Moda na second hand. Po co kupować nowe, skoro można używane…

Podziel się:

Ciucholandy stały się miejscem, gdzie głównie kupowałam ubrania i jest tak do dziś. Szukałam sposobu, żeby jakoś się wyróżnić z tłumu i mieć na sobie coś, czego nie będzie miał nikt inny. Jednak najważniejszą kwestią jest jakość ubrań z lumpeksów, które biją na głowę rzeczy z sieciówek. W swojej szafie mam ciuchy z wiskozy, bawełny, wełny, jedwabiu…. mają po parę dobrych lat, ktoś już ich używał, były prane wielokrotnie, więc i ja mam pewność, że pochodzę w nich długo. Umiem szyć, więc nie jest dla mnie problemem przerobić spódnicę rozmiar 52 z dobrej wełny na spodenki dla siebie. Szyję też ubrania dla siebie od podstaw” – opowiada.

Ważnym momentem u Izy była zmiana pracy. Dotąd pracowała w sklepach w galeriach handlowych w centrum miasta, więc miała więcej okazji do tego, żeby wstąpić do sieciówki “tylko popatrzeć”. Teraz pracuje z dala od handlowego centrum, nie pcha się w miasto, siłą rzeczy kupuje mniej. Do tego dochodzą zmiany w światopoglądzie:

Od tamtej pory mam zupełnie inne priorytety w życiu, więc konsumpcjonizm zszedł na dalszy plan. Przez to, że chcę żyć i doświadczać a nie posiadać, kupowanie czegokolwiek nie zajmuje moich myśli.  Przestałam mieć potrzebę kupowania nowych rzeczy – to, co mam w zupełności mi wystarcza.  Swoją garderobę mam skompletowaną od jakiś trzech lat, co roku chodzę w tych samych ubraniach. Mam na przykład Vansy, w których chodzę piąty rok. Nie ulegam sezonowym modom, szałom wyprzedaży, reklamom, inspiracjom w mediach społecznościowych, bo mnie to po prostu nie interesuje” – wyjaśnia.

 

Poznałam też osoby, dla których kupowanie nie było tylko przyjemnością, ale już nałogiem. Wtedy rezygnacja z nowych ubrań to przede wszystkim wielka decyzja podjęta dla samego siebie, nie tylko środowiska:

“Powinnam zacząć od: Cześć jestem Aja i byłam zakupoholiczką. Odkąd tylko pamiętam wszystkie pieniądze, które miałam, wydawałam na ubrania i buty. Od stycznia nie kupuję ich w ogóle, bo zaczęło do mnie docierać, jak bardzo sami siebie zawalamy niepotrzebnymi rzeczami. U zakupoholika chęć kupienia nowej rzeczy i radość z tego jest naprawdę ogromna.Teraz jestem szczęśliwa, że za zaoszczędzone pieniądze mogę zwiedzać świat. Czy zamierzam kupować kiedyś ubrania? Pewnie tak, ale na razie cieszę się, że nie żyję już z myślą, że chciałabym mieć coś nowego. Nie łażę już po galeriach, nie szukam wybranego ubrania po całej Polsce”.

Mam czas na to, co ważne

Drogi są dwie: albo można zauważyć zmiany w życiu dzięki ograniczeniu kupowania ubrań, albo zmiany w życiu i sposobie myślenia powodują, że kupujemy ich mniej. Dobrze pamiętam to, co napisała mi ten temat Iza:

Wydaje mi się, że to wszystko wynika od znajomości samego siebie, od tego czy znamy swoją wartość, jakie wartości w ogóle są dla nas ważne. Bo jeśli akceptujemy siebie w pełni, nie zależy nam na tym jak widzą nas inni i co o nas pomyślą mając takie a nie inne ubranie na sobie. Dzięki takiemu myśleniu zyskuje się wolność i niezależność. Jeśli przestaje się myśleć o konsumpcjonizmie, zyskuje się miejsce w głowie na wiele innych ważniejszych kwestii. Do tego dochodzi też kwestia kasy, bo jeśli nie wydaję na ubrania, to mogę przeznaczyć je np. na częstsze wyjazdy w góry. Jestem wdzięczna, że znalazłam swoje sposoby na zaspokajanie pragnień i odczuwania przyjemności, które niewiele kosztują i nie szkodzą innym istotom”.

1 2 3 4
Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!