Ludziom brakuje pitnej wody, za to nie brakuje Coca-Coli. Koncern ma w tym interes?

338
0
Podziel się:

Malownicze, górskie miasto w Meksyku cierpi na brak dostępu do wody. Często zastępuje ją Coca-Cola, produkowana przez lokalną rozlewnię, która – według wielu działaczy – tę wodę ludziom zabiera.

Wszyscy podróżnicy, których spotykałam w Meksyku, polecali mi wizytę w San Cristobal de las Casas. Jedno z najpiękniejszych miast tego kraju, kulturowa i duchowa stolica stanu Chiapas, wznosząca się na ponad dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza. Most pomiędzy rdzenną ludnością, a przyjezdnymi z całego świata. 

Było tylko jedno “ale”: jeśli tam pojedziesz, przygotuj się na chorobę. Pierwszego dnia kup w razie czego zioła, które pomogą ci przez nią przejść. 

Woda nie nadaje się nawet po przegotowaniu

Dlaczego w tak znanym, chwalonym, cywilizowanym mieście, niemal każdy choruje? Chodzi o wodę. W całym stanie Chiapas zawiera ona bakteryjne patogeny, w tym bardzo niebezpieczne salmonelle i pałeczki okrężnicy. Do mycia warzyw trzeba używać wody butelkowanej lub specjalnie kupowanych roztworów, podobnie jak do mycia zębów. Woda nie nadaje się do picia nawet po przegotowaniu.

– Lokalni ludzie nie chorują? – pytam Anglika, który mieszka w Meksyku od paru lat.

– Chorują. Nie cały czas, ale regularnie.

– Dlaczego? San Cristobal leży w górach, musi tu płynąć czysta woda!

– Są różne teorie. Najbardziej popularna mówi, że łapę na wodzie położył koncern Coca-Coli, żeby sprzedawać ją w butelkach. Czasem taniej i łatwiej kupić samą colę niż wodę.

Plakaty na ulicach San Cristobal fot. Karolina Gawlik

Po dotarciu na miejsce od razu moją uwagę przykuwa graffiti, na którym butelka coca-coli wysysa planetę; w innych miejscach porozwieszane czarne plakaty z napisem: “nie pij Coca-Coli”.

Mimo takich akcji, nigdzie na świecie nie notuje się takiego zużycia Coca-Coli jak właśnie w Chiapas. Według badania przeprowadzonego w 2019 r. przez Chiapas and Southern Border Multidisciplinary Research Center, mieszkańcy meksykańskiego stanu wypijają średnio prawie 16 litrów sody na osobę tygodniowo. Oznacza to picie 2,2 litra dziennie.  Już w 2018 roku reporterzy “The New York Times” informowali, że niektóre dzielnice w San Cristóbal de las Casas mają bieżącą wodę tylko kilka razy w tygodniu, co zmusza ich do kupowania dodatkowej wody z cystern.

San Juan Chamula: Coca-Cola w rytuale

Nie pomaga fakt, że w znanym wśród turystów miasteczku San Juan Chamula, w kościele św. Jana, Coca-Cola zastąpiła tradycyjny likier z kukurydzy i trzciny cukrowej, jako ofiarę składaną Bogom w tradycyjnym rytuale. Czerwone logo stało się zresztą nieodłączną częścią krajobrazu całego regionu. Autorka filmu dokumentalnego “Co kryje Coca­‑Cola” Olivia Mokiejewski jeździ samochodem po Los Altos. Liczy miejsca, w których można kupić napój. Przez czterdzieści dwa kilometry wśród górskich wioseczek nalicza sto sześćdziesiąt sześć sklepików reklamujących markę. 

Jaime Page Pliego, autor badań z 2019 roku, mówi, że edukacja społeczności jest niezwykle ważna. Jeszcze ważniejsze jest natomiast zapewnienie jej dostępu do wody przy jednoczesnym zmniejszeniu dostępności słodkiego napoju. 

– Jeśli władze zrobią coś w rodzaju cofnięcia koncesji na produkcję Coca-Coli w okolicy lub przynajmniej zmuszą firmę do zmniejszenia wielkości produkcji, będzie to krok do pozytywnej przyszłości – komentował w mediach.

San Juan Chamula fot. Shutterstock

Obecnej sytuacji daleko do pozytywnej. Na zboczu góry Huitepec, szczycie górującym nad San Cristóbal de las Casas, traktowanym przez wielu jako święty, niegdyś nazywanym wulkanem wody, stoi dziś fabryka Coca-Coli.  Jak relacjonuje polska reportażystka i podróżniczka Ola Synowiec w książce “Dzieci szóstego Słońca”, wytwórnia ta zużywa milion litrów wody dziennie, skutecznie pozbawiając jej okolicznych mieszkańców. Burmistrz okolicznej miejscowości mówi, że studnie zaczęły wysychać kilka lata temu, przez co mieszkańcy muszą iść dwie godziny po wodę. Pozostali ją kupują. 

Prywatyzacja całego systemu wodnego

“Obniżenie się poziomu tutejszych rzek  albo całkowite wyschnięcie niektórych potoków jest widoczne gołym okiem. Nikt nie pytał mieszkańców o zgodę na budowę fabryki i na pobieranie przez nią tutejszej wody (…) Prywatyzacja wody rozpoczęła się w Meksyku już w latach  osiemdziesiątych XX wieku. Ostateczny kształt nadano jej w 2004 roku, kiedy prezydent kraju Vicente Fox zezwolił na prywatyzację całego systemu wodnego pozostającego w rękach państwa i przyznał priorytet korzystania z jego zasobów dużym korporacjom. Według nowego prawa w ręce prywatne mogły teraz przechodzić także zbiorniki wcześniej uważane za dziedzictwo narodowe, takie jak tamy i kanały” – pisze Synowiec.

Przy okazji tego tekstu pytam Oli, czy sytuacja się zmieniła od czasu publikacji książki. – Na na pewno nie zmieniła się na lepsze. Oczywiście świadomość większa, dużo ruchów społecznych, ale poza tym zmian nie widać. Dlatego też pracuję nad filmem na ten temat – mówi mi podróżniczka.

Aktywiści: Coca-Cola nas obraża i manipuluje

W maju 2020 roku gmina San Cristóbal de Las Casas zwróciła się do Krajowej Komisji Wodnej o cofnięcie koncesji na korzystanie z wody od spółki “Inmobiliaria del Golfo S.A. de C.V. ” (nazwa firmy używana przez rozlewnię w Chiapas). Oprócz problemów z dostawami wody zwrócono uwagę na poważne szkody zdrowotne związane ze spożywaniem napojów bezalkoholowych. Należą do nich cukrzyca, otyłość, nadciśnienie i próchnica.

W petycji można przeczytać, że choć nie ma aktualnych i precyzyjnych danych na temat wykorzystania wody przez globalny koncern, gmina dysponuje precyzyjnymi informacjami na temat jej braków dla ludności. 

Co na to sama wytwórnia? W reportażu “New York Times” tłumaczyła, że ma niewielki wpływ na zaopatrzenie miasta w wodę. “Jej studnie są znacznie głębsze niż źródła na powierzchni, które zaopatrują lokalnych mieszkańców” – tłumaczono. 

– Kiedy słyszymy i czytamy w wiadomościach, że wykańczamy wodę, jesteśmy w szoku – komentował rzecznik firmy José Ramón Martínez. Dodał, że koncern jest ważną siłą gospodarczą w San Cristóbal, zatrudniając około 400 osób i wnosząc około 200 milionów dolarów do gospodarki państwowej.

– Coca-Cola nas obraża i manipuluje – kontrował Martin López, lokalny aktywista, który pomagał w organizacji bojkotów i protestów przeciwko firmie. – Biorą naszą czystą wodę, farbują ją i oszukują w telewizji, mówiąc, że to iskra życia. Potem zbierają jeszcze za to pieniądze.

Ścieki spływają bezpośrednio do lokalnej wody

Krytycy zauważają, że umowa między wytwórnią a rządem federalnym nie służy dobrze miastu. Laura Mebert, socjolog z Kettering University w Michigan, która badała konflikt, zauważa, że Coca-Cola płaci nieproporcjonalnie niewielką kwotę za swoje przywileje związane z wodą. Jest to około 10 centów za 260 galonów.

– Coca-Cola płaci te pieniądze rządowi federalnemu, a nie lokalnemu, podczas gdy infrastruktura służąca mieszkańcom San Cristóbal dosłownie się rozpada – wyjaśniała reporterom “New York Times”.

Wśród problemów stojących przed miastem jest brak oczyszczania ścieków, co oznacza, że spływają one bezpośrednio do lokalnych cieków wodnych. Dlatego też rzeki San Cristóbal są pełne E. coli i innych zakaźnych patogenów, przez które chorują mieszkańcy i turyści.

Najbiedniejszy stan Meksyku bez rekompensaty

Świadomość ludzi się zwiększa, ale to wciąż za mało, żeby nastąpiła rewolucja. Sytuację utrudnia fakt, że Chiapas jest najbiedniejszym stanem Meksyku. Rdzenny Indianin z tamtejszej dżungli Lacandona, w rozmowie z moim kolegą, podróżującym do Ameryki Łacińskiej od lat, mówi: 

– ​​Coca-Cola nie zrobiła nic w zamian za całą wodę, którą wydobywa. Potem sprzedaje nam swoje drogie produkty z tą samą wodą, którą kradnie. Ludzie z zewnątrz o tym wiedzą, natomiast ludzie z Chiapas nie biorą tego pod uwagę. Istnieje społeczność, która pozostaje bez wody nawet trzy tygodnie. Niech ta wieść się niesie, żeby raz na zawsze skończyć z tym wszystkim, co te wielkie firmy robią z naszą ziemią, świętą ziemią.

Wracam myślami do San Cristobal i po raz kolejny zdaję sobie sprawę, jak uprzywilejowanym człowiekiem jestem, mając w kranie czystą wodę. Wiem, że w moim kraju, Polsce, nie brakuje ważnych tematów związanych z wodą, o które mogę walczyć. Ale wiem też, że w moim kraju, w każdym sklepie, widnieją produkty tego koncernu, a ja codziennie mam wybór, kogo wspieram.

__

Zdjęcie: Shutterstock

Podziel się: