Korki paraliżują Zakopane, a powietrze pod Tatrami śmierdzi spalinami. Jak to zmienić?

Wybierasz się latem lub we wrześniu na Podhale, by odetchnąć świeżym powietrzem? Jeśli tak, lepiej unikaj niżej położonych partii Zakopanego, takich jak ulica Nowotarska czy Kościeliska, albo terenów pod Gubałówką. Chociaż latem nie dymią kominy, powietrze pod Tatrami śmierdzi spalinami. Jeżeli miasto i starostwo tatrzańskie nie zaczną na serio walczyć z korkami i nie stworzą komunikacji publicznej z prawdziwego zdarzenia, to się nie zmieni.

Zakopane walczy ze smogiem

Mówimy tu o mieście, które pod wieloma względami można stawiać za pozytywny przykład walki ze smogiem. Na tle innych karpackich miast i gmin postawa władz Zakopanego jest godna pochwały: burmistrz i urzędnicy nie negują problemu smogu i autentycznie zaangażowali się w walkę z niską emisją. Przykładem jest chociażby rozwój ogrzewania geotermalnego czy miejski program wsparcia do wymiany pieców – kopciuchów na kotły nowszej generacji. Oczywiście te działania mogłyby i powinny przyspieszyć, o czym jednak napiszemy w kolejnym artykule. Tym niemniej, w porównaniu z Rabką, Suchą Beskidzką czy większością innych gmin górskich, Zakopane i Nowy Targ i tak prezentują się relatywnie dobrze, choć dużo gorzej, niż miejscowości turystyczne po słowackiej stronie Tatr.

Niestety, władze Zakopanego, Kościeliska, Poronina, Bukowiny Tatrzańskiej i Powiatu Tatrzańskiego wyraźnie zaniedbały drugi aspekt walki ze smogiem, jakim jest ograniczanie transportu indywidualnego. Można to zrobić na dwa sposoby: tworząc nowoczesny system komunikacji zbiorowej oraz budując sieć asfaltowych dróg rowerowych, z myślą także o dojeździe rowerem lub na rolkach do pracy, na dworzec czy szlak turystyczny. Pod tym drugim względem Zakopane ma powody do wstydu: rolkarze nazywają je najbardziej nieprzyjaznym do jazdy na rolkach mieście w Polsce, a opinia rowerzystów jest niewiele lepsza.

Pociągiem pod Tatry. A na miejscu i tak potrzebujesz auta

W ostatnich latach w dużej mierze dzięki staraniom aktywistów z grupy „Pociąg – autobus – góry” (m. in. Piotr Manowiecki) przyspieszyły inwestycje i inne działania, dzięki którym dojazd koleją pod Tatry będzie szybszy i wygodniejszy. Rozpoczęły się prace nad budową magistrali kolejowej Podłęże – Piekiełko – Słowacja z odgałęzieniem do Zakopanego, dzięki której około 2023-25 roku przejazd pociągiem z Krakowa do stolicy polskich Tatr potrwa zaledwie półtorej godziny. Niezależnie od tego, trwa modernizacja „starej zakopianki kolejowej”, a dzięki łącznicy w Suchej Beskidzkiej podróż pociągiem już się skróciła o 15 minut. Ponadto, tej zimy ma zostać uruchomione wahadło kolejowe na odcinku Zakopane – Nowy Targ. Już teraz pod Tatry mnóstwo ludzi dociera autobusami, a samorządowcy i aktywiści namawiają, by nie jechać autem i wybrać komunikację publiczną.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Problem jednak w tym, że nawet gdyby podróż z Warszawy do Zakopanego trwała godzinę, auto na miejscu i tak będzie potrzebne, by dojechać na szlak, zwłaszcza w Tatry Słowackie, ale też do Doliny Chochołowskiej czy Łysej Polany. Chyba, że ktoś planuje ograniczyć pobyt do spacerów po Krupówkach oraz wyjścia na Giewont, Kasprowy i Gubałówkę – wtedy rzeczywiście bez samochodu można się obejść.

W większość wakacyjnych dni obrazki takie jak na załączonych zdjęciach są na Podhalu codziennością. Zakorkowane są miejskie ulice, Zakopianka w rejonie Poronina oraz droga do Łysej Polany i Morskiego Oka. Wiosną śmiejemy się z turystów, którzy własnym samochodem jadą do Doliny Chochołowskiej, by zobaczyć krokusy, latem zażenowanie budzi widok stojących w korku kierowców, zmierzających na szlak do Morskiego Oka. Można się z nich śmiać i retorycznie pytać, czy nie znają oni innych szlaków w Tatrach, niż Morskie Oko, Giewont i Kasprowy, ale fakty są nieubłagane: komunikacja publiczna funkcjonuje tylko w samym mieście (a i to tylko dwie linie), a dla wyjazdu na szlak auto bywa niezbędne.

Mikrobusy jeżdżą jak chcą. A wystarczyłoby powiesić rozkład

Ktoś powie: przecież są busiki. Pomijając zły stan techniczny wielu z nich i wątpliwy komfort podróży takim „trupem”, problemem jest brak pewności, że wieczorem uda nam się wrócić do domu. Prawdą jest, że w sezonie, a nawet we wrześniu, podhalańskie busy jeżdżą naprawdę często. Ale konia z rzędem temu, kto połapie się, jak ta komunikacja funkcjonuje.

Paradoksem jest to, że te prywatne linie busowe często mają nawet regularny rozkład jazdy i jeżdżą zgodnie z nim. Na stronie Urzędu Miasta ani Powiatu Tatrzańskiego nie znajdziemy jednak żadnej wyszukiwarki połączeń busowych, która jest standardem w Tatrach Słowackich: tam (jak i w całej Słowacji) połączenia autobusowe i kolejowe sprawdzimy na stronie www.cp.sk . Tymczasem Powiat Tatrzański mógł aplikować o stworzenie podobnej wyszukiwarki wraz z systemem wsparcia dla komunikacji zbiorowej w ramach projektów unijnych z programu „Polska – Słowacja”, do czego usilnie namawiali urzędnicy z biura Euroregionu „Tatry” w Nowym Targu i Kieżmarku. Pieniądze były i są nadal, nie ma jednak chętnych, by po nie sięgnąć.

W miarę dokładny rozkład jazdy busów znajdziemy na zakopiańskim dworcu – ale na przystankach pośrednich i przy wejściach na szlak już nie. W ciągu dnia nie ma problemu: po zejściu z gór możemy mieć pewność, że poczekamy 15-30 minut i coś przyjedzie. Ale co z godzinami wieczornymi, zwłaszcza gdy jest brzydka pogoda? To już loteria: latem w godzinach 19-22, a jesienią i zimą o 17-20 turysta może mieć poważne wątpliwości, czy nie spędzi nocy w lesie, 20 km od miejsca zakwaterowania. A i taksówka nie przyjedzie, bo za daleko.

Starostwo Tatrzańskie wielokrotnie było informowane o tym, że na Łysej Polanie i w kilku innych miejscach brakuje elementarnej informacji po polsku, słowacku i angielsku o rozkładach jazdy. A wystarczyłoby powiesić tablicę z informacją, że w godzinach takich a takich busy jeżdżą nieregularnie, ale z dość sporą częstotliwością, a wieczorne kursy są o określonych godzinach i ostatni około godziny tej czy tej. Ten sam problem jest na innych przystankach w pobliżu szlaków czy przejścia granicznego Chochołów – Sucha Hora: to już Powiat Nowotarski, który również tę sprawę zaniedbał.

Starostwo Tatrzańskie mogłoby, a nawet powinno, zorganizować też kilka całorocznych wieczornych linii autobusowych użyteczności publicznej na trasie Polana Palenica – Bukowina Tatrzańska – Zakopane oraz Dolina Chochołowska – Zakopane. Tak aby turysta miał pewność, że nawet jesienią po zejściu ze szlaku późnym wieczorem będzie w stanie wrócić do domu o godzinie 20:00, 21:00 i 22:00. To dla powiatu śmiesznie niskie koszty i proste rozwiązania, a wystarczyłyby do zapewnienia turystom i mieszkańcom naprawdę dobrej alternatywy dla aut. Zwłaszcza, że wiele z tych rzeczy dałoby się zrealizować ze wspomnianych już środków unijnych z programu Polska – Słowacja, po które nikt nie chce sięgnąć.

Dopóki to się nie stanie, korki w polskich Tatrach będą codziennością. Nie zniknie też smród spalin. Wycieczki górskie bywają długie, nawet kilkunastogodzinne – zwłaszcza gdy idziemy w wyższe partie gór i zapuszczamy się na słowacką stronę, na przykład na Ostry Rohacz czy Bystrą. Nie zawsze da się zaplanować, że uda nam się zejść ze szlaku o 18-19, kiedy mamy jeszcze pewność, że dostaniemy się busem do domu. To nie jest tak, że prawdziwi miłośnicy gór chcą się kisić w autach i powodować smog także w letnie i jesienne miesiące. Dajmy im jednak alternatywę, czego lokalne samorządy nie robią.

Dodaj komentarz