Mamy coraz mniej czasu na odejście od paliw kopalnych

534
0
Podziel się:
Paliwa Kopalne Odejście

Coraz więcej osób zauważa jak poważnym problemem jest globalne ocieplenie, ale walkę z nim postrzega jako coś na kształt długotrwałej wojny między okopanymi armiami. Tymczasem zmiana klimatu prowadzi przeciwko nam Blitzkrieg – wojnę błyskawiczną. 

Wyobraźmy sobie, że niedługo będziemy startować w zawodach sportowych. Lub zdawać jakikolwiek egzamin. Albo że mamy deadline w pracy.

Niestety, jak zwykle zostawiliśmy wszystko na ostatnią chwilę, i teraz na przygotowanie się mamy już naprawdę niewiele czasu. Ale jeśli się „ogarniemy” i będziemy ciężko pracować, to jest spora szansa, że jednak zdążymy. Na razie niechętnie, powoli i szukając wszelkich wymówek zbieramy się do działania, wciąż nie tracąc nadziei że nam się uda.

Aż tu nagle dowiadujemy się że mamy jeszcze mniej czasu niż myśleliśmy. Bo na przykład egzamin przesunięto – będzie nie za trzy tygodnie, ale za dwa, a może nawet już za tydzień. Jeszcze nie powiedzieli dokładnie kiedy, ale wiadomo, że czas się nam gwałtownie skurczył. Nic przyjemnego, prawda? A jednak wszyscy właśnie w takiej sytuacji się znaleźliśmy.

Nie od dziś wiadomo, że emitowanie do atmosfery ogromnych ilości gazów cieplarnianych nie jest najlepszym pomysłem i raczej nie ujdzie nam bezkarnie.

Do tej pory wydawało się jednak, że mamy 30 lat, by na dobre skończyć ze spalaniem paliw kopalnych [1]. Zalecenia Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC, ang. Intergovernmental Panel on Climate Change) mówią bowiem, że jeśli chcemy uniknąć ocieplenia naszej planety o więcej niż 1,5°C (w stosunku do okresu sprzed epoki przemysłowej) to do roku 2030 musimy „ściąć” emisję gazów cieplarnianych z grubsza o połowę (w stosunku do roku 2010). A do roku 2050 całkowicie „wyzerować” emisję.

Jednak osiągnięcie tego niewątpliwie ambitnego celu i tak może nie wystarczyć, by uniknąć katastrofy klimatycznej. I raczej nie wystarczy. Po prostu rekomendacje IPCC są najprawdopodobniej zbyt konserwatywne – czytaj zbyt optymistyczne [2].

Pamiętajmy, że póki co globalna emisja dwutlenku węgla (CO2) nie maleje. Gorzej nawet – po kilkuletnim okresie stabilizacji wręcz rośnie.

Codziennie docierają też do nas nowe informacje, pokazujące, że zmiana klimatu postępuje szybciej niż nam się to wydawało jeszcze wczoraj. A to dowiadujemy się o rozmarzającej szybciej niż myślano arktycznej wieloletniej zmarzlinie, a to o szybciej niż to do tej pory szacowano topiących się lodowcach Grenlandii i Antarktydy. A to wreszcie czytamy nie tylko o szybko rosnących stężeniach dwutlenku węgla, ale także metanu (CH4)– drugiego najważniejszego gazu cieplarnianego.

Od jakiegoś czasu wiemy również, że jeśli przekroczymy „punkt bez powrotu” – jeśli temperatura Ziemi wzrośnie za bardzo – to uruchomiona zostanie kaskada dodatnich sprzężeń zwrotnych w ziemskim systemie klimatycznym. Czyli samonapędzający się mechanizm, pchający ziemski system klimatyczny coraz dalej w kierunku stanu „Cieplarnianej Ziemi” – koszmaru gorszego od najbardziej ponurych snów lub filmów katastroficznych.

O czym mogliście już Państwo przeczytać na Smoglabie, a ostatnio też w prasie codziennej, ale co chyba warto przypominać przy każdej okazji.

Na ewentualne powstrzymanie nadciągającej katastrofy mamy więc „podwójnie” coraz mniej czasu. Po pierwsze po prostu dlatego, że codziennie ubywa nam bezcennych 24 godzin, co akurat dla nikogo nie powinno być niczym specjalnie zaskakującym. Ale po drugie dlatego, że wraz ze przyrostem naszej wiedzy na temat zmiany klimatu czas dzielący nas od „punktu bez powrotu” okazuje się szybko kurczyć.

Obecnie wiemy, że „punkt bez powrotu” najprawdopodobniej leży w okolicy ocieplenia o 2°C w stosunku do okresu sprzed epoki przemysłowej. Według najnowszych szacunków oznacza to, że prawdopodobnie przekroczymy go około roku 2045, i właśnie wtedy nasz los będzie już raczej przesądzony.

Nie można jednak wykluczyć że stanie się to wcześniej, po przekroczeniu progu ocieplenia o 1,5°C, co wydarzy się najprawdopodobniej około roku 2030. A może i jeszcze szybciej.

By mieć więc jaką-taką gwarancję (choć też wcale nie stuprocentową pewność!) uniknięcia katastrofy, do 2030 roku to należałoby raczej wyzerować emisje, a nie zmniejszyć je jedynie o połowę. To bardzo, ale to bardzo ambitne (nierealistyczne?) zadanie, na którym powinniśmy skoncentrować wszystkie nasze wysiłki i środki. Wszyscy, wszędzie na całym świecie – także w naszym kraju. A do tego jak najszybciej.

I właśnie dlatego Extinction Rebellion (XR) mówi o odejścu od paliw kopalnych (nie tylko od węgla!) do roku 2030, a nawet do 2025. I dlatego też stanowisko Greenpeace, mówiące o Polsce bez węgla do 2030 roku wcale nie jest radykalne, jak uważa wiele osób w naszym kraju. Jest raczej dyplomatyczne, wyważone i rozsądne, a wręcz dość zachowawcze – powinniśmy domagać się tego samego w odniesieniu do ropy naftowej i gazu ziemnego [3].

Niestety, nawet jeśli niektórzy polscy politycy o zmianie klimatu zaczynają już mówić coś sensowniejszego niż tylko to, że jest ona wymysłem lewaków, to najwyraźniej wciąż nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. A przynajmniej zupełnie tego po sobie nie pokazują. W pełni stosuje się do nich to, co parę lat temu napisał Bill McKibben [4]:

Nasi liderzy przewidują coś, co francuscy stratedzy z okresu II wojny Światowej nazywali „guerre du longue durée” („długotrwałą wojną”), mimo że każdym nowy numer Science lub Nature pokazuje jasno: Zmiana Klimatu przygotowuje blitzkrieg (…).

Najwyższy czas, by to zrozumieć i zacząć działać dużo bardziej ambitnie.

Podziękowania

Chciałem podziękować dr Aleksandrze Kardaś (Nauka o Klimacie) za pomoc przy przypisaniu tego tekstu. Wszelkie jego ewentualne błędy, nieścisłości i inne niedoskonałości są jednak wyłącznie moją winą.

Przypisy

[1] Rzecz jasna, antropogeniczne (tzn. te powodowane przez nas) emisje gazów cieplarnianych są związane nie tylko ze spalaniem paliw kopalnych, a nasz wpływ na klimat to nie tylko emisje gazów cieplarnianych.

Jak najszybsze zaprzestanie spalania paliw kopalnych jest jednak konieczne, by uniknąć katastrofy klimatycznej. Konieczne, ale niewystarczające.

Nie wszystkie źródła emisji gazów cieplarnianych da się bowiem zupełnie wyeliminować. Ciężko jest choćby zredukować do zera emisje związane z rolnictwem (na przykład emisje metanu z ryżowisk i przewodów pokarmowych zwierząt hodowlanych), które są bardzo istotną częścią całkowitej emisji. Wpływ ludzi na klimat wiąże się też ze zmianami użytkowania ziemi, np. z wylesianiem.

Poza zredukowaniem do zera emisji gazów cieplarnianych w tych sektorach, gdzie jest to możliwe, należy też jak najszybciej rozpocząć usuwanie dwutlenku węgla z atmosfery. Jak możemy przeczytać w „Streszczeniu Specjalnego Raportu IPCC dotyczącego ograniczenia globalnego ocieplenia klimatu o 1,5°C”:

Wszystkie scenariusze prowadzące do ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5°C bez przekroczenia progu lub z jego niewielkim przekroczeniem zakładają wykorzystanie w XXI wieku usuwania dwutlenku węgla (ang. Carbon Dioxide Removal, CDR) w skali 100-1000 GtCO2 w tym okresie. CDR byłoby wykorzystywane w celu skompensowania emisji resztkowych (nie dających się wyeliminować) oraz, w większości scenariuszy, osiągnięcia ujemnych emisji netto w celu obniżenia wzrostu temperatury do 1,5°C po osiągnięciu maksimum temperaturowego (wysoki poziom ufności).

[2] Dr Aleksandra Kardaś zwraca uwagę, że przewidywania IPCC dotyczące daty przekroczenia progu ocieplenia o 1,5°C i związane z tym zalecenia dotyczące zmniejszania emisji gazów cieplarnianych są konserwatywne nie dlatego, że pracujący dla Panelu naukowcy nie potrafią uwzględnić wszystkich istotnych czynników. Są konserwatywne dlatego, że jeśli chcemy dostać jakiś konkretny termin, datę, to musimy również przyjąć jakieś konkretne założenia. W krótkiej perspektywie czasowej przyjęte przez IPCC założenie, że obecne tempo zmiany klimatu zostanie utrzymane jest sensowne i mało kontrowersyjne. Uważnie czytając Raport, nie powinniśmy mieć wątpliwości, że tempo to może wzrosnąć i wtedy próg ocieplenia o 1,5°C osiągniemy odpowiednio szybciej. Jeśli ktoś trzyma się podanych dat tak, jakby były „wyrytymi w kamieniu” absolutnymi, objawionymi prawdami, to po prostu „nie rozumie, jak je należy rozumieć”… Można to porównać do określania czasu podróży przewidywanego przez google maps – system zakłada, że ruch na ulicach będzie z grubsza „taki jak zwykle” (w danym dniu tygodnia, porze doby) i nie należy mieć do niego pretensji, jeśli prognoza nie będzie do końca trafna.

[3] Oczywiście, na świecie, a w szczególności w Polsce odejście od spalania węgla (a tym bardziej od wszystkich paliw kopalnych) w ciągu dekady lub w tylko niewiele dłuższym okresie jest bardzo mało prawdopodobne. Tak przynajmniej zapewne powie nam większość ekspertów i ludzi myślących realistycznie. Cóż, jeśli tak, to tym gorzej dla nas.

[4] W znakomitym artykuleWe’re under attack from climate change—and our only hope is to mobilize like we did in WWII.” W oryginale mamy:

Our leaders have been anticipating what French strategists in World War II called the guerre du longue durée, even as each new edition of Science or Nature makes clear that climate change is mounting an all-out blitzkrieg (…).

Fot. Shutterstock/Pan demin.

Podziel się:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o