Dorsze, niegdyś jeden z symboli Morza Bałtyckiego, wkrótce mogą podzielić los takich gatunków jak nosorożec biały północny. Dziś populacja tej ryby jest w tak złym stanie, że połowy są po prostu zakazane. Naukowcy co roku rekomendują, by UE oraz rządy państw nadbałtyckich utrzymywały zakaz połowu tej ryby. Czy to jednak wystarczy?
Lata pompowania do Bałtyku zanieczyszczeń zrobiły swoje. Sprawę dodatkowo pogarsza ocieplający się klimat. W rezultacie wody Morza Bałtyckiego pełne są martwych – pozbawionych tlenu stref. Do tego jeszcze dochodzi efekt lat nadmiernych połowów. To wszystko spowodowało, że dorszy w Bałtyku niewiele już pozostało.
Tegoroczna zima krótkotrwałą ulgą dla Bałtyku
Miniona zima w Polsce i dużej części Europy zapisała się jako surowa. Średnie temperatury nad Bałtykiem w styczniu były kilka stopni niższe niż zwykle. Zamarzła Zatoka Pucka, Motława w Gdańsku, a temat zimy nad naszym morzem był szeroko opisywany w mediach. Skoro wiemy, że dorsze lubią zimną wodę, pojawia się pytanie, czy miniona zima im pomoże?
– Stan dorszy jest marny w związku z rosnącymi strefami beztlenowymi przy dnie Bałtyku i tego obecna zima nie zmieni – rozwiewa wątpliwości zapytany przez SmogLab dr hab. Jacek Piskozub, prof. z Instytutu Oceanologii PAN.
– Natomiast pomoże śledziom, dla których zachodni Bałtyk był w ostatnich latach za ciepły zimą na tarło. Ale jeśli ta zima się nie powtórzy w kolejnych latach (czego nie wiemy bo jest to losowe) to w ocieplającym się świecie (co już nie jest losowe) będzie śledziom w Bałtyku coraz gorzej – dodaje.
Zmiany klimatyczne niewątpliwie są czynnikiem negatywnie wpływającym na populację nie tylko dorsza czy śledzia, lecz także innych gatunków morskich przystosowanych ewolucyjnie do chłodnych warunków Morza Bałtyckiego. A te niestety postępują.

Wykres pokazuje, że temperatury wody w Bałtyku rosną – w tempie 0,4 st. C na dekadę. To wbrew pozorom nie jest małą wartością. W rezultacie populacja dorsza jest w bardzo złym stanie. I nie dotyczy to tylko samego Bałtyku. Ociepla się także północny Atlantyk, co szkodzi tamtejszej faunie, w tym dorszom atlantyckim.
Krytyczna sytuacja bałtyckich dorszy
– Według Czerwonej Listy Gatunków Zagrożonych IUCN (Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody) w skali globalnej dorsz atlantycki jest gatunkiem narażonym na wyginięcie – zwraca uwagę w wywiadzie dla SmogLabu Justyna Zajchowska, liderka ds. rybołówstwa w WWF Polska.
Jednak o wiele poważniejsza sytuacja ma miejsce właśnie w naszym morzu.
– W przypadku Bałtyku sytuacja dorsza również jest niepokojąca. Według Czerwonej Listy Gatunków Zagrożonych Komisji Ochrony Środowiska Morskiego Bałtyku (Komisji Helsińskiej, HELCOM), gatunek ten jest w naszym morzu zagrożony wyginięciem – mówi Zajchowska.
Specjalistka WWF mówi wprost, że stan populacji dorsza w praktycznie całym Bałtyku należy uznać za krytyczny.
– Obecnie obowiązuje zakaz połowów dorsza na Morzu Bałtyckim. Dozwolony jest jedynie niewielki limit na przypadkowy połów (przyłów) dorsza podczas połowów innych gatunków ryb – zauważa Zajchowska.
Globalne ocieplenie to nie jedyny problem bałtyckiej fauny
I tu właśnie dochodzimy do kluczowego problemu, gdyż zmiany klimatyczne to tylko część wyzwania. Za obecny stan populacji dorsza w Bałtyku odpowiadają bezpośrednie działania człowieka. Jak tłumaczy Zajchowska, na zły stan populacji dorsza w Morzu Bałtyckim wpływa wiele czynników.
– Są to m.in. wieloletnie, szkodliwe dla ekosystemu praktyki połowowe i przełowienie dorsza bałtyckiego w przeszłości; przypadkowy połów (przyłów) dorsza przy połowach ryb innych gatunków – wymienia ekspertka. – Pogarszający się stan Bałtyku; powstające na skutek nadmiernej eutrofizacji martwe strefy pozbawione tlenu, które ograniczają siedliska dogodne dla bytowania i rozmnażania dorsza – uzupełnia listę problemów nasza rozmówczyni.
– Trzeba również pamiętać o tym, że dorsz to typowo morska ryba preferująca zasobne w tlen, chłodne wody. Tymczasem Morze Bałtyckie jest płytkie, wrażliwe na zmianę klimatu i charakteryzuje się niskim zasoleniem. Ogólnie więc nie oferuje ono obecnie optymalnych warunków dla tego gatunku ryby. – uzupełnia ekspertka.
Co powinniśmy zrobić, by uratować dorsza?
Lista problemów jest długa i wymagają one działania.
– Aby zwiększyć szanse na odtworzenie populacji dorsza w Morzu Bałtyckim niezbędne jest osiągniecie tzw. dobrego stanu środowiska morskiego, którego charakterystyka szczegółowo określona jest w unijnej Dyrektywie Ramowej ws. Strategii Morskiej – mówi specjalistka. – Wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej, w tym Polska, były zobowiązane do osiągnięcia tego dobrego stanu środowiska do 2020 roku. Niestety dla Morza Bałtyckiego cel ten nie został osiągnięty – przyznaje.
Oczywiście nie znaczy to, że w sprawie bałtyckiej fauny nie podejmuje się żadnych działań. Międzynarodowa Rada Badań Morza (ICES) co roku publikuje doradztwo naukowe dotyczące limitów połowów dla kluczowych stad ryb Morza Bałtyckiego. Coroczne rekomendacje stanowią podstawę decyzji politycznych UE i państw członkowskich w ramach Wspólnej Polityki Rybołówstwa. Choć UE zatwierdziła limity połowów, według WWF nie są to działania wystarczające.
– Chociaż wszystkie wymienione czynniki wpływające na stan populacji dorsza w Morzu Bałtyckim wymagają podjęcia pilnych działań, podkreślamy potrzebę wprowadzenia bardziej zdecydowanych środków w zakresie zarządzania rybołówstwem – mówi Zajchowska.
Ratując dorsza musimy zadbać też o inne ryby
Według naszej rozmówczyni kluczowe jest wdrożenie tzw. ekosystemowego podejścia do zarządzania rybołówstwem, wymaganego przez Wspólną Politykę Rybołówstwa UE. Polega ono m.in. na wzięciu pod uwagę interakcji pomiędzy gatunkami w decyzjach na temat wielkości prowadzonych połowów.
– Przykładowo zapewnienie zdrowych populacji szprota i śledzia, które stanowią pokarm dorsza, to kluczowy krok, który może przyczynić się do odbudowy uszczuplonych populacji ryb drapieżnych, takich jak dorsz i łosoś – radzi Zajchowska.
Dzięki temu mamy szansę odtworzyć populacje tych ryb. O ile do Bałtyku przestaną trafiać zanieczyszczenia powodujące wzrost zakwitów sinic. Choć oczyszczanie ścieków wygląda dziś znacznie lepiej niż jeszcze kilkanaście lat temu, wciąż problem stanowi rolnictwo. Nawozy sztuczne trafiają z pól do rzek, a nimi do Bałtyku. To w połączeniu z brakiem odpowiedzialnego, opartego na ekosystemie zarządzania rybołówstwem może oznaczać dalszy regres populacji dorsza.
– Jeśli nie przełowimy dorsza, to jakaś populacja się utrzyma w Bałtyku, proporcjonalna pewnie do powierzchni dna nadal dobrze natlenionej. Młode dorsze żerują przy dnie i stąd problem – uważa prof. Piskozub.
Współpraca i dbałość o wskaźniki stanu środowiska Morza Bałtyckiego
Aby skutecznie zapewnić przyszłość bałtyckim dorszom, konieczna jest współpraca.
– Ważne jest również, aby odpowiedzialne za rybołówstwo Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi ściśle współpracowało z Ministerstwem Klimatu i Środowiska odpowiedzialnym za stan i różnorodność biologiczną środowiska morskiego, w kwestiach związanych z eksploatacją ryb morskich – uważa Zajchowska. – Oparte na ekosystemie zarządzanie rybołówstwem przyczynić się może bowiem do osiągnięcia wielu wskaźników składających się na dobry stan środowiska morskiego – dodaje.
Według Dyrektywy Ramowej ws. Strategii Morskiej takie wskaźniki to m.in.:
„Wskaźnik 3. Populacje wszystkich ryb i skorupiaków eksploatowanych w celach handlowych utrzymują się w bezpiecznych granicach biologicznych, wskazując rozmieszczenie ze względu na wiek i rozmiar populacji, świadczące o dobrym zdrowiu zasobów.”
„Wskaźnik 4. Wszystkie elementy morskiego łańcucha pokarmowego, w stopniu w jakim są znane, występują w normalnych ilościach i zróżnicowaniu, na poziomie, który w dalszej perspektywie może zapewnić bogactwo gatunków i utrzymanie ich pełnej zdolności reprodukcyjnej.”
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/vivooo



















