Jakie są prawdziwe skutki awarii elektrowni jądrowych w Czarnobylu i Fukushimie?

Podziel się:
Czarnobyl Skutki

Z punktu widzenia chemii 131I praktycznie nie różni się od innych izotopów jodu, w tym od jedynego stabilnego izotopu 127I. Dostarczony z zewnątrz (np. wraz ze skażoną żywnością) 131I jest więc również – podobnie jak każdy inny izotop jodu – używany przez nasz organizm do syntezy hormonów tarczycy. Niestety, jądro 131I jest niestabilne, i rozpada się emitując promieniowanie beta (elektrony) i gamma (wysokoenergetyczne fotony). Może to powodować mutacje lub śmierć komórek.

[6] Czas połowicznego zaniku 131I to 8 dni, tak więc np. po miesiącu jego ilość w środowisku zmniejsza się ok. 16 – krotnie, a po dwóch miesiącach (dokładniej, po 64 dniach) już 256- krotnie. Czyli po dwóch miesiącach mamy do czynienia z ok. 4 promilami początkowej liczby jąder 131I.

[7] Niedobór jodu w diecie zwiększa negatywne skutki narażenia na 131I, bo w takiej sytuacji więcej tego izotopu zostanie wbudowane w hormony tarczycy.

Płyn Lugola to wodny roztwór jodu w jodku potasu. Warto przypomnieć, że Polsce podano go w sumie 18,5 mln ludzi, w szczególności dzieciom. I to nie po miesiącu, jak w ZSRR, a tuż po awarii czarnobylskiej elektrowni. Jak się okazało, nie było to konieczne, ale na przełomie kwietnia i maja 1986 roku nie można było jeszcze tego stwierdzić. (Źródło: rozmowa Marcina Rotkiewicza z prof. Zbigniewem Jaworowskim w tygodniku „Polityka”.)

[8] Do tego należy doliczyć kilka-kilkanaście? zgonów związanych z awarią, ale nie spowodowanych przez promieniowanie.

[9] Zwraca się za to uwagę, że zważywszy na niskie dawki promieniowania jakie otrzymała większość populacji, trudno jest wykryć jakikolwiek efekty zdrowotne. Tym bardziej że nasza wiedza na temat skutków długotrwałego narażenia na stosunkowo niskie dawki promieniowania jonizującego jest niepełna – pochodzi głównie z badań na osobach, które przeżyły wybuch jądrowy lub z eksperymentów na zwierzętach.

Umieralność w ZSRR zaczęła zresztą rosnąć jeszcze przed awarią w Czarnobylu, co razem z załamaniem się systemu opieki zdrowotnej i pogorszeniu stanu zdrowia ludności zamieszkującej obszar byłego Związku Radzieckiego po upadku komunizmu dodatkowo komplikuje obraz i utrudnia ocenę skutków awarii.

[10] Wysiedlenie tak dużej liczby ludzi z tak znacznych obszarów było najprawdopodobniej zupełnie niepotrzebne. Profesor Zbigniew Jaworowski we wspomnianym wcześniej wywiadzie udzielonym „Polityce” mówił:

W pobliżu elektrowni jest niecały kilometr kwadratowy tak skażony, że tuż po wybuchu wyginęły tam drzewa. Reszta tzw. zamkniętej zony nadaje się do zamieszkania, włącznie z wysiedlonym i pustym do dziś miastem Prypeć, położonym 3 km od elektrowni czarnobylskiej. Poziom promieniowania jest tam taki jak w Warszawie. Na najsilniej skażonych terenach Białorusi, Rosji i Ukrainy roczne dawki promieniowania, spowodowane katastrofą czarnobylską, wynoszą ok. 1 mSv (milisiwerta). Dla porównania, są rejony na świecie (np. we Francji, Brazylii i Iranie), w których roczne naturalne dawki promieniowania z gleby i skał sięgają dziesiątków, a na nawet setek milisiwertów. Ludzie żyją tam od wieków i cieszą się dobrym zdrowiem. Nikomu nie przychodzi też do głowy, by ich wysiedlać. Dodam, że w Polsce w ciągu pierwszego roku po katastrofie dawka odczarnobylska wynosiła 0,3 mSv.

Wysiedlenie mieszkańców okolic elektrowni miało zresztą także dość nieoczekiwane „skutki uboczne” – czarnobylska „zona” zamieniła się ostoję dzikiej zwierzyny.

[11] Odpowiedzi moich znajomych i członków rodziny na pytanie o liczbę ofiar obydwu awarii:

(1) „Czarnobyl: tysiące zgonów (nie od razu, ale w dłuższym okresie). Fukushima – nie mam pojęcia, nie pamiętam czy ktokolwiek, czy po prostu teren jest skażony.

(2) „Czy chodzi o zgony tuż po wybuchu? Myślę, że Czarnobyl to ok. 100, a Fukushima – kilkanaście. Ale szczerze – nie wiem.

(3) „Nie mam pojęcia o ofiarach, wiem że są mniejsze niż przekonanie o nich. Nie wiem. Ja się nie boję atomu. Mnie wkur… odpady, broń atomowa, koszty i zafiksowanie się na jednej technologii. W Polsce boję się przekrętów.

(4) „Nie wiem. Czarnobyl – 10 tysięcy. Fukushima – zero.

(5) „Bezpośrednio, czyli powiedzmy w ciągu 2 tygodni po awarii: Czarnobyl – 6 tys., Fukushima – 1.2 tys. W sumie, odpowiednio 30 tys. i 10 tys.”

(6) „Nie mam pojęcia, ale myślę że Czarnobyl mniej niż Fukushima.”

(7) „Czarnobyl: 10 tysięcy, a Fukushima 300.

(8) Naprawdę nieźle trafił mój brat, absolwent ASP:

Nie wiem, wydaje mi się, że Czarnobyl – 20, Fukushima – parę.

Dwie z zapytanych osób po prostu wiedziały, i podały poprawne odpowiedzi.

Sam też jeszcze niedawno powiedziałbym pewnie, że przy ratowaniu elektrowni, gaszeniu pożarów itd. zginęło ponad sto osób, a z powodu nowotworów będących skutkiem napromieniowania zmarło kilka, a może i kilkanaście tysięcy.

Co i tak nie podważało mojego poparcia dla energetyki jądrowej, którą już wtedy uważałem za w zasadzie bezpieczną. A przynajmniej za dużo mniejsze zło niż energetyka oparta na paliwach kopalnych. Czarnobyl i Fukushima to zresztą przypadki skrajne, paradoksalnie pokazujące jak relatywnie bezpieczna, a nie groźna jest ta technologia (patrz komentarz na ten temat prof. Zbigniewa Jaworowskiego w wywiadzie przeprowadzonym z Nim w „Polityce”).

Mój rówieśnik i kolega po fachu, fizyk, po zapoznaniu się z raportem UNSCEAR napisał coś, co jest tu bardzo dobrym podsumowaniem:

Powiem Wam, że jestem w sumie zaskoczony. Żyłem w przekonaniu, że rodziły się mutanty, ginęły legiony a teren skażony to tysiące hektarów. Oczywiście przesadzam. Ale myślę, że tak właśnie myśli … w sumie każdy. Mimo że przedstawiane są fakty, twarde i rzetelne, to odkręcenie tego czarnego PR-u jest praktycznie niemożliwe. Moje pokolenie chyba nie jest w stanie tego zaakceptować, że nie było wcale tak źle.

Fot. Shutterstock.

1 2 3
Podziel się:

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Kayla Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kayla
Gość
Kayla

Czy spotkał się Pan z opinią, że te 6000 przypadków raka, to w dużej części tzw. rak niemy, a jego wykrycie było związane ze zwiększoną diagnostyką (nie ma grupy kontrolnej i nie wiadomo ile przypadków raka niemego było przed katastrofą). http://www.rynekzdrowia.pl/Serwis-Onkologia/Zmienili-klasyfikacje-quot-niemego-raka-quot-tarczycy,161338,1013.html