze jest wykorzystanie mocy tych turbin. Współczynnik wykorzystania mocy największych wiatraków, które mają wysokość powyżej 200 metrów, to dochodzi ona do 40%. Czyli wcale nie jest tak źle, biorąc pod uwagę, że na przykład elektrownie węglowe u nas również nie pracują przez cały rok. Bywa, że są wyłączane, remontowane. Jednak rzeczywiście to magazyny energii są takim rozwiązaniem, które pozwoliłoby całkowicie zastąpić konwencjonalne źródła oparte na paliwach kopalnych źródłami odnawialnym. One faktycznie mogą mieć okresy przestoju. W takich przypadkach moglibyśmy korzystać z energii zmagazynowanej np. w postaci wodoru czy w elektrowniach szczytowo-pompowych, które mogą taką energię przez długi czas przechowywać.

Na lądzie też się opłaca

Przejdźmy więc do ostatniego mitu: elektrownie wiatrowe powinniśmy budować na morzu, ewentualnie na północy Polski, gdzie indziej się nie opłaca.

Opłacalność to nie jest coś niezmiennego i stabilnego. Poza tym bardzo dużo zależy od lokalnych warunków, na przykład geograficznych, klimatycznych. Decyzję o ocenie opłacalności inwestycji powinniśmy zostawić inwestorom. Gdyby rynek energetyki wiatrowej w Polsce został uwolniony od politycznie nałożonych ograniczeń, to zobaczylibyśmy, czy się opłaca budować wiatraki w Polsce. Myślę, że bardzo szybko wiele takich obiektów by powstało, oczywiście w tych miejscach, które są do tego najlepsze. Według analiz IMGW około 60 proc. powierzchni naszego kraju ma korzystne warunki do stawiania elektrowni wiatrowych. 

Zdjęcie: GiSpate/Shutterstock

Podziel się: