Ryba znana z filmu „Gdzie jest Nemo” staje się coraz mniejsza. To efekt ocieplającego się klimatu i tzw. morskich fal upałów, które w minionym roku nawiedziły wody u wybrzeży Australii. Podobne anomalie pojawiają się coraz częściej w różnych rejonach świata – od Pacyfiku, przez Azję, po Europę. Naukowcy ostrzegają: to globalne zjawisko, które może uderzyć nie tylko w ekosystemy, ale i w ludzi.
Ryb na świecie jest nie tylko coraz mniej, ale są też coraz mniejsze. Pod wpływem zmian klimatycznych dosłownie karleją. O ile spadek liczebności jest związany głównie z nadmiernymi połowami, to za spadek rozmiarów odpowiada globalne ocieplenie.
Chodzi tu o tzw. zjawisko morskich fal upałów. To okresy nadzwyczajnie wysokich temperatur powierzchni morza trwających co najmniej 5 dni z rzędu. Tych fal upałów przybywa, bo rosną temperatury wód, a zjawisko dotyczy praktycznie całego światowego oceanu.
Fale gorąca w oceanach całego świata
Przykładem jest na przykład morska fala upałów na Oceanie Atlantyckim, a dokładnie wokół Wysp Brytyjskich i Irlandii. Temperatury u zachodnich wybrzeży Wysp Brytyjskich były wyższe o 2–4 st. C od średniej wieloletniej w maju zeszłego roku.

– Jest to bezprecedensowe zjawisko, ponieważ ma miejsce niezwykle wcześnie w roku. Obserwowanie takich wzrostów temperatury na wodach Wielkiej Brytanii o tej porze roku jest dość zaskakujące. Za każdym razem, gdy to się dzieje, używamy słowa „bezprecedensowy” i jestem bardzo zaniepokojona wzrostem częstości występowania i intensywności tych morskich fal upałów – mówiła wtedy dla brytyjskiego dziennika The Guardian dr Manuela Truebano ze Szkoły Nauk Biologicznych i Morskich na Uniwersytecie w Plymouth.
„Nemo” coraz mniejszy
Ocieplające się wody i morskie fale gorąca u wybrzeży Papui-Nowej Gwinei spowodowały zmiany w tamtejszym ekosystemie. Naukowcy zaobserwowali, że ryby z rodzaju Amphiprion zwane błazenkami zmniejszyły rozmiary swoich ciał w wyniku przedłużającej się morskiej fali upałów. To małe pomarańczowo-białe ryby, których gatunek zyskał sławę dzięki disneyowskiemu filmowi pt. „Gdzie jest Nemo”.
Pracując w ośrodku ochrony przyrody w Papui-Nowej Gwinei, zespół pod kierunkiem naukowców z Uniwersytetu w Newcastle w Anglii monitorował 134 błazenki przez okres pięciu miesięcy podczas morskiej fali upałów w 2023 roku. Główna autorka badania, Melissa Versteeg co miesiąc mierzyła długość każdej ryby, a temperatury wody co kilka dni. Versteeg zauważyła, że ryby kurczyły się wraz z postępującym wzrostem temperatury wody.
„Byłam bardzo zaskoczona wynikami” – powiedziała dla CNN, dodając, że błazenki wykazywały „niesamowitą plastyczność wzrostu”. „Widzimy, że mają wielką zdolność reagowania na to, co narzuca im środowisko” – dodała.
- Czytaj także: Przez zmiany klimatu ryby mogą stać się mniejsze. A to problem dla ekosystemów i rybołówstwa
Mechanizm obronny z ograniczeniami
Naukowcy doszli do wniosku, że taka reakcja ryb, to po prostu mechanizm obronny w celu przetrwania gatunku. Zespół odkrył, że spośród 134 badanych ryb aż 101 zmniejszyło swoje rozmiary, co zwiększyło ich szanse na przetrwanie stresu cieplnego o blisko 80 proc. Można więc stwierdzić, że to rozwiązuje problem, bo ryby nie wyginą. Mniejsze potrzebują mniej pożywienia i mniej tlenu. W grę wchodzi też fakt, że ryby te są gatunkiem społecznym i łączą się w pary.
Badacze zaobserwowali, że ryby kurczą się w tym samym czasie, ma to na celu zapobieżenie konfliktom między osobnikami. Jest to istotne, gdyż błazenki są zależne od koralowców. W razie konfliktu ryba jest zmuszona opuścić koralowiec, co oznacza dla niej pewną śmierć. Ryby te starają się trzymać razem, i stale przebywać wśród koralowców, które dają im schronienie przed drapieżnikami.
Theresa Rueger, ekolog morska z Uniwersytetu w Newcastle, która brała udział w badaniu powiedziała: „Nasze odkrycia pokazują, że poszczególne ryby mogą się kurczyć w odpowiedzi na stres cieplny, na który dodatkowo wpływa konflikt społeczny, a kurczenie się może prowadzić do poprawy ich szans na przeżycie”.
Rueger zwróciła przy tym uwagę, że spadek rozmiaru nie jest wcale aż takim dobrym rozwiązaniem. Powodem jest to, że zmniejszone ryby rozmnażają się w mniejszym stopniu, co negatywne wpływa liczebność populacji. Nie mogą też się zmniejszyć w takim stopniu, jak większe gatunki, więc mechanizm przetrwania małego gatunku jest słabszy.
Ryby kurczą się na całym świecie, ale nie będą tego robić w nieskończoność
Zjawisko to występuje w wielu miejscach na świecie. Jak już wspomnieliśmy, region Wysp Brytyjskich doświadczył morskiej fali upałów. To nie pierwsza taka sytuacja, gdyż w ostatnich latach u wybrzeży Europy występują morskie fale upałów. Ostatnio poważne zdarzenie miało miejsce na Morzu Północnym w 2023 roku.
Tam też widać zmiany w gatunkach ryb. Co więcej, zjawisko kurczenia się ryb obserwowane jest tak naprawdę od wielu lat. Pierwsze zmiany zaczęły się już w XX wieku. Wzrost temperatury o ponad 1 st. C sprawił, że ryby istotne dla lokalnego rybołówstwa zmalały średnio o 16 proc. Temperatury jednak rosną dalej. Dalszy spadek rozmiarów nie będzie możliwy, ponieważ ryby mają swoje granice w zmniejszaniu swoich ciał. Według naukowców, kiedy gatunek osiągnie granicę możliwości zmniejszania swoich rozmiarów, dalszy wzrost temperatur sprawi, że ryby przestaną się rozmnażać i w końcu wyginą. Dalszy spadek rozmiaru nic już nie da. W takiej sytuacji ryby przestaną się rozmnażać, więc wyginą. Ostatecznie zabije je zbyt wysoka temperatura wody i niedobór tlenu.
Skutki dla ludzi
Zmniejszające się rozmiary ryb w połączeniu ze spadkiem ich liczebności (w niektórych rejonach świata już o 70-80 proc. z powodu nadmiernych połowów i zmian klimatu) będzie mieć swoje konsekwencje. Przerwany zostanie łańcuch pokarmowy, co spowoduje wymieranie gatunków żywiących się rybami. Wiele ptaków i ssaków jest zależnych od ryb.
Dużo jednak większy problem będzie stanowić to, co stanie się z nami. W wielu krajach, takich jak Islandia, Malediwy czy Japonia ryby to podstawa diety. Nawet do 100 kg na osobę rocznie, co oznacza, że ludzie jedzą ryby nawet kilka razy w tygodniu. Brak ryb będzie oznaczał albo głód, albo przestawienie się na inną dietę. Nie trudno przewidzieć, że będzie nią mięso, co pogorszy sytuację klimatyczną świata.
Mniej ryb oznaczać będzie wzrost bezrobocia. Według ONZ około 60 mln ludzi na świecie żyje z rybołówstwa. W wielu krajach całe osady, a nawet miasta żyją z rybołówstwa. Jeśli więc ryb będzie brakować, ludzie ci stracą pracę. Zostaną pozbawieni perspektyw życiowych. Wcześniej będzie dochodziło do konfliktów o łowiska, a zawód rybaka będzie zastępowany piractwem, co widać w Afryce. Inną konsekwencją oczywiście będą migracje, gdyż zbyt zacofane państwa, jak Somalia, czy Senegal nie będą w stanie zapewnić swoim obywatelom alternatywy. Brak ryb dotknie więc każdego, nawet jeśli ktoś ich w ogóle nie je.
Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/Oleg Kovtun Hydrobio



















