W Wielowsi nie byli przekonani do farmy. Dziś pytają „jakie wiatraki”?

1547
0
Podziel się:

Jedziemy między rozległymi, zielonymi polami, rozciągającymi się aż po horyzont. Nie ma tu wzniesień ani pagórków, jest za to przestrzeń i dużo zieleni. Jest wczesna jesień, słoneczny, ale wietrzny dzień. Gdzieś w tle widać wiatraki – cel naszej podróży. 

Jesteśmy na Śląsku, pół godziny drogi z Gliwic, w gminie Wielowieś. To tutaj w 2021 roku otwarto pierwszą śląską elektrownię wiatrową. W sumie 20 wiatraków, każdy może produkować maksymalnie 3,3 MW. 

Łącznie produkują 66 MW energii. Mogłyby zaopatrywać w czystą energię 100 tys. gospodarstw domowych.

“To zdecydowanie nie było pstryknięcie palcem” – wspomina wójt gminy Wielowieś Ginter Skowronek chwaląc stojące w okolicy wiatraki. “Cały proces budowy farmy wiatrowej trwał 13 lat. Pierwsze spotkania mieliśmy w 2008-2009 roku, zmianę studium zatwierdziliśmy w 2010, a zmianę planu miejscowego w 2011. Inwestycją były zainteresowane cztery firmy. Finalnie wiatraki postawiła firma Akuo Energy” – dodaje.


Tekst jest częścią naszego nowego cyklu „Na lądzie”, w którym będziemy przyglądać się rozwojowi polskich farm wiatrowych, rozwiązaniom europejskim i potencjałowi energii z wiatru. Pokażemy miejsca, gdzie takie farmy już powstały. Porozmawiamy z samorządowcami, ekspertami i mieszkańcami. Wszystkie teksty będzie można znaleźć pod TYM LINKIEM.


Dojeżdżamy do wsi Wiśnicze. Kilka domów, Dom Pomocy Społecznej i kościół. Przy polnej drodze boisko do piłki nożnej i siatkówki. Obok dwie ławki, z widokiem na pola i wiatraki. Turbiny stoją całkiem daleko od zabudowań. Żeby dotrzeć do najbliższej, musimy iść przez kilkanaście minut. 

Wielowieś

Zostawiamy za plecami ostatnie domy, wiatr przybiera na sile, napędzając gigantyczne turbiny. Każdy z wiatraków ma 195 metrów wysokości. Przed przyjazdem przeczytaliśmy, że czubek turbin przewyższa dach Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Są ogromne, ale ciche. Dopiero kiedy podchodzimy pod jeden z nich, słyszymy specyficzny dźwięk napędzanej turbiny. 

Znacznie głośniej hałasują kosiarka i ciągnik, pracujące we wsi. 

Na Śląsku też bywa wietrznie

Kiedy pytamy wójta o warunki dla takiej inwestycji, odpowiada: Wielowieś ma wiatraki w bardzo korzystnym miejscu. Pod względem siły wiatru okolica wygląda bardzo dobrze. “Gmina ma 117 km2 powierzchni, zabudowa jest zwarta, a w przestrzeniach między zabudowaniami można było umieścić wiatraki w wymaganych odległościach. Firmy, które inwestują, mają wyliczenia dotyczące wietrzności – uznano, że u nas jest wystarczająca” – wylicza.

Francuska firma Auko Energy, która wybudowała wiatraki w Wielowsi, ma w Polsce jeszcze dwie elektrownie wiatrowe: w Lęborku i Gniewie na Pomorzu.

“Chcieliśmy być obecni na Śląsku, ponieważ to jest ważny, symboliczny ośrodek przemysłowy. Chcieliśmy tym również pokazać, że Polska przechodzi obecnie transformację energetyczną”mówił Patrice Lucas, CEO i współzałożyciel Akuo Energy, cytowany przez portal Gram w Zielone.

“Okolice Wielowsi są geograficznie usytuowane na wzgórzach i są tu korzystne prądy wiatrowe” – komentował Piotr Owczarek z Akuo. Jak dodał, turbiny zainstalowane w Wielowsi są bardzo nowoczesne. “Właściwie nie ma dziś na świecie lepszych rozwiązań” – zachwalał, dodając, że energia z wiatraków służy mieszkańcom gminy, “Wszystkie turbiny schodzą się kablami do jednego centralnego punktu, czyli stacji energetycznej, w której trasujemy tę energię na wyższy poziom napięcia i dostarczamy okolicznym mieszkańcom” – mówił Owczarek.

Wiatraki działają, Wielowieś liczy zyski

Dzięki farmie wiatrowej, dodaje wójt Skowronek, gmina ma stały dochód w postaci podatku od budowli, 2 mln 540 tys. zł rocznie. Były też wpływy jednorazowe, jak np. służebność przesyłu, czyli 800 tys. zł za kable w drogach polnych. Firma podpisała także 30-letnie umowy dzierżawy z właścicielami pól – za zgodę na wybudowanie wiatraków na ich terenie dostają co roku ustalone z inwestorem kwoty.

“Inwestor wybudował 10 km dróg polnych z dobrą nawierzchnią, pomógł klubom sportowym, kupił aparat USG dla gminnego ośrodka zdrowia. Nie miał na celu tylko budowania wiatraków, ale chciał też pomoc społeczności” – mówi wójt.

Wiatrakowe referendum

Sprzeciw społeczny? Wójt mówi nam, że było “ostro”. “Najgłośniej protestowali mieszkańcy jednej z sąsiednich miejscowości, ludzie, którzy przeprowadzili się na wieś i spodziewali się, że to będzie skansen. Śpiew ptaków i nic więcej. A tak przecież nie może być, gmina musi się rozwijać” – wyjaśnia. “Walka z wiatrakami przerodziła się w pewnym momencie w walkę z ludźmi. Mieszkańcy zorganizowali nawet referendum w sprawie mojego odwołania” – opowiada.

Referendum odbyło się we wrześniu 2020. Inicjatorami była grupa kilkorga mieszkańców, sprzeciwiających się budowie wiatraków. “Panie Wójcie, chcielibyśmy zapewnić Pana, że nie żywimy do Pana osobistej urazy, a jedynie głęboko nie zgadzamy się z prowadzoną przez Pana polityką” – pisali w liście zamieszczonym na lokalnym profilu facebookowym “Gmina Wielowieś i okolice”. 

Wójta nie udało się odwołać. Referendum miało bardzo niską frekwencję – wzięło w nim udział jedynie 4,84 proc. mieszkańców.

“Dziś ludzie się już przyzwyczaili. Nie słychać protestów – chociaż podejrzewam, że ci, którzy od początku byli na “nie”, dalej nie są przekonani” – dodaje.

„Straszydła” czy widok z pocztówek?

Mimo to w internecie nadal łatwo jest znaleźć głosy przeciwko wiatrakom. Można na nie trafić na lokalnych forach i grupach na Facebooku. Niektórym przeszkadza migające w nocy światło lamp umieszczonych u szczytu każdego z masztów. Inni twierdzą, że mieszkając bliżej wiatraków trudniej się wyspać – jednak coś od nich słychać. Są też zacięci przeciwnicy farm wiatrowych straszący katastrofami, na przykład pożarami łopat.

Na tych samych grupach można jednak znaleźć również zwolenników OZE i mieszkańców zachwyconych bliskością farmy. Bywa, że mieszkańcy wymieniają się zdjęciami wiatraków zrobionymi w czasie malowniczych zachodów słońca. Widać, że głosy są podzielone: niektórzy w komentarzach piszą o “straszydłach jak strachy na wróble”. Inni nie rozumieją, co się w wiatrakach może nie podobać.

Gusta mogą być różne, ale skądś energię musimy brać – przekonywał w jednym z odcinków naszego podcastu Paweł Czyżak z think-tanku Ember. “W innym przypadku musielibyśmy przecież na przykład tworzyć nowe odkrywki i budować wielkie, konwencjonalne elektrownie. One przecież też zakłócają krajobraz.”

Duży hałas z wiatraków czy dużo hałasu o nic?

Zresztą lepsze to nawet, niż elektrownia atomowa – mówi nam jeden z mieszkańców gminy, spotkany przed niewielkim marketem. “Szczególnie teraz, kiedy nie wiadomo, czy jakaś rakieta w taką elektrownię nie uderzy” – przekonuje nas czterdziestokilkulatek pakując do bagażnika zakupy – “A tutaj wiatraki nie przeszkadzają. Niech budują, niech ich będzie jak najwięcej, to może prąd byłby tańszy” – mówi.

Pytamy o nowe wiatraki, które mogłyby stanąć w okolicy. “Popieram” – odpowiada nasz rozmówca. “Nawet, jeśli staną niedaleko mojego domu”.

W rozmowach z nami mieszkańcy gminy rzadko narzekają. Według pracownic marketu bardziej od wiatraków hałasuje ruchliwa droga przebiegająca niedaleko sklepu. O zdanie zapytaliśmy również ucznia tutejszej podstawówki. Chłopiec koniecznie chce pogłaskać naszego psa, z którym spacerujemy po Wielowsi. “Mieszkaliśmy w Wielowsi, przeprowadziliśmy się do Wiśniczach. Ale wiatraki? Jakie wiatraki?” – dziwi się chłopak, na oko czwartoklasitka. “Aa, te”- reflektuje się po chwili. “Rodzice nie narzekają”- rzuca podbiegając w kierunku autobusu.

Z odrobinę większą rezerwą o wiatrakach mówi nam sprzedawca obwoźnego sklepu, urządzonego w naczepie furgonetki. “Są różne teorie. Niektórzy mówią, że gorzej działa internet. Albo że wiatraki mogą wydawać jakieś mikrodźwięki i nie wiadomo, czy to nie szkodzi zdrowiu. Ale hałas? Ja nic nie słyszę.”

“A ja je słyszę, z otwartymi oknami trochę ciężej zasnąć, trzeba się przyzwyczaić” – narzeka jednak mieszkanka Wielowsi, którą spotykamy niedaleko Banku Spółdzielczego. Jej dom stoi około kilometra od farmy. Obok biegną tory kolejowe.

“Tylko że pociąg przejedzie raz na jakiś czas, a wiatraki działają ciągle” – rozkłada ręce. Sama nie była przeciwniczką tej inwestycji. “Niektórzy w gminie byli rzeczywiście mocno przeciw. Była taka grupa, ale w większości się nie sprzeciwialiśmy. Ja w tych dyskusjach zawsze byłam raczej neutralna.” – dodaje.

Wielowieś będzie miała nowe wiatraki? To zależy od Sejmu

Nowych dyskusji o wiatrakach w lokalnych społecznościach na razie nie słychać. To przez ustawę odległościową, która uniemożliwia inwestycje na 99,7 proc. obszaru Polski. Dlatego nadal bardzo trudno postawić elektrownię wiatrową. Odległość farmy od najbliższych zabudowań musi być równa dziesięciokrotności wysokości najbliższego wiatraka. Wielowieś zdążyła przed 10H – sprawę planu miejscowego dopuszczającego wiatraki dopięto przed 2016 rokiem. Wtedy feralne prawo weszło w życie.

“Ale mi się wydaje, że jakieś wiatraki jeszcze tu staną” – powiedział nam na koniec rozmowy właściciel obwoźnego sklepu. Są zresztą takie plany – na razie na trzy wiatraki, które dopuszcza obowiązujący plan zagospodarowania. Pewnie mogłoby być ich więcej. To zależy tylko od odmrożenia zmian w prawie. 

Autorzy: Katarzyna Kojzar, Marcel Wandas

Zdjęcia: Katarzyna Kojzar, logo: Tomasz Bartkowiak, MaszTO

Podziel się: