Maj: “oczyszczacze w przedszkolach będą we wrześniu”. Teraz: “ekspertyza będzie do końca roku”

W marcu krakowskim rodzicom obiecano, że ich dzieci kolejny sezon grzewczy spędzą w przedszkolach, w których powietrze będzie znacznie lepsze niż na polu. Miało się to stać dzięki oczyszczaczom powietrza kupionym dla samorządowych żłobków i przedszkoli.

Okazało się jednak, że nie da się tego zrobić.

Da się za to prześledzić historię kolejnego krakowskiego “nie da się”.

Pomysł wyposażenie przedszkoli i żłobków w oczyszczacze pojawił się na początku roku, gdy smog przez kilka tygodni wisiał nad Krakowem. Jego autorem był radny Łukasz Wantuch, a Idea spodobała się wam bardzo. Widać to choćby po komentarzach, które zamieszczaliście pod wpisami na stronie Krakowskiego Alarmu Smogowego.

Na przykład tym.

Te z pewnością nie były bez znaczenia. Pokazały bowiem wrażliwym na opinie społeczną radnym, że sprawa jest popularna.

Za zakupem oczyszczaczy podniosła się więc większość rąk.

Co – jak znowu widać w komentarzach – przyjęliście bardzo ciepło. Pisaliśmy wtedy: “teraz rzecz, czyli zakupy, w rękach Prezydenta.”

Wkrótce pilotażowy program zmienił się w plan zakupu większej ilości sprzętu.

Jeszcze dwa miesiące później wyglądało, że wszystko jest na najlepszej drodze. Gazeta Wyborcza za deklaracjami radnych prezydenckiego klubu donosiła: “we wrześniu w żłobkach i przedszkolach, a najpóźniej na początku 2018 roku w podstawówkach: miasto będzie montować oczyszczacze powietrza.” – Oczyszczacze powietrza trafią do każdej sali, w której przebywa dziecko – mówił wtedy radny Rafał Komarewicz.

Zaraz po tym zaczęły się jednak schody. W sierpniu okazało się, że pionierski program Krakowa już nie jest pionierski, bo Rzeszów na zrealizowanie podobnego potrzebował trzech tygodni, a w stolicy Małopolski sprawa ciągnęła się już piąty miesiąc. Później okazało się, ustalił to reporter Radia Kraków, że zakupy odwlekano opierając się na opiniach, których nie było. – Mimo upływu prawie pół roku, urzędnicy magistratu nie rozpoczęli jego realizacji. I jak się okazuje – powołują się na opinie, których… nie było. – Grzegorz Krzywak pisał na stronie lokalnej rozgłośni.*

Zasłanianie się nieistniejącymi opiniami, by nie zrealizować obiecanego zakupu, spowodowało, że sprawa zrobiła się gorąca. Tym bardziej, że tempo w jakim sprawę załatwił Rzeszów, wywołało falę komentarzy o nieudolności krakowskiego urzędu i tym, że znowu nie da się czegoś zrobić. Jest to częsty zarzut, więc urząd jest na niego wrażliwy.

Głos zabrał więc sam prezydent Jacek Majchrowski.

Wpis prezydenta Majchrowskiego trochę mnie zdziwił, bo mogłoby się wydawać, że skoro są dopuszczone do sprzedaży i stosowane w przedszkolach nie tylko w Polsce, to muszą być bezpieczne. A przynajmniej bezpieczniejsze niż oddychanie krakowskim powietrzem w zimie. Okazało się też, że wyszukanie producentów chwalących się opiniami wystawionymi przez niezależne laboratoria badawcze, wymaga dostępu do google i zajmuje kilka minut. I choć oczywiście zawsze lepiej sprawdzić taką rzecz samemu, to zaciekawiło mnie, kogo zapytano o wspomniane we wpisie certyfikaty.

Kogoś musiano – wnioskowałem – skoro wiadomo, że ich nie ma.

Przesłałem więc do biura prasowego urzędu zapytanie o następującej treści:

“Prezydent Majchrowski niespełna miesiąc temu pisał, że przeprowadzone zostaną ekspertyzy, które pozwolą określić, jakie oczyszczacze zakupić do krakowskich przedszkoli. Na jakim etapie są badania? Dodawał także, że oczyszczacze “nie posiadają certyfikatów mówiących o bezpieczeństwie dzieci”. Jakich konkretnie producentów, kiedy i w jaki sposób zapytano o to, czy są w stanie przekazać takie certyfikaty?”

Otrzymałem obszerną odpowiedź, którą dla porządku zamieszczę w całości. Język jest jednak męczący, bo urzędowy, więc nie trzeba czytać całej.

Najważniejsze jest to, czego w niej nie ma i to co zostało pogrubione.

“Montaż urządzeń do oczyszczania powietrza w samorządowych placówkach edukacyjnych będzie możliwy po stwierdzeniu zasadności takiego zakupu przez specjalnie do tego celu powołany Zespół Zadaniowy.

Kwestią kluczową w pracach Zespołu jest zbadanie zasadności zakupu oczyszczaczy powietrza w aspekcie zdrowotnym, (ze szczególnym uwzględnieniem bezpieczeństwa dzieci w środowisku, w którym przebywają), technicznym, finansowym oraz prawnym. 
W przypadku pozytywnego rozstrzygnięcia mogą być podjęte działania zmierzające do wdrożenia pilotażowego Programu zakupu tych urządzeń.

Wydanie jednoznacznej rekomendacji w tej sprawie wymaga pozyskania informacji oraz analizy wiedzy z zakresu dyrektyw unijnych, ustaw i rozporządzeń dotyczących norm, certyfikatów, atestów i świadectw dla urządzeń oczyszczających powietrze stosowanych w placówkach oświatowych, potwierdzających zgodność parametrów urządzenia z właściwymi przepisami określającymi bezpieczeństwo, dobrą jakość, wydajność i skuteczność ich działania.

Z uwagi na fakt, iż rozpoznanie dotyczy zastosowania urządzeń w placówkach sprawujących opiekę nad dziećmi, również tymi najmłodszymi (w żłobkach – w wieku od 20 tygodnia do 3 lat) niezbędne jest pozyskanie ekspertyz obejmujących określenie zakresu i kryteriów oceny tych urządzeń ze szczególnym uwzględnieniem:

–       ewentualnego negatywnego wpływu urządzeń na zdrowie,

–       skuteczności ich działania, tj. znaczącego wpływ na poprawę jakości powietrza 
w pomieszczeniach (w tym obniżenie stężenia pyłów PM 10 i PM 2,5, bakterii, wirusów, grzybów, pleśni i alergenów),

–       zgodności urządzeń m.in. z dyrektywą unijną obligującą producentów sprzętu elektrycznego i elektronicznego do ograniczania wykorzystania substancji, mogących negatywnie oddziaływać na środowisko w okresie jego użytkowania oraz po jego zużyciu.

Została zawarta umowa na wykonanie ekspertyzy, która ma być przekazana do Urzędu pod koniec roku.

Podkreślić należy, że w pracach zmierzających do wydania ostatecznej opinii w tej sprawie należy kierować się troską o zdrowie najmłodszych mieszkańców Krakowa oraz zachowaniem w postępowaniu zasadności i gospodarności w wydawaniu środków publicznych. Decyzja o ewentualnym montażu urządzeń w samorządowych placówkach edukacyjnych nie powinna być podejmowana pochopnie, wyłącznie w oparciu o ofertę  składaną przez producentów i dystrybutorów ww. urządzeń. Z uwagi na troskę o bezpieczeństwo dzieci decyzja ta musi opierać się na pozytywnej opinii, popartej jednoznacznym stanowiskiem ekspertów. Powyższe wynika z racjonalnego działania opartego na dążeniu do podjęcia jedynej słusznej i odpowiedzialnej decyzji w tej sprawie.”

Można tutaj znaleźć dwie kluczowe informacje, które sprytnie zatopiono w rozmywającym każdy komunikat języku urzędowym.

Po pierwsze producentów nie zapytano o certyfikaty potwierdzające bezpieczeństwo dzieci – inaczej by o tym napisano.

Po drugie oczyszczaczy nie będzie w tym roku w przedszkolach. Do ich zakupu jest potrzebna ekspertyza, której jednak nie ma.

Oczywiście dostrzeżenie konieczności przeprowadzenia gruntownych analiz cieszy i należy je pochwalić. A także liczyć, że stanie się nową normą w krakowskim urzędzie, bo dotąd bywało z tym różnie. Na przykład, kiedy organizowaliśmy igrzyska olimpijskie nie wiedząc, ile będą kosztowały lub braliśmy kredyt na Trasę Łagiewnicką nie znając jego warunków.

Jednak nie powinna przesłonić tego, że zwracając uwagę na konieczność przeprowadzenia ekspertyz urząd chce przede wszystkim ukryć swoją indolencję i usprawiedliwić to, że nie zrealizował obietnicy. Nic przecież nie stało na przeszkodzie, by badania zakończyć przed początkiem sezonu grzewczego. Być może nic poza tym, że powoływano się na nieistniejące opinie, więc najpewniej liczono, że sprawa rozejdzie się po kościach.

Pytanie, które chciałbym w związku z tym zadać jest takie.

Dlaczego nie zadbano o to, by ekspertyzę zlecić w terminie, który umożliwiłby kupienie oczyszczaczy przed sezonem grzewczym?

I dlaczego po ośmiu miesiącach od głosowania nadal nie wiemy, czy zdaniem urzędu szkodzą one bardziej niż krakowskie powietrze?

Tym sposobem nawet jak wydamy pieniądze – a trudno zakładać, że filtr HEPA szkodzi bardziej niż oddychanie zimą w Krakowie – to i tak dzieciaki będą się wędzić przez kolejny sezon grzewczy. Budżet miasta będzie szczuplejszy o dokładnie taką samą kwotę, a efekt wyraźnie gorszy, bo jeden sezon w smogu to dla pięciolatka bardzo dużo. Nie wiem jak wam, ale mnie to trąci niegospodarnością.

Zwłaszcza, że nawet jakbyśmy mieli ich nie kupować, to nic nie stoi na przeszkodzie, by wiedzieć o tym już teraz.

To czy nie kupimy ich dziś, czy nie kupimy ich w marcu, nie ma przecież znaczenia.

* Już po publikacji tekstu odnalazła się jedna z opinii, do których wcześniej się nie przyznano. Jeden z krakowian przesłał mi opinię PZH, którą dyrektorzy żłobków przedstawiają dopytującym o oczyszczacze rodzicom. Zdaniem jej autora urządzenia oparte o filtry HEPA dobrze radzą sobie w warunkach domowych. Większość z nich ma jednak zbyt małą wydajność, by oczyścić powietrze w dużych pomieszczeniach. Dlatego, brzmi wniosek, ani nie pogarszają, ani znacząco nie polepszają sytuacji.

2 komentarze(y)

  1. jeśli oczyszczacze powietrza są szkodliwe to może miasto zamontuje ramki lub markizy filtrujące cleanair

  2. Majchrowski oczywiście nie działa tam, gdzie nie może uskarbić czegoś dla siebie i mówi, że się nie da. Naprawdę żal. Komuch będzie smażył się w piekle.

Dodaj komentarz