Podwodne górnictwo wsparciem dla rozwoju OZE i problemem dla życia morskiego

69
0
Podziel się:

Oceaniczne dno skrywa w sobie wiele bogactw naturalnych, i wcale nie chodzi tu o paliwa kopalne. W niektórych częściach świata znajdują się złoża cennych dla zielonej energetyki metali. Ich wydobycie dałoby możliwość dużego postępu w rozwoju OZE. Zwłaszcza że na lądzie złoża metali się kurczą, a do tego dochodzi konieczność embarga na wszystko, co rosyjskie. Problem w tym, że podwodne górnictwo jest szkodliwe dla żyjących w oceanie gatunków.

Skarby na dnie

Na dnie oceanów znajdują się tzw. pola konkrecjonośnie. Jednym z największych takich pól jest strefa Clarion-Clipperton na Pacyfiku. Ten mający ponad 4 mln km2 pokryty polimetalicznymi guzkami obszar geologiczny znajduje się między Hawajami a Meksykiem.

Ilustracja: Pole guzków manganowych na dnie wód Oceanu Spokojnego w pobliżu Hawajów w strefie Clarion-Clipperton. NOAA Office of Ocean Exploration and Research

Niektóre obszary są gęsto usiane bilionami charakterystycznych guzków. W wielu miejscach, jak ilustruje to powyższe zdjęcie, przypomina to brukowane ulice. Strefa Clarion-Clipperton pełna jest tych swego rodzaju „ulic”. Obszar ten odkryto w latach 50. XX wieku, ale dopiero od niedawna wzbudza on coraz większe zainteresowanie. Nic dziwnego. Znajdują się ta np. złoża kobaltu i niklu, których według szacunków jest odpowiednio sześć i trzy razy więcej niż tych znajdujących się na lądzie.

To musi kusić, dlatego w kolejce od kilku lat ustawiają się firmy górnicze. Do tej pory Międzynarodowa Organizacja Dna Morskiego (ISA) wydała ponad 20 kontraktów na poszukiwania tych zasobów. Obecnie 17 firm prowadzi eksplorację, i snuje możliwość podjęcia prac wydobywczych. Firmy mają nadzieję, że wkrótce otrzymają prawną możliwość i będą mogły przystąpić do wydobycia. To będzie niełatwe, a przy tym kosztowne zadanie. W grę wchodzi duża głębokość i panujące z tego tytułu warunki jak np. wysokie ciśnienie. Presja na podwodne górnictwo może okazać się bardzo duża, a zyski ogromne. Powodem jest to, że rozwijający się świat potrzebuje zasobów metali, zwłaszcza tych rzadkich i cennych dla współczesnego przemysłu.

Stawką jest… powstrzymanie globalnego ocieplenia

To może brzmieć absurdalnie, bo wszelkiej maści górnictwo i przemysł to ci, którzy sprzyjają wzrostowi temperatur na Ziemi. A jednak nie do końca, bo metale są niezbędne dla rozwoju zielonej energetyki i zeroemisyjnego transportu. To takie metale jak mangan, aluminium, kobalt, miedź, ołów, lit, nikiel i cynk, a więc metale, bez których OZE nie ma przyszłości.

Popyt na metale kolorowe będzie w przyszłości rósł i to bardzo szybko. Według Banku Światowego do połowy tego stulecia popyt na kobalt, lit czy nikiel może wzrosnąć nawet o 500 proc. Do 2050 roku na budowę turbin wiatrowych będzie trzeba 300 proc. więcej metali niż obecnie, a na panele słonecznie 200 proc. Jeszcze więcej, bo nawet 1000 proc na sektor związany z magazynowaniem energii. Konkluzja Banku Światowego jest taka, że ponad 3 mld ton tych surowców będą potrzebne po to, by nie dopuścić do wzrostu globalnej temperatury o ponad 2oC. Oczywiście osobną kwestią jest to, czy w takiej sytuacji cel dwóch stopni da się zrealizować. W końcu wiąże się to z kolejnymi emisjami, ale tak czy inaczej świat musi stawiać na pewne ryzyka.

„Rozpaczliwie potrzebujemy znacznych ilości manganu, niklu, kobaltu i miedzi do budowy samochodów elektrycznych i elektrowni”, poinformował Hans Smit, dyrektor naczelny firmy Oceans Minerals na Florydzie, która ogłosiła plany wydobycia metali z guzków leżących dnia dnie Pacyfiku. „Nie możemy zwiększyć lądowych dostaw tych metali bez znaczącego wpływu na środowisko. Jedyna alternatywa leży w oceanie”.

Podwodne górnictwo może to uratuje świat, ale nie morską przyrodę

Idea wydaje się być jak najbardziej do zaakceptowania, ale chyba nie powinno dziwić, że każda ludzka działalność przynosi szkodę dla środowiska. Ze zdaniem Smita nie zgadza się wielu uczonych. Twierdzą, że wydobycie metali z pól konkrecjonośnych byłoby katastrofalne dla organizmów, które już teraz cierpią, chociażby z powodu obecności mikroplastiku. Wiele delikatnych organizmów żyjących na dnie morza zostałoby unicestwionych przez działające na szeroką skalę maszyny górnicze. Wystarczy popatrzeć na to, co robią dziś wielkie trawlery.

Dziś sir David wyjaśnia dla Sky News, dlaczego nasze oceany są w głębokich tarapatach.

„Trudno sobie wyobrazić, jak morskie kopalnie mogłyby realnie działać bez dewastacji gatunków i ekosystemów”, powiedziała brytyjska biolożka morska Helen Scales. Scales podziela przy tym pogląd sir Davida Attenborougha, który wezwał do moratorium na wszystkie plany wydobycia głębinowego. „Wydobywanie oznacza zniszczenie, a w tym przypadku oznacza zniszczenie ekosystemu, o którym wiemy żałośnie mało”, stwierdził Attenborough. Natomiast w wywiadzie dla Sky News brytyjski biolog powiedział, że „Nie powinniśmy wchodzić i zaśmiecić obszaru globu, o którym prawie nic nie wiemy, dopóki nie przeprowadzimy odpowiednich badań – krótko mówiąc, chcemy moratorium na działania związane z industrializacją głębin morskich”.

Duży problem stanowi też hałas

W kontekście niszczenia naturalnych siedlisk w ocenach i morza czy w ogóle wymierania, uwagę poświęca się hałasowi. Naukowcy od lat mówią o problemie hałasu, jaki wydzielają np. ogromne wycieczkowce. To problem zwany jako zanieczyszczenie hałasem, które dotyczy zresztą nie tylko mórz, ale i lądów. Opublikowane w tym miesiącu wyniki badań pokazują, jak zgubne może być działanie hałasu generowane przez podwodne górnictwo.

Analiza przedstawiona przez naukowców m.in. z Narodowego Instytutu Zaawansowanej Nauki Przemysłowej i Technologii (AIST) w Japonii pokazuje, że problem jest poważny. Zanieczyszczenie hałasem przez podwodne górnictwo może promieniować w oceanie nawet na setki kilometrów. Woda morska stanowi swego rodzaju cylinder dźwiękowy, coś jak membrana od dna do powierzchni oceanu.

Najbardziej zagrożone są ssaki morskie

Hałas wytwarzany tylko przez jedną z kopalni może pokonać 500 km. Naukowcy oszacowali wpływ hałasu, gdyby każda z tych firm górniczych uruchomiła jedną kopalnię w Clarion-Clipperton. Stwierdzili, że poziom hałasu w promieniu 4-6 km od każdej kopalni mógłby przekroczyć progi ustalone przez amerykańską Narodową Służbę Rybołówstwa Morskiego, powyżej których istnieje ryzyko wpływu behawioralnego na ssaki morskie.

W całej strefie Clarion-Clipperton stwierdzono występowanie wrażliwych na hałas gatunków wielorybów takich jak fiszbinowce czy zębowce. Zębowce, to zagrożone wyginięciem wieloryby, które nurkują na duże głębokości. Wykorzystują one dźwięki w takim samym stopniu jak nietoperze. To przede wszystkim przemieszczanie się w warunkach braku lub ograniczonej ilości światła, a co za tym idzie poszukiwania pokarmu.

„Głębiny morskie potencjalnie zawierają miliony gatunków, które jeszcze nie zostały zidentyfikowane, a procesy tam zachodzące pozwalają na istnienie życia na Ziemi”, powiedział Travis Washburn, ekolog głębinowy z AIST. Według Washburna jest jeszcze wiele do zrobienia w celu zrozumienia pełnego wpływu hałasu na środowiska morskie. Wpływ zanieczyszczenia hałasem pochodzącym z górnictwa głębinowego jest „niedostatecznie zbadany i przeoczony”, jak wynika z raportu. Nowy, jak i wcześniejsze raporty mają i będą musiały mieć solidny wpływ na pisane przez ISA przepisy dotyczące górnictwa.

Niedoszacowany problem

Badacze w swojej analizie posługiwali się danymi proxy zebranymi z działalności górnictwa naftowego czy gazowego na terenie szelfów kontynentalnych. Na podstawie tych danych ustalono, że prace górnicze realizowane przez te 17 firm wywołałyby szkodliwy hałas na obszarze przewyższającym powierzchnię Clarion-Clipperton.

Nie prowadzono wcześniej bezpośrednich badań wpływu hałasu generowanego przez górnictwo na obszarze abisalnym, czyli poza szelfem kontynentalnym. Dlatego też naukowcy wychodzą z założenia, że ich wyniki badań zaniżają wpływ hałasu na organizmy morskie. Chodzi tu o kwestię głębokości, gdzie na większych głębokościach hałas rozchodzi się mocniej niż w płytkich szelfowych wodach. Także to, że poziom hałasu generowany przez platformy wiertnicze i przybrzeżne pogłębiarki jest słabszy od ciężkich maszyn górniczych pracujących na dnie.

Dlatego los gatunków morskich nie jest do końca pewny. Zadaniem ISA jest ochrona środowiska morskiego przed zgubnym wpływem górnictwa morskiego. Choć instytucja ta dysponuje zaleceniami dotyczącymi oceny wpływu hałasu, nie zdefiniowała jeszcze realnego wpływu opisanego przez najnowszy raport. W oświadczeniu napisano, że „skuteczną ochronę środowiska morskiego gwarantują wymogi dotyczące badań stanu wyjściowego środowiska oraz oceny i monitorowania wpływu na środowisko, określone w przepisach dotyczących poszukiwania i przyszłej eksploatacji. ISA oświadczyła też, że próbne wydobycie i testowanie maszyn górniczych będzie wymagało oceny oddziaływania na środowisko, w tym pomiaru poziomu hałasu. Dodając przy tym ze testowanie i pomiary zapewnią „lepsze zrozumienie potencjalnego wpływu hałasu” na głębokomorską bioróżnorodność.

Na podstawie: One deep sea mine could send noise 500km across the ocean – report

Podziel się: