Najgłośniejsza rewitalizacja Warszawy. Hit czy betonowy kit?

Podziel się:

– Plac Pięciu Rogów to estetyczne miejsce, do którego wprowadziliśmy tyle zieleni, ile mogliśmy. Zależało nam, żeby była to przestrzeń, w której można spędzić czas z przyjaciółmi czy rodziną. Przestrzeń, w której można odpocząć – mówił Rafał Trzaskowski na otwarciu placu. Sprawdziliśmy, co na ten temat mówią odwiedzający nowy miejski plac.

Przebudowa placu trwała 15 miesięcy. Oczekiwania mieszkańców były duże, bo miejsce przeszło prawdziwą metamorfozę. Miało być zielono i przyjaźnie dla niezmotoryzowanych, jednak wyszło bardzo przeciętnie, żeby nie powiedzieć słabo.

W teorii wszystko brzmi świetnie. Plac bez barier architektonicznych, zasadzono maksymalnie duże drzewa, które mają dożyć 150 lat. Są ławki, „dyskretna fontanna w posadzce zapewniająca ochłodę” i ograniczony ruch samochodów. Jednolitą posadzkę pokrywającą cały plac wykonano z betonu architektonicznego. W okolicach drzew jest podwieszana, aby nie naciskać na systemy korzeniowe. Ponadto wykonano odpływy, dzięki którym do drzew docierać ma woda, a na placu znajdziemy niemal 40 ławek i siedzisk.

Pomysł na rewitalizację placu powstał dekadę temu. Jest częścią szeroko reklamowanej przebudowy centrum stolicy. Inwestycja kosztowała mieszkańców Warszawy 19 milionów złotych (początkowo miało być 15). Co na ten temat sądzą warszawiacy i odwiedzający stolicę turyści?

Plac Pięciu Rogów po rewitalizacji – fot. Maciej Fijak

Za mało zieleni i spleśniała fontanna

O wrażenia ws. świeżo zakończonej rewitalizacji pytam jednym ze sklepów w ciągu ulic Brackiej i Szpitalnej. – A panu się podoba? – pyta jeden ze sprzedawców z przekąsem. – Bardzo nam się podoba, tylko za mało zieleni. Brakuje kwiatów i zieleni. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej – dodaje szybko sprzedawczyni.

– Trochę mało tych drzew, mało zieleni. Godziny wjazdu do 8 rano trochę ograniczają naszych dostawców. O 8 to oni się ładują dopiero na sortowniach. Na innych ulicach jest dostawa do 11. Kurierzy się martwią o mandaty. No i ta fontanna jest trochę słaba. Ostatnio już spleśniała – mówi sprzedawca w jednym z modnych sklepów z butami. – Nie ma takiego miejsca, żeby był cień. Drzewa są jeszcze za małe. Tutaj wzdłuż naszego frontu by się przydała też zieleń – dodaje jego współpracowniczka.

Entuzjastą jest z kolei około 30 letni Izzu, który od razu prosi, żeby mu zrobić zdjęcie na tle placu. – Jest naprawdę pięknie. Dwa lata temu widziałem projekt, teraz zatrzymuję się na chwilę za każdym razem, jak przechodzę. Jest zieleń, nie mogłoby być lepiej – mówi Izzu z Mokotowa, który w Warszawie mieszka od 4 lat.

– Za mało zieleni. Długo to trwało, no i jest dość słabo. Za dużo betonu. Można było porobić ścieżki, resztę zrobić zieloną. Fontanna? Wygląda bardziej jak odpływ na basenie. Średnio – mówi Adam, na oko przed trzydziestką, który przez plac jechał na rowerze.

Ciąg Szpitalna-Bracka to betonowa patelnia – fot. Maciej Fijak

Plac Pięciu Rogów: „Przesadzili z betonem”

– Muszę jeszcze trochę pochodzić, poobserwować. Pierwsze wrażenia? Za mało zieleni. Powinno być trochę więcej kwiatów. Może jeszcze zrobią? Jakieś stylowe amfory z kwiatami. To by wyglądało dobrze – mówi pani Janina.

– Przesadzili z tym betonem. Nawet tutaj w tej uliczce obok, jest sporo donic. Mogli je wykorzystać i gdzieś tutaj zaaranżować tą zieleń. Władze zawsze mają jakieś tłumaczenie. Te donice, jak tu obok, czy na Świętokrzyskiej – można je było jakoś wkomponować. Jak tu siedzę, gdzie teraz, to przede mną jest tylko beton. Nie jest to tak, jak myślałem – z dużym żalem w głosie opowiada pan Mirosław, który siedzi na jednej z ławek, które akurat są w cieniu.

Część mieszkańców zwraca uwagę na detale, jak rodzaj zastosowanej nawierzchni, która może sprawiać logistyczne kłopoty.- Jak mi się podoba? No… fontanna teraz zwróciła moją uwagę. Jak dla mnie, fajnie, że są chociaż drzewa. To jest plus. Ogólnie za mało zieleni. Uważam, że za chwilę ta powierzchnia będzie bardzo brudna. Nic specjalnego. Więcej zieleni i inna powierzchnia. Trudno będzie ją po prostu utrzymać – mówi Anna, która pracuje w okolicy.

– Wydaje się, że jest bardzo dużo betonu. Nie ma cienia żeby usiąść, choć niby są ławeczki porobione, ale wątpię, żeby ktoś na nich usiadł w letni dzień. Tu nawet widać, że ludzie tam nie chcą siedzieć – dzielą się swoimi wrażeniami studenci, Janek i Gabriela.

Czytaj także: Nawałnice słabo nawadniają, za to zalewają miasta. Powstrzymamy to walcząc z betonozą

Tak wygląda „dyskretna fontanna w posadzce zapewniająca ochłodę” – fot. Maciej Fijak

Od autora: kierunek dobry, wyszło jak zawsze

Biorąc pod uwagę koszty, lokalizację i wyzwania stojące przed miastami – wyszło naprawdę słabo. Przede wszystkim miejsce jest po prostu nieprzyjemne i nieprzytulne, a w ciepły dzień bardzo się nagrzewa. Sprawę ratuje wyłącznie cień rzucany przez okoliczne budynki. Fontanna, będąca de facto buzującą dziurą w ziemi wygląda rozpaczliwie, a jasna, chropowata nawierzchnia, na którą zwraca uwagę pani Anna rzeczywiście już jest brudna.

Jak na nowoczesny środek Europy, metropolię aspirującą do bycia miastem przyjaznym i zielonym – duże rozczarowanie. Kierunek zmian, czyli transformacja z chaotycznego parkingu w kierunku miejskiego placu jest słuszna. Niestety wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Trudno zrozumieć, dlaczego wzdłuż ulic po wschodniej części placu, nie wprowadzono żadnej zieleni. Betonoza aż wali po oczach.

Ze zdumieniem czytam wypowiedzi głównej architektki miasta, która przekonuje, że według założeń maksymalnie duża przestrzeń miała być udostępniona pieszym. Dlatego wprowadzono tak mało zieleni, bo piesi mogliby ją deptać. Lub musieliby ją omijać. Jestem przekonany, że władze stolicy będą teraz nowy plac pudrować, zielenią właśnie. Pytanie – czy nie jest na to za późno?

A Wam jak podoba się nowe miejsce na mapie Warszawy?

Posadzka wokół kosza na śmieci już jest brudna – fot. Maciej Fijak

Czytaj także: Betonowe „rewitalizacje” – dlaczego jest tak źle? [PRZEGLĄD]

Podziel się: