Mielczanie walczą o czyste powietrze. “Włos się na głowie jeży, jak człowiek pomyśli, czym tu oddychamy”

– W nocy musimy zamykać okna, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będzie największe stężenie zanieczyszczeń – mówi mi pani Anna. Spotkałyśmy się na proteście, który zorganizowano w niedzielę w Mielcu pod hasłem „Stop trucicielowi”. Truciciel w Mielcu, zdaniem organizatorów protestu, jest jeden – Kronospan. Ogromna, międzynarodowa firma, która produkuje materiały drewnopochodne – panele podłogowe i ścienne, płyty wiórowe, płyty wykorzystywane do produkcji mebli. – To palone drewno śmierdzi. Wstaję rano i to czuję, nie potrzeba specjalnych mierników – dodaje pani Grażyna, która razem z Anną przyszła zaprotestować.

Co czwarty mieszkaniec protestuje

Na pierwszy protest, w marcu, przyszło kilkanaście tysięcy osób – czyli prawie co czwarty mieszkaniec.

– To nie jest nowy problem – mówi mi pan Jacek, mieszkaniec Mielca. – Tylko że przez lata wszyscy myśleli, że Kronospan daje wiele miejsc pracy, więc dużo można mu wybaczyć. Okazuje się, że ta liczba miejsc pracy jest niewspółmierna do tego, ile zła zakład wyrządził miastu. Już lepiej, żeby tej pracy nie było, ale moglibyśmy normalnie oddychać.

Co dokładnie robi Kronospan? Po pierwsze, ma ponad 40 emitorów, które wypuszczają codziennie różne gazy. Po drugie, planuje zwiększenie produkcji i wybudowanie ogromnego pieca na biomasę. Po trzecie, wypuszcza niekontrolowane ilości pyłów, rakotwórczego formaldehydu i amoniaku.

– Filtr nałożono na dwa kominy, reszta pozostaje bez nadzoru. Takie są fakty, a Kronospan udaje, że jest dobrze – tłumaczy Piotr Kozub, jeden z organizatorów protestów – Kilka dni temu wypuścili w miasto ulotkę, w której treść jest tak skonstruowana, że uspokoi każdego laika. Piszą, że zanieczyszczenia obniżą się o 90 procent – a z dokumentów, w tym z pozwolenia zintegrowanego (czyli licencji na prowadzenie działalności przemysłowej, wydawane przez marszałka województwa – przyp.red.) wynika zupełnie coś innego – dodał.

– Zakład będzie się rozbudowywać? – pytam.

– Nie trzeba być prorokiem, żeby wiedzieć, że wszystkie ich działania do tego prowadzą. Tak wielki zakład, jakim jest Kronospan, musiał znaleźć sobie miejsce, gdzie takie niecne rzeczy będzie robił. I taki swój Bangladesz, nie obrażając Bangladeszu, znalazł w Mielcu. Olewa ludzi, nie słucha mieszkańców, manipuluje i wykupuje kolejne tereny wokół zakładu, żeby się rozbudowywać. Jeśli mieszkańcy nie obudziliby się w porę, nie wyszliby na ulice, miasto byłoby skazane na zagładę – bo w końcu część by uciekła, a inni zaczęliby przez te zanieczyszczenia poważnie chorować.

Dla mielczan miarka się przebrała. Nie chcą być dłużej truci, chcą móc jeździć na rowerach, biegać, spacerować po lesie. Boją się o swoje zdrowie. – Trafiłem niedawno do szpitala – kontynuuje uczestnik, pan Jacek. – Jeden lekarz, na pytanie, skąd to moje osłabienie i problemy ze zdrowiem, odpowiedział jednym słowem: powietrze.

Pochód przeciw trucicielowi

W niedzielę pod mieleckim Pomnikiem Wolności zebrał się kilkutysięczny tłum mieszkańców. Setki osób na rowerach, niektórzy w maskach gazowych, dzieci z czarnymi balonami, transparenty „Stop Krono”, tysiące czerwonych kartek uniesionych do góry.

– Musimy jako mieszkańcy walczyć o to, co nam gwarantuje konstytucja – prawo do wolności wyboru. My tej wolności nie mamy – nie możemy wyjść na zewnątrz, kiedy chcemy, nie możemy jeździć na rowerze, bo to niebezpieczne. Żadna firma nie będzie nam dyktować, jak mamy żyć – mówił do zebranego tłumu Jacek Szczerba, nauczyciel WF-u z Mielca.

Kiedy zszedł ze sceny, otoczył do wianuszek dziennikarzy. – Moja obserwacja wynika z wielu lat pracy pedagogicznej. Wielokrotnie, przy tak ładniej pogodzie, jaką mamy dziś, brałem uczniów na zewnątrz. Jeśli wiatr wiał akurat w stronę boisk, na których ćwiczyliśmy, nadchodziła „para wodna” o zapachu drewna. Po 10 minutach wysiłku fizycznego, młodzież zaczynała narzekać na drapanie w gardle, bóle głowy, ucisk w klatce piersiowej. Musiałem przenosić zajęcia do środka, dla ich bezpieczeństwa – mimo że przy takiej pogodzie szkoda siedzieć w sali gimnastycznej – tłumaczył przed kamerami.

Po przemówieniach ze sceny, tłum zebrany pod pomnikiem ruszył pod Urząd Miasta.

– Proszę pani, ja mam w ostatnich latach straszną alergię, której wcześniej nie było – mówiła mi po drodze jedna z uczestniczek. – Włos się na głowie jeży, jak człowiek pomyśli, co my tu wdychamy.

Inny mieszkaniec wtórował: – Powinno się na nich narzucić takie kary, że to trucie przestanie im się opłacać.

– Co chcecie osiągnąć tymi protestami? – pytam Piotra Kozuba, organizatora.

– Chcemy faktów. Od 20 lat funkcjonujemy z zakładem w granicach miasta, który ma przyzwolenie na trucie. Ono podobno jest ograniczone limitami, ale po co, skoro nie ma systemu, który by ich pilnował. Na marginesie, kiedy zawiązała się grupa organizująca protesty, usłyszeliśmy od WIOŚ-iu, że takiej technologii nie ma. Po pierwszym proteście już usłyszeliśmy, że WIOŚ się tej technologii uczy. A więc jest system, tylko trzeba go wychodzić, wyprosić, przebić przez urzędniczą ścianę. Dopóki ten mur istnieje, będziemy działać i protestować.

Zakłady Kronospan w Mielcu

Prezydent przemawia

Prezydent Fryderyk Kapinos do protestujących: Byłem na poprzednim proteście, przyszedłem też na ten – bo bezpieczeństwo mieszkańców jest moim priorytetem. Wszystkie postulaty, które państwo przedstawiają będą przeanalizowane na zespole roboczym. Sprawa zanieczyszczenia powietrza nie jest łatwa, dlatego cieszę się, ze angażuje się w nią strona społeczna.

Mieszkańcy: Konkrety! Chcemy konkretów!

Prezydent: Jestem prezydentem od trzech miesięcy (jego poprzednik zmarł w marcu – przyp.red.) i już zaangażowałem w sprawę ważnych polityków PiS. Poparcie deklaruje premier Beata Szydło i minister Henryk Kowalczyk.

Mieszkańcy: Konkrety!

Prezydent: Proszę państwa, ja też tu mieszkam, chce rozwiązać ten problem. Tu mieszka moja córka, moje wnuczki. Zależy mi jako mężowi, ojcu i dziadkowi.

– Z roku na rok świadomość mieszkańców rośnie, skończyło się akceptowanie w nieskończoność – mówi po proteście Piotr Kozub. Nie chce zgadywać, co będzie dalej. – Na razie wiadomo, że jest źle. Jak bardzo źle? W niedzielę o 4 na ranem miejski czujnik zanotował największe stężenie formaldehydu w historii.

1 komentarz

  1. Tylko skuteczne przetestowanie przejść dla pieszych przed zakładem. Piszę o tym od kilku lat.

Dodaj komentarz