Morze możliwości dla mieszkańców. Turów „do końca świata i jeden dzień dłużej” to mit

Podziel się:

Odejście od wydobycia i spalania węgla brunatnego nie oznacza śmierci matki-żywicielki. Choć lobby węglowe próbuje za wszelką cenę ustrzec lokalne społeczności przed tą wiedzą, po wygaszeniu kopalni i elektrowni Turów, region nadal może prężnie funkcjonować. Co dobrego przyniesie mieszkańcom okolic Turowa transformacja energetyczna? Czy należy się jej bać, zaciekle broniąc węgla?

Nowe możliwości to między innymi pozyskanie środków na dostosowanie lokalnej infrastruktury pod turystykę. Wystarczy spojrzeć na sąsiadów z Czech i Niemiec, którzy przekształcają dawne odkrywki w zbiorniki wodne, tworzą trasy rowerowe, szalki i atrakcje ściągające wielu turystów. Jak mówią eksperci, mieszkając w regionie wystarczy 5 pokojów na wynajem, żeby żyć z turystów.

„Twierdza Turów”, jak o niej pisaliśmy w reportażu SmogLabu, pozostaje niedostępna, tajemnicza, a nawet budząca grozę. Tymczasem jej transformacja to nowe rozdanie dla lokalnej społeczności. O możliwościach dla mieszkańców okolic kompleksu Turów porozmawialiśmy z nimi samymi, ale również światem nauki oraz organizacjami pozarządowymi.

Turów to nie wszystko. Obsługa OZE

Obsługa urządzeń wytwarzających czystą energię może być dla społeczności nowym rozdaniem. Alternatywą jest więc stworzenie nowych miejsc pracy w obsłudze paneli fotowoltaicznych i farm wiatrowych, które z powodzeniem zastąpią brudną energię. Stworzenie szkoły branżowej, czy filii uczelni kształcącej specjalistów, umożliwi wyszkolenie cenionych i dobrze opłacanych ekspertów. Ich nieocenionym walorem będzie znajomość regionu od urodzenia.

Nasi rozmówcy zwracają uwagę na konieczność włączania społeczności w kreowanie nowej, bardzo konkretnej wizji postwydobywczego regionu, który nadal może być energetyczną potęgą. Z tą różnicą, że zdrową i przyszłościową.

Fot. Maciej Fijak

Postindustrialna przyszłość Turowa jako obszar badań

Dr hab. Katarzyna Majbroda z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Wrocławskiego, prof. UWr., prowadząca badania w obrębie Turowa i okolic, tłumaczy, że obawa, choć naturalna, wynika z niewiedzy i niepewnej wizji przyszłości. Z kolei ci, którzy wiedzą, że możliwość wydobycia węgla się kończy, stosują mechanizm obronny i wypierają tę świadomość. Panują przeciwne sobie dyskursy, ale fakty mówią same za siebie: Turów przestanie funkcjonować.

W jego miejscu może powstać zielona infrastruktura, sprzyjająca lokalnej turystyce, przyciągająca rzesze przyjezdnych. Wokół mogą stanąć ośrodki edukacyjne, pozwalające uczyć się, a następnie pracować w branżach przyszłości.

Nowe miejsca pracy

– To, co nas czeka w regonie, jest procesem. Nadzieję i otwarcie się mieszkańców na nowe możliwości może rozbudzić podejście etapowe. Sensowne zarządzanie, zaprzestanie tworzenia mitów o funkcjonowaniu Turowa „do końca świata i jeden dzień dłużej”. Wypracowywanie wspólnej przyszłości regionu w ścisłej współpracy ze społecznością lokalną – to jest istotne – tłumaczy SmogLabowi prof. Katarzyna Majbroda.

Jak społeczność żyjąca w okolicy kopalni i elektrowni Turów zapatruje się na transformację energetyczną?

– W badaniach antropologicznych, które prowadzę wokół Turowa od 2021 r., pojawia się także kategoria przyszłości. To, co mnie najbardziej interesuje, to sposób, w jaki lokalna społeczność oddolnie doświadcza preludium transformacji.

Naukowczyni zwraca uwagę, że sam proces transformacji wychylony jest ku przyszłości. Bardzo istotne jest więc roztaczanie tam konkretnej, rzeczowej wizji w formie prognozowania i antycypacji (przewidywania). – Jest to niezwykle ważne dla lokalnej społeczności, która powinna mieć prawo i dostęp do narracji pokazujących, jak będzie wyglądał region. Pokazujących, jak będzie wyglądała postemisyjna, zielona infrastruktura, jak zmieni się krajobraz energetyczny wokół, który dla mieszkańców nie jest tylko tłem, ale istotnym elementem lokalnej rzeczywistości.

Nowych miejsc pracy zdaniem ekspertów nie zabraknie. Tylko trzeba o tym mówić – szczerze, prosto oraz – nade wszystko – konkretnie. Konkrety pozwolą społeczności nie bać się utraty pracy i spadku jakości życia. Perspektyw i alternatyw nie brakuje, ale trzeba je jasno pokazywać.

Edukacja, ale też lider-przewodnik

Co sprawi, że mieszkańcy spojrzą w przyszłość pozytywnie i przestaną się obawiać?

– Wypowiedzi na temat lęku o przyszłość są zróżnicowane generacyjnie. W taki sposób [o kopalni jako „matce żywicielce” – przyp. red.] wypowiadają się przedstawiciele średniego pokolenia, którzy nie wybierają się jeszcze na emeryturę. Dla nich koniec funkcjonowania Turowa oznacza konieczność szukania pracy – mówi prof. Majbroda.

– Pokolenie 20-30-latków często pracuje za granicą. Młodzi ludzie znają języki i są mobilni.

Trójziemie daje im takie możliwości. Co transformacja energetyczna może zaoferować im i jeszcze młodszym, ale po polskiej stronie?

– Ważne jest niepozostawianie ich samym sobie i szeroko zakrojona edukacja. W samej gminie Bogatynie funkcjonuje dom kultury i biblioteka – zauważa prof. Majbroda i postuluje za stworzeniem tam bogatej oferty kulturalnej.

Wizja przyszłości, zdaniem antropolożki, powinna być kreowana przez liderów, w tym młodych, którzy są na miejscu. To pomogłoby walczyć ze skrótami myślowymi (węgiel = przyszłość), zasłyszanymi przez nich w domu czy na podwórku i dostrzec, że dobrostan po zamknięciu kopalni jest jak najbardziej osiągalny.

Co można zapewnić młodym?

– Procesy edukacyjne, animacje i wizja przyszłości. Zainteresowanie tym, co interesuje młodych oraz tym, co oni mogą dać swojemu regionowi. Pokazanie im, że ich los jest ważny, a oni sami potrzebni – takie czynniki, zdaniem naukowczyni, mogą pomóc zakończyć frustracje, a rozpocząć rozmowę z młodymi.  – W tym regionie do wykonania jest dosłowna praca u podstaw, jakkolwiek to brzmi. – Każda grupa społeczna ma możliwości, potencjał kulturotwórczy. Jedni mają ich świadomość i potrafią z nich korzystać, a inni potrzebują wsparcia. Tutaj widziałabym pole do działania, również aktywistów i ekologów – dodaje prof. Majbroda.

Antropolożka mówi przy tym o współpracy, włączaniu oraz wspólnych projektach i warsztatach. – Tego bardzo brakuje w tym miejscu.

– W ramach [inicjatywy] Laboratorium Kultury część lokalnej młodzieży chętnie uczestniczyła w warsztatach plastycznych – opowiada Mirella Dziedzicka, aktywistka ekologiczna, zatroskana o przyszłość swoich dzieci, ale i Ziemi. – Podobało im się, że mogą zrobić coś innego, niż zazwyczaj. Uważam, że przy okazji różnych warsztatów świetnie rozmawia się z młodzieżą (też mimochodem) na inne tematy, na przykład związane z ochroną środowiska. Ważne, aby wyciągnąć ich z domu, wysłuchać ich potrzeb, porozmawiać o ich marzeniach. Pokazać szanse na rozwój, pomóc odkryć pasję, talenty i dawać nadzieję, że inaczej też może być im dobrze, a może nawet lepiej.

Szkoła zawodowa lub wyższa, ale o konkretnym profilu

Wiąże się to z potrzebą stworzenia przestrzeni do nauki. Formalna edukacja, szkoła rzemieślnicza, przywrócenie zawodów, które są już zapomniane, jak mówi prof. Majbroda, wzmacniają markę regionu i korzystają z jego zasobów. To właśnie są rozwiązania, które pozwolą wydobyć z miejsca potencjał i nie pozostawiają społeczności w sytuacji bez wyjścia.

– Wiąże się to też z przygotowaniem zielonej, posttransformacyjnej infrastruktury. Gdy przestanie się wydobywać węgiel brunatny i wygasi się elektrownię, potrzebni będą eksperci i ekspertki w różnych branżach.

Pracownicy dziś związani z kompleksem energetycznym nadal będą mogli napędzać rozwój regionu, ale w dziedzinach innych, niż dotąd.

– Bardzo by się przydały szkolenia, ale też szkoły związane z odnawialnymi źródłami energii. Stworzenie konkretnej oferty edukacyjnej byłoby bardzo dobrym pomysłem.

Zgadza się z tym aktywistka, która postuluje za szeroką ofertą edukacyjną dla przyszłych pracowników branży fotowoltaicznej i wiatrakowej.

Antropolożka: wraz z młodymi ucieka unikatowy kapitał

Dziś młodzież wyjeżdża do Zgorzelca i okolic, żeby móc ukończyć tam szkołę średnią. Na studia jedzie się do Wrocławia. – Wraz z nimi ucieka pewien kapitał tego miejsca. Z pewnością właśnie to pokolenie, które teraz wchodzi w dorosłość, będzie tworzyło przyszłość tego regionu. Bardzo ważne jest inwestowanie w nich.

Czy cykliczne warsztaty edukacyjne mogłyby sprawić, że młodzież będzie spokojniejsza o swoją przyszłość?

– To, o czym pani mówi, to jest rodzaj eksperymentu – odpowiada prof. Majbroda. Myślę, że w tym regionie, chociażby w Bogatyni, takie eksperymenty są potrzebne. Część mieszkańców na pewno z tego skorzysta i jest szansa, że tam zostanie.

Jak tłumaczy, osoby, urodzone i wychowane w tym regionie mają zasób, którego nie ma nikt, kto przyjedzie z innej części Polski.

– W rdzeniu tych ludzi tkwi pewien [unikatowy – przyp. red.] kapitał. Pomoże to organizować życie społeczne już po transformacji.

Turystyka i ponowne wykorzystanie industrialnej infrastruktury

Jeden z wątków badawczych, które podejmuje prof. Majbroda, to zrównoważona turystyka jako możliwość zawodowa i rozwojowa po transformacji.

– Mieszkańcy mają dużą świadomość tego, jak można by tę dzisiejszą infrastrukturę wykorzystać. Niemieckie Zittau [Żytawa] czy dawna czeska kopalnia Krystynka u naszych sąsiadów to są bardzo pozytywne przykłady, jak na byłych odkrywkach można tworzyć jeziora, zbiorniki wodne, zielone przestrzenie. Tereny po wydobyciu poddawane są rekultywacji i stanowią istotną część turystyki, ciesząc się dużą popularnością.

Czerpać można też ze specyficznego krajobrazu powydobywczego. – Przykładem są tutaj hałdy, które są zalesiane. Już widać w nich potencjał np. na turystykę prozdrowotną, utworzenie ścieżek rowerowych, tras trekkingowych. To może być miejsce bardzo przyjazne do życia, zielone.

Jest to region z dużym potencjałem turystycznym. – Czasami wystarczy w agroturystyce 5 pokoi, kuchnia z lokalnymi produktami i z tego można wyżyć – mówi Mirella Dziedzicka. W dalszej części rozmowy dodaje: – Ale my chcemy oferować turystom nie tylko góry, rehabilitację i picie uzdrowiskowej wody, a również oddychanie czystym powietrzem.

– Turystyka to jest nadzieja na przyszłość. Przy odpowiednich inwestycjach można by ją rozwinąć – zgadza się prof. Majbroda. Region ma także zasoby w postaci łużyckiego dziedzictwa kulturowego; przykładem są niszczejące domy przysłupowe, które dzięki aktywności i zaangażowaniu lokalnego środowiska skupionego wokół Stowarzyszenia Dom Kołodzieja są wydobywane z ruiny i stopniowo rewitalizowane.

Wielkopolska wschodnia wie, co robi

Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, tłumaczy: – Te nowe, zielone miejsca pracy są raczej dobre i konkurencyjne – dają mieszkańcom szansę na tańszą, czystą energię do gospodarstw domowych, biznesu ogrzewania i transportu. Dają  szansę na wzrost oszczędzania energii i podniesienie standardu mieszkania przez renowację i ocieplanie budynków oraz zastąpienie brudnej energii powodującej smog, utratę zdrowia i życia.

– Przykładem dobrego przygotowania do odbioru europejskich środków na transformację energetyczną i społeczną, w tym obszarze edukacji, kultury transportu, rekultywacji terenów pokopalnianych jest region koniński, gdzie od 2020 r., w szerokim dialogu społecznym trwają prace nad optymalnym wykorzystaniem nowych możliwości rozwoju – mówi Tomasz Waśniewski, prezes Fundacji Rozwój TAK-Odkrywki NIE. – Pytam, dlaczego podobnie nie mogłoby się stać w  Bogatyni i powiecie zgorzeleckim?

Region ma szansę na 1 mld zł

Inwestycje wymagają nakładów finansowych, które z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji mogą popłynąć dopiero wtedy, gdy wskazana zostanie data zakończenia działalności kompleksu Turów. Część mieszkańców liczy jednak na środki krajowe oraz wygospodarowane przez włodarzy.

Organizacje pozarządowe nie mają wątpliwości: transformacja może nieść dobro.

– Aby coś dobrego przyniosła, musi być zaplanowana i włączająca szerokie grupy społeczne, biznes, samorządy. Dziś mamy transformację, która jest dryfem, ludzie i firmy płyną z prądem. A tą łódką trzeba sterować wytyczając cel – mówi Gawlik.

Harmonogram odejścia od węgla – czyli redukcji bloków węglowych do 2030 r. i po nim , jak tłumaczy, otwiera dobre możliwości: wsparcie co najmniej 1 mld zł powiatu zgorzeleckiego z unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji plus inne środki krajowe i zagraniczne na nowe miejsca pracy po węglu.

– Transformacja wsparta krajowymi i europejskimi środkami otworzy szanse na szybkie odejście od zawsze ryzykownej monokultury węglowej. Przyniesie nowe, zielone miejsca pracy, stworzy możliwości dla biznesu współpracy transgranicznej opartej o nowe, nieinwazyjne technologie. Doświadczenia z innych regionów Europy, które przechodziły już ten proces, pozwolą uniknąć niepotrzebnych błędów – dodaje Waśniewski.

Dobre przykłady i czerpanie korzyści z wyjątkowego położenia

– W Czechach i w Niemczech, na Trójstyku, lokalna społeczność, w tym młodzież, jest włączana w proces transformacji. Nie jest tak, że włodarze, decydenci ją planują, a potem przedstawiają wyniki. Świadomość społeczna, ale też poczucie odpowiedzialności za przyszłość regionu są rozwijane od podstaw – tłumaczy antropolożka.

Specyficzne położenie na styku Czech i Niemiec to walor, z którego można czerpać wiele korzyści. Polska młodzież może współpracować z czeską i niemiecką, wzajemnie się uzupełniać i uczyć. Oddolna współpraca jest zdaniem naukowczyni niezwykle istotna dla przyszłości regionu. – W tych ludziach drzemie pozytywna energia i siła twórcza.

Bliskie sąsiedztwo na co dzień jest dla nich naturalne. Nie dzieli, a łączy.

– Prognozowanie sytuacji wokół kopalni i elektrowni Turów jest bardzo ważne. Oszczędne komunikaty powodują tylko lęk i stagnację. Potrzebujemy pozytywnych opowieści o tym, co będzie dalej. Także po to, żeby móc sensownie działać teraz.

Jak zbudować samowystarczalność i autonomię regionu, ale po Turowie?

Marcin Popkiewicz, fizyk, autor książek i ekspert zajmujący się transformacją od strony praktycznej, poprowadził w grudniu w Zgorzelcu warsztat prezentujący symulację energetycznej niezależności dla regionu zgorzeleckiego. Zatem: co będzie po Turowie?

– Nasz przemysł nie potrzebuje bezemisyjnego prądu za pół wieku. On potrzebuje go na wczoraj!

Ekspert dodał, że niebawem, przez wysokoemisyjny przemysł, opuścimy łańcuchy dostaw.

– Duża część może być robiona w sposób rozproszony, lokalnie. W klastrach, które będą się bilansować.

Jak mogłoby to wyglądać w powiecie zgorzeleckim? – W najprostszym podziale: 300 MW w fotowoltaice, 250 MW w wietrze – zwrócił się do uczestników warsztatu. – Jak byście mieli turbiny po 5 MW to jest 50 nowoczesnych turbin wiatrowych. 1-1,5 ha to jest 1 MW. Potrzebowalibyście 300-400 ha pod fotowoltaikę. Oczywiście część może stanąć na dachach. Potrzebowalibyście w bateriach 290 MWh. Gdyby z Turowa zrobić elektrownię szczytowo-pompową – bardzo ciekawe doświadczenie – byłoby to 290 GWh, więc mielibyście kilkakrotnie więcej, niż cała Polska razem wzięta. Ale nie jesteście w stanie tego zrobić szybciej, niż za 50 lat, bo Wam nie wystarczy wody do napełnienia tej elektrowni. (…) Pompa ciepła to jakieś 40 MW mocy termicznej, reszta z grzałek. Wychodzi też jakieś 3 GWh magazynów ciepła – wyliczał Popkiewicz. – Żeby to wszystko uzupełnić dyspozycyjnie gazem, potrzebowalibyście 14 GWh biometanu. Dodatkowo założenie – wodór byłby robiony proporcjonalnie do reszty kraju, czyli 80 MW elektrolizera.

Region może pozostać energetyczną potęgą w nowej odsłonie

Powiedziano, że na terenie powiatu zgorzeleckiego jest duży projekt wiatrakowy, uwzględniający też zejście z mocy Turowa. Albert Gryszczuk, prezes Krajowej Izby Klastrów Energii, były prezes ZKlaster, skomentował wyliczenia: – Powinniśmy mówić o biometanie. Coś około 5 tys. ha na terenie naszego powiatu pracuje dla biomasy w Zittau. Właściwie połowę tych rzeczy mamy zrobioną. Zostaje temat magazynów energii, który nie jest ruszony prawie nigdzie. To spojrzenie jest zdjęciem na teraz. My planując niezależność energetyczną i konkurencyjność naszego regionu musimy patrzeć  przyszłość.

– Wy macie dzisiaj Turów i kabel, który może od Was wyprowadzić dowolną ilość energii. Można by iść od tego poziomu: ile można racjonalnie – bez problemów społeczno-środowiskowych – postawić tego wiatru [wiatraków – przyp. red.], fotowoltaiki i dyspozycyjnych źródeł. I po prostu tę energię eksportować, żebyście dalej byli eksporterem i na tym zarabiali  – skwitował Popkiewicz.

Gryszczuk dodał: – To jest naturalna konsekwencja. Nasz region zajmował się energetyką od 60, a właściwie 70 lat i on dalej będzie się zajmował energetyką. Tylko w nowym miksie. W nowym spojrzeniu.

Zdjęcie tytułowe: SmogLab/Maciej Fijak

Podziel się: