Smog zatruwa Mysłowice. Płuca, drony i smoliste odświeżacze dla samorządowców

303
0
Podziel się:
Mysłowice smog

„Świadomość się zmieniła. Priorytety się zmieniły. Mieszkańcy nie chcą żyć w zanieczyszczonym środowisku. Każdy chce korzystać ze świeżego powietrza, a nie siedzieć w domu dlatego, że sąsiad pali na potęgę” – mówią nam działacze antysmogowi z miasta Mysłowice, którzy podsumowują dwa tygodnie akcji z mobilnymi płucami. Te zabarwiły się na smoliście czarny kolor, pokazując, że smog wciąż jest dużym problemem. Ich fragmenty posłużą do kolejnego happeningu.

– Płuca były czarne i zaskoczyło nas to, ponieważ nie było aż takich złych warunków. Mimo to sadzy zebrało się dużo – mówi Jerzy Bryk z Mysłowickiego Alarmu Smogowego. Według działacza mieszkańcy byli wstrząśnięci tym, jak wyglądały płuca na zakończenie akcji.

Bryk po zakończonej akcji zachował fragment instalacji mobilnych płuc. Widać to na filmie opublikowanym w mediach społecznościowych. – Wycięliśmy materiał, który filtrował mysłowickie powietrze przez ostatnie dwa tygodnie. Uwięziliśmy w nim zapach miasta. To będzie taka niespodzianka, żebyśmy cały rok mogli pamiętać ten piękny zapach mysłowickiej zimy – ironizował działacz społeczny.

W rozmowie z redakcją SmogLabu przyznaje, że aktywiści mają plany na wspomnianą „niespodziankę”. – Materiał pozyskany z instalacji chcemy rozdać naszym radnym w formie humorystycznych zawieszek zapachowych do samochodu. – opowiada Jerzy Bryk. Założenie jest takie, aby samorządowcy w pamiętali o konieczności wprowadzania środków do budżetu na wymianę kotłów. Dzięki temu rośnie szansa, że Mysłowice pożegnają wreszcie smog.

Mobilne płuca w dniu rozpoczęcia akcji fot. Mysłowicki Alarm Smogowy

Smog i Mysłowice: „Punkt wyjściowy był trudny”

To zaskakujące, że mimo obowiązującej uchwały dla województwa śląskiego cały czas obserwujemy tak dramatyczną jakość powietrza – komentuje wyniki akcji Ewa Lutomska z Polskiego Alarmu Smogowego. – Widać to dzięki płucom, które filtrowały powietrze w Mysłowicach. Działania związane z likwidacją kotłów powinny być priorytetem, a gminy powinny jak najszybciej wdrażać zapisy uchwał antysmogowych – dodaje działaczka.

Mysłowicki Alarm Smogowy działa już szósty rok. – Nasz punkt wyjściowy był trudny – przyznaje Bryk. – Mysłowice to miasto górnicze. Miasto, które powstało wokół kopalni. Bardzo dużo ludzi pracowało lub ciągle pracuje na kopalni. Dla nich palenie węglem było naturalne, nikt nie wiązał tego ze smogiem. Teraz ludzie widzą, że to nie samo palenie odpadów jest winne, ale generalnie palenie węglem i drewnem – podkreśla nasz rozmówca.

Choć dzisiaj współpraca układa się coraz lepiej to pierwsze spotkania z przedstawicielami władzy były ciężkie. „Szanowni Państwo. Mysłowice węglem stoją. To jest czarne złoto. W czym mogę państwu pomóc?” – tak wspomina początki rozmów w 2017 roku aktywista lokalnego alarmu smogowego.

Czytaj także: Mobilne „płuca” pokazały pomorski smog. Wielokrotne przekroczenia norm, choć „wcale nie jest tak źle”

Kampania bilbordowa w Mysłowicach fot. Mysłowicki Alarm Smogowy

„Nie pal śmieci, bo ci dron do chałpy wleci”

Na przestrzeni ostatnich lat Mysłowice przeszły transformację. Działacze antysmogowi wspominają, że jeszcze parę lat temu samorządowcom słowo „smog” nie przechodziło przez gardło. Oceniają, że aktualne poparcie społeczne dla walki o czyste powietrze jest na rekordowym poziomie.

W Mysłowicach widać wiele kampanii informacyjnych. Oprócz tradycyjnych ulotek, jest także akcja bilboardowa. „Nie pal śmieci, bo ci dron do chałpy wleci” – brzmi ich treść. I faktycznie, w antysmogowe działania zaangażowała się Straż Miejska, która prowadzi kontrole dronami. Oprócz tego środków na wymianę kopciuchów jest coraz więcej. Z poziomu 200 tysięcy złotych dziś w budżecie są kwoty rzędu 3 milionów złotych, a dotacje zamiast 3 tysięcy wynoszą nawet 10 tysięcy złotych.

Według szacunków Mysłowickiego Alarmu Smogowego wymieniono już około 20-25% kotłów. Do wymiany pozostało ich około 3 tysięcy, ale dokładne statystyki poznamy dopiero w lipcu. Wtedy będą znane pierwsze dane z Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków.

– Widać, że zmienił się odbiór społeczny. Mieszkańcy bardzo pozytywnie odbierają nasze akcje. Podczas akcji z dronami podchodzili, rozmawiali z nami i ze strażnikami miejskimi. Ludzie rozumieją, że trzeba te kotły wymieniać, sporo osób już to zrobiło. Nawet w Internecie po tym, jak pojawia się negatywny komentarz to od razu jest z nim polemika. Mieszkańcy stawiają na pierwszym planie zdrowie i jakość życia – podkreśla Jerzy Bryk.

Badanie dymu z kominów za pomocą drona fot. Mysłowicki Alarm Smogowy
Podziel się: