Mieszkańcy kontra lotnisko. „Oddychamy po prostu glikolem”

255
0
Podziel się:

Do Prokuratury Okręgowej w Krakowie trafił wniosek o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z zatruwaniem Potoku Olszanickiego substancjami chemicznymi służącymi do odmrażania samolotów na płycie Międzynarodowego Portu Lotniczego Kraków – Balice. Mieszkańcy, chcą również dochodzić swoich praw w sądzie.

Pierwsze przypadki zrzutu substancji chemicznych do odladzania samolotów do potoku odnotowano w 2016 roku (z wyjątkiem okresu pandemii, kiedy lotnisko nie funkcjonowało). Dlaczego mieszkańcy zdecydowali się na tak radykalne kroki?

Powód jest prosty. Przede wszystkim, to że truciciel, czyli lotnisko nie robi sobie nic z tego, że od wielu lat truje permanentnie środowisko, truje potok i powietrze substancjami z odladzania samolotów – wyjaśnia Tomasz Fiszer ze Stowarzyszenia Nasza Olszanica. – Mieszkańcy w dolinie całego potoku oddychający oparami chemikaliów, narzekają na niepokojące objawy związane z przebywaniem w tak trującym środowisku.

Woda w potoku często przypomina ściek – skarżą się mieszkańcy. Fot. Przemysław Błaszczyk

Fiszer dodaje, że drugim powodem złożenia wniosku do prokuratury są wieloletnie zaniechania urzędnicze. – Chodzi o to, że proceder zanieczyszczania potoku trwa od lat i mimo wniosków, próśb i skarg mieszkańców służby, nie wywiązują się ze swojej roli. Nie chronią środowiska ani nas mieszkańców przed potężnym smrodem i uciążliwościami.  

Samo oddychanie jest torturą

W filmie dziennikarza RMF MAXX, mieszkańcy skarżą się na różnego rodzaju dolegliwości. – Przede wszystkim dzieci, córki 4-6 lat bóle głowy w ubiegłym roku hospitalizacja, tomografia komputerowa utrzymujący się ból głowy. Nie stwierdzono żadnych przypadłości medycznych. Zasugerowano problemy z powietrzem. Stąd naszą uwagę skierowaliśmy na potok, który od kilku lat, w szczególności w zimie, nam przeszkadza – przyznaje Dominik Gicala mieszkaniec Olszanicy. Podobne objawy potwierdzają inni mieszkańcy.

Zaczyna się od bólu głowy, zawrotów, nudności, przechodzi to w podrażnienie nosogardzieli, duszący uporczywy kaszel. Samo oddychanie jest torturą – potwierdza dr Paweł Romanek mieszkaniec Olszanicy i lekarz w szpitalu MSWiA. – Oczy pieką bardzo często. Ból głowy i wszystko z tym związane, oddychamy po prostu glikolem, który jest bardzo niebezpieczny. Jak oni sami stwierdzili, już nic nie ma żywego w tym strumyku. Zostali tylko ludzie, którzy mieszkają obok. Ale oczywiście nikt nas nie bierze pod uwagę – tłumaczy Alina Dumon mieszkanka Olszanicy.

Dodatkowym problemem, który pojawił się niedawno, są bobry, które zbudowały na Potoku Olszanickim tamę. Żeremie spowodowało, że wody z chemikaliami z lotniska, rozlały się po użytku ekologicznym.

Co na to Międzynarodowy Port Lotniczy Kraków – Balice?

Od kilku lat planujemy inwestycję, która ma na celu przeniesienie Potoku Olszanickiego. To nie jest oczyszczalnia i jest to najlepsza inwestycja. To zostało zresztą potwierdzone zarówno przez Wody Polskie, jak i przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Jest to najlepsza inwestycja, która uchroni Potok Olszanicki od potencjalnych zanieczyszczeń. Dostaliśmy  zgodę od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, natomiast inwestycja została wstrzymana zatrzymana na rok przez niektóre stowarzyszenia – tłumaczy Natalia Vince rzecznik prasowy Kraków Airport.

Mieszkańcy Olszanicy uważają, że woda w potoku źle wpływa na ich zdrowie, a wszystko przez pobliskie Balice. Fot. Przemysław Błaszczyk

Mowa o Stowarzyszeniu Nasza Olszanica, które domaga się od lotniska budowy prawdziwej oczyszczalni. Lotnisko planuje jakiś automatyczno-ręczny system sterowania, który będzie umożliwiał zrzut ścieków do potoku – zapewnia Tomasz Fiszer. Mieszkańcy obawiają się, że ze względu na nowe inwestycje portu lotniczego, takie np. jak nowy pas startowy, ścieków tego typu będzie jeszcze więcej. Z dokumentacji złożonej w Wodach Polskich wynika, że te mają być przekierowywane do kanalizacji sanitarnej. Stamtąd trafią do krakowskiej oczyszczalni. – My już w to nie wierzymy – tłumaczy Tomasz Fiszer. Stąd tak radykalne kroki i wniosek do prokuratury. – Nie wierzymy instytucjom, które od lat zwodzą mieszkańców, kryjąc i chroniąc truciciela.

Podobne zdanie mają inni mieszkańcy. Według nich Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska i Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nie działają. Nigdy to nie działo i nigdy nie reagowali. Ja mam nawet jakieś stare pismo z tamtego roku. Urzędnik, który powinien dbać o interes środowiska i mój, tłumaczy Balice, że oni w zasadzie nic złego nie robią. Że to wszystko jest zgodne z prawem i że to wszystko jest nieszkodliwe – przyznaje dr Paweł Romanek.

„Mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze funkcjonować”

Dlaczego Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska bierze stronę lotniska? – Nie wiem, skąd Pan redaktor wysuwa takie wnioski – słyszymy w urzędzie. – Mieszkańcy, mieszkają blisko lotniska i sami oceniają pewne kwestie. Natomiast Regionalny Dyrektor też dąży do tego, żeby środowisko było jak najbardziej chronione. Wydaliśmy decyzję środowiskową na system odwodnienia płyty postojowej lotniska, gdzie po zrealizowaniu inwestycji mamy nadzieję, że wszystko będzie bardzo dobrze funkcjonować – mówi Ada Słodkowska-Łabuzek z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Krakowie.

Na pytanie o oczyszczalnię, wskazuje inne rozwiązanie. – Oczyszczalni nie ma. Natomiast założenia są takie, że cały system monitoringu składu wód opadowych w momencie, kiedy pojawią się tam organiczne związki, doprowadzi do zamknięcia zasuw. Te ścieki nie będą przekierowywane do wód płynących, natomiast będą kierowane na oczyszczalnię miejską w Krakowie – dodaje urzędniczka

Również Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska nie ma sobie nic do zarzucenia. Jedyną możliwością sankcyjną, którą dysponuje obecnie WIOŚ w tym przypadku jest kara grzywny, czyli mandat. Jego maksymalna wysokość to 500 zł. Takie mandaty w trakcie kontroli były nakładane – przyznaje Magdalena Gala rzeczniczka Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Krakowie. Inspekcja, jak tłumaczy Pani rzecznik, nie może też nakładać większych kar administracyjnych, czyli opłat podwyższonych. – Gdyby taka możliwość była, to znaczy nałożenie tej opłaty podwyższonej, to na pewno WIOŚ z niej skorzystałby, bo to jest bardzo dobre narzędzie, bardzo dobry mechanizm, który wymusza na podmiocie szybsze podejmowanie niezbędnych inwestycji prośrodowiskowych. Tymczasem przepisy prawa nie przewidują takiej możliwości tzn. wymierzenia kary administracyjnej w postaci ustalenia opłaty podwyższonej za odprowadzanie wód opadowych. Ustawodawca nie przewidział również obowiązku pomiaru ilości odprowadzanych wód opadowych. A to uniemożliwia wyliczenie ładunku odprowadzanych zanieczyszczeń – tłumaczy Gala.

Według WIOŚ lotnisko spełniło też zalecenia pokontrolne. Niestety sytuacja na Potoku Olszanickim tego nie potwierdza.

Sprawa w prokuraturze „aby umorzyć”

Okazuje się jednak, że nie tylko mieszkańcy zdecydowali się wejść na drogę prawną. Zawiadomienie do prokuratury złożył również WIOŚ. Problem w tym, że w zawiadomieniu do prokuratury powołuje się na art. 182. § 1, czyli pod kątem zanieczyszczenia środowiska w znacznych rozmiarach. Eksperci mówią, że aby kogoś skazać, powołując się na ten przepis, konieczne byłoby wystąpienie katastrofy ekologicznej w nieznanych dotąd rozmiarach. Z tego samego paragrafu prowadzone było również postępowanie ws. składowisk odpadów w Nowej Hucie, czy podczas katastrofy na Odrze.

Po zeszłorocznych publikacjach SmogLabu ten sam paragraf miał doprowadzić do wszczęcia postępowania ws. śniętych ryb z Wilgi. Pisaliśmy wówczas, że zrobiono to „tylko po to, żeby umorzyć” – co w każdym z przypadków ostatecznie się stało.

Prof. Mariusz Czop z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH w Krakowie przyznaje, że najlepszym rozwiązaniem w takie sytuacji jest dochodzenie swoich praw w sądzie. – W całej Polsce jest bardzo duży problem z postępowaniami prowadzonymi przez prokuraturę, bo ta i organy ścigania nie za bardzo przykładają do spraw dotyczących uciążliwości środowiskowych. W sytuacji, kiedy ludzie dotknięci są dużymi uciążliwościami i szkodami, liczenie na to, że takie organy pomogą, jest nieoptymalne. Lepiej takie sprawy załatwiać, czy też dopilnować samemu – tłumaczy profesor.

Stąd też w Krakowie istnieją plany pierwszego w Polsce społecznego monitoringu wód. Potok Olszanicki ma być monitorowany codziennie, jak smog w krakowskim powietrzu. – Chodzi o to, aby zgromadzić zasób danych, żeby można było w większym stopniu występować z pozwami bezpośrednio do Sądu. Dlatego, że służby reagują tylko w momencie zgłoszenia. Często to ich działanie polega tylko na wizualnym sprawdzeniu, czy coś tam się dzieje. Często nie pobierają reprezentatywnych próbek, nie wykonują adekwatnych badań i analiz, więc nie wytwarzają materiału dowodowego. My taki materiał zbierzemy dla mieszkańców – zapewnia naukowiec.

Zdjęcie tytułowe: Przemysław Błaszczyk

Podziel się: