Polacy jadą protestować do Niemiec. “Przyroda nie może być zakładnikiem fobii”

550
0
Podziel się:
fota4climate protest grohnde

Polska fundacja FOTA4Climate współorganizuje 24 lipca protest pod niemiecką elektrownią jądrową Grohnde. Protestujący apelują o zmianę decyzji o całkowitym odejściu Niemiec od atomu, które planowane jest już na koniec przyszłego roku.

Aktywiści podkreślają, że w obliczu zbliżającej się katastrofy klimatycznej nie możemy pozwolić sobie na rezygnację z niskoemisyjnego źródła energii, jakim jest energetyka jądrowa. Zwłaszcza w sytuacji gdy dalej korzystamy z paliw kopalnych.

O wsparcie i obecność na proteście poprosili Gretę Thunberg. W najbliższą sobotę o godzinie 14:00 Fota4Climate zaprasza też na protest pod Ambasadę Republiki Federalnej Niemiec w Warszawie.

O planowane protesty zapytaliśmy Adama Błażowskiego, inżyniera efektywności energetycznej, publicystę i aktywistę z FOTA4Climate.

JJ: Nie jest to Wasz pierwszy protest pod niemiecką elektrownią jądrową?

AB: W grudniu 2019 byliśmy pod elektrownią jądrową Philipsburg, która została przedwcześnie wyłączona kilka godzin po naszym wyjeździe. A kilka miesięcy później w Niemczech uruchomiono nową elektrownię węglową Dattlen IV.

Której budowa podobno była zaplanowana od dawna?

Tak, od 2007 roku. Ale jakie to ma znaczenie dla klimatu? Nie jest zresztą przypadkiem że moce węglowe uruchomione w Niemczech w XXI wieku są niemal dokładnie takie same jak wyłączone moce atomowe.

Niemcy rezygnują z atomu

Wróćmy do atomu. Co się stało z elektrownią Philippsburg po jej zamknięciu?

Bardzo szybko wyburzono jej chłodnie kominowe, a teraz czeka ją długotrwały proces rozbiórki. Pracownicy którzy całe życie w niej pracowali, produkując przyjazną dla klimatu elektryczność, teraz będą ją przedwcześnie likwidować. A na końcu wszyscy stracą pracę.

W elektrowni atomowej Biblis, zamkniętej już wcześniej, powstaje teraz nowa elektrownia gazowa. Prowadzone są tam rury nowego gazociągu, który będzie pośrednio połączony z Nord Stream 2.

Brzmi to wszystko dość ponuro i absurdalnie. Dlaczego właściwie Niemcy postanowili wyłączyć wszystkie swoje elektrownie jądrowe?

To efekt czerwono-zielonej koalicji z 1998 roku. Partia Zielonych weszła wtedy do rządu wymuszając na socjaldemokratach z SPD likwidację energetyki jądrowej. Kilka lat później zapisano to w prawie. Rząd SPD i kanclerz Schröder – ten sam który obecnie pracuje dla Rosnieftu/Gazpromu – wykorzystali likwidację elektrowni atomowych by uratować węglowe miejsca pracy, uruchamiając budowę kilku „ultranowoczesnych” elektrowni węglowych.

Kanclerz Merkel odziedziczyła taki energetyczny rozpędzony pociąg. Na początku publicznie twierdziła że Niemcy staną się pośmiewiskiem, jeśli odejdą od atomu. Ale po awarii w Fukushimie uległa presji politycznej. Jeśli nic się nie zmieni to do 2023 roku nie będzie już w Niemczech żadnych elektrowni jądrowych.

Czytaj również: Jakie są prawdziwe skutki awarii elektrowni jądrowych w Czarnobylu i Fukushimie?

Mało przyjaciół atomu

Dlaczego jednak to polscy aktywiści muszą protestować pod niemiecką elektrownią? Czy w Niemczech nie ma osób lub organizacji, gotowych bronić energetyki jądrowej?

Na szczęście są. Stowarzyszenia Nuklearia i Mothers For Nuclear Deutschland będą tam na miejscu. Wiele innych organizacji zaczyna rozumieć że zostali oszukani przez ruchy i organizacje antyatomowe, tylko pozornie zainteresowane klimatem i środowiskiem.

Jedziemy tam by im wszystkim pomóc, ale też by nie byli z tym wszystkim sami. Dla wielu osób tak praktycznie patrzących na kwestie ochrony klimatu jest to sytuacja nie do zrozumienia, i myślę że skala tego co się dzieje jest w dużej mierze wyparta ze świadomości wielu organizacji klimatycznych. Chcielibyśmy o tym mówić wprost, pokazać że jest to koszmarny błąd.

Czarnobyl i Fukushima

Mocne słowa – te o „pozornym zainteresowaniu”. Może między aktywistami po prostu są różnice się w podejściu do energii jądrowej, ale jednak nie co do kwestii zmiany klimatu? Ale faktycznie, mnie też bardzo trudno zrozumieć jak ktoś kto walczy o klimat może równocześnie walczyć z atomem. Także w Polsce bardzo duża część osób zajmujących się ochroną środowiska jest wrogo, albo co najmniej sceptycznie nastawiona do energetyki jądrowej. Dlaczego tak jest? Przez pamięć o Czarnobylu i Fukushimie?

Atom nie ma zbyt wielu przyjaciół, bo jest przede wszystkim śmiertelnym wrogiem węgla i branży paliw kopalnych. Przez wiele dekad błędnie utożsamiano go z bronią jądrową. I mimo to że jest według ekspertów jedną najbardziej ekologicznych form wytwarzania elektryczności, to i tak był celem ataków osób które utożsamiają go z energetycznym rozpasaniem czy też brakiem pohamowania w konsumpcji.

Moim zdaniem dzisiaj już mamy odpowiedni dystans do tamtych katastrof. Dekady badań pokazały nam, że nawet w najgorszym wypadku, takim jak właśnie Czarnobyl, skutki awarii są dość ograniczone. A spalanie węgla, lasów i gazu dewastuje całą planetę. Skrupulatna analiza za i przeciw przekonuje nawet jej dotychczasowych przeciwników.

Atom okazuje się naszym potężnym i ważnym sprzymierzeńcem w walce z klimatycznym potworem.

OZE i atom

Przeciwnicy atomu mówią jednak, że jego rola w miksie energetycznym jest marginalna, nawet w Niemczech, i że przyszłość to odnawialne źródła energii. Dlatego według nich nie ma co kruszyć kopii o atom, tylko rozwijać OZE.

Cytując za klimatologiem Jamesem Hansenem, rozwój OZE nie jest liniowy. Możemy stosunkowo łatwo dojść do kilkudziesięciu procent udziału OZE w miksie energetycznym. Ale później jest tylko trudniej. Energia ze zmiennych OZE jest bardzo tania w produkcji, ale kosztowna w konsumpcji, ponieważ baterie są drogie i niewydajne. Potrzebny jest więc gaz ziemny który jest niezbędny do tego by nie zgasło światło. Atom w podstawie [systemu energetycznego – przyp. JJ] pozwala zużyć mniej gazu i też mniej OZE, a to przekłada się na ceny energii.

Zamiast duplikować system energetyczny – na ten zapasowy gazowy i ten odnawialny, pracujący losowo, możemy przynajmniej pewną podstawę mieć stałą. A to pozwala obniżyć koszty dla końcowego odbiorcy. Szczegółowo to zagadnienie omawiał niedawny raport Instytutu Sobieskiego.

Wdrażanie OZE razem z atomem po prostu będzie łatwiejsze i dużo tańsze summa summarum. Widać to w scenariuszach Międzynarodowej Agencji Energetycznej i Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC). W rozważanych przyszłych bezemisyjnych miksach energetycznych dominuje tam oczywiście OZE, ale atom skutecznie dopełnia go do stu procent. A pamiętajmy że elektryczność to tylko kawałek układanki. Jeśli na serio chcemy się głęboko dekarbonizować to trzeba jakoś ogrzewać nasze miasta i produkować syntetyczne paliwa.

Skutki zamykania elektrowni

Jakie konkretnie skutki będzie miało zamykanie niemieckich elektrowni jądrowych?

Dla nakreślenia kontekstu podam kilka liczb. Nasz rząd planuje rezygnację ze wszystkich turbin wiatrowych na lądzie w ciągu 16 lat. Stracimy w ten sposób 14 TWh niskoemisyjnej energii elektrycznej, co wywołuje zrozumiałe protesty i oburzenie wśród klimatycznie świadomych obywateli.

W Niemczech za 1,5 roku zniknie 60 TWh niskoemisyjnej energii z atomu. To więcej niż produkują wszystkie panele fotowoltaiczne w RFN. To cztery razy więcej niż produkują wszystkie turbiny wiatrowe w Danii. To 40% polskiego rocznego zapotrzebowania na energię elektryczną.

W 2021 roku Niemcy nie oddadzą do użytku żadnych nowych mocy w farmach wiatrowych na morzu. A energetyka wiatrowa na lądzie od lat jest też w kryzysie z powodu protestów lokalnych społeczności i konfliktów z przyrodą. Fotowoltaika też ma swoje ograniczenia choć rozwija się wciąż nieźle. Ale to wszystko jest za mało.

Wyłączony atom w dużej mierze zostanie zastąpiony przez gaz i węgiel. A wysokie ceny energii w detalu (które już dziś są tam najwyższe w Europie) utrudniają dekarbonizację innych sektorów. 80% Niemców zmieniając ogrzewanie wybiera gaz ziemny, ponieważ pompy ciepła są zbyt drogie w eksploatacji. To zresztą jeden z paradoksów Energiewende: ceny hurtowe spadają, ale odbiorcy muszą płacić za energię coraz więcej z powodu niestabilności jej generacji.

Co jednak najgorsze, wyłączenie atomu sprawi, że węgiel spalany będzie w Niemczech do 2038 roku co wiąże się z przekroczeniem budżetu “paryskiego” i 1 Gt CO2. [Związanego z porozumieniem Paryskim dotyczącym redukcji emisji gazów cieplarnianych, przyp. JJ.]

Tymczasem utrzymanie energetyki jądrowej przy jednoczesnej rezygnacji z węgla pozwoliłoby osiągnąć Niemcom dużo bardziej niskoemisyjny miks energetyczny, niż ten obecny. Niestety tak się nie stało.

Odejście od atomu, zamykanie doskonale działających, zarabiających na siebie elektrowni jądrowych to zbrodnia klimatyczna.

List do Grety

Jaka jest szansa, że Wasza akcja zostanie w ogóle w Niemczech zauważona? Czy w sytuacji, gdy kraj ten zmaga się z rekordowymi powodziami, taki protest ma sens?

Jako FOTA postawiliśmy sobie za zadanie zajmowanie się takimi tematami, które są dość powszechnie zapomniane i wyparte ze zbiorowej świadomości, a jednocześnie mogą mieć największy wpływ na ochronę klimatu i bioróżnorodności. Tak samo jak bronimy drzew w ramach akcji “Moratorium dla drzew”, tak samo nie możemy milczeć gdy zamykane są przedwcześnie sprawne i potężne źródła czystej energii.

Atom i drzewa to część naszej klimatycznej infrastruktury krytycznej. Powodzie to smutna zapowiedź trudnej przyszłości, która w pierwszej kolejności dotknie mieszkańców Globalnego Południa. Gdy zamożne kraje rezygnują z kół ratunkowych, takich jak właśnie energia jądrowa – bo je na to na razie stać – to można i należy pytać o globalną etykę takich działań. Ludzkość i przyroda za to zapłacą.

Czytaj również: W Polsce tniemy drzewa na potęgę. Naukowcy: przybywa plantacji, tracimy naturalne lasy

A dlaczego napisaliście list akurat do Grety Thunberg? Czy po prostu dlatego, że jest Ona ikoną ruchu klimatycznego? Czy też może liczycie na jakieś Jej stanowisko w sprawie energetyki jądrowej?

Greta utożsamia wiele nadziei frustracji młodego pokolenia. To oni – młodzi – będą ponosić konsekwencje błędów popełnianych przez dorosłych dzisiaj. Warto też zwrócić uwagę na jej fantastyczną kampanię #StopFakeRenewables w której sprzeciwia się traktowaniu drewna jako źródła odnawialnej energii. Nasza polityka klimatyczna usiana jest minami i ślepymi uliczkami. A przecież jeżeli będziemy udawać że ich nie ma, wcale nie znikną.

Greta jest bardzo dobra w zauważaniu takich paradoksów, kiedy politycy czy aktywiści mówią jedno, a robią co innego. Jej słynne „HOW DARE YOU” jest bardzo trafne. Greta apeluje także by słuchać naukowców, chciałbym więc powtórzyć: stanowisko Międzynarodowej Agencji Energetycznej i Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) a w naszym kraju choćby Polskiej Akademii Nauk jest jasne – w światowej i polskiej transformacji energetycznej dominować będzie OZE. Ale potrzebujemy też atomu, który jest konieczny do stworzenia w pełni zeroemisyjnego miksu.

“To błąd, ale nic nie można zrobić”

Jakiś czas temu wystosowaliście też list do rządu i obywateli niemieckich, w którym apelowaliście by „Republika Federalna Niemiec rozważyła raz jeszcze swoją decyzję o odejściu od energii jądrowej”. Czy spotkał się on w Niemczech z jakimkolwiek odzewem?

Niestety nie oficjalnie. Prywatnie wielu decydentów, aktywistów przyznaje rację że „tak tak, to błąd, ale nic nie można zrobić”. Dlatego jedziemy drugi raz.

Niemcy to źródło i początek tej katastrofalnej polityki w Europie, a zaraz po nich czeka nas wszystkich kwestia Belgii. Która jako jedyny kraj EU będzie się karbonizował do 2030 – zwiększy swoje emisje gazów cieplarnianych. Będą wymieniać atom na gaz ziemny z dodatkiem OZE, a ich ministra energii Tina van Straten bardzo mocno zabiega w Brukseli o możliwość dotacji do spalania paliw kopalnych. Niestety, bardzo mało się o tym mówi.

Jest jeszcze szansa, że Niemcy wycofają się z decyzji o odejściu od energetyki jądrowej?

Dopóki błękitne światełko się tli, jeszcze nic straconego.

Chciałbym żebyśmy nie poprzestawali na przebijaniu się w klimatycznych ambicjach, które są tym wyższe, im bardziej oddalone w czasie. Od obietnic stężenie CO2 w atmosferze nie spada. Warto spojrzeć na to co tu i teraz, na to co konkretnie dzieje się na naszych oczach. Co ma wpływ na to, ile gazów cieplarnianych będziemy mieli w atmosferze w 2050 roku. Ludzie mogą próbować lepszej lub gorszej adaptacji do innego klimatu, ale przyroda i biosfera jest praktycznie zdana na naszą łaskę w tej kwestii. Nie pozwólmy by były one zakładnikami naszych fobii.

Bardzo dziękuję za rozmowę

Zdjęcie: Agata Brzezińska

Podziel się: