Kopalnia odkrywkowa dusi Bogatynię. Czy doczekamy się kolejnej?

Podziel się:

Od węgla nie odchodzimy, za to możemy doczekać się nowej kopalni. I to odkrywkowej – czyli wpływającej na zanieczyszczenie powietrza jeszcze przed spaleniem surowca. Pyły z odkrywki już uprzykrzają życie mieszkańców Bogatyni. Polska Grupa Energetyczna chce korzystać też ze złóż węgla brunatnego w Złoczewie w województwie łódzkim. A może bardziej chciała, bo ostatnio nie wypowiada się o tych planach w zbyt pewnym tonie. Zupełnie inaczej do sprawy podchodzą lokalne władze. Przyszłe miesiące mogą przynieść ważne rozstrzygnięcia dotyczące losów obu złóż.  

– Kopalni odkrywkowych w Polsce  jest więcej, ale najlepiej udokumentowany problem jest w dolnośląskim, w otoczeniu odkrywki Turów. – mówi nam prawnik Miłosz Jakubowski z fundacji Frank Bold, moniturującej sytuację związaną z odkrywkami w Polsce. Na działalności kopalni w Turowie najbardziej cierpi Bogatynia, przede wszystkim osiedle Zatonie. – Jest ono położone pomiędzy odkrywką a elektrownią Turów. To dwa wielkie, zanieczyszczające środowisko zakłady. – dodaje Jakubowski.

To dlatego mieszkańcy Zatonia nie mogą odetchnąć czystym powietrzem przez cały rok. Wydobycie sprawia problem również latem. Szczególnie w suche dni, kiedy wiatr podrywa pył z Turowa.

– Różnice między pomiarami stężenia pyłów zimą a latem były bardzo niewielkie. To nietypowe, bo na wiosnę smog powinien maleć, w końcu zazwyczaj odpowiadają za niego piece w prywatnych domach. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska potwierdził z kolei, że pyły pochodzą z turowskiej odkrywki. Mówimy o wysokich stężeniach, sięgających nawet ponad 100 mikrogramów na metr sześcienny. To dwukrotne przekroczenie dopuszczalnych norm. – mówi Jakubowski.

Zatonie to osiedle, którego mieszkańcy są mocno ekonomicznie uzależnieni od działalności odkrywki i kopalni. Zazwyczaj sprzeciwiają się ich działalności jedynie anonimowo. Tak jak administratorzy strony “Getto Zatonie” na Facebooku. Publikują tam pomiary poziomów zanieczyszczeń, które sami prowadzą. Zresztą pomiary nie są potrzebne, problem widać gołym okiem.

– Cały pył z odkrywki spada na Zatonie, również podczas transportu węgla do elektrowni. Tam spala się surowiec, z czego powstaje popiół, który również widać na naszych parapetach czy samochodach. Potem popiół, już inną drogą, transportuje się z powrotem do kopalni. Następnie kilkakrotnie jest przesypywany i w końcu składowany w odkrywce. Jesteśmy więc w kręgu różnych zanieczyszczeń. To wszystko unosi się na wietrze i opada na nasze osiedle. Nie opłaca się myć aut, balkonów i tarasów – mówi nam anonimowo jeden z mieszkańców Zatonia.


Osiedle Zatonie. Gruba warstwa pyłu z odkrywki na śniegu. 

Warunki życia w Bogatyni i tak nie są najgorsze w porównaniu z tym, co może czekać osoby mieszkające w pobliżu planowanej odkrywki Złoczew.  Miałaby ona dostarczać węgla do elektrowni Bełchatów. O rozpoczęciu eksploatacji nowych złóż w łódzkiem mówi się od około dziesięciu lat. Z nadzieją czekają na nią władze pobliskich miejscowości i gmin. Dlatego założyli stowarzyszenie “Tak dla kopalni Złoczew”. Wcześniejsza burmistrzyni Złoczewa mu przewodziła. Stanowisko po ostatnich wyborach samorządowych przejął Dominik Drzazga, który również popiera powstanie kopalni – ale już bez większego entuzjazmu.

“Przeciwnikom mówię: pokażcie mi racjonalny pomysł, który przyniesie środki dla gminy. Co mogę zrobić mając dziewięćset tysięcy złotych na inwestycje?” – pytał retorycznie w Radiu Łódź. “Sam wierzę w to, że kopalnia powstanie. Nie jestem jej przeciwnikiem, ale jeśli mówi się o niej od 10 lat, a wciąż nie ma konkretów, obawy rosną.” – komentował w Radiu Sieradz. I właśnie na obawy zwracają uwagę coraz liczniejsi mieszkańcy i organizacje pozarządowe, w tym Greenpeace.

– By zorganizować odkrywkę trzeba wysiedlić kilka tysięcy osób. Zniszczonych będzie około 3 tysiące gospodarstw rolnych. Nasze analizy wskazują, że odkrywka utworzy również ogromny lej depresyjny, czyli obszar z obniżonymi wodami gruntowymi. Obejmie on całkiem sporą część regionu Sieradza i województwa łódzkiego, które już teraz jest bardzo suche. W promieniu 20-30 kilometrów spadną plony. Budżety gmin wzbogacą się, jednak rolnicy, przemysł przetwórczy i spożywczy odnotują duże straty. Zyski z kopalni spowodują, że w skali regionu wyjdziemy na zero. – mówi Łukasz Supergan z Greenpeace.

Organizacja przyglądała się postępowaniu Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wobec kopalni. Szczególnie ważna była decyzja o warunkach środowiskowych dla inwestycji. RDOŚ wydał ją rok temu, i to mimo – jak mówi nam Miłosz Jakubowski – nieprzedstawienia przez inwestora wiarygodnych danych o wpływie odkrywki na stan powietrza. Od decyzji odwołał się Greenpeace, a postępowanie w tej sprawie nadal toczy się przed Generalną Dyrekcją Ochrony Środowiska. Tymczasem mieszkańcy gmin Złoczew i Ostrówek złożyli skargi na sporządzone naprędce studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania obu gmin, które umożliwiały budowę kopalni. Obie skargi zostały uwzględnione przez łódzki sąd administracyjny. W ten sposób mieszkańcy pozbawili inwestora możliwości uzyskania koncesji na wydobycie węgla. Od wyroku odwołała się gmina Złoczew, ale na rozpoznanie skargi kasacyjnej przez Naczelny Sąd Administracyjny poczeka jeszcze wiele miesięcy. Gmina Ostrówek nie złożyła skargi kasacyjnej, ale w ekspresowym tempie uchwaliła kolejne studium. Zdaniem prawników i ono dotknięte jest wadami i całkiem prawdopodobne, że również zostanie unieważnione przez sąd. Nadal nie wiadomo więc, czy Złoczew doczeka się kopalni. Szczególnie, że sam inwestor wydaje się coraz mniej przekonany co do sensowności nowej odkrywki.

Elektrownia Bełchatów w Kleszczowie. Autor: Ptbwl, Wikimedia Commons

– PGE wydało ostatnio raport roczny. Pominięto w nim planowane odkrywki, które jeszcze niedawno wydawały się być pewniakami – jak Gubin i Brody nad Odrą. Spółka nie ogłosiła co prawda, że z nich rezygnuje. Wygląda jednak na to, że chce się po cichu z nich wycofać. Odkrywka Złoczew w raporcie jest, ale PGE przyznaje, że pojawia się wobec niej coraz więcej wątpliwości. Ograniczeniami są ceny emisji dwutlenku węgla i transportu. Do elektrowni jest około 50 kilometrów. To granica opłacalności. – mówi Supergan. Wygląda więc na to, że PGE  nie chce tego przyznać, ale powoli odpuszcza temat Złoczewa. Jak dodaje działacz Greenpeace – szkoda, że wcześniej musiało wydać miliony złotych na studia wykonalności, analizy i konsultacje z mieszkańcami oraz lokalną władzą. Ta ostatnia od dekady czeka na zastrzyk finansowy związany z wydobyciem surowca. Bogatynię z kolei trudno sobie wyobrazić bez obecności kopalni i elektrowni. Mimo że węgiel w końcu musi się skończyć.

– Na razie nie wiadomo, co się wtedy stanie. Lokalne władze o tym nie myślą. A przecież najmłodsi pracownicy kopalni na pewno w końcu tę pracę stracą – mówi nam mieszkaniec Zatonia. Anonimowo, bo w okolicy wszyscy żyją z kopalni, również on i jego rodzina. – Nie chcemy na pewno zamknięcia zakładu z dnia na dzień. Ale czujemy, że cierpi nasze zdrowie, a nie dostajemy nic w zamian. Zakład nie chce nawet porządnie zadbać o to, jak zabezpiecza węgiel i pył podczas transportu. Nie mówiąc już o rekompensatach finansowych czy programach ochrony zdrowia. – dodaje. A mieszkańcy Bogatyni porównują swoją sytuację do bogactwa gminy Kleszczów niedaleko Bełchatowa – dzięki elektrowni PGE najbardziej majętnej w Polsce.

– Trzeba zadbać o przyszłość osób, które stracą pracę po zamknięciu kopalni. – komentuje z kolei Supergan – Mówi się o tym, że powstanie program transformacji dla okolic Konina. Tam ludzie zdali sobie z tego, że potrzebne są zmiany. Pytanie – jakie? Wiara w to, że odkrywki w okolicach Bełchatowa i Bogatyni będą działać jeszcze 50 lat, jest płonna. Złoża w Bełchatowie – Szczercowie wyczerpią się w ciągu 18 lat. W Turowie to perspektywa 2040 roku. Kopalnia w Bełchatowie bez węgla też w końcu stanie. Budowa reaktora jądrowego w tamtym miejscu jest nierealna. Po pierwsze jest droższa o połowę od wiatraków, w które PGE zaczyna inwestować, a po drugie wymaga wody, której w regionie jest niewiele – ocenia aktywista.

A co z krótszą perspektywą? PGE nie odpowiedziała na nasze pytania w ogóle. Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska we Wrocławiu i Łodzi odpowiadają z kolei wymijająco. Czy szkodliwe emisje przeszkodzą w wydaniu decyzji środowiskowych? Na razie wiemy jedynie, że procedury trwają, a PGE będzie musiała dostarczyć dalszą dokumentację na temat zapylenia z odkrywki w Turowie.

Autor zdjęcia ilustracyjnego do artykułu: Ptwbl, Źródło: Wikimedia Commons

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o