Jan Mencwel: Rządzący ponad życie obywateli przedkładają swoje doraźne korzyści polityczne

677
0
Podziel się:
Jan Mencwel

Polska mogła mieć własne prawo skutecznie chroniące pieszych. Dzięki niemu pieszy byłby chroniony przez kodeks drogowy jeszcze przed wejściem na “zebrę”. Rządzący wysłali jednak projekt ustawy do sejmowej zamrażarki. Dlaczego? Pytamy Jana Mencwela ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. 


Policja i rządzący twierdzą, że chcą bezpieczeństwa pieszych, ale na razie nieprzychylnie patrzą na pomysł ich pierwszeństwa przed wejściem na przejście.

To jest wybór albo-albo. Przy obecnych przepisach nie można myśleć o tym, żeby piesi byli bezpieczni. Rządzący blokując pomysł opowiadają się de facto przeciw życiu jako najwyższej wartości, przedkładając nad nią swoje doraźne korzyści polityczne.  Oficjalnie przedstawiciele służb i ministerstwa spraw wewnętrznych mocno skrytykowali ten pomysł mówiąc, że jeśli wprowadzimy taką ustawę, to będzie więcej wypadków. Ale tak naprawdę nie chodzi im o dobro obywateli, ale o strach przed lobby firm transportowych. W związku z tym projekt poszedł do sejmowej zamrażarki. Projekt został złożony przez Janusza Wojciechowskiego. Sami planowaliśmy złożyć podobny, jednak zostaliśmy uprzedzeni. Ale nie odpuścimy, bo to zbyt ważna sprawa – tu chodzi o setki żyć rocznie.

Rozmawiałem o wprowadzeniu pierwszeństwa dla pieszych przed wejściem na pasy z moimi znajomymi. Znalazły się osoby sceptycznie. Pierwszy argument przeciw: to będzie prawo, które nic nie da.

Statystyki pokazują, że w krajach, w których obowiązują takie zapisy, mniej osób ginie na przejściach dla pieszych. Tego nikt nie jest w stanie podważyć. Przewidywania MSW, że “będzie więcej wypadków”,  nie są poparte żadnymi danymi ani dowodami. To jedynie tezy. W tej chwili mamy do czynienia z sytuacją, w której pieszy ma “trochę pierwszeństwa”. Czyli w praktyce nie ma w ogóle. Muszą być jasne zasady: samochód dojeżdża do przejścia, na chodniku stoi pieszy przed przejściem, samochód się zatrzymuje. Tak to działa w prawie całej Europie, są różne warianty i odcienie. Są na przykład przepisy mówiące, że pieszy powinien sygnalizować zamiar wejścia. Sprowadza się to jednak do tego, że kierowca powinien zwolnić i zatrzymać się, by umożliwić przejście przez jezdnię pieszemu. To jedyny sposób, żeby uniknąć wielu wypadków, które wynikają nie tyle z piractwa drogowego, ile ze zwykłej nieuwagi – bo obecne przepisy nie wymuszają uwagi.

Kolejny argument przeciw: “A skąd ja mam wiedzieć, że ten pieszy chce przejść?”

Właśnie dlatego, że kierowca nie może tego z całą pewnością wiedzieć, powinien zawsze bezwzględnie się zatrzymać. Zatrzymanie przed przejściem, przy którym znajduje się pieszy jest elementarnym warunkiem współżycia różnych grup poruszających się po mieście. Jeśli kierowcy mają problem z tym, że stracą pięć sekund przy zatrzymaniu przed pasami, to mamy pomieszane priorytety. Nie można uznawać, że ludzie mogą umierać, bo ważniejsze jest to, że ktoś się spieszy. Polskie przepisy sugerują, że jeśli się spieszysz, to możesz nie uważać. A w efekcie potrącasz kogoś na przejściu.

No a jeśli stanę przed tymi pasami, ktoś stoi na chodniku i nie wchodzi na przejście? Ile mam czekać, minutę, dwie? Będą tworzyć się przez to korki.

Każdy powinien się zastanowić, z iloma takimi sytuacjami ma do czynienia. Ja również poruszam się czasami autem po mieście. W moim przypadku to jest jakiś promil sytuacji, bo najczęściej jednak pieszy po prostu chce przejść. Ludzie nie stają sobie raczej przy pasach, żeby sobie postać. A jeśli już sytuacja jest niejasna, ktoś się spieszy, to przecież może skomunikować się z pieszym wzrokiem, pokazać mu gestem ręki, że może przejść. Taki kontakt wzrokowy jest czymś normalnym między kierowcami, na przykład przy włączaniu się do ruchu. Może to zająć 30 sekund, może minutę, jeśli to osoba poruszająca się powoli. Każdy z kierowców powinien zastanowić się, czy te sekundy są cenniejsza, niż wartość zachowania bezpieczeństwa w sytuacji, kiedy niechroniony użytkownik ruchu może zginąć.

Zresztą, prawdopodobnie część z tych sytuacji niejasnych intencji pieszego wynika obowiązujących teraz przepisów. Pieszy może wejść na przejście z przekonaniem, że auto się zatrzyma, ale nie ma pewności, czy jednak nie pojedzie dalej. Dlatego czasem stoi aż za długo, żeby mieć absolutną pewność, że po wejściu nic mu nie grozi.

Piesi często wręcz nie dowierzają, że kierowca chce ich przepuścić.

Z tego względu wszystkim powinno pomóc uproszczenie tych przepisów i jasne zasady.

Niektórzy mówią też, że będzie to martwe prawo, bo będzie je trudno egzekwować. No bo przecież samochód policyjny nie stanie w większości przypadków bezpośrednio przy przejściu. Poza tym kierowcy mogą doznać szoku, że każdy pieszy nagle wchodzi na jezdnię przed nimi. To rodzi problem z bezpieczeństwem.

Dlatego my proponujemy okres przejściowy. Vacatio legis powinno trwać sześć miesięcy lub rok. W tym czasie policja może przeprowadzić sensowną kampanię w sprawie bezpieczeństwa. Nie kolejną w sprawie noszenia odblasków przez pieszych, tylko skierowaną do kierowców, którzy powinni zatrzymywać się przed przejściem. Wtedy nie będzie to zmiana, którą ktokolwiek będzie zaskoczony. Przecież czasem zmieniają się przepisy. Kierowcy zwykle jednak są wstanie są je przyswoić. Nie są one stałe.

Co do policji. Co piąty pieszy zabity w Unii ginie w Polsce. Liczba osób ginących na pasach rośnie. Każda z tych śmierci to niewyobrażalna, niepotrzebna tragedia. Czym ma się zajmować policja, jeśli nie zapobieganiem tym tragediom? Priorytetowym zadaniem służb powinna być poprawa bezpieczeństwa na przejściach. Patrole nie muszą sprawdzać też każdego przejścia dla pieszych. Chodzi przede wszystkim o te, gdzie nie ma sygnalizacji świetlnej. Tam jest największy problem z potrąceniami.

Czyli patrol policji kilkanaście – kilkadziesiąt metrów dalej i łapanie kierowców na gorącym uczynku?

Na początku pewnie będzie konieczne wzmożenie kontroli. Ale po jakimś czasie, poprzedzone kampanią edukacyjną, te przepisy zadziałają same. Kierowcy zaczną uważać, bo zrozumieją, że tu chodzi o życie. To naprawdę nie jest tak, że na pasach zabijają tylko rozpędzeni piraci drogowi. Zabijają też zwykli kierowcy, którzy “tylko” nie uważali przed przejściem. Nie uważali, bo nie nauczono ich, że mają zawsze się zatrzymać. Musimy to wreszcie zmienić.

Fot. Jan Mencwel z rodziną podczas przemarszu Pieszej Masy Krytycznej w Warszawie, wrzesień 2018

Podziel się:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o