Zakaz stosowania niebezpiecznych substancji chemicznych od kilku lat nie może wejść w życie – alarmują organizacje ekologiczne. Powodem jest m.in. opór przemysłu chemicznego, który próbuje blokować decyzje, wykorzystując kruczki proceduralne.
W maju 2021 r. Unia Europejska przyjęła ambitny cel pod hasłem zero pollution. Przewiduje on radykalne ograniczenie zanieczyszczeń powietrza, wody i gleby – do poziomów uznawanych za niegroźne dla ludzi i środowiska. Projekt zakłada osiągnięcie kilku kluczowych wskaźników do 2030 r., w tym zmniejszenie:
- o 55 proc. liczby przedwczesnych zgonów z powodu narażenia na smog,
- o 50 proc. wykorzystania szkodliwych pestycydów
- i o taką samą wartość – ilości wytwarzanych odpadów.
Komisja Europejska hamuje własne plany
Niespełna rok później Komisja Europejska przedstawiła Restrictions Roadmap – najambitniejszy w historii program kontroli chemikaliów. Mapa drogowa miała przyspieszyć wykorzystanie istniejących uprawnień w ramach procedury restrykcyjnej REACH, celując w 22 grupy niebezpiecznych substancji (m.in. opóźniacze palenia, bisfenole, PVC i PFAS). Plan przyjęto jednogłośnie, z jasnym harmonogramem: prace miały się zacząć w ciągu dwóch lat, a większość substancji miała zniknąć z rynku do 2030 r.
Tak się jednak prawdopodobnie nie stanie. Mimo początkowych postępów po czterech latach projekt zderzył się ze ścianą. Jak wynika z raportu „Restrictions Roadblock report”, przygotowanego przez European Environmental Bureau (EEB, największa europejska sieć NGO działających na rzecz ochrony środowiska) we współpracy z ClientEarth, KE zamroziła 14 z 22 spraw – niemal dwie trzecie zainicjowanych w 2022 r. W przypadku 7 spośród 14 prace nie zostały rozpoczęte, a w 7 kolejnych – KE sama blokuje ich finalizację. Proces regulacyjny został sfinalizowany tylko dla 6 restrykcji.
Jak wygląda proces wprowadzania restrykcji?
W założeniach wszystko wygląda dobrze. Procedurę inicjuje Europejska Agencja Chemikaliów (ECHA) lub państwo członkowskie – przez zgłoszenie zamiaru ograniczenia danej substancji. Kolejny krok to przygotowanie pełnego dossier z „materiałem dowodowym”. Jest on oceniany przez komitety eksperckie ECHA. Jeden z nich ocenia ryzyko, drugi analizuje bilans kosztów i korzyści społeczno-gospodarczych.
Gdy ECHA daje zielone światło, sprawę przejmuje Komisja Europejska. Ustawowo ma ona trzy miesiące na przygotowanie projektu decyzji i przeprowadzenie go przez głosowanie przedstawicieli państw członkowskich. W przypadku braku sprzeciwu restrykcja wchodzi w życie.
Cały proces powinien zająć maksymalnie dwa i pół roku. W teorii – bo w praktyce trzymiesięczny etap decyzyjny, który pozostaje w gestii Komisji, rozciąga się na lata. KE „nie wyrobiła się” w żadnej z 22 spraw. Na tym etapie średnie opóźnienie dla spraw z tzw. puli zerowej (ang. Pool 0 – grupa 14 spraw z mapy drogowej restrykcji, które w momencie jej publikacji były już w toku) wynosi nieco ponad 25 miesięcy

Przyczyna opóźnień: „niemal bezprecedensowa” skala lobbingu
Opóźnienia mają konkretną przyczynę – opisaną w raporcie EEB. Branże zatajają dane na etapie naukowej oceny zgłoszenia, a gdy sprawa trafia na biurko Komisji, dostarczają nowych informacji o kosztach czy słabej dostępności alternatyw. Komisja musi je przeanalizować, co generuje kolejne miesiące zwłoki.
Autorzy opracowania określają te działania jako „dobrze znaną taktykę przemysłu”. Zaznaczają też, że skala lobbingu, któremu podlegają komisarze odpowiedzialni za te decyzje, jest „niemal bezprecedensowa” – szczególnie w porównaniu z dostępem, na który mogą liczyć organizacje społeczne.
Przypadek mapy drogowej z 2022 r. nie jest odosobniony. Regulacja o ograniczeniu pestycydów (SUR) – jeden z flagowych komponentów Zielonego Ładu – przeszła identyczny scenariusz: kampania lobbingowa pod pretekstem „dodatkowych ocen skutków”, półroczne opóźnienie, a w 2024 r. całkowite wycofanie projektu przez Ursulę von der Leyen.
Sama rewizja generalna REACH została odrzucona przez Radę ds. Kontroli Regulacyjnej i przesunięta na drugą połowę 2026 r. przy aplauzie przemysłu chemicznego.
Skala szkód: prawie 100 tys. ton zanieczyszczeń o wysokiej szkodliwości
Opóźnienia we wdrażaniu ograniczeń mają wymierne konsekwencje. Autorzy raportu wybrali sześć spośród 22 grup substancji, dla których urzędnicy podali roczne szacunki emisji i przeliczyli je przez liczbę miesięcy zwłoki ponad ustawowy termin. Zgodnie z kalkulacjami do środowiska trafiło 98 tys. ton zanieczyszczeń o wysokiej szkodliwości – z powodu 167 miesięcy skumulowanych opóźnień w uwzględnionych sprawach.
Największy udział w tej liczbie ma ołów w amunicji i sprzęcie wędkarskim. Odpowiada on za ponad 84 tys. ton zanieczyszczeń. Zwłoka w ograniczeniu zawartości ołowiu w amunicji oznacza m.in. utratę punktów IQ u 66 tys. dzieci rocznie z powodu spożycia dziczyzny, od 100 do 1 tys. przypadków przewlekłej choroby nerek wśród europejskich myśliwych i narażenie na zatrucie ołowiem wśród 135 milionów ptaków.
Resztę tabeli wypełniają inne substancje o udowodnionej szkodliwości. Wśród nich są m.in. PFAS odpowiedzialne za 548 ton zanieczyszczeń przypisanych 14-miesięcznej zwłoce. Chodzi jedynie o związki z tej grupy zawarte w pianach gaśniczych, bo uniwersalny zakaz całych PFAS wciąż czeka na opinię ECHA.
230 tys. hektarów zanieczyszczonych rakotwórczym cyjanamidem wapnia
Kolejna kategoria to średniołańcuchowe chlorowane parafiny (MCCP) – opóźniacz palenia wykrywany nawet na Antarktydzie, który w tym przypadku odpowiada za niemal 13 tys. ton zanieczyszczeń. Osobną pozycję zajmuje ołów w PVC, który „zaliczył” najdłuższe opóźnienie ze wszystkich 22 spraw – 47 miesięcy. Przy relatywnie niewielkiej rocznej emisji dało to 133 tony w formie zanieczyszczeń. Listę zamyka Dechlorane Plus – opóźniacz palenia stosowany w przemyśle motoryzacyjnym, wykrywany już w ludzkiej krwi i mleku matki. Ta sprawa czeka na decyzję Komisji od 41 miesięcy.
Spośród innych substancji objętych planowanymi – i wstrzymywanymi od czterech lat – restrykcjami raport wymienia też cyjanamid wapnia. To rakotwórczy składnik nawozów, który zanieczyszcza rocznie około 230 tys. hektarów gruntów rolnych i przylegających wód. Na decyzję od ponad pięciu lat czekają też substancje uczulające obecne w tekstyliach i wyrobach skórzanych. Narażenie na te związki przekłada się na 45 do 180 tys. nowych przypadków alergii rocznie.
Są też inne toksyny, dla których brak wiarygodnych szacunków. Autorzy raportu podkreślają, że nie da się precyzyjnie wyliczyć szkód zdrowotnych i środowiskowych spowodowanych opóźnieniami we wdrażaniu ograniczeń emisyjnych, ale są one „z pewnością znaczące”.



